Obsesja (2025) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Kiedy ktoś kocha cię najbardziej na świecie
Nie czytaj, nie oglądaj trailera, po prostu idź i obejrzyj! Im mniej wiesz przed seansem, tym lepiej dla ciebie. Już? Poszedłeś sobie? No, to zaczynam! Bear przyjaźni się z ludźmi ze swojej pracy - Ianem, Sarah i Nikki. Rzecz w tym, że z tą ostatnią chciałby być znacznie bliżej, a utknął we friendzone'ie tak głębokim, że reaguje na każde jej skinienie. Czystym przypadkiem znajduje w sklepie "magiczny patyk", obiecujący spełnić jedno, dowolne życzenie. Trzeba jednak bardzo uważać, czego człowiek sobie życzy...
Który człowiek na tym świecie nie był kiedyś "potajemnie" zakochany?! Pewnie paru takich by się znalazło, ale większość z nas jednak dobrze rozumie sytuację, w której znalazł się główny bohater filmu Curry'ego Barkera. Kiedy sympatia przeradza się w fascynację, a ta może później ewoluować w obsesję, jeśli odpowiednio prędko się nie ogarniemy lub ktoś nie zrobi tego za nas - albo, jakimś cudem, naprawdę z tego friendzone'a wyjdziemy. Autor dzisiejszego filmu postanawia iść jednak o parę kroków dalej i pyta, co by było, gdyby podkręcić te niezdrowe uczucia do absolutnego maksimum.
Nie miej wątpliwości, to jest bardzo spokojnie rozwijająca się fabuła, powolna eskalacja, praktycznie definicja satysfakcjonującego slow burna - co dla jednych będzie zaletą, a dla innych wadą "Obsesji". Bezpośrednio po seansie usłyszałem od jednego kolegi, że jego zdaniem to spokojnie mógł być krótki metraż. Ja nie jestem aż tak pesymistycznie nastawiony, choć też uważam, że dało się wyciąć z środka kilka niewiele zmieniających scen, bez których film byłby tylko żwawszy, a więc i bardziej wciągający. Nie jest to jednak absolutnie żaden deal breaker.
Obsesja (2025) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Chwile się rozkręca, ale za to bez górnego limitu
Kiedy go poznajemy, Bear (Michael Johnston) zastanawia się właśnie, jak powiedzieć Nikki (Inde Navarrette), co do niej czyje. Pomaga mu w tym najlepszy kumpel, znacznie bardziej wyluzowany i nie dbający o nic Ian (Cooper Tomlinson). Z całej sytuacji nie jest natomiast ani trochę zadowolona Sarah (Megan Lawless), która od dawna już podkochuje się naszym bohaterze. Ten jednak nie ma oczu dla nikogo prócz Nikki. Potencjalnie, ta ich krzyżówka romantyczna mogłaby być całkiem skomplikowana, gdyby nie fakt, że jest to chyba najbardziej oczywisty układ, jaki można wymyślić. Powiedziałbym jednak, że to raczej dobra wiadomość. Reżyser tworzy znajomo wyglądającą bazę, na której może następnie budować swój wątek paranormalny. Z drugiej strony, niektóre wątki są zdecydowanie zbyt oczywiste, podczas gdy reżyser próbuje robić z nich tajemnicę, co przekłada się na lekki zawód w trakcie seansu.
Trzeba jednak przyznać, że wszystkie postacie są odpowiednio wyraziste, a fabuła prowadzona z pomysłem. Ja mam taki zwyczaj, że nie oglądam trailerów przed filmami, na które się wybieram - za często potrafią zdradzić dużo więcej, niż by się chciało - więc kompletnie nie wiedziałem, logo będzie ta tytułowa obsesja dotyczyć. Z początku wygląda na to, że chodzi o Beara - o to, jak nie potrafi on przestać myśleć i gapić się na swoją przyjaciółkę, jak zaczyna go to frustrować. Później natomiast scenariusz zalicza mocną woltę i jest to jedna z tych rzeczy, których najlepiej zwyczajnie nie wiedzieć przed faktem.
Podoba mi się, że postacie dają się poznać z tej swojej ludzkiej strony, a ich charakterystyka pozwala z jednej strony się z nimi polubić, zanim przysłowiowy stolec uderzy w wiatrak, z drugiej zaś nadaje całej historii tragiczny wydźwięk. Reżyser sugeruje, że całej tej sytuacji można było uniknąć - dawał Bearowi więcej niż jedno wyjście z tej sytuacji zanim będzie za późno. Tak więc, mimo że od pewnego momentu mamy tu do czynienia z czymś na wzór opętania i bardzo typowo horrorowego przedstawienia Nikki, prawdziwym antagonistą filmu od początku do końca pozostaje główny bohater, co wprowadza do fabuły ciekawą dychotomię.
Obsesja (2025) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Miała na imię Nikki
Królową filmu jest jednak, bez dwóch zdań, Navarrette, która gra tutaj z jednej strony zwyczajną dziewczynę, luźną koleżankę, zachowującą się typowo dla swojego wieku, z drugiej kompletnie nienormalną wariatkę, która musi cały czas być obok swojego chłopaka, niemal bez przerwy się na niego gapić, podniecać się tym, jak pachnie. Piękne jest to, że scenariusz nie rzuca jej od razu w najgłębszą psychozę. Zaczynamy od względnie zwykłych prób przypodobania się, niezręczności typowej dla nastolatków (przynajmniej tych z amerykańskich filmów, bo sam już chwilę nastolatkiem nie byłem, więc trudno powiedzieć), później zaczynają dziać się rzeczy bardziej charakterystyczne dla zachowań obsesyjnych, dalej to już nawet nie czerwone flagi, a po prostu powody do jak najszybciej ucieczki, aby w kulminacji zejść już w tematy najzwyczajniej w świecie horrorowe. Navarrette świetnie nawiguje przez wszystkie te etapy, stając się stopniowo coraz bardziej niepokojąca, naciągając uśmiech do granic wytrzymałości mięśni mimicznych, robiąc sobie krzywdę, krzycząc i wyjąć po to tylko, aby wrócić do "stanu wyjściowego" ćwierć sekundy po tym, jak Bear wreszcie jej przytaknie.
Powiedziałbym jednak, że tego typu scen, rozwijających ich związek, jest tu odrobinę za dużo. Jasne, większość z nich jest całkiem ciekawa i nieustannie budują stawkę, przekraczając raz za razem kolejne granice, ale ostatecznie zaczynają się lekko powtarzać - kolejne dziwne zachowanie, które nie ewoluuje wcale w nic nowego, Nikki raz jeszcze wydziera się i płacze, po czym wraca do siebie w ułamku sekundy. Już to widzieliśmy. Zamiast tego, można było trochę lepiej rozwinąć elementy paranormalne i magiczne. Nie mówię żeby od razu podawali nam origin story twórcy tych magicznych patyków, od których zaczyna się cały problem, ale widzimy kilka razy w trakcie filmu zachowania, które nie zgrywają się z tym co wiemy o sytuacji, które nie są w żaden sposób dalej wyjaśnione. I niby nie muszą być, to w końcu horror, ale wydaje mi się, że jakieś rozwinięcie tych tematów byłoby ciekawsze niż oglądanie kolejny raz tego samego, najwyżej w lekko zmienionej konfiguracji.
Nawet pomimo tych kilku problemów, "Obsesja" pozostaje jednym z ciekawszych horrorów, jakie miałem ostatnio przyjemność oglądać. Dostajemy tu grupę łatwych do polubienia postaci, interesującą, pozornie prostą, ale wyciśniętą do ostatniej kropli koncepcję i pełen różnych, bardzo sprzecznych emocji finał. To nie jest straszny horror. Zamiast tego, Barker oferuje lekki niepokój, odrobinę obrzydliwości i od czasu do czasu mocno wisielczy humor.
Atuty
- Świetna, wielowymiarowa Inde Navarrette;
- Interesująco zbudowana postać głównego bohatera;
- Bardzo uczciwie podchodzi do obranego tematu;
- Ścieżka dźwiękowa miejscami prawie jak z "Silent Hill";
- Ciekawe zakończenie.
Wady
- Odrobinę zbyt przewidywalny;
- Środek mógłby być bardziej zwięzły lub chociaż podjąć kilka ledwie draśniętych tematów.
"Obsesja" to z pazurem zrobiona ruminacja na tytułowy temat, która nie boi się mieszać gatunków i pozwalać sytuacjom dojść do naturalnego końca. Polecam.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych