Halo: Campaign Evolved - recenzja i opinia o grze [PS5, Xbox, PC]. Początek dla Master Chiefa czy Xboksa?
Xbox świętuje 25-lecie, a jednym z najważniejszych elementów rocznicowych obchodów jest powrót Master Chiefa. Halo Studios nie zdecydowało się jednak na zupełnie nową przygodę, lecz postawiło na pełny remake pierwszej odsłony serii… a w zasadzie części gry. Czy Halo: Campaign Evolved rzeczywiście jest powrotem godnym legendy i warto ponownie wyruszyć na pierścień? Przeczytajcie naszą recenzję.
Trudno znaleźć bardziej nietypowy moment na premierę nowego Halo. Xbox powinien świętować 25-lecie swojej marki, ale zamiast mówić wyłącznie o kolejnych sukcesach, od kilku tygodni w centrum uwagi znajdują się zwolnienia tysięcy pracowników, anulowane projekty oraz gruntowna reorganizacja Microsoft Gaming. Wiele zespołów musiało zmierzyć się z niepewną przyszłością, a część studiów została zamknięta lub odzyskała niezależność. W takich okolicznościach nawet powrót jednej z najważniejszych marek w historii Xboksa nabiera zupełnie innego znaczenia.
Jednocześnie Microsoft wyraźnie zmienia swoją strategię. Firma ponownie zaczyna mocniej podkreślać znaczenie gier ekskluzywnych, alenie rezygnuje z wydawania wcześniej zapowiedzianych, wybranych produkcji na konkurencyjnych platformach. Recenzowany Halo: Campaign Evolved od dnia premiery trafia również na PlayStation 5, co jeszcze kilka lat temu wydawałoby się scenariuszem wręcz niemożliwym. To symbol zmian zachodzących w całym ekosystemie Xboksa i dowód na to, jak bardzo zmieniła się filozofia działania Microsoftu.
Mimo całego tego zamieszania do Halo: Campaign Evolved podchodziłem z dużym entuzjazmem. Kilka miesięcy temu miałem okazję sprawdzić fragment kampanii i już wtedy bawiłem się naprawdę świetnie. Twórcy pokazali, że z ogromnym szacunkiem podchodzą do oryginału, jednocześnie odświeżając go zgodnie ze współczesnymi standardami. Pozostawało więc tylko jedno pytanie: czy pełna wersja utrzymała ten poziom i okazała się powrotem, na jaki Master Chief rzeczywiście zasługiwał?
Halo: Campaign Evolved to nie jest zwykłe odświeżenie
Halo: Campaign Evolved ponownie zabiera nas na tajemniczy pierścień Halo, gdzie Master Chief wraz z Cortaną stają do walki z siłami Przymierza, a z czasem odkrywają znacznie większe i bardziej niebezpieczne zagrożenie. To historia dobrze znana, więc trudno dziś oczekiwać, że kolejne zwroty akcji będą robić takie samo wrażenie jak ponad dwie dekady temu. Mimo tego fabułę nadal poznaje się z dużą przyjemnością, ponieważ jej największą siłą pozostaje tempo, atmosfera oraz sposób, w jaki twórcy stopniowo odsłaniają tajemnice pierścienia.
Największe wrażenie ponownie robią jednak same misje. Kampania od początku do końca potrafi zaskakiwać różnorodnością i regularnie zmienia intensywność rozgrywki - szczerze mówiąc wielu współczesnym shooterom właśnie tego brakuje. Raz przemierzamy rozległe przestrzenie i korzystamy z pojazdów, chwilę później trafiamy do ciasnych korytarzy, gdzie każdy zakręt może skrywać grupę przeciwników, a następnie uczestniczymy w widowiskowych starciach z udziałem większej liczby jednostek. To właśnie ta zmienność sprawia, że historia nie jest jedynie serią podobnych starć, ale prawdziwą podróżą przez kolejne, bardzo charakterystyczne fragmenty kampanii.
Po latach fabuła może wydawać się prostsza, a część scen nie ma już takiej siły jak w dniu premiery oryginału, ale nadal trudno odmówić tej opowieści uroku. Master Chief pozostaje świetnie poprowadzonym bohaterem, Cortana znakomicie uzupełnia narrację, a kolejne odkrycia dobrze budują poczucie zagrożenia. Nawet znając przebieg wydarzeń, z dużym zainteresowaniem przechodziłem następne rozdziały i ponownie dawałem się wciągnąć w ten świat.
Halo Studios nie ograniczyło się jednak do odtworzenia znanej kampanii. Twórcy przygotowali również dodatkowe misje, których akcja rozgrywa się przed wydarzeniami z głównej historii. Rozszerzenie pozwala zobaczyć wcześniejsze działania UNSC, ponownie spotkać znane postacie i lepiej poznać kontekst poprzedzający właściwą przygodę Master Chiefa. To ciekawy pomysł, który na papierze zapowiadał się jak ważne uzupełnienie całej opowieści.
W praktyce nowe misje wypadają jednak wyraźnie słabiej od podstawowej kampanii. Nie oferują tak dobrze zaprojektowanych lokacji, nie mają podobnego tempa i nie zapadają w pamięć równie mocno jak najlepsze momenty głównej historii. Fabuła również nie wnosi do uniwersum niczego przełomowego - nie są to wydarzenia, które zmienią sposób postrzegania serii albo staną się jednym z najważniejszych rozdziałów w historii Halo. W tym wypadku gracze mają okazję pomóc sierżantowi Johnsonowi wyruszyć za linie wroga, by zdobyć kluczowe dane nawigacyjne - trudno tutaj o rewolucję jednak nie mogę napisać, że dodatkowe misje są całkowicie nieudane.
Fani mogą potraktować je jako przyjemny bonus i pretekst, by spędzić w tym świecie jeszcze trochę czasu. Nadal otrzymujemy charakterystyczną walkę, znajomy klimat oraz kilka ciekawych starć, które potrafią zapewnić dobrą zabawę. To po prostu niewielkie rozszerzenie, a nie pełnoprawny nowy rozdział. Podoba mi się jednak pewien sekret ukryty przez deweloperów w jednym z zakończeń głównej kampanii - nie będę za mocno wchodził w odmęty spoilerów, ale... Halo: Campaign Evolved zwiastuje przyjemną przyszłość dla fanów uniwersum.
Halo: Campaign Evolved to nie jest… znana rozgrywka?
Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że Halo Studios praktycznie nie dotknęło fundamentów oryginału. Nadal przemierzamy te same lokacje, walczymy z Przymierzem, korzystamy z kultowych pojazdów oraz odwiedzamy dobrze znane miejsca. Pierwsze kilkadziesiąt minut sprawia wręcz wrażenie bardzo wiernego odtworzenia klasyka. Jednak będąc zupełnie szczerym - im dłużej jednak trwa kampania, tym wyraźniej widać, że deweloperzy nie chcieli jedynie odświeżyć gry sprzed 25 lat. Ich celem było stworzenie wersji, która zachowuje charakter pierwowzoru, ale jednocześnie korzysta z rozwiązań rozwijanych przez całą historię serii.
Największa różnica polega właśnie na tym, że recenzowany Halo: Campaign Evolved czerpie garściami z późniejszych odsłon. Halo Studios przeniosło do pierwszej części mnóstwo mechanik, broni i funkcji, które przez lata stały się znakami rozpoznawczymi marki. Sprint, szybsze przeładowywanie, nowoczesne sterowanie czy całkowita rezygnacja z apteczek sprawiają, że kampania od początku wydaje się znacznie bardziej dynamiczna i zwyczajnie wygodniejsza. Master Chief błyskawicznie reaguje na polecenia, sprawniej porusza się po arenach, a całość nie ma już charakterystycznej sztywności produkcji z 2001 roku.
Dużą zmianą jest również możliwość celowania przez przyrządy praktycznie każdą bronią. Oryginał pozwalał korzystać głównie z klasycznego przybliżenia dostępnego w wybranych modelach, tymczasem teraz gracz może znacznie precyzyjniej prowadzić ogień niezależnie od trzymanego wyposażenia. W grze oczywiście nadal można swobodnie strzelać z biodra, co pozostaje bardzo skuteczne, lecz nowa opcja pozwala lepiej dopasować styl walki do konkretnej sytuacji.
Do arsenału trafiły także bronie znane z kolejnych odsłon serii - pistolety maszynowe, karabiny igłowe czy wyjątkowy miecz energetyczny. W przypadku tego ostatniego sam przez chwilę byłem przekonany, że ten sprzęt znajdował się w Halo od zawsze... tak naprawdę dopiero remake uświadomił mi, jak wiele elementów, które dzisiaj naturalnie kojarzę z marką, pojawiło się dopiero w późniejszych częściach. Nowe wyposażenie zaskakująco dobrze wpisuje się w strukturę oryginalnej kampanii i nie sprawia wrażenia dodanego wyłącznie po to, by sztucznie powiększyć zawartość. W zasadzie podobnie jest z pojazdami, ponieważ Master Chief może teraz przejmować maszyny przeciwników, a także samodzielnie pilotować Wraithy. Nie jest to wyłącznie efektowna ciekawostka, ponieważ w kilku starciach naprawdę otwiera nowe możliwości. Znane potyczki można rozegrać bardziej agresywnie, wykorzystać ciężkie uzbrojenie przeciwko Przymierzu albo całkowicie zmienić sposób podejścia do wybranej areny.
Halo Studios zmieniło również działanie Overshielda oraz aktywnego kamuflażu. W oryginale ulepszenia uruchamiały się natychmiast po ich podniesieniu, przez co gracz często musiał wykorzystać je w sytuacji wybranej przez projektantów. Teraz można zachować je na później i aktywować w najbardziej dogodnym momencie. To oczywiście pozornie niewielka zmiana, która jednak wyraźnie zwiększa taktyczne możliwości i daje graczowi większą kontrolę nad przebiegiem walki.
Istotnym szczegółem są na pewno również same zmiany w temacie pojedynków, ponieważ weterani nie mogą zakładać, że przejdą całą kampanię wyłącznie z pamięci. Deweloperzy zmienili rozmieszczenie przeciwników, a w wybranych miejscach umieścili jednostki znane z późniejszych odsłon serii. Dzięki temu nawet dobrze znane lokacje potrafią zaskoczyć, a starcia nie zawsze rozwijają się dokładnie tak samo jak w oryginale. Czasami wróg pojawia się z innej strony, innym razem dana grupa dysponuje nieco bardziej niebezpiecznym wyposażeniem. Twórcy nie wywrócili kampanii do góry nogami, ale skutecznie ograniczyli poczucie mechanicznego odtwarzania tych samych sytuacji.
Znacznie lepiej zachowują się także Marines... sojusznicy sprawniej podążają za Master Chiefem, rzadziej blokują się na elementach otoczenia i skuteczniej odnajdują się podczas większych potyczek. Nadal nie są oczywiście niezawodnymi partnerami, którzy samodzielnie wygrają każde starcie, ale ich obecność jest bardziej odczuwalna niż wcześniej. Bohater od zadań specjalnych może nawet wymieniać się bronią ze swoją ekipą, co w zasadzie pozwala nam przygotować żołnierzy na kolejne starcia.
Zmiany objęły także same poziomy. Twórcy nie zdecydowali się na całą masę zupełnie nowych miejscówek, ale wiele aren zostało subtelnie przebudowanych z myślą o czteroosobowej kooperacji. Poszerzono wybrane przestrzenie, zwiększono liczbę dostępnych pojazdów, poprawiono rozmieszczenie broni oraz wprowadzono drobne korekty układu map. W rezultacie podczas gry nie mamy problemów w momentach, gdy do akcji wkracza kilku graczy.
Twórcy poprawili również animacje, sterowanie, rozmieszczenie checkpointów oraz tempo części misji. Oryginał potrafił momentami przeciągać niektóre sekwencje albo karać gracza koniecznością powtarzania długich fragmentów po jednej śmierci. Teraz kampania sprawniej prowadzi przez kolejne starcia, a punkty kontrolne zostały rozmieszczone w bardziej przemyślany sposób. Nie zniknęły wszystkie powtarzalne momenty, ale przechodzenie najbardziej problematycznych misji jest znacznie wygodniejsze i rzadziej prowadzi do niepotrzebnej frustracji.
Muszę jednocześnie zaznaczyć, że największą metamorfozę przeszła… narracja. Oryginalne Halo już w 2001 roku oferowało bardzo dobre scenki przerywnikowe, ale dziś wyraźnie widać ich technologiczne ograniczenia. Halo: Campaign Evolved podnosi filmowość na zupełnie nowy poziom - przerywniki są dłuższe, bardziej dynamiczne i znacznie lepiej wyreżyserowane. Kamera częściej skupia się na bohaterach, animacje pozwalają lepiej odczytywać ich emocje, a ważne wydarzenia otrzymały oprawę, która naprawdę podkreśla ich znaczenie. Dzięki temu Master Chief, Cortana i pozostali bohaterowie nie są już wyłącznie postaciami przenoszącymi gracza pomiędzy kolejnymi misjami. Relacje wybrzmiewają mocniej, napięcie jest skuteczniej budowane, a następne odkrycia potrafią zrobić większe wrażenie nawet na osobach doskonale znających przebieg historii. Wielokrotnie łapałem się na tym, że z dużym zainteresowaniem oglądałem dobrze znane sceny, ponieważ remake pozwala przeżyć je na nowo. Halo Studios nie zmieniło fundamentów opowieści, ale prezentuje wydarzenia wykorzystując najnowocześniejszą technologię i… to potrafi zrobić naprawdę duże wrażenie.
Najważniejsze jest jednak to, że wszystkie te nowości nie niszczą DNA oryginału. Początkowo obawiałem się, że twórcy przesadzą i zdecyduję się zdecydowanie za mocno odświeżyć gameplay, przez co jednocześnie kampania stanie się wyraźnie łatwiejsza. I choć niektóre starcia może i są przyjemniejsze, to jednak nie mogę powiedzieć, by w grze brakowało trudnych momentów. Halo: Campaign Evolved wciąż potrafi w niektórych momentach sprowadzić gracza na ziemię.
Halo: Campaign Evolved zapewnia… znane doświadczenie
Mimo wszystkich większych i mniejszych zmian recenzowany Halo: Campaign Evolved ani przez chwilę nie próbuje udawać zupełnie nowej gry. To nadal klasyczne Halo - z charakterystycznym rytmem walki, wymuszającym ciągłe przemieszczanie się po arenach, odpowiednie zarządzanie osłonami oraz rozsądne korzystanie z dostępnego arsenału. Już po kilku minutach poczułem się tak, jakbym wracał do dobrze znanej kampanii sprzed lat. Pamięć mięśniowa zadziałała błyskawicznie. Wiedziałem, kiedy rzucić granat, jak wykorzystać osłonę i w jaki sposób eliminować kolejne fale biegających w kółko gruntów.
Największą gwiazdą pozostaje jednak sam gunplay. Halo Studios nie próbowało go na siłę przebudowywać i… to jest naprawdę dobra wiadomość. Każda broń ma wyraźnie odczuwalny charakter, starcia są dynamiczne, ale jednocześnie wymagają od gracza odpowiedniego planowania i szybkiego podejmowania decyzji. Kampania nawet na normalnym poziomie trudności potrafi wymęczyć. Przeciwnicy nie wybaczają błędów, zmuszają do zmiany pozycji, wykorzystują osłony i skutecznie flankują. W efekcie praktycznie każda większa walka daje ogromną satysfakcję.
Na świetny feeling rozgrywki ogromny wpływ ma również oprawa graficzna - Unreal Engine 5 zrobił z tą kampanią coś naprawdę wyjątkowego. Znane lokacje zachowały swój charakter, ale jednocześnie wyglądają tak, jak wielu fanów wyobrażało je sobie od lat. Gęstsza roślinność, znacznie bardziej szczegółowe modele postaci i przeciwników, nowoczesne materiały, efektowne odbicia światła oraz zupełnie nowe oświetlenie sprawiają, że odkrywanie pierścienia Halo ponownie robi ogromne wrażenie. Widowiskowe eksplozje, efekty cząsteczkowe i dopracowane animacje dodatkowo podkreślają skalę kolejnych starć.
Właśnie atmosfera jest tutaj słowem kluczowym. Znakomite czucie broni połączone z nowoczesną oprawą sprawiają, że kampania ponownie potrafi dosłownie pochłonąć i zachwycić. Przemierzanie tajemniczego pierścienia, kolejne spotkania z Przymierzem czy późniejsze odkrywanie znacznie większego zagrożenia mają dziś jeszcze większą siłę oddziaływania. Wielokrotnie łapałem się na tym, że zamiast pędzić do następnego checkpointu, zatrzymywałem się tylko po to, aby rozejrzeć się po otoczeniu i jeszcze raz zobaczyć miejsca, które znałem od ponad dwudziestu lat.
Nie oznacza to jednak, że remake jest pozbawiony wad. Mimo wszystkich usprawnień bardzo wyraźnie czuć, że fundament kampanii powstał w 2001 roku. Część zachowań sztucznej inteligencji nadal wygląda archaicznie. Przeciwnicy potrafią zgubić gracza w prostych sytuacjach, czasami zbyt łatwo rezygnują z pościgu albo podejmują decyzje, które we współczesnych strzelankach raczej już się nie zdarzają. Nie psuje to zabawy, ale od czasu do czasu przypomina, że pod nowoczesną oprawą nadal kryje się klasyczna konstrukcja.
Momentami miałem również wrażenie, że Halo Studios było aż zbyt ostrożne. Twórcy wykonali ogrom pracy przy modernizacji rozgrywki, grafiki i narracji, ale jednocześnie bardzo mocno pilnowali, aby nie naruszyć oryginalnego projektu. Rozumiem tę decyzję i w dużej mierze ją szanuję, jednak w kilku miejscach chciałoby się zobaczyć odważniejsze podejście. Niektóre lokacje mogłyby zostać bardziej przebudowane, kilka misji aż prosi się o nowe pomysły, a pojedyncze fragmenty kampanii nadal zdradzają swój wiek. Paradoksalnie największą zaletą Halo: Campaign Evolved jest wierność wobec oryginału, ale jednocześnie właśnie ta zachowawczość sprawia, że nie zawsze wykorzystuje on pełny potencjał współczesnych technologii.
W Halo: Campaign Evolved czegoś… brakuje?
Halo Studios rozbudowało znaną przygodę, jednak dla części odbiorców Halo: Campaign Evolved nadal może pozostać grą na jeden raz. Po ukończeniu głównej historii i dodatkowych misji można oczywiście wrócić do ulubionych fragmentów, poszukać sekretów lub spróbować swoich sił na wyższym poziomie trudności, ale w pakiecie bardzo wyraźnie brakuje klasycznego multiplayera. Rozumiem pomysł na skupienie całej uwagi na kampanii, jednak nie zmienia to faktu, że po napisach końcowych po prostu chciałem wskoczyć na serwer i sprawdzić odświeżony gunplay w starciach z innymi graczami.
Przy takiej oprawie, przebudowanym arsenale i doskonałym feelingu strzelania odświeżony multiplayer mógłby być czymś naprawdę wyjątkowym. Nowa wersja Blood Gulch, klasyczne pojedynki drużynowe czy zwykły Slayer pozwoliłyby znacznie dłużej cieszyć się przygotowanymi przez Halo Studios zmianami. Szczególnie że to właśnie pierwsze Halo odegrało ogromną rolę w rozwoju konsolowej rywalizacji. Brak PvP nie przekreśla całej produkcji, ale sprawia, że Halo: Campaign Evolved nie jest kompletnym powrotem do doświadczenia, które przed laty budowało potęgę marki.
W pewnym stopniu tę lukę wypełnia rozbudowana kooperacja. Całą kampanię można przejść na podzielonym ekranie w dwie osoby, natomiast przez Internet do zabawy dołącza maksymalnie czterech Spartan. Wspólne przechodzenie misji bardzo dobrze pasuje do otwartych aren, pojazdów i swobody prowadzenia starć. Gracze mogą się rozdzielać, atakować Przymierze z różnych stron, wspólnie obsługiwać Warthoga lub po prostu wywoływać kontrolowany chaos. Twórcy dostosowali przy tym liczbę, wytrzymałość oraz zachowanie przeciwników do wielkości zespołu i wybranego poziomu trudności, więc dodatkowi uczestnicy nie jest jednoznaczne ze „spacerkiem” przez kampanię.
Ogromną rolę w zachęcaniu do kolejnych podejść odgrywają także poziomy trudności. Nie chodzi wyłącznie o zwiększenie obrażeń otrzymywanych przez Master Chiefa. Wraz z wyborem wyższego ustawienia zmieniają się między innymi agresja przeciwników, ich rangi, wytrzymałość oraz liczba jednostek pojawiających się podczas starć. Nawet normalny poziom potrafi momentami zaskoczyć, dlatego ukończenie kampanii na Heroicznym lub Legendarnym ponownie będzie wyzwaniem przeznaczonym dla największych fanów gatunku… albo przynajmniej osób dysponujących dużą ilością wolnego czasu i jeszcze większym pokładem cierpliwości.
Największe możliwości zapewniają jednak 42 czaszki, które pozwalają gruntownie zmieniać zasady zabawy - standardowo na początek trzeba zdobyć przedmioty kolekcjonerskie w historii, by odblokować dostęp do modyfikacji. Część z nich utrudnia kampanię, inne wzmacniają Master Chiefa, a kolejne zamieniają dobrze znane misje w znacznie bardziej nieprzewidywalne doświadczenie. Możemy zmienić frakcje pojawiające się na mapie, wywołać chaos nadmiernymi wybuchami, sprawić, by każdy strzał w głowę był świętowany, przetasować rozmieszczenie przeciwników i uzbrojenia, włączyć nieskończoną amunicję oraz granaty, sprawić, że schowana broń będzie automatycznie przeładowywana… a nawet ukończyć przygodę z perspektywy trzeciej osoby. Twórcy przygotowali nawet tryb Campaign Remix, który odblokowuje się po zdobyciu pierwszych czaszek - później za sprawą tego wariantu możemy powracać do ukończonych misji z najróżniejszymi „dodatkami”.
Na zakończenie warto dodać, że Halo: Campaign Evolved testowałem na PlayStation 5 Pro i podczas całej rozgrywki nie doświadczyłem żadnych większych problemów. Gra oferuje dwa tryby działania (jakość oraz płynność), a ja zdecydowałem się na wariant zapewniający 60 klatek na sekundę, ponieważ w tym przypadku najważniejsze było dla mnie stabilne doświadczenie. Większych spadków nie odczułem, produkcja działa bardzo dobrze, a przy tym prezentuje się znakomicie na sprzęcie PlayStation.
Czy warto zagrać w Halo: Campaign Evolved?
Recenzowany Halo: Campaign Evolved to kawał świetnie odświeżonej przygody, która z dużym szacunkiem podchodzi do oryginału, ale jednocześnie potrafi wykorzystać możliwości współczesnych technologii. Znakomity gunplay, kapitalna atmosfera, efektowna oprawa oraz rozsądnie wprowadzone zmiany sprawiają, że powrót Master Chiefa naprawdę ma sens. Nie wszystko udało się unowocześnić, momentami remake bywa zbyt zachowawczy, a brak klasycznego multiplayera pozostawia spory niedosyt, jednak ostatecznie nadal jest to po prostu świetny shooter.
Wierzę jednocześnie, że Halo: Campaign Evolved okaże się nie tylko nowym początkiem dla Master Chiefa, lecz także symbolem kolejnego otwarcia dla całego Xboksa. Dział gier Microsoftu przeszedł w ostatnich miesiącach ogromne zmiany, a przyszłość marki nie zawsze wyglądała tak pewnie, jak powinna. Rynek potrzebuje jednak silnego „drugiego gracza”, który będzie rywalizował z PlayStation, inwestował w nowe produkcje i nadal rozwijał swoje największe marki. Xbox musi przetrwać… bo ostatnie wydarzenia pokazują, że monopol w naszej branży może być niezwykle kosztowny.
Nie jest sekretem, że zespół odpowiedzialny za Halo pracuje już nad kolejnymi projektami. Pozostaje więc mieć nadzieję, że następny rozdział tego uniwersum zapewni graczom jakość, na którą czekają od lat. Halo: Campaign Evolved pokazuje, że fundamenty nadal są bardzo mocne, a odpowiednio poprowadzony Master Chief wciąż potrafi przyciągać przed ekran. Teraz wszystko zależy od tego, czy Microsoft rzeczywiście wykorzysta ten powrót jako początek czegoś większego.
Ocena - recenzja gry Halo: Campaign Evolved
Atuty
- Znakomity gunplay i charakterystyczny feeling Halo,
- Kapitalnie odświeżona oprawa w Unreal Engine 5,
- Bardzo dobra atmosfera i różnorodne misje,
- Rozbudowane, bardziej filmowe sceny przerywnikowe,
- Nowe bronie, pojazdy i mechaniki z późniejszych odsłon,
- Dobrze przygotowana kooperacja,
- Czaszki i Campaign Remix zwiększające regrywalność,
- Dodatkowe misje rozbudowujące kampanię,
- Wymagająca, satysfakcjonująca rozgrywka.
Wady
- Człowiek chce więcej. Gdzie to multi?
- Remake jest momentami zbyt zachowawczy,
- Część przeciwników nadal zachowuje się archaicznie-dziwnie,
- Niektóre fragmenty kampanii wyraźnie zdradzają wiek oryginału.
Halo: Campaign Evolved to bardzo udany powrót Master Chiefa, który łączy znakomity gunplay, kapitalną atmosferę i efektowną oprawę z rozsądnie wprowadzonymi zmianami. Remake momentami pozostaje zbyt zachowawczy, a brak multiplayera wyraźnie ogranicza jego zawartość, ale sama kampania nadal zapewnia świetne, wymagające doświadczenie. To kawał dobrej strzelanki i oby jednocześnie początek lepszego rozdziału dla całej marki Halo oraz Xboksa.
Graliśmy na:
PS5
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (9)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych