Zawieście czerwone latarnie (1991) - recenzja, opinia o filmie [Gravity Films]. Studium w szkarłacie
Songlian była ambitną dziewczyną, studentką i dobrą córką. Niestety, przedwczesna śmierć ojca zmusiła ją do przerwania nauki i zostania czwartą konkubiną zamożnego pana ziemskiego. Na miejscu szybko przekonuje się, że jej problemy wcale nie dobiegły końca, a pozostałe kobiety zaciekle rywalizują o względy pana.
Przyznam, że trochę przeraża mnie, że takie rzeczy działy się w Chinach ledwie sto lat temu. Jeszcze do 1950 roku, zamożni mężczyźni mogli brać sobie żony i konkubiny w hurtowych ilościach, a one same nie miały nic do gadania - nie mogły się nawet rozwieść, jeśli były źle traktowane. Mąż był zasadniczo właścicielem swojej żony i mógł z nią robić, co tylko chciał. Po 1950 kobiety zyskały prawa małżeńskie, a cztery lata później również prawo do głosowania. W praktyce jednak, nawet i dzisiaj w Chinach zupełnie normalne jest faworyzowanie mężczyzn na rynku pracy i wciąż gorąco wierzy się, że kobieta ma przede wszystkim zajmować się domem - jak podaje Newsweek.
Film Yimou Zhanga jest więc swego rodzaju krzykiem sprzeciwu, przypomnieniem o czasach, które nie mają prawa już wrócić. To spojrzenie na sytuację kobiet, systemową kontrolę i rodzące się z tego patologiczne zachowania, zarówno damsko-męskie, jak i damsko-damskie. Przerażający, ale przy tym również porażający i w pełni absorbujący widza, mimo że dzieje się w nim, z pozoru, bardzo niewiele.
Zawieście czerwone latarnie (1991) - recenzja, opinia o filmie [Gravity Films]. Rok na smyczy
Właściwa fabuła filmu rozpoczyna się po przybyciu Songlian do posiadłości pana. Zarówno ona, jak i widz szybko uczy się wszystkiego na temat panujących tam zasad oraz poznaje pozostałych mieszkańców. Songlian będzie czwartą konkubiną. Pierwszą jest starsza już kobieta, w pełni ukontentowana, nie pragnąca niczego więcej od życia. Druga również nie jest już pierwszej młodości, ale wciąż pełno w niej werwy i humoru, który roztacza wokół. Trzecia wciąż jest jeszcze młoda i piękna. Wcześniej była śpiewaczką operową i wyraźnie nie podoba jej się, że do domu trafiła młodsza, ładniejsza i lepiej wykształcona dziewczyna od niej. Do tego dochodzą jeszcze służący, domowy lekarz i dzieci poszczególnych konkubin. Tyle figur wystarczy, by przez dwie godziny rozegrać pełną zdrad i podstępów partię szachów, gdzie zwycięstwo oznacza zdobycie względów pana.
Nie jest to film wyładowany akcją. To raczej zbiór momentów - zwykle wynikających z siebie, choć wcale nie zawsze - pokazujących codzienne życie w posiadłości i rozwijające się relacje między dziewczynami. Mimo to, trudno jest nie dać się pochłonąć kolejnym scenom. Zaczynamy delikatnie, myśląc, że wiemy, jak wygląda układ sił w domu, kto będzie przyjacielem, a kto wrogiem. Później jednak scenariusz zaczyna zakręcać. Dowiadujemy się nowych rzeczy, których mogliśmy się nie spodziewać, wprowadzane są kolejne postacie - czasem istotne, innym razem stanowiące jedynie zasłonę dymną. Nigdy nie wchodząc na wyższy bieg, film mimo to trzyma widzów w napięciu i uprzejmej ciekawości, co wydarzy się dalej, dokąd to wszystko zmierza.
Zawieście czerwone latarnie (1991) - recenzja, opinia o filmie [Gravity Films]. Audiowizualne dzieło sztuki
Istotnym elementem całej układanki są aktorki wcielające się w główne role. Praktycznie od samego początku trudno jest zapałać jakąś większą sympatią do naszej głównej bohaterki. Przez niemalże cały film pozostaje zimna, zdystansowana, z wiecznie tą samą miną przyklejoną do twarzy. W pewnym momencie staje się to wręcz męczące, ponieważ pozostałe kurtyzany wyrażają swoją mimiką nieskończenie więcej. Jest to jednak bardzo celowa zagrywka, z jednej strony usypiająca czujność i empatię widza, z drugiej zaś sygnał, że obserwujemy tu bardzo specyficzne, ale jednak pole walki, a na wojnie liczy się kto wygra, a nie jak grał. Tu nie ma stricte dobrych albo złych postaci - może poza jednym wyjątkiem, o którym nie zamierzam się tu rozpisywać. Zapominając jednak na chwilę o sztywnej manierze Songlian, wypada przyznać, że cała obsada jest szalenie wręcz wyrazista i na długo zapada w pamięć. Gdybym musiał się do czegoś przyczepić, to jedynie do tego, że znakomita większość służących i dzieci jest w ostatecznym rozrachunku kompletnie nieistotna, ale to tak raczej na wyrost, bo przecież taka to już rola służących, aby stanowić tło. A! I kompletnie nie kupuję chińskiego śpiewu operowego. Rozpraszał mnie i bawił, zamiast nastrajać.
Reszta muzyki to natomiast czysta poezja dźwięku. Kompozytorzy operują przede wszystkim bardzo klasycznymi dźwiękami, z mocno wybijającymi się dźwiękami lutni i cytry (w ich chińskich odpowiednikach), a istotnym również i fabularnie instrumentem jest flet poprzeczny, którego kojące dźwięki doskonale kontrastują z opresyjnością wielkich, kamiennych murów posiadłości. A skoro już o murach mowa, nietaktem byłoby pominąć fakt, że chyba największym atutem całego filmu jest sposób, w jaki został on nakręcony. Podobnie jak w przypadku ścieżki dźwiękowej, nad zdjęciami pracowało dwóch operatorów, których praca, kadrowanie i oświetlenie są jak nie z tego świata. Praktycznie każde jedno ujęcie w filmie to małe arcydzieło kadrowania, na zmiany zachwycając albo symetrią albo grą światła albo rozłożeniem akcentów w scenie. Dopóki nie poczytałem na temat filmu, byłem przekonany, że przynajmniej część dekoracji została zbudowana specjalnie na potrzeby filmu, że to niemożliwe, aby takie miejsce naprawdę istniało. Nie doceniłem jednak dawnych mistrzów budownictwa z dalekiego wschodu. Ale "Zawieście czerwone latarnie" to nie tylko architektura. To również zmyśle, celowe operowanie obrazem - czy to kiedy dwie postacie, które nie mają prawa się do siebie zbliżyć stoją po dwóch stronach wielkiej komnaty, widząc się jedynie przez jej drzwi, czy za każdym razem, kiedy widzimy pana właściciela posiadłości, którego twarz zawsze pozostaje przed nami ukryta - czy to znajdując się za zasłoną, czy tyłem do kamery albo po prostu zbyt daleko, by można było mu się przyjrzeć. Ponieważ jest on bardziej ideą, ogólnym awatarem tego okrutnego patriarchatu, niż pojedynczą postacią samą w sobie.
"Zawieście czerwone latarnie" to absolutnie niezapomniane przeżycie, warte ruszenia się z domu, żeby móc zobaczyć je na wielkim ekranie. To cicha, kameralna historia z wielkim przesłaniem, wypełniona zapierającymi dech w piersiach obrazami i niebanalnymi postaciami.
Atuty
- Świetna, główna obsada;
- Magicznie piękne zdjęcia i oświetlenie;
- Nastrojowa ścieżka dźwiękowa;
- Bardzo niespieszne tempo, które i tak porywa widza niczym szalona rzeka;
- Scenariusz, który podejmuje dialog z widzem.
Wady
- Może to okropne z mojej strony, ale... Ten chiński śpiew doprowadza mnie do pasji;
- Odrobinę zbyt sztywno ukazana główna bohaterka.
Trudne życie kurtyzany w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Przerażające, melancholijnie piękne i zaskakująco porywające.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych