Ród smoka (2022) – recenzja 3. sezonu serialu [HBO max]. Golem na glinianych nogach

Ród smoka (2022) – recenzja, opinia o serialu [HBO max]. Golem na glinianych nogach

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 10:07
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Trzeci sezon „Rodu smoka” dobiegł końca. Wojna powoli chyli się ku końcowi, a układ sił ponownie uległ diametralnym zmianom. Porozmawiajmy – nie bacząc na spoilery – o tym, co w tej paczce odcinków zagrało, a co nie.

Raz jeszcze, Ryan Condal zastosował tę samą sztuczkę – zrobił bardzo głośną i widowiskową pierwszą połowę sezonu, by w drugiej raczyć nas głównie rozmowami, zdradami i czym tam jeszcze. Na szczęście, tym razem była to jednak cisza przed burzą i oto dostaliśmy bitwę o Tumbleton – punkt zwrotny wojny, po którym Czarni zostaną praktycznie pokonani. A wszystko przez Ulfa Białego (Tom Bennett). Chociaż tak naprawdę to nie. To bardziej wina Daemona i jego królowej (Matt Smith i Emma D'Arcy), którzy swojego prawdopodobnie najważniejszego, obok Hugh Młota, sojusznika – jeźdźca trzeciego największego obecnie smoka – traktowali jak zwykłego śmiecia. I ja rozumiem, że to się musiało stać, że tak też napisał to George w swojej książce, ale czy nie dało się jakoś trochę lepiej tego rozpisać? Żeby ta zdrada była odrobinę mniej oczywista, a Czarni trochę mniej... niemądrzy w swoich działaniach? Jest to zresztą szerszy problem całego serialu.

Dalsza część tekstu pod wideo

Znakomita większość decyzji podejmowanych przez naszych bohaterów w tym sezonie jest zwyczajnie głupia. Chyba, że to właśnie o to chodziło? Może mamy dojść do wniosku, że Rhaenyra nie nadaje się na królową, że jest zbyt impulsywna, a jej wzrok nie sięga poza czubek jej nosa? Ci, którzy czytali książkę (albo chociaż stronę na wikipedii), wiedzą do jakiego końca zmierza opowieść, więc rozumiem, że pewne rzeczy pokazać zwyczajnie trzeba, ale, kurcze blade, ciężko się to trochę ogląda. Podobnie wielki strateg Daemon, wystawiający samego siebie jako pułapkę na zabójców po cichu mordujących Złote Płaszcze w całej Królewskiej Przystani. I czemu to miało służyć? Jeszcze żeby chociaż wziął tego mordercę żywcem, żeby można było wyciągnąć z niego informacje torturami, lecz nie! Chodziło chyba wyłącznie o to, aby umieścić go na ulicy, żeby mógł zobaczyć Ulfa i zmieszać go z błotem na oczach mieszkańców miasta.

Ród smoka (2022) – recenzja, opinia o serialu [HBO max]. Nowy antagonista daje odpocząć reszcie

Interesującym dodatkiem do tego sezonu okazał się być Ormund Hightower (James Norton) – dzika karta, niby związany z Zielonymi, choć tak naprawdę grający w swoją własną grę, przebiegły strateg. Norton gra go po prostu doskonale. Jest coś w jego twarzy, co zdaje się wręcz krzyczeć „jestem zadufanym, kochającym własne piardy łachem”. I bardzo dobrze, ponieważ daje nam to kogoś, kogo możemy bezkarnie nienawidzić, wyraźnego antagonistę. Jest on również zasłoną dymną, odwracającą, poniekąd, uwagę widza od staczającej się coraz bardziej Rhaenyry. Co prawda, w finale sezonu grunt trochę za bardzo pali mu się pod nogami, przez co cała ta jego przebiegłość i opanowanie znikają tak doszczętnie, jakby nigdy nie istniały. Jakbyśmy nagle oglądali zupełnie inną postać. Trzeba jednak przyznać, że po drodze był on szalenie ciekawą postacią, a zakończenie jego wątku poprowadzono bardzo satysfakcjonująco.

Nie jestem pewien, czy podoba mi się wątek Aemonda (Ewan Mitchell) w tym sezonie. Z jednej strony to interesujące, że jest on zasadniczo paralelą Daemona z poprzedniego sezonu, co pokazuje nam, jak podobnymi, w gruncie rzeczy są oni postaciami i ustawia ich na kurs kolizyjny w finałowych odcinkach serialu. Z drugiej, ponowne oglądanie jak białowłosy facet pląta się po Harrenhal, rozmawia z wiedźmą i ma koszmary, jest trochę nudne. Bo ile można oglądać to samo, bez praktycznie żadnych zmian, za to z odrobiną kompletnie obrzydliwego kazirodztwa? Dopiero na samym końcu, kiedy Aemond staje twarzą w twarz z bratem, którego próbował zabić, ponownie staje się on jakkolwiek ciekawy. A skoro już o bracie rozmawiamy...

Ród smoka (2022) – recenzja, opinia o serialu [HBO max]. Król Aegon II i praca u podstaw

Aegon (Tom Glynn-Carney) bez dwóch zdań był najciekawszą postacią tego sezonu. Od bardzo skromnego początku, gdzie zdany był na łaskę Larysa (Matthew Needham), przez powolny bunt i odzyskanie swojej królewskiej dumy, na lekkim szaleństwie i odzyskaniu swojego smoka kończąc. Jego ostatnie dwie sceny – odzyskanie Sunfyre i konfrontacja z Aemondem – przygotowane zostały doskonale. Ta pierwsza zabiera nas w ekspresową podróż przez wszystkie stany umysłu młodego króla, niejako podsumowuje jego drogę do tego momentu, po czym oddaje mu smoka, symbol jego królewskiej władzy. Spotkanie z bratem pokazuje natomiast jego drugą stronę, tę dostępną wyłącznie dla bliskich. Jest wściekły, ma prawo nienawidzić Aemonda i domagać się jego śmierci, lecz tak naprawdę chce jedynie – metaforycznie – strzelić go w łeb i kazać się ogarnąć. To bardzo uczłowieczający moment, stojący w kompletnej opozycji do obecnego położenia Rhaenyry, bardzo wyraźnie ustawiający pionki na finałową bitwę.

Bitwy i smoki, jak zawsze, przygotowane zostały absolutnie pierwszorzędnie. Kiedy w siódmym odcinku trzy smoki kąsają Owcokrada, wygląda to tak prawdziwie, tak namacalnie, że dosłownie zrobiło mi się szkoda tej wielkiej, niebezpiecznej bestii – jakby to było żywe zwierzę. Nie rozumiem jedynie, dlaczego po tej scenie cały wątek Rhaeny (Phoebe Campbell) został praktycznie zamieciony pod dywan – do samego końca nie słyszymy już nic więcej o tym, co się z nią stało, jakie konsekwencje zostaną wobec niej wyciągnięte. W książce to nie ona była jeźdźcem Owcokrada, więc może Condal i jego ekipa zwyczajnie nie wymyślili jeszcze, co dalej z nią zrobią?  Pozostając jeszcze na sekundę przy efektach wizualnych – kto zaprojektował tę wizję Haeleny (Phia Saban) z siódmego odcinka i ile dostał na nią pieniędzy? Przysłowiową dyszkę? To było jedno z najsłabszych zastosowań CGI w całym serialu, niemal dosłownie bijące widza po oczach. Ostatecznie był to raczej mało istotny moment, więc pewnie dlatego potraktowali go lekko po macoszemu, lecz kiedy cała reszta wygląda tak dobrze, nagłe zejście tak nisko boli podwójnie.

Ród smoka (2022) – recenzja, opinia o serialu [HBO max]. Zmiany na lepsze?

A propos zmian względem papierowego oryginału! Jestem pewien, że wiele osób kompletnie się tu ze mną nie zgodzi, ale mi osobiście – w większości – one nie przeszkadzają. Cieszę się wręcz, że postać Hugh Młota (Kieran Bew) została rozbudowana względem oryginału. W książce był on znacznie prostszym człowiekiem, podobnym do Ulfa. Condal uczłowieczył go dając mu honor i żonę, o której nieustannie myśli. Jasne, ostatecznie dojdzie on zapewne do tego samego finału, co na kartach „Ognia i Krwi”, co zostało zasugerowane bardzo mocno i wyraźnie w ostatnim odcinku, ale jego droga do tego zakończenia jest znacznie ciekawsze niż według podań narratorów książki. Ktoś powie, że Martin nie tak to wymyślił i powinni się trzymać jego wizji. Ja odpowiem, że w moich oczach stracił on prawo do marudzenia, kiedy postanowił wypiąć się na własnych fanów i robić wszystko, tylko nie kończyć swojego opus magnum. No i nie zapominajmy, że to, o czym czytamy w książce to tylko podania z drugiej i trzeciej ręki, a nie prawda ostateczna. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby część z tych wydarzeń nie była do końca prawdziwa. A jeśli George miał w głowie detale na temat tego, jak poszczególne wątki powinny były wyglądać, to mógł się tym podzielić z twórcami serialu. 

Na koniec dwa elementy tego sezonu, które zupełnie mi nie zagrały. Po pierwsze, Baela i Alyn (Bethany Antonia i Abubakar Salim). Ja rozumiem, że tak to właśnie było w książce, ale serial kompletnie zawalił ich relację. Nie dlatego, że źle ją ukazał, nie. Condal i ekipa po prostu w ogóle nam jej nie pokazali, po czym nagle widzimy ich całujących się namiętnie. Co tu się wydarzyło?! Jak i kiedy?! Drugim i chyba nawet większym problemem jest Alicent (Olivia Cooke), na którą zdecydowanie nie ma pomysłu, a która wciąż trzymana jest jako jedna z głównych postaci, ponieważ jej dawna przyjaźń z Rhaenyrą wciąż jest jednym z filarów tej opowieści. Co więc robią z nią scenarzyści? Przepisują ją jako chyba najbardziej niegodziwą postać w całym serialu. Trzeba oddać miasto? Dobra, oddajemy. Grunt żeby Haelena miała spokój. Trzeba pozbyć się Aemonda, mojego syna? Dobra, jadę sama go zabić. Grunt żeby Haelena miała spokój. Rhaenyra zamordowała mojego ojca? Nieważne! Grunt żeby Haelena miała spokój. To wręcz lekko komiczne, jak wiele ta kobieta jest w stanie poświęcić dla swojej córki. Mam nadzieję, że wszystkie te jej decyzje zostaną należycie podsumowane w czwartym sezonie, zwłaszcza po tym, co stało się z Haeleną w ostatnim odcinku.

Koniec końców, trzeci sezon „Rodu smoka” to dobry kawałek telewizji, regularnie ocierający się o wybitność, lecz ciągnięty nieco w dół specyficznymi decyzjami scenariuszowymi i okazjonalnymi dłużyznami w drugiej połowie sezonu. Scenarzyści dobrze wiedzą dokąd zmierzają, ale chyba nie zawsze mają pomysł jak tam dotrzeć. Czego by jednak nie mówić, był to ogólnie mocny sezon, kilkukrotnie zmieniający układ sił, a także zmyślnie manipulujący sympatią widzów do poszczególnych postaci. Finał tej historii powinien być bardzo ciekawy. Ja nie mogę się już doczekać!

P.S. Kończ wreszcie te książki, George!
P.S.2 Nie napisałem nic o śmierci Cole'a, bo nie chcę aby ludzie śpiewali o nim pieśni.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Atuty

  • Świetna bitwa morska i późniejsze oblężenie miasta;
  • Postacie może i zachowują się miejscami niemożliwie irytująco, ale zdecydowanie ewoluują w interesujący sposób;
  • Odstępstwa od papierowego oryginału zazwyczaj ciekawe i zrobione z sensem, usprawniające opowieść;
  • Piękne efekty wizualne i muzyka Ramina Djawadiego;
  • Ormund Hightower.

Wady

  • Okazjonalnie mniej niż wybitne CGI;
  • Wątek Baeli i Alyna;
  • W większości nudny Aemond;
  • Co się stało z Rhaeną?

Wielkie bitwy, bolesne zdrady, nielogiczne decyzje i garść fabularnych dłużyzn – oto trzeci sezon „Rodu smoka” w telegraficznym skrócie. Zdecydowanie był to krok w dobrą stronę po błędach popełnionych przez poprzedni sezon, ale nie wszystko zagrało tak, jak powinno. Tak czy inaczej, finałowy sezon będzie wielkim widowiskiem i już nie mogę się go doczekać.

7,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper