Legendy (2026) - recenzja serialu [Netflix] Nie każdy bohater nosi pelerynę

Legendy (2026) - recenzja serialu [Netflix] Nie każdy bohater nosi pelerynę

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 11:00

Za sprawą krótkiego, zaledwie sześcioodcinkowego serialu Netflixa widzowie mogą przenieść się do Wielkiej Brytanii lat 90. – schyłkowego okresu rządów Margaret Thatcher. Opinią publiczną wstrząsają wówczas doniesienia o śmierciach młodych ludzi wskutek przedawkowania narkotyków. Rządzący postanawiają coś z tym zrobić, powołując do życia specjalny zespół – złożony z oryginalnych, lecz wyjątkowo sprawnych urzędników i funkcjonariuszy policji.

Gdy myślimy o fabułach skupionych na walce z gangami narkotykowymi, pierwsza na myśl przychodzi osławiona amerykańska „wojna z narkotykami”, obecna także w produkcjach o latynoamerykańskich przestępczych imperiach. Istnieje jednak kraj, którego urzędnicy także lubują się w pompatycznych hasłach, ale pogoni za przestępcami towarzyszy tradycyjna flegma. Brytyjczycy mają bowiem długą tradycję walki z narkotykami – i opowiadania o niej w serialach. Wystarczy wspomnieć znakomity „Traffik” – sześcioodcinkową serię (dziś dostępną u nas wyłącznie na Youtube) pokazującą funkcjonowanie narkobiznesu w całej jego złożoności, która zainspirowała Stevena Soderbergha do realizacji słynnego filmu, nagrodzonego czterema Oscarami.

Dalsza część tekstu pod wideo

Najnowsza produkcja Netflixa wydaje się naturalnym rozwinięciem wielu wątków obecnych w tym nurcie filmografii, choć jej podstawą stały się realne wydarzenia – dotąd mało znane lub wręcz przemilczane. Serial, którego pomysłodawcą jest Neil Forsyth (znany z serii „The Gold”), stanowi mocno udramatyzowaną wersję tych wydarzeń. Na przełomie lat 80. i 90., w szczycie narkotykowych problemów Wielkiej Brytanii, grupa pracowników brytyjskiego urzędu celnego przeszła krótkie, lecz – jak się okazało – niezwykle owocne szkolenie. Przygotowało ono ich do misji polegającej na infiltracji potężnych gangów w celu ich rozbicia oraz przejęcia wielkiego transportu narkotyków zmierzającego do kraju.

Legendy
resize icon

Legendy (2026) - recenzja i opinia o serialu [Netflix] Udramatyzowana wersja prawdziwych wydarzeń

Podstawą scenariusza serii okazał się reportaż „The Betrayer: How An Undercover Unit Infiltrated The Global Drug Trade” autorstwa Petera Walsha i Guya Stantona – jednego z głównych bohaterów produkcji, granego przez Toma Burke’a. Prawdziwy Stanton dorobił się legendy w brytyjskim przestępczym półświatku, stając się specjalistą od dostarczania towarów na Wyspy, cały czas pracując dla urzędu celnego. Sam Forsyth odbył dziesiątki rozmów z uczestnikami tamtych akcji, często tworząc serialowych bohaterów poprzez kompilację dwóch lub więcej prawdziwych postaci. Z oczywistych względów uprościł i udramatyzowywał realne wydarzenia, w taki jednak sposób, by oddać ducha tamtych czasów – co, jak wynika z komentarzy samych bohaterów, udało mu się znakomicie.

Fakt, iż mamy do czynienia z opowieścią o ludziach po krótkim przygotowaniu rzuconych na głęboką wodę – zmuszonych do rozpracowywania groźnych gangów narkotykowych – prowokuje skojarzenia z inną brytyjską serią, czyli „Kulawymi końmi” z Apple TV+. Porównanie to nie ma jednak większego sensu. Serial Netflixa to bowiem, właściwie pozbawiona cynicznego humoru wspomnianej serii, poważna produkcja kryminalna, której kręgosłupem fabularnym są z jednej strony próba infiltracji tureckiej organizacji Green Lanes (na czele z tajemniczym Hakanem) przez Guya, z drugiej wniknięcie do gangu w Liverpoolu, zarządzanego przez Cartera (Tom Hughes). Złożony z pięciu osób zespół zmaga się nie tylko z problemami codziennych akcji, ale także z naciskami politycznych funkcjonariuszy żądających natychmiastowych efektów.

Seria Netlixa wciąga od początku, nie tylko ze względu na niezwykle interesujący punkt wyjścia, ale także udaną stylizacją na przełom lat 80. i 90. Podkreślaną nie tylko przez odpowiednią, mocno chropowatą fakturę obrazu, odpowiedni dobór lokacji, ale również świetną muzykę. Błyszczą znakomicie dobrani aktorzy, wśród których wyróżnia się przede wszystkim Tom Burke. Wcielający się w najmocniej eksponowaną postać Guya Stantona, zalegendowanego w środowisku przestępczym jako błyskotliwy szmugler, od początku prowadzącego podwójne życie, co z czasem zaczyna coraz bardziej oddawać nawet zmieniająca się twarz znakomitego w tej roli aktora. Brytyjczyk bezsprzecznie tworzy tu jeden z najlepszych obrazów podwójnego agenta, zmagającego się z powrotem do normalnego życia.

Legendy
resize icon

Legendy (2026) - recenzja i opinia o serialu [Netflix] Znakomicie dobrani aktorzy, świetna stylizacja na przełom lat 80. i 90.

Podobnie można chwalić resztę obsady, złożonej w dużej mierze z nieopatrzonych aktorów. Takim jest z pewnością świetnie dobrany Gerald Kyd, wcielający się tu w postać Mylonasa, wprowadzającego Guya do środowiska tureckich gangsterów. Steve Coogan sprawdza się bardzo dobrze jako szef całej grupy. Na uwagę zasługuje tu także posiadacz najbardziej przepitego i przepalonego, wręcz niemożliwego do podrobienia głosu, Con O’Neill. Znany choćby ze swej pomniejszej roli w “Batmanie” Matta Reevesa aktor idealnie odtwarzający postać do cna skorumpowanego gliny. Świetnie wypadają również aktorki: Charlotte Ritchie, Hayley Squires i Jasmine Blackborow, kreujące tu niezwykle oryginalne i ciekawe bohaterki.

Trudno jednak nie ulec wrażeniu, że prócz wspominanego już Guya, a także -  odtwarzanej przez Charlotte Ritchie - jego żony, Sophie, większość postaci nie została dostatecznie pogłębiona. Dotyczy to niestety również głównego antagonisty, Cartera, który jest bodaj najbardziej niewiarygodnym bohaterem ze wszystkich, o których opowiada serial. Trudno bowiem uwierzyć, że mężczyzna pokazujący się w towarzystwie dwóch niezbyt rozgarniętych typów i swego biznesowego partnera Eddy’ego McKee rzeczywiście może o sobie mówić, że kontroluje dużą część brytyjskiego kryminalnego półświatka, mimo iż sam Tom Hughes robi wiele byśmy mogli w niego uwierzyć. Lekko irytują również pewne drobne rozwiązania fabularne, takie jak błyskawiczne przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi lokacjami, co powinno wymagać więcej czasu, jak również niektóre pomniejsze elementy scenariusza.

„Legendy” to jednak bezsprzecznie jedna z najciekawszych propozycji Netflixa ostatnich miesiący. Wyraźnie czuć, że twórcy doskonale znają realia, o których opowiadają. Daleki od hollywoodzkich schematów szpiegowskich scenariusz akcentuje zarówno powolne rozpracowywanie groźnego gangu, jak i trudności prowadzenia podwójnego życia. Ostateczną nagrodą za wykonanieniezwykle trudnej misji okazuje się tu wyłącznie świadomość dobrze wykonanej roboty – oraz fakt, że dekady później powstaje o tym serial, dzięki któremu widzowie na całym świecie mogą się dowiedzieć, kto był wtedy prawdziwym bohaterem.

Atuty

  • Bardzo ciekawy punkt wyjścia
  • Świetna stylizacja na przełom lat 80. i 90.
  • Podkreślana także przez znakomicie dobraną muzykę
  • Wielka rola Toma Burke’a
  • Znakomity dobór - zazwyczaj mało znanych - aktorów do innych ról

Wady

  • Szkoda tylko, że oprócz Guya nie pogłębiono także innych postaci
  • A najsłabiej wypada tu niestety główny antagonista, Carter

“Legendy” to znakomicie zrealizowany brytyjski miniserial, w oryginalny sposób opowiadający o mało znanym dotąd okresie brytyjskiej historii.

8,0
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper