Tides of Tomorrow - recenzja gry. Kooperacyjna zabawa w post-apo... tak jakby

Tides of Tomorrow - recenzja i opinie o grze [PS5, XSX, PC]. Kooperacyjna zabawa w post-apo

Igor Chrzanowski | Dzisiaj, 17:00

Narracyjne gry przygodowe potrzebują rewolucji, ale czy przygotowane przez THQ Nordic oraz Tides of Tomorrow zapewnia temu gatunkowi potrzebne zmiany? Zapraszamy do naszej recenzji!

W naszej branży mało kto stara się być obecnie innowacyjny i wiele wskazuje na to, że przez kolejne lata taka stagnacja będzie trwać w najlepsze. Są jednak producenci tacy jak Digixart, którym to marzy się podbić świat wirtualnej rozgrywki zaczynając, jak to się mawia, z grubej rury. Twórcy nie idą na łatwiznę, albowiem łączą asynchroniczne elementy multiplayerowe z typową singlową narracją.

Dalsza część tekstu pod wideo

Czy tak nietypowa mieszanka naprawdę ma prawo działać i sprawić, że w recenzowanym Tides of Tomorrow poczujemy tutaj takie emocje jak w Road 96, grach Telltale czy też produkcjach Davida Cage'a? Cóż, odpowiedź na te i inne pytania znajdziecie w naszym dzisiejszym tekście. Zatem zapraszam was do poniższej lektury. 

Tides of Tomorrow - kolorowe post-apo

Jeśli graliście lub chociaż kojarzycie grę Road 96 lub ewentualnie Road 96: Mile 0, na pewno kojarzycie styl produkcji Digixart, które to lubi opowiadać naprawdę odjechane, pokręcone i "stylowe" historie. Tak było z obydwiema przytoczonymi produkcja, no i tak jest także w przypadku recenzowanego dziś Tides of Tomorrow. Doświadczeni reżyserzy i scenarzyści wrzucają nas do świata, który na pierwszy rzut oka jest połączeniem Wodnego świata z dystopijnością Remember Me i stylistyką a'la Fortnite, gdzie apokalipsa faktycznie wystąpiła, ale w iście kolorowych neonowo-pastelowych barwach. 

Jest to coś czego wcześniej na bank nie widzieliście, ale czy to dobrze? Recenzowane dziś Tides of Tomorrow jest produkcją zdecydowanie skierowaną do tych osób, którym nie odpowiada już takie typowe "brudne" post-apo. Tyczy się to zarówno oprawy wizualnej jak i warstwy fabularnej, albowiem dzieło Digixart, mimo wielu starań, nie uderza w zbyt mroczne tony. Scenarzyści projektu zdecydowali się na nietypowe rozwiązanie, ponieważ to nie my tak naprawdę jesteśmy najważniejsi w tej historii, tylko nasz poprzednik. 

Wszystko co robimy obciążone jest tym, co robił dopasowany do nas gracz z przeszłości, a co za tym idzie jeśli ktoś narozrabiał na imprezowej wyspie, jej szefowa potraktuje nas jak leszcza. Jeśli jednak był gwiazdorem i zdobył wyścigowy puchar, będziesz miał łatwiejsze zadanie, bo wszyscy cię powitają jak członka elit. Wszyscy też często odnoszą się do poczynań twojego poprzednika, dzięki czemu masz pewien punkt odniesienia do tego co działo się podczas jego wizyty w danej misji. Z jednej strony rozumiem zabieg jaki chcieli tutaj zastosować deweloperzy, ale szczerze wam powiem, że jakoś tego nie kupuje - przynajmniej pod kątem fabularnym. Nie za bardzo ma znaczenie co zrobimy, bo w całym tym świecie i tak wszyscy żyją w jakiejś chorej pętli, w ramach której mogą przeżywać tylko dwa możliwe scenariusze per misja i w sumie w całym swoim życiu. 

Tides of Tomorrow - niby co-op, ale nie do końca

Nasza wolność też jest ograniczona, a nadchodzące wydarzenia trochę spoilerowane. Wbijając się na Idylię wiemy, że będziemy brać udział w jakiejś imprezie, jadąc na wyspę jednego z tych złych, wiemy że czeka nas rozróba, bo akurat nasz poprzednik coś tam powykręcał. To pozbawia nas tej tajemnicy, nutki dreszczyku tego, że sami odkrywamy co się będzie działo. Zamiast tego sam grałem z poczuciem większej ciekawości tego, czy ten inny gracz coś skopał, aniżeli tym co gra mi ma do zaoferowania fabularnie. W Podróży chociaż ci inni gracze byli takim fajnym tłem dla naszego przeżycia, a tutaj sam czuje się jak tło. Jedyne co tak naprawdę zmusza nas do grania w miarę świadomie, to fajne mechaniki rozgrywki oraz fakt, że nasze poczynania ukształtują opowieść naszego następcy. 

Jesteśmy zatem atakowani tym, że gramy "po kimś" i że gramy "dla kogoś", a nasza własna przygoda to tak w sumie... dodatek. Co prawda mamy wpływ na to co robimy i możemy podejmować decyzje nastawione tylko na nasze przetrwanie lub na dobro całej ludzkości, które szczerze powiedziawszy mało mnie interesowało. Rdzeniem gry jest walka z toksycznymi chemikaliami oraz próby pozyskiwania specjalnej substancji leczniczej, nad którą władzę ma tak naprawdę tylko jeden gangster. Przypomina mi to trochę niesławny Wodny Świat, gdzie walka o surowce i przetrwanie była najważniejsza, zaś władze wszędzie sprawowali bandyci. 

Ciężar całego tego świata powinniśmy poczuć dzięki otoczeniu, które z reguły jest martwym tłem, ale niekiedy miewa jakieś tam interaktywne elementy - melen w śmietniku, umierający zarażony i tym podobne. Problem w tym, że to tylko proste klikadełka w stylu daj lub odbierz złom/lek. Klik i zapominasz o tym miejscu i tej osobie na zawsze, czyli zero emocji. Same mechaniki rozgrywki są powiedziałbym przyzwoite, jak na swoje bezpieczne, hermetyczne środowisko. Mamy tutaj trochę skradania, ucieczek, pościg motorówką czy walki z piratami za pomocą działka na rufie naszego statku. Nic specjalnego, ale potrafi być przyjemne w odbiorze. 

Tides of Tomorrow - czy warto zagrać?

Czy autorzy takich hitów jak Road 96 czy też 11-11: Memories Retold znów dali popis swoich umiejętności, racząc nas jednym z najbardziej zaskakujących projektów w tym roku? Śmiało można by rzec, że autentycznie Tides of Tomorrow jest wyjątkowe, dlatego tytuł powinni docenić wszyscy ci, którzy poszukują w grach nutki jakiejś "inności" oraz odważnych rozwiązań. Niestety na tych eksperymentach cierpi to co najważniejsze, czyli fabuła. Niby jest ok, ale nie daje takich emocji jak powinna.

Advertisement

Ocena - recenzja gry Tides of Tomorrow

Atuty

  • Ciekawy i nietypowy sposób na narrację
  • Fabuła podzielona na fajne krótkie misje
  • Różnorodność w rozgrywce
  • Wybory gracza mają realny wpływ na grę innych

Wady

  • Oprawa graficzna mimo iż stylizowana, potrafi źle wyglądać
  • Wybory gracza ograniczają się zawsze tylko do opcji A/B
  • Scenariusz sam w sobie jest nieco nudnawy

Tides of Tomorrow pragnie pokazać nam wyjątkowy świat, w którym nie tylko my decydujemy o tym co się stanie w naszej przygodzie. To bardzo fajna koncepcja, której naprawdę warto dać szansę.
Graliśmy na: PS5

Igor Chrzanowski Strona autora
cropper