Denshattack! – recenzja gry. Tramwaj po japońsku

Denshattack! – recenzja i opinia o grze [PS5, XSX, NS2, PC]. Tramwaj po japońsku

Krzysztof Grabarczyk | Dzisiaj, 17:00

Bardzo często spotykam się z takim zdaniem: „w branży gier wymyślono już wszystko” – z koncepcyjnego punktu widzenia ma to sens, z technicznego? Niespecjalnie. Technologia w grach ulega ciągłym ewolucjom znanych mechanik. Co, jeśli pojawiłoby się studio zdolne do wymieszania znanych patentów w taki sposób, że ich grę należałoby niemal uznać za nowatorską? Do tego z uzależniającą rozgrywką, która wymaga nieustannego treningu umiejętności? Z odpowiedzią przychodzą twórcy z niezależnego studia Undercoders i atakują swoim Denshattack! Zapraszam do recenzji.

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście/zastanawiałyście co może wyjść z fuzji serii Tony Hawk’s Pro Skater oraz Jet Set Radio, to dzieło Undercoders byłoby zapewne najbliższe Waszym wyobrażeniom. Jest to gra, która stara się być tak niekonwencjonalna, jak tylko to możliwe. Odzwierciedla istotną prawdę sektora indie, w którym jest dużo miejsca na kreatywne, szalone, a jednak i praktyczne pomysły. Jednocześnie autorzy starają się dotrzymać kroku aktualnej rzeczywistości używając trafnych, metaforycznych odniesień pod postacią zmian klimatycznych i korporacyjnej żądzy wpływów gdzie to tylko możliwe. Do Denshattack! wklejono najlepsze elementy gier arcade z przełomu wieków. Będzie grindowanie, są kickflipy i obroty, omijanie przeszkód i zawrotna prędkość. Tylko, że te wyczyny robimy zza kabiny...tramwaju. „Tony Hawk na japońskich szynach” – tak swoją grę określił David Jaumandreu. Trudno się nie zgodzić.

Dalsza część tekstu pod wideo

Studio Undercoders powstało w 2005 roku od początku działalności celując w gry mobilne. Potem zjawiły się Conga Master i Treausures of the Aegean, które debiutowały już na konsolach. Denshattack! Jest wynikiem pracy zespołu core’owego liczącego dwunastu członków i członkiń. Trudno mi wyjść z podziwu jak przy tak chaotycznej koncepcji udało się srtworzyć grę właściwie pozbawioną rażących błędów, grę bardzo spójną mechanicznie. Nie owijając dłużej w bawełnę, przygotujcie się na podróż przez Japonię, o jakiej nie śniliście. Kreskówkową, dynamiczną i cholernie grywalną.

Ustrój klimatyczny to sedno fabuły Denshattack!

undefined

Emi porusza się swoim wymalowanym wszystkimi kolorami świata tramwajem. Zalicza kolejne prefektury dostarczając ludziom przesyłki. Jest jedną z tych odważnych, która nie boi się zmiany klimatycznej. Ludzie otoczyli się drapaczami chmur największych japońskich metropolii, a same miasta znajdują się pod specjalnymi kopułami klimatycznymi, chroniącymi ludność przed negatywnymi skutkami atmosfery. Pewnego razu główna bohaterka dowiaduje się o istnieniu subkultury znanej jako Denshattackerzy, coś jak skaterzy, tylko dla odmiany jeżdzący tramwajami. Przedstawiciele tej subkultury wykorzystują wyludnione obszary i postanawiając odbudować linie torów kolejowych. Z czasem w Japonii utworzyły się całe gangi biorące udział w zawodach. Podekscytowana i pełna determinacji Emi wyrusza więc na szaleńczą jazdę i poznaje tajniki Denshattackerów.

W recenzowanym Denshattack! liczy się bezbłędne pokonywanie przeszkód i wykonywanie jak największej ilości tricków przy maksymalnie długich kombinacjach. To jawna inspiracja serią Tony Hawk i została przeniesiona w sposób bardzo przejrzysty. Z racji faktu poruszania się tramwajem zakres wyboru kierunków mamy bardzo ograniczony. Właściwie jest to, dosłownie, „gra na szynach” – Denshattack! Przypomina pod tym względem największe hity z rynku mobilnego, jak Lara Croft Go! Tramwajem można zatrąbić, aby zwolniły się blokady, można nim skoczyć z jednego toru na kolejny. Rzadko, bo rzadko, należy zahamować i wreszcie wyskoczyć ku górze w odpowiednim momencie. Sterowanie jest bardzo praktyczne, choć z początku nieco gubiłem się w manewrach. Deshattack! Wymaga przynajmniej godzinnego treningu, aby cieszyć się swobodną jazdą i trzaskaniem jak najlepszego wyniku (tricki wykonujemy w powietrzu prawą gałką analogową). W grze siedzi duch czystego arcade i dlatego to jedna z największych niespodzianek tegorocznego lata.

Denshattack! jest jak próba utrzymania rozpędzonej bestii. Tramwaj porusza się z zawrotną prędkością, a poziomy zostały tak skonstruowane, aby sukcesywnie łączyć sztuczki w całe combosy i zwiększać mnożnik punktów. Emi przejedzie przez sektory bardziej i mniej zurbanizowane, w części tras istnieje coś na zasadzie freeroamu, gdzie trzeba przeskoczyć tramwajem na właściwy tor, aby odkryć dostępną zawartość. W trakcie misji są aktywności poboczne, za które rośnie ocena końcowa. Im wyższy wynik tym szybciej rośnie poziom postaci. Trasy trwają zazwyczaj kilka minut i możne je powtarzać do woli, aż opanujemy je do perfekcji. W Denshattack! Aż chce się jeździć coraz lepiej i lepiej. Jeśli chodzi o wersję na konsole, pady sprawdzają się bardzo dobrze. Co do edycji na Nintendo Switch 2 rekomendowałbym skorzystanie z Pro Controllera.

Kreskówkowe szaleństwo Denshattack! zachwyca

undefined

W recenzowanym Denshattack! śmiga właściwie wszystko. Gra ma bardzo dobrze przemyślaną rozgrywkę, w której liczą się i reaktywność i kreatywność po stronie użytkownika. Twórcy nie unikają wszelkich znajdziek jakie drapniemy po drodze. Od baloników korporacji Miraido po destrukcję wieżyczek komunikacyjnych. Standardowe trasy rozłożone w kilku prefekturach uzupełniają starcia z bossami, szalenie pomysłowe i trudne do pokonania. Wbrew pozorom Undercoders dostarczyli grę wymagającą, nie wybaczającą pomyłek ale i przystępną. Swobodne korzystanie z możliwości wymaga jednak nieco praktyki. Do przebycia mamy pięćdziesiątkę rozmaitych tras. Oczywiście, zabawa nie miałaby głębszego sensu, gdy nie możliwość kustomizacji pojazdu, tramwaj można dostroić na kilka sposobów. Twórcy zadbali o to co najważniejsze w grach tego typu, czyli wydajność. Gra zasuwa bez żadnych zgrzytów. Do tego całości dopełnia bardzo miła dla oka oprawa graficzna i muzyka Tee Lopes’a, który stworzył ścieżki audio dla Sonic Mania, Sonic Frontiers i TMNT: Shredder’s Revenge.

Jeśli tęsknicie za klimatami arcade rodem z najlepszych lat Segi i Tony Hawk’s Pro Skater, nie ma co się zastanawiać nad zakupem Denshattack! Jej otoczka tylko dziwnie brzmi, w końcu młoda geek-girl wyrusza tramwajem robić kickflipy, przewrotki i grindy (ze wskaźnikiem równowagi do kontrolowania). Pod tą groteskową narracją kryje się świetna arcade’owa rozgrywka upstrzona ładną, kolorową graficzką. To oczywiście produkcja dla bardzo wąskiego grona odbiorców, jest też skierowana do entuzjastów wszystkiego co japońskie. Wizualnie i muzycznie to uczta dla japonofilów i geeków, mechanicznie to wyzwanie dla hardkorowców pamiętającym swoje najlepsze wyniki na wirtualnych deskorolkach. Myślę, że Denshattack! bez problemu wkupi się w łaski obydwu elektoratów. W grze nie ma polskiej wersji językowej, lecz narracja jest tutaj dodatkiem, a nie daniem głównym. To jeden z tych wakacyjnych przebojów, które trzeba sprawdzić. Niesamowicie dziwne ale i intrygujące i dopięte systemowo. Skaczcie na tory!

Advertisement

Ocena - recenzja gry Denshattack!

Atuty

  • Rozgrywka
  • Oprawa wizualna
  • Muzyka
  • Grywalność

Wady

  • Czasem można się pogubić
  • Jazda tylko po wyznaczonym torze, słaba dowolność wyboru
  • Jakość co niektórych tekstur pamięta czasy PS2

Tramwaj zamiast deskorolki w japońskiej stylistyce. Zawrotna prędkość, i potężna grywalność nie pozwalają, aby pominąć tę produkcję. Gorąco zachęcam.
Graliśmy na: PS5

Krzysztof Grabarczyk Strona autora
Weteran ze starej szkoły grania, zapalony samouk, entuzjasta retro. Pasjonat sportów siłowych, grozy lat 80., kultury gier wideo. Pisać zaczął od małego, gdy tylko udało mu się dotrwać do napisów końcowych Resident Evil 2. Na PPE dostarcza weekendowej lektury, czasem strzeli recenzję, a ostatnio zasmakował w poradnikach. Lubi zaskakiwać.
cropper