Toy Story 5 (2026) - recenzja filmu. Nie tylko nostalgiczny powrót do zabawy, ale kapitalna bajka dla każdego

Toy Story 5 (2026) - recenzja filmu [Disney]. Kapitalna bajka dla każdego dziecka i nie tylko

Maciej Zabłocki | Dzisiaj, 18:00

Pixar po raz kolejny kładzie na stole swoje najbardziej dochodowe karty, ale tym razem w rękawie ma potężnego asa. Kiedy w 2019 roku żegnaliśmy Chudego odjeżdżającego z pasterką Bo, wydawało się, że to ostateczne domknięcie tej trwającej od dekad sagi. Andrew Stanton, reżyser znany z najbardziej przemyślanych projektów studia, postanowił jednak otworzyć tę zabawkarską puszkę Pandory ponownie. W rezultacie dostaliśmy coś innego. Mroczną, poważną produkcję uderzająca w najbardziej czułe punkty współczesnego rodzicielstwa. Przeczytajcie naszą recenzję Toy Story 5. 

Już na wstępie zaznaczę, że to nie jest, na całe szczęście, skok na portfele z wykorzystaniem nostalgii, ale pełnoprawna, kapitalnie napisana historia, która wchodzi w polemikę z naszą cyfrową rzeczywistością. Motywem przewodnim całej historii jest brutalne zderzenie zabawek ze smartfonami i tabletami. Ośmioletnia już Bonnie, niegdyś zafascynowana każdym kawałkiem drewna czy własnoręcznie zrobionym widelczykiem, otrzymuje od rodziców tablet o nazwie Lilypad. To urządzenie z miejsca anektuje jej całą uwagę, spychając dotychczasowych ulubieńców w ciemne, zakurzone kąty pokoju. Twórcy bez owijania w bawełnę diagnozują tu problem naszych czasów, w których zabawa zamienia się w bezmyślne przewijanie ekranu, a wyobraźnia kapituluje przed głupkowatymi grami na telefonie i mediami społecznościowymi.

Dalsza część tekstu pod wideo

W centrum tego kryzysu znajduje się kowbojka Jessie, która po odejściu Chudego przejęła dowodzenie nad inwentarzem w pokoju Bonnie. Dziewczyna szybko orientuje się, że tradycyjne metody walki o uwagę dziecka nie mają najmniejszych szans w starciu z interaktywnym, świecącym prostokątem. Zdesperowana, wykorzystuje zabawkowe krótkofalówki, by wezwać na pomoc swojego dawnego przyjaciela. Ten wątek to zresztą świetne nawiązanie do klasycznych motywów serii, gdzie lojalność i poczucie obowiązku zawsze brały górę nad własną strefą komfortu.

Wracają znani i lubiani bohaterowie!

Znani i lubiani goście
resize icon

Chudy powraca, a wraz z nim na ekranie pojawia się stary, dobry Buzz Astral. Ich ponowne spotkanie to nie tylko satysfakcjonujący ukłon w stronę wieloletnich widzów, ale też konieczność połączenia sił wobec wroga, jakiego wcześniej nie znali. Reżyser genialnie portretuje tę nierówną walkę, pokazując zderzenie analogowej naiwności z chłodną, precyzyjnie zaprogramowaną technologią. Tablet Lilypad, władający piękną polszczyzną (bo oczywiście jest pełen polski dubbing), nie jest typowym antagonistą z kreskówek pragnącym przejąć władzę nad światem. To uosobienie wygodnictwa i cyfrowej izolacji, gadżet, który uważa, że wie lepiej, czego potrzebuje mały człowiek.

Wizualnie najnowsze dzieło Pixara dostarcza absolutne branżowe mięcho. Zastosowano tu zupełnie nowy system olinowania wirtualnych modeli, co widać w każdym, najdrobniejszym ruchu postaci. Plastikowi i materiałowi bohaterowie poruszają się z niesamowitą precyzją, ich stawy reagują na otoczenie w sposób, który miejscami zaciera granicę między animacją, a fotorealizmem. Kontrastuje to ostro z interfejsem tabletu, do bólu sterylnym, płynnym i perfekcyjnym, co dodatkowo potęguje uczucie obcości tego przedmiotu w chaotycznym, pełnym życia środowisku dziecka.

Warstwa technologiczna idzie w parze z rewelacyjnym udźwiękowieniem. Tom Hanks i Tim Allen, a w polskiej wersji Robert Czebotar, Łukasz Nowicki czy Izabela Bukowska wchodzą w swoje ikoniczne role z taką naturalnością, jakby nigdy nie opuścili studia nagraniowego. Ich wymiany zdań mają odpowiedni ciężar, a w głosie Chudego słychać wyraźne zmęczenie materiału i autentyczną troskę o los zapomnianych przyjaciół. Polskich głosów słucha się świetnie, wszystkie dialogi są przemyślane, a ich autor, Kuba Wecsile, spisał się na medal. W gościnnych rolach występują też Jacek Kopczyński czy Krzysztof Jankowski. Znakomita jest także Anna Cieślak, jako wspomniany wyżej Lilypad. 

Toy Story 5_1
resize icon

Z perspektywy odbiorcy najnowsza odsłona działa miejscami jak lodowaty prysznic, a nadana filmowi kategoria wiekowa PG okazuje się w pełni uzasadniona. Twórcy nie uciekają przed pokazywaniem dość wstrząsających kadrów, na których ukochane od lat postaci siedzą bezwładnie na krześle, całkowicie ignorowane przez wpatrzoną w wyświetlacz Bonnie. To obrazy, które wywołują autentyczny dyskomfort, rezonując z tonami znanymi choćby z pamiętnego finału trzeciej części. Różnica polega na tym, że tym razem zagrożeniem nie jest rozżarzony piec w spalarni śmieci, lecz postępująca alienacja.

Obserwując tę nierówną walkę na sali kinowej, niezwykle trudno nie odnieść scenariusza do własnego, domowego podwórka. Kiedy patrzę na mojego małego (i bardzo młodego jeszcze) synka, który potrafi długimi kwadransami manipulować klockami i wymyślać setki zabaw, doskonale rozumiem egzystencjalne przerażenie Chudego i spółki. Dzieci muszą chcieć bawić się normalnie, bez smartfonów, bez tabletów, ponieważ to jest absolutna podstawa ich rozwoju poznawczego, motoryki i społecznej wrażliwości. Zastępowanie namacalnych tekstur, faktycznej wagi przedmiotów i konieczności wymyślania własnych reguł przez gotowe, narzucone z góry cyfrowe atrapy, to równia pochyła, o której ten obraz mówi głośno i niezwykle wyraźnie.

Reżyser na szczęście nie idzie na skróty, potępiając technologie w sposób naiwny i zero-jedynkowy. W jednej z bardziej udanych scen dialogowych sam Chudy ze zrezygnowaniem przyznaje, że rozumie powszechną atrakcyjność nowych urządzeń. Trafnie podkreśla, że zabawki służą do zabawy, podczas gdy technologia potrafi zastąpić niemal wszystko inne. Ten lekko cyniczny wniosek udowadnia, że scenarzyści traktują swoją publiczność poważnie. To nie jest krucjata starych ludzi krzyczących na chmury, ale wezwanie do poszukiwania balansu. To nie film o tym, że zabawki są lepsze, bo finał udowadnia, że wszystko jest dla dzieciaków, o ile potrafimy z tego we właściwy sposób korzystać. 

Toy Story 5_2
resize icon

Na ogromne słowa uznania zasługuje też rozszerzenie skali samego świata. Oprócz zamkniętego środowiska pokoju Bonnie, kamera przenosi nas do szerszego tła, udowadniając, że problem wypierania fizycznej rozrywki ma charakter globalny. Sceny, w których klasyczne figurki błąkają się porzucone, bo ich właściciele całkowicie odpłynęli w wirtualny byt, mają mocno postapokaliptyczny posmak. Stanowi to rewelacyjne tło dla uniwersalnej dyskusji o utracie własnego celu w pędzącej do przodu rzeczywistości.

Pod kątem tempa opowieści, dostajemy do rąk perfekcyjnie naoliwiony mechanizm. Scenariusz nie zwalnia ani na moment, bardzo sprawnie balansując między melancholijnymi przestojami, a świetnie nakręconą akcją. Już sama sekwencja otwierająca z udziałem kilku Buzzów Astrali to wizytówka najwyższych umiejętności reżyserskich zespołu. Nie zabrakło tu oczywiście zgrabnych detali i mrugnięć okiem, jak choćby fikcyjnego portalu społecznościowego "Ribbit", z którego namiętnie korzysta zabawkowy tablet, trafnie parodiujący dzisiejsze serwisy agregujące masowe treści.

W całym tym cyfrowym zamieszaniu nie zagubiono na szczęście unikalnego charakteru weteranów serii. Rex nadal wpada w nerwicę przy najmniejszym niespodziewanym bodźcu, Hamm jak zwykle rzuca sarkastycznymi komentarzami, a reszta brygady z trudem próbuje nadążyć za tempem wydarzeń. Ich specyficzna dynamika i naturalne interakcje z ekranami dotykowymi stanowią świetny wentyl bezpieczeństwa, który skutecznie rozładowuje dość gęstą atmosferę głównej osi fabularnej.

Animatorom ze studia udało się ostatecznie dokonać sztuki niezwykle karkołomnej, aktualizując własne uniwersum bez burzenia jego historycznych fundamentów. Przejście z problemów ściśle analogowych, takich jak zgubienie się pod łóżkiem czy obóz przetrwania w przedszkolu, na psychologiczny kryzys ery cyfrowej, wypada zaskakująco autentycznie. Ta ewolucja zagrożeń to przecież nic innego jak doskonałe odbicie zmian, jakie zaszły w naszych domach od premiery pierwszej części w latach dziewięćdziesiątych. To film tak dobry, że chętnie wybiorę się na niego drugi raz do kina i jestem przekonany, że podbije serca wielu widzów. 

Czy warto iść do kina? Jeszcze jak!

Toy Story 5 przywraca mi nadzieję, że bajki mogą być jeszcze normalne i do tego piękne, oferując przekaz i wartości, których oczekujemy dla najmłodszych. Otrzymaliśmy produkcję, która dostarcza rozrywki na najwyższym poziomie, ale przede wszystkim mocno rezonuje z naszą codziennością, wymuszając dłuższą refleksję po wyjściu z kina. Nie oceniam scenariusza jako coś banalnego, bo to w końcu bajka dla dzieci - to u nich ma wywołać konkretny efekt. Ten film jest rzeczowym i niezwykle trafnym komentarzem do czasów współczesnych, zrealizowanym bez grama fałszu. Każdy, kto szuka w kinie czegoś więcej niż tylko ładnych obrazków i taniej nostalgii, uzna ten tytuł za pozycję absolutnie obowiązkową, bezlitośnie weryfikującą to, co w dzieciństwie powinno pozostać świętością. W kinach debiutuje już jutro, 17 czerwca!

Atuty

  • dojrzały i rewelacyjnie napisany scenariusz, który celnie punktuje współczesne problemy z uzależnieniem od technologii
  • absolutnie najwyższy poziom realizacji technicznej i nowe systemy animacji, zacierające granicę z fotorealizmem
  • znakomity powrót weteranów dubbingu, którzy nadają swoim postaciom odpowiedni ciężar i wiarygodne emocje
  • przemyślane zderzenie analogowej naiwności starych bohaterów z chłodnym perfekcjonizmem nowoczesnego sprzętu
  • bezkompromisowe podejście do tematu, niosące za sobą mądry przekaz bez naiwnego potępiania samego postępu

Wady

  • momentami przygnębiający i dość mroczny ton, który może stanowić spore wyzwanie dla najmłodszej widowni
  • ciężar gatunkowy i specyficzne wizualizacje porzuconych zabawek mogą wywołać miejscami uczucie mocnego dyskomfortu dla młodszego odbiorcy
  • niektóre postacie mogłyby dostać więcej "czasu antenowego". Brakowało mi rozwinięcia niektórych wątków, chociaż byłoby tego wówczas za dużo

Najnowsza produkcja Pixara udowadnia, że można z powodzeniem wrócić do zamkniętej pozornie franczyzy, jeśli ma się do przekazania coś ważnego. To nie jest tania próba żerowania na sentymencie, lecz pełnoprawny, kapitalnie zrealizowany komentarz do współczesnego kryzysu zabawy i postępującej alienacji za sprawą ekranów dotykowych. Film dostarcza czystego, branżowego mięsa pod kątem wizualnym, a powrót klasycznej obsady gwarantuje świetną realizację. Zastąpienie namacalnych, fizycznych zagrożeń mrocznym widmem cyfrowej izolacji sprawia jednak, że obraz jest momentami dość ciężki w odbiorze i potrafi wywołać autentyczny dyskomfort dla młodszego odbiorcy. To produkcja wybitnie udana, trafiająca w punkt, ale wymagająca od widza, zwłaszcza młodszego, nieco innej wrażliwości niż dotychczasowe odsłony.

8,5
Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper