Hollowbody - recenzja gry. Brytyjskie, budżetowe Silent Hill

Hollowbody - recenzja i opinia o grze [PS5, XSX|S, PC]

Patryk Dzięglewicz | Dzisiaj, 16:00

Horror inspirowany klimatem Silent Hill 2 z elementami futurystycznego cyberpunka dodatkowo odnoszący się do ery PS2? Czy śledztwo prowadzone w opuszczonym brytyjskim mieście, gdzie z każdego kąta i zaułka przekona do siebie wielbicieli atmosfery grozy? Przekonajmy się o tym grając w Hollowbody sprawdzając czy w obecnym natłoku podobnych produkcji jest miejsce i dla tego stylizowanego na retro tytułu. Zapraszamy do naszej recenzji.

Hollowbody nie jest produkcją nową, ponieważ niecałe dwa lata temu debiutowało na pecetach gdzie zostało ciepło przyjęte. Teraz otrzymaliśmy także wersję gry na konsole, w tym PlayStation 5. Recenzowana, dystopiczna produkcja ma za zadanie zabrać nas w nostalgiczny powrót we wczesne lata dwutysięczne, przywodząc na myśl tytuły grozy, które brylowały na konsolach PS1 i PS2. Czy sama łatka retro wystarczy, by uczynić z tego tytułu współczesny klasyk, który uroni w nas łzę tęsknoty za dawno minioną przeszłością?

Dalsza część tekstu pod wideo

Cyber-horror w przyszłości

Akcja Hollowbody rozgrywa się w przyszłości, sześćdziesiąt lat w po tajemniczym incydencie biologicznym nad pewnym miastem w Wielkiej Brytanii. Nieudany eksperyment naukowy? Atak terrorystyczny? Pewności brak. Obszar ten, znany jako Strefa Wykluczenia, został otoczony wysokimi murami, pozostawiając mieszkańców na śmierć i walkę o przetrwanie. Wcielamy się w rolę kobiety imieniem Mica, znanej biznesmenki działającej na czarnym rynku, martwiącej się o los swojej partnerki - Sashy. Dziewczyna wraz z innymi naukowcami wyruszyła na badania Strefy i słuch o niej zaginął. Mica rusza na ratunek, ale jej poduszkowiec rozbija się niemal w miejscu docelowym, a ona sama doznaje uszkodzeń.

Poduszkowiec? Uszkodzona kobieta? Zapomniałem wspomnieć, że technologia poszła nieco do przodu tworząc cyber-techniczne społeczeństwo, aczkolwiek nie tak mocno byśmy poczuli się obco. Latające samochody wydają się całkiem nieodległą pieśnią, a główna bohaterka jest… Zresztą dowiecie się sami. Mica, zamiast szukać przyjaciółki, musi sama walczyć o życie ze zmutowanymi mieszkańcami i rozwiązać tajemnicę stojącą za tym miejscem. Świadomość, że coś poszło tu strasznie nie tak, wywołuje niepokój, ale gra zachowuje kusząco niejasne szczegóły, pozwalając graczowi na swobodną interpretację tego, co widzi. Pod względem fabuły Hollowbody jest całkiem dobre, wprawdzie nie znajdziemy tu nic nowatorskiego, ale opowiedziana historia jest spójna, prezentując tajemnice skutecznie przyciągające do ekranu za pomocą porozrzucanych tu i ówdzie zapisków bądź transmisji radiowych. Historia niestety do długich nie należy i można ją poznać w ciągu pięciu godzin.

Hollowbody jako powrót do przeszłości

Hollowbody to tradycyjne połączenie rozwiązywania zagadek, eksploracji i trudnych decyzji dotyczących tego, w jakich walkach weźmiemy udział i jakich wrogów da radę łatwo uniknąć.
Mica walcząc o przetrwanie będzie potrzebowała broni. Od prostych rzeczy, takich jak drewniany kij z gwoździami, aż po strzelbę, nie brakuje sposobów na obronę, jednak, jak w większości gier survival horror, amunicja jest niezwykle ograniczona i można ją znaleźć tylko w kilku miejscach w mieście. Na szczęście wszystkie przedmioty, które znajdziemy zabierzemy ze sobą, bo w grze miejsce na ekwipunek jest nieograniczone. Co ciekawe recenzowana produkcja oferuje dwa tryby kamery: jeden powalający Mice poruszać się tylko w kierunku gdzie akurat patrzymy bądź z trzeciej osoby dający nam pełną kontrolę nad bohaterką. Wpływa to nieco na samą walkę oraz wspomniane zagadki. Tutaj zgrzyt, ponieważ ich poziom się waha – raz są banalne, innym razem zgrzytamy zębami, zwłaszcza gdy wymagają kojarzenia często nielogicznych poszlak i faktów.

Szkoda tylko, że sama walka jest toporna, więc tam, gdzie to możliwe lepiej unikać starć z mutantami. Irytujące jest zwłaszcza korzystanie z broni białej, na której będziemy przeważnie bazować, ponieważ  jak napisałem wyżej w recenzji ilość amunicji jest limitowana. Mica musi znajdować się bardzo blisko wrogów, aby jej ciosy trafiały w cel, a i tak często pudłuje wystawiając się na ryzyko odwinięcia. Kobieta nie jest twardzielką, więc kilka uderzeń od przeciwników i gryzie piach. Używanie broni palnej jest łatwiejsze i przyjemniejsze, zwłaszcza dzięki opcji autocelowania, lecz jest ona luksusem, na który możemy pozwolić sobie jedynie w sytuacjach awaryjnych. Humor psuje też brak dodatkowych punktów zapisu, oprócz aparatu telefonicznego (gra sama się też zapisuje w znanych sobie punktach kontrolnych) i czasem też szalejąca kamera w ciasnych pomieszczeniach. Samo poruszanie się też nie jest wygodne i trudno powiedzieć czy to celowy zabieg mający przywołać nostalgię, czy brak umiejętności twórcy. Najgorszym z wszystkich problemów jest mapa miasta, która jest trudna do odczytania, a w niektórych miejscach wręcz nieistniejąca. Utknąwszy w labiryntowych lokacjach pełnych korytarzy i pomieszczeń, które niewiele się od siebie różnią, czasem trzeba mieć mocne nerwy, by nie zacząć kląć.

Nostalgia wymuszona siłą

Na pecetach oprawa wizualna recenzowanego Hollowbody została całkiem entuzjastycznie przyjęta przez fanów horrorów, jako przypomnienie tytułów z ery PS2. Osobiście jednak mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony faktycznie od gry bije mroczny klimat i ciężko temu zaprzeczyć. Martwe ciała, krew, brud i oślizgłe narośle wypełniają ekran, nieustannie utrzymując gracza w stanie niepokoju. Strefa Wykluczenia jest niemal namacalnie brudna i opuszczona, aż czuć zachodzące w niej procesy rozkładu. Paleta barw jest stonowana, a widoczność zależy od światła latarki. Wszystko wydaje się szare i ponure w świetle reflektora, a nawet nieożywione przedmioty wydają się groźne w ciemności. Cienie i skąpe oświetlenie w dużym stopniu przyczyniają się do łatwego zanurzenia się w tym przerażającym krajobrazie. Wszystkie te elementy łączą się tak, że każda minuta gry niesie ze sobą prawdziwy niepokój.

Z drugiej jednak strony ściągnięcie tego całego makijażu ukazuje całą miałkość grafiki. Pierwsze minuty gry praktycznie odrzucają, gdy akcja toczy się jeszcze w świetle dziennym. Skąpe, puste i kanciaste środowisko rzeczywiście wyciągnięte jak z czasów PS2 początkowo nie zachęca do zabawy. Twórca tłumaczy to tym, że to nostalgia i retro, ale trzeba naprawdę mocno w to wierzyć, by z miejsca nie wyłączyć Hollowbody. Na szczęście, gdy już zapadnie noc sytuacja się poprawia, mimo wszystko ta cała gadka o nostalgii mnie nie kupiła. Owszem wcześniej napisałem o oprawie sporo dobrego, ale mimo wszystko dysonans: koncepcja artystyczna kontra technikalia jest mocny i ciężki do zaakceptowania poza gronem hardcorowych fanów „peesdwójkowych” horrorów. Sytuacji nie poprawiają również niewidzialne ściany, coś co z pewnym rozbawieniem przypomniało mi o tamtych latach.

Hollowbody bez pudru

Są jednak i dobre rzeczy, tytuł działa w 60 klatkach i wykorzystuje też haptykę pada PlayStation 5, co poprawia nieco wrażenia z rozgrywki, modele przeciwników też prezentują się całkiem dobrze, ale przydałaby się ich większa różnorodność. Wprawdzie produkcję tworzyła tylko jedna osoba ze skromnym budżetem, co ją nieco usprawiedliwia, ale podchodząc do zabawy musimy mieć dużo wyrozumiałości. Nieco lepiej wypada oprawa dźwiękowa stale utrzymująca złowieszczy ton. W oddali słychać kroki, drapanie oraz otwieranie i zamykanie drzwi, a krzyki zmutowanych mieszkańców niosą się echem po ciemnych korytarzach i zaułkach opuszczonego miasta. 

Zrecenzowane Hollowbody to tytuł, który usilnie próbuje powrócić w realia gier pierwszej połowy lat dwutysięcznych. Uważam jednak, że nie do końca mu się udało, a cała nostalgia przywracana jest nieco na siłę. To nie jest zły tytuł i potrafi przestraszyć, ale zawiera dużo archaicznych rozwiązań, które w obecnych czasach bardziej męczą niż dają frajdę. Mimo to spróbować warto, bo może ktoś odnajdzie w grze tę iskrę, której ja nie znalazłem. Niestety gra nie została spolonizowana, a trochę czytania dokumentów się jednak znajdzie.

Advertisement

Ocena - recenzja gry Hollowbody

Atuty

  • Cyberpunkowy świat gry
  • Bohaterka i jej przeszłość
  • Dwa tryby kontrolowania postaci do wyboru
  • Nielimitowane miejsce w ekwipunku
  • Koncepcja artystyczna i klimat przyciągają i potrafią przestraszyć...

Wady

  • ...ale po bliższym kontakcie wychodzi słabość oprawy graficznej pomimo łatki retro
  • Toporna walka wręcz i zmarginalizowane użycie broni palnej
  • Mała różnorodność przeciwników
  • Balans zagadek i niemal brak możliwości zapisu gry
  • Brak polonizacji

Survival horror nawiązujący do Silent Hill bądź Resident Evil stworzony przez twórcę z Wielkiej Brytanii. Pomimo sporego potencjału i ciepłego przyjęcia prze wielbicieli retro, tytuł ma jednak spore braki i próbuje na siłę przyciągnąć do siebie nutką nostalgii do czasów PS2. Potrafi przestraszyć, ale to jego jedyna spora zaleta.
Graliśmy na: PS5

Patryk Dzięglewicz Strona autora
Były recenzent na PS Site, obecnie pisze dla PPE.pl. Uwielbia japońskie gry RPG, japońską animację, strategie i książkową fantastykę. Interesuje się historią, geopolityką oraz kolekcjonuje figurki i anime. Z wykształcenia technik ochrony środowiska oraz laborant. Tworzy teksty o grach od ponad 15 lat z dorobkiem ponad setki recenzji.
cropper