Final Fantasy VII Rebirth - recenzja i opinia o grze [Switch2]. Poważny test konsoli
Final Fantasy VII Remake zachwycił graczy na Nintendo Switchu 2, jednak biorąc okoliczności, widziałem, że muszę jak najszybciej sprawdzić Final Fantasy VII Rebirth. Square Enix przeniosło na hybrydowy sprzęt Nintendo znacznie większą, bardziej otwartą i ambitniejszą przygodę, więc pytanie nasuwa się samo: jak ta ogromna produkcja wygląda i działa na Switchu 2? Przeczytajcie naszą recenzję.
Final Fantasy VII Remake na Nintendo Switchu 2 było naprawdę znakomitym pokazem możliwości nowej konsoli Nintendo, ale trzeba pamiętać o jednym bardzo ważnym szczególe - ta produkcja była rozwijana jeszcze z myślą o PlayStation 4. Square Enix przeniosło na hybrydowy sprzęt grę efektowną, dopracowaną i nadal świetnie wyglądającą, ale jednocześnie zamkniętą w bardziej liniowych lokacjach, z kontrolowaną strukturą i znacznie mniejszą skalą niż jej kontynuacja.
Z Final Fantasy VII Rebirth sytuacja wygląda zupełnie inaczej. To już tytuł projektowany od początku z myślą o PlayStation 5, a więc znacznie większy, bardziej otwarty i wyraźnie bardziej wymagający dla sprzętu. Już od pierwszych chwil widać, że Switch 2 musi mierzyć się tutaj z dużo trudniejszym zadaniem - rozległe regiony, większa liczba aktywności, bardziej rozbudowane lokacje, intensywne starcia i filmowe sceny sprawiają, że nie jest to tak „łatwy” port jak Final Fantasy VII Remake.
I właśnie dlatego Final Fantasy VII Rebirth na Nintendo Switchu 2 jest tak ciekawym testem. To nie tylko kolejna odsłona wielkiej przygody Clouda, Tify, Aerith i Barreta, ale także bardzo wyraźna zapowiedź tego, czego możemy spodziewać się po zakończeniu trylogii, które w przyszłym roku również trafi na sprzęt Nintendo. Square Enix pokazuje tutaj skalę swoich ambicji, ale jednocześnie wystawia Switcha 2 na próbę, która od początku zdradza, że przy tak ogromnym RPG-u kompromisy będą nieuniknione.
Tę historię trzeba poznać

Recenzowany Final Fantasy VII Rebirth zaczyna się dokładnie tam, gdzie Final Fantasy VII Remake zostawił graczy - Cloud, Tifa, Aerith, Barret i Red XIII opuszczają Midgar i po raz pierwszy naprawdę wychodzą w świat. To bardzo ważny moment, bo po zamkniętej, dusznej i kontrolowanej przez Shinrę metropolii nagle trafiamy do znacznie większej przygody, w której stawką nie jest już wyłącznie walka z korporacją wysysającą życie z planety. Drużyna rusza śladem Sephirotha, ale ta podróż szybko okazuje się czymś znacznie bardziej osobistym. Każdy kolejny region, każda rozmowa i każda większa scena dokładają nowy element do opowieści o przeszłości Clouda, roli Aerith, lękach Tify, gniewie Barreta oraz miejscu Red XIII w tym świecie.
Wielkie wrażenie robi sposób, w jaki Square Enix rozbudowało klasyczne wydarzenia. Final Fantasy VII Rebirth nie biegnie od jednej kultowej sceny do drugiej, tylko pozwala tej historii oddychać. Twórcy pokazują codzienność bohaterów, ich zmęczenie, niepewność, żarty, drobne spięcia i coraz mocniejsze przywiązanie do siebie nawzajem. Dzięki temu drużyna nie jest tylko zestawem wojowników z różnymi umiejętnościami, ale ekipą ludzi, którzy naprawdę zaczynają na sobie polegać. W moim odczuciu szczególnie dobrze twórcom udało się zaakcentować spokojniejsze momenty między misjami - rozmowy podczas podróży, reakcje na nowe miejsca, krótkie wymiany zdań i sceny, które nie zawsze popychają fabułę do przodu, ale świetnie budują więź z bohaterami.
W centrum tej historii cały czas pozostaje Sephiroth. Jego obecność czuć nawet wtedy, gdy nie stoi bezpośrednio przed drużyną. To cień wiszący nad całą wyprawą - postać związana z traumą Clouda, tajemnicą Nibelheim i pytaniem o to, co naprawdę wydarzyło się w przeszłości. Final Fantasy VII Rebirth bardzo dobrze podsyca niepokój wokół jego planów, nie zdradzając wszystkiego zbyt szybko.

Świetne jest to, jak Final Fantasy VII Rebirth bawi się pamięcią fanów. Square Enix doskonale wie, że wielu graczy zna oryginalne Final Fantasy VII niemal na pamięć, dlatego historia często prowadzi nas przez znajome miejsca i sytuacje, ale robi to w sposób znacznie bardziej rozbudowany. Znane lokacje otrzymują nowe tło, poboczne postacie dostają więcej miejsca, a wydarzenia, które kiedyś były krótszym fragmentem podróży, tutaj potrafią zamienić się w pełne sekwencje z własnym rytmem, napięciem i emocjonalnym ciężarem. To nadal Final Fantasy VII, ale opowiedziane z rozmachem współczesnej superprodukcji.
Skala tej historii jest ogromna i warto to podkreślić - to nie jest przygoda na jeden weekend. Final Fantasy VII Rebirth prowadzi gracza przez wielką wyprawę, w której główny wątek przeplata się z eksploracją, aktywnościami pobocznymi, minigrami i dodatkowymi scenami rozwijającymi relacje w drużynie. Poznając tę przygodę czasami miałem wrażenie, że Square Enix chce pokazać absolutnie wszystko: wielki konflikt z Shinrą, pościg za Sephirothem, osobiste dramaty bohaterów, tajemnice planety, ciężar przeszłości i coraz mocniejsze poczucie, że ta podróż prowadzi do wydarzeń, których nie da się łatwo zatrzymać.
I tutaj wersja na Nintendo Switcha 2 zyskuje dodatkowy sens. Przy tak ogromnej, wielowątkowej historii możliwość grania w dowolnym miejscu naprawdę pomaga. Można przejść większy fragment fabuły na telewizorze, później wrócić do zadań pobocznych w trybie przenośnym, spokojnie eksplorować kolejne regiony albo po prostu spędzić kilkanaście minut na rozwoju drużyny. Final Fantasy VII Rebirth jest tak dużą grą, że hybrydowy charakter Switcha 2 naturalnie pasuje do jej struktury. Szkoda tylko, że przy produkcji tej skali zabrakło cross-save’u, bo wielu graczy mogłoby potraktować wersję Nintendo jako idealny sposób na kontynuowanie przygody rozpoczętej wcześniej na PlayStation 5 lub PC.
Znany gameplay czy coś więcej?

Pod względem rozgrywki recenzowany Final Fantasy VII Rebirth jest ogromnym krokiem naprzód względem Final Fantasy VII Remake. Square Enix nie wyrzuciło do kosza fundamentów, które tak dobrze działały w poprzedniej części, ale bardzo wyraźnie je rozbudowało. Nadal mamy tu świetne połączenie dynamicznej akcji z taktycznym zarządzaniem drużyną, paskami ATB, Materiami, umiejętnościami i zmianą postaci w trakcie walki, ale całość jest większa, szybsza i znacznie bardziej efektowna.
Znakomitą nowością są oczywiście akcje związane z synergią, które świetnie podkreślają, że nie kierujemy zbiorem przypadkowych wojowników, ale drużyną coraz mocniej związaną wspólną podróżą. Bohaterowie mogą wykonywać wspólne ataki, wspierać się w konkretnych sytuacjach i odpalać efektowne kombinacje, które nie tylko dobrze wyglądają, ale też mają realne znaczenie taktyczne. To bardzo dobrze współgra z fabułą, bo relacje między postaciami nie kończą się na przerywnikach filmowych - one są widoczne również podczas walki. Gdy Cloud i Tifa ruszają razem do ataku albo Barret wspiera towarzyszy potężnym ostrzałem, gra świetnie pokazuje, że ta ekipa naprawdę uczy się ze sobą działać.
Sama walka jest jednym z najmocniejszych powodów, dla których tak łatwo wracać do Final Fantasy VII Rebirth. Nawet zwykłe starcia z przeciwnikami potrafią sprawiać frajdę, bo system cały czas wymaga aktywnego działania. Trzeba obserwować słabości wrogów, przełamywać ich obronę, wykorzystywać odpowiednie zaklęcia, dobierać umiejętności i reagować na sytuację na arenie. To nie jest proste wciskanie jednego przycisku do ataku. Najlepsze momenty doświadczamy w momencie, gdy to wszystko zaczyna wspólnie działać i sprawiać największą frajdę - budujemy ATB, przełączamy bohaterów, wykorzystujemy coraz mocniejsze umiejętności, dobijamy przeciwnika kombinacją i po chwili płynnie przechodzimy do kolejnego celu.

Ogromne znaczenie ma również skala całej przygody. Final Fantasy VII Rebirth nie jest liniową kontynuacją, którą można przejść w jeden weekend, tylko wielkim RPG-iem pełnym regionów, aktywności pobocznych, sekretów, dodatkowych walk, wyzwań, zadań i minigier. Po opuszczeniu Midgaru świat naprawdę się otwiera, a gra co chwilę zachęca, by zejść z głównej ścieżki. Możemy tropić potężniejszych przeciwników, sprawdzać kolejne punkty na mapie, rozwijać drużynę, wykonywać zadania dla napotkanych postaci, szukać znajdziek, brać udział w dodatkowych aktywnościach i po prostu chłonąć świat, który w oryginale był tylko zarysowany, a w drugiej części trylogii Square Enix zapewniło zupełnie nową skalę.
Dodatkowej zawartości jest tutaj naprawdę mnóstwo i to jeden z tych elementów, które mogą jednych zachwycić, a zdaję sobie doskonale sprawę, że innych trochę przytłoczyć. Square Enix wrzuciło do gry ogrom minigier i pobocznych atrakcji - od wyścigów chocobo, przez aktywności zręcznościowe, po bardziej rozbudowane wyzwania i karciankę Queen’s Blood. Ta ostatnia bardzo szybko potrafi wciągnąć na dłużej, bo nie jest tylko prostym dodatkiem wrzuconym z obowiązku. To osobna, przemyślana gra w grze, w której budowanie talii, poznawanie zasad i pokonywanie kolejnych przeciwników daje zaskakująco dużo satysfakcji. Najlepsze jest jednak to, że Final Fantasy VII Rebirth przez większość czasu potrafi zachować odpowiedni rytm między wielką historią a tym całym pobocznym chaosem. Gdy chcemy iść za fabułą, gra dostarcza mocne sceny, świetne dialogi i wielkie momenty. Gdy potrzebujemy odpocząć od głównego wątku, możemy zająć się eksploracją, minigrami albo rozwojem drużyny. Właśnie dlatego ta produkcja tak dobrze pasuje do Nintendo Switcha 2. Możliwość rozegrania jednej walki, zrobienia kilku aktywności pobocznych albo spokojnego przejścia fragmentu regionu w trybie przenośnym naprawdę ma sens przy grze tej skali.
Ostatecznie rozgrywka w Final Fantasy VII Rebirth broni się znakomicie, bo nie opiera się tylko na sentymencie do klasyka. To nowoczesne, ogromne i bardzo bogate RPG, które potrafi zachwycić walką, zaskoczyć liczbą atrakcji i zatrzymać gracza na dziesiątki godzin. Można dyskutować, czy niektórych aktywności pobocznych nie jest momentami aż za dużo, ale trudno nie docenić ambicji Square Enix. To gra, która cały czas coś proponuje - kolejną walkę, kolejną rozmowę, kolejną minigrę, kolejne wyzwanie i kolejny powód, by zostać w tym świecie jeszcze chwilę dłużej.
Jak wygląda Final Fantasy VII Rebirth na Nintendo Switchu 2?

Recenzowany Final Fantasy VII Rebirth na Nintendo Switchu 2 nadal potrafi wyglądać bardzo dobrze, ale już od pierwszych godzin widać, że nie jest to tak efektowny i równy port jak Final Fantasy VII Remake Intergrade… i szczerze mówiąc nie powinno to nikogo dziwić. Final Fantasy VII Remake był znacznie bardziej liniową produkcją, rozwijaną jeszcze z myślą o PlayStation 4, natomiast Final Fantasy VII Rebirth to ogromne RPG projektowane pod PlayStation 5, z dużymi regionami, większą liczbą aktywności, otwartymi przestrzeniami i znacznie większą skalą świata. Nintendo Switch 2 mierzy się z pewnymi ograniczeniami - Square Enix musiało pójść na szereg kompromisów, które nie niszczą przyjemności z gry, ale są widoczne praktycznie od początku.
Gra wykorzystuje dynamiczną rozdzielczość wspieraną przez DLSS. Na dużym ekranie Final Fantasy VII Rebirth celuje w 1080p, ale wewnętrzna rozdzielczość potrafi spadać do 960x540, natomiast na małym wyświetlaczu konsoli obraz może osiągać 1344x756, ale w cięższych scenach schodzi nawet do 672x380. Na małym ekranie Switcha 2 wiele z tych kompromisów da się zaakceptować, bo sama skala przygody robi wrażenie, a możliwość zabrania tak ogromnego RPG-a w podróż naprawdę ma znaczenie. Na telewizorze różnice względem PS5, PS5 Pro czy mocnego PC są już jednak znacznie łatwiejsze do wychwycenia.

Pewien problem dotyczy jednak jakości obrazu i detali. Tekstury potrafią doczytywać się bardzo wyraźnie, niektóre powierzchnie wyglądają miękko lub wręcz zbyt płasko, a w otwartych regionach szybko zauważymy pop-in roślinności, obiektów i drobnych elementów środowiska. W miastach i bardziej zaludnionych miejscach widać także mniejszą liczbę NPC-ów, a część postaci w dalszym planie potrafi prezentować się znacznie słabiej niż na mocniejszych platformach. To są właśnie te cięcia, które pokazują, jak duża jest różnica między bardziej kontrolowanym Final Fantasy VII Remake a dużo większym, bardziej wymagającym Final Fantasy VII Rebirth.
Średnio wypadają również włosy bohaterów, co w tak filmowej grze potrafi rzucać się w oczy. Cloud, Aerith czy Tifa w najważniejszych scenach nadal prezentują się dobrze, ale w trakcie eksploracji i w bardziej wymagających fragmentach widać charakterystyczne artefakty, miękkość oraz problemy z rekonstrukcją obrazu. To nie jest coś, co całkowicie psuje odbiór postaci, ale przy tak mocno wyreżyserowanej produkcji trudno tego nie zauważyć. Szczególnie że Final Fantasy VII Rebirth bardzo często pokazuje bohaterów z bliska i mocno opiera emocje na twarzach, animacjach oraz filmowej prezentacji.
Najważniejsze jest jednak to, że pomimo tych kompromisów rdzeń gry pozostał nienaruszony. Walka nadal działa świetnie, eksploracja zachęca do czyszczenia kolejnych regionów, a ogrom dodatkowej zawartości idealnie pasuje do hybrydowego charakteru Switcha 2. To nie jest najładniejsza wersja Final Fantasy VII Rebirth i nikt nie powinien udawać, że Nintendo nagle dogoniło PS5 Pro. To raczej imponujący, ale port z mądrymi kompromisami.
Jak działa Final Fantasy VII Rebirth na Nintendo Switchu 2?

Pod względem działania recenzowany Final Fantasy VII Rebirth na Nintendo Switchu 2 wypada tak, jak tego się spodziewałem… a w zasadzie nawet czasami lepiej. Square Enix postawiło na 30 klatek na sekundę i moim zdaniem była to jedyna rozsądna decyzja. Już Final Fantasy VII Remake Intergrade pokazał, że była to naprawdę mądra decyzja i w przypadku drugiej części nie mogliśmy oczekiwać cudów. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że Final Fantasy VII Remake był bardziej liniowy, zamknięty i łatwiejszy do kontrolowania, natomiast Final Fantasy VII Rebirth to ogromne RPG i właśnie z tego powodu nie spodziewałem się, ze Square Enix uda się ujarzmić tę przygodę na małym ekranie.
Niektórzy mogą powiedzieć, że Final Fantasy VII Rebirth brakuje 1-2 klatek w niektórych momentach, jednak ja szczerze mówiąc jestem pod naprawdę mocnym wrażeniem. Spadki nie są tak naprawdę zauważalne i dopiero przy poważniejszych testach i wyciąganiu materiałów można dostrzec drobne różnice względem natywnego 30 FPS.

Nie jest jednak sekretem, że Final Fantasy VII Rebirth wypada dobrze w trybie przenośnym. Na mniejszym ekranie łatwiej zaakceptować cięcia w jakości obrazu, a 30 klatek przy tej skali świata sprawia po prostu sensowne wrażenie. Walka nadal jest responsywna, przełączanie postaci działa dobrze, kombinacje wyglądają fantastycznie, a dynamiczne starcia nie sprawiają wrażenia, jakby Switch 2 nie radził sobie z podstawowym rytmem rozgrywki. To nie jest wersja dla osób, które oczekują perfekcyjnej płynności i ostrego obrazu znanego z mocniejszych platform, ale jako mobilne wydanie ogromnego RPG-a port naprawdę się broni.
Na telewizorze kompromisy są już znacznie bardziej widoczne. Wtedy łatwiej dostrzec doczytywanie elementów, niższą jakość detali i ogólną różnicę względem PlayStation 5 czy PC. Mimo to nawet w docku nie miałem poczucia, że gram w wersję zrobioną na siłę. To nadal pełne Final Fantasy VII Rebirth… z tą samą historią, tym samym systemem walki, tą samą zawartością i tym samym rozmachem.
Najważniejsze jest jednak to, że Square Enix dobrze zrozumiało priorytety. Przy tak dużej produkcji stabilne dążenie do 30 FPS jest lepszym wyborem niż próba wciskania nierealnego trybu 60 klatek, który prawdopodobnie wymagałby jeszcze większych cięć. Final Fantasy VII Rebirth na Switchu 2 mierzy się z ograniczeniami platformy, ale to oczywiście nadal bardzo grywalne, angażujące i zaskakująco kompletne doświadczenie.
Final Fantasy VII Rebirth to idealny tytuł na mały ekran?

Na małym ekranie Final Fantasy VII Rebirth robi ogromne wrażenie. To ogromne RPG, którego samo ukończenie głównej historii zajmuje dobre 40-50 godzin, a jeśli zaczniemy sprawdzać dodatkową zawartość, eksplorować regiony, wykonywać zadania poboczne, rozwijać relacje, grać w Queen’s Blood, brać udział w wyścigach, czyścić World Intel, polować na potężniejsze bestie, rozwiązywać wątki czy zatrzymywać się przy kolejnych aktywnościach w Gold Saucer, czas rozgrywki spokojnie może urosnąć do ponad 150 godzin. I właśnie przy takiej grze mobilność staje się ogromnym atutem.
Final Fantasy VII Rebirth bardzo dobrze smakuje na małym ekranie, bo hybrydowy charakter Switcha 2 idealnie pasuje do struktury tej przygody. Możemy przejść fragment głównego wątku na telewizorze, później wrócić do pobocznych aktywności w trybie przenośnym, rozegrać kilka walk, sprawdzić kolejną partię „Queen’s Blood”, wyczyścić zadanie w regionie albo po prostu spokojnie poeksplorować świat bez poczucia, że musimy siedzieć przed dużym ekranem przez kilka godzin.
Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że Final Fantasy VII Rebirth mocno męczy baterię Switcha 2. Przy odpowiednich ustawieniach ekranu można liczyć mniej więcej na okolice 2,5 godziny zabawy, ale nie jest to gra, z którą bez obaw wyjdziemy na cały dzień bez ładowarki. Jeśli planujecie dłuższą sesję poza domem, lepiej nie odchodzić za daleko od gniazdka albo po prostu wrzucić powerbank do plecaka.
Czy warto zagrać w Final Fantasy VII Rebirth na Nintendo Switchu 2?
Final Fantasy VII Rebirth na Nintendo Switchu 2 nie jest idealnym wydaniem tej znakomitej gry, ale trudno nie docenić tego, co udało się osiągnąć Square Enix. To ogromne, pełne rozmachu RPG, które na mocniejszych platformach wygląda lepiej, działa płynniej i oferuje bardziej efektowną prezentację świata. Na sprzęcie Nintendo widać kompromisy, ale nie zmienia to jednak faktu, że sama gra pozostaje kapitalna.
Największym atutem tej wersji jest mobilność. Final Fantasy VII Rebirth to przygoda na dziesiątki godzin, z ogromną fabułą, świetną walką, masą aktywności pobocznych i światem, do którego naprawdę chce się wracać. Możliwość zabrania tej produkcji ze sobą i grania w krótszych sesjach sprawia, że Switch 2 dostaje bardzo mocny argument. To nie jest najładniejsze wydanie Final Fantasy VII Rebirth, ale jest to wydanie, które potrafi świetnie wykorzystać hybrydowy charakter konsoli.
Ostatecznie fani Final Fantasy VII powinni być naprawdę zadowoleni. Jeśli akceptujecie techniczne kompromisy w zamian za możliwość grania w Final Fantasy VII Rebirth gdziekolwiek chcecie, wersja na Nintendo Switcha 2 będzie znakomitym wyborem.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Final Fantasy VII Rebirth.
Ocena - recenzja gry Final Fantasy VII Rebirth
Atuty
- Świetna, rozbudowana historia znakomicie rozwijająca wydarzenia z Final Fantasy VII Remake,
- Kapitalnie przedstawieni bohaterowie, świetne relacje w drużynie i mocna obecność Sephirotha,
- Bardzo dobry system walki, który rozbudowuje wcześniejsze założenia,
- Ogromna skala przygody - dziesiątki godzin fabuły i masa dodatkowej zawartości,
- Mobilność Switcha 2 świetnie pasuje do struktury tak dużego RPG-a,
- Gra działa dobrze i pozostaje w pełni grywalna mimo widocznych kompromisów,
- Pełna zawartość Final Fantasy VII Rebirth w wersji przenośnej robi naprawdę duże wrażenie.
Wady
- Słabsza oprawa względem innych platform,
- Widoczne doczytywanie tekstur, pop-in i uproszczenia w otwartych lokacjach,
- 30 FPS to rozsądny wybór, ale nie jest to wybitnie płynne doświadczenie,
- Brak cross-save’u boli przy tak ogromnej grze.
Final Fantasy VII Rebirth na Nintendo Switchu 2 to świetna gra w bardzo ambitnym, choć wyraźnie kompromisowym wydaniu. Na PlayStation 5 Pro czy mocnym PC otrzymamy lepszą grafikę i płynniejszą rozgrywkę, ale mobilność sprzętu Nintendo znakomicie pasuje do tak ogromnego RPG-a pełnego fabuły, walk, eksploracji i dodatkowej zawartości. Nie jest to najładniejsza ani najlepsza technicznie wersja Rebirth, ale działa dobrze, zachowuje całą siłę oryginału i dla wielu fanów możliwość zabrania tej przygody ze sobą będzie ogromnym atutem.
Graliśmy na:
NS2
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (7)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych