The Division Resurgence - recenzja i opinia o grze [iOS, Android]. Looter shooter w wydaniu mobilnym
The Division Resurgence to tytuł, który pojawia się w specyficznym momencie dla marki. Seria obchodzi swoje dziesiąte urodziny, a gracze z niecierpliwością wyczekują konkretnych informacji o pełnoprawnej, trzeciej odsłonie. Ubisoft postanowił wypełnić tę lukę produkcją mobilną, która obiecuje przeniesienie pełnego doświadczenia taktycznego looter shootera do kieszeni spodni. Nie jest to jednak zwykły port, a próba stworzenia nowej opowieści osadzonej w dobrze znanym, zaśnieżonym Nowym Jorku podczas wczesnej fazy epidemii Zielonej Trucizny. Wcielamy się w agenta pierwszej fali, co fabularnie stanowi ciekawy powrót do korzeni, choć sama narracja szybko schodzi na dalszy plan.
Mobilne The Division stanowi wyjątkowo wierną adaptację mechanik znanych z komputerów i konsol. Największym osiągnięciem twórców jest fakt, że po kilku minutach z telefonem w dłoniach można poczuć dokładnie ten sam ciężar rozgrywki, który towarzyszył nam w 2016 roku. Trzon zabawy opiera się na dynamicznym przemieszczaniu się między osłonami i systematycznym eliminowaniu przeciwników przy użyciu zróżnicowanego arsenału oraz gadżetów SHD. Mimo przejścia na silnik Unreal Engine, gra zachowuje surowy, brudny klimat metropolii, oferując otwarty świat obejmujący znaczną część Manhattanu. To w segmencie mobilnym wciąż budzi szacunek pod kątem skali projektu.
Niestety, ograniczenia techniczne smartfonów wymusiły kompromisy nie tylko w mechanice celowania, ale również w samej strukturze misji, które są krótkie i powtarzalne. Taka konstrukcja rozgrywki, nastawiona na szybkie sesje, w połączeniu z rwanym tempem progresji, wyraźnie odcina ten tytuł od złożoności i głębi znanej z pełnoprawnych odsłon serii. Ale czy wszystko wypada przeciętnie? Zapraszam do recenzji.
Jak wypada mobilne The Division?
Rozpoczęcie zabawy wiąże się z koniecznością ukończenia dość długiego, lecz sprawnie poprowadzonego samouczka. Pełni on funkcję fabularnego prologu, który w przystępny sposób wyjaśnia podstawowe zasady przetrwania oraz obsługę nowoczesnych gadżetów. Po jego zaliczeniu zyskujemy dostęp do standardowego kreatora postaci, pozwalającego na personalizację wyglądu agenta. Choć edytor nie oferuje przesadnie głębokich opcji modyfikacji, jest w zupełności wystarczający, by nadać bohaterowi indywidualny charakter przed wkroczeniem do właściwej rozgrywki.
Mechanika walki w The Division Resurgence opiera się na fundamencie znanym z pełnoprawnych odsłon. Postać porusza się między przeszkodami z dużą precyzją, a system przyklejania się do murków czy wraków samochodów działa responsywnie nawet przy sterowaniu dotykowym. Twórcy wprowadzili istotne uproszczenia mające na celu dynamizację starć na mniejszych ekranach. Zdrowie agenta regeneruje się samoczynnie w przerwach między falami przeciwników, a granaty i apteczki oparto na systemie odnawialnych czasowo umiejętności zamiast klasycznego zbierania zasobów. Wprowadzono także mechanikę ochrony przed nagłą śmiercią, która przy spadku punktów życia do krytycznego poziomu daje graczowi krótką chwilę na wycofanie się pod bezpieczną osłonę.
The Division na smartfonach wygląda całkiem nieźle, chociaż działa w kratkę
Do naszej dyspozycji oddano pięć zróżnicowanych klas postaci - Vanguard, Demolitionist, Bulwark, Field Medic oraz Technician. Każda posiada dwa unikalne zestawy umiejętności aktywne w trybie kooperacji. Przykładowo, specjalizacja defensywna pozwala na korzystanie z tarczy balistycznej, podczas gdy klasy wsparcia koncentrują się na leczeniu sojuszników za pomocą dronów medycznych lub wieżyczek strażniczych. System celowania został bardzo dobrze dostosowany do ekranów dotykowych, co szczególnie widać przy obsłudze karabinów snajperskich. Aktywacja celownika optycznego następuje w momencie przytrzymania przycisku strzału, a oddanie strzału następuje po jego zwolnieniu, co pozwala na dużą precyzję bez konieczności stosowania zewnętrznych akcesoriów sterujących. Muszę przyznać, że strzelanie jest bardzo satysfakcjonujące. Mechanika celowania i przechodzenia między osłonami działa płynnie, a my mamy pełną kontrolę nad ruchami agenta.
Zarządzanie ekwipunkiem to rozbudowany system, w którym każda część uzbrojenia i opancerzenia opisana jest szeregiem statystyk wpływających na ogólną ocenę siły agenta. Przedmioty podzielono na klasyczne poziomy rzadkości, od pospolitych zielonych, przez niebieskie i fioletowe, aż po legendarne złote egzemplarze. Rozwój postaci nie kończy się na wymianie sprzętu na nowszy, ponieważ gra oferuje zaawansowany system modyfikacji podzespołów oraz ulepszanie poszczególnych elementów pancerza przy użyciu materiałów rzemieślniczych. Wraz z postępami odblokowujemy również rangę SHD oraz wzmocnienia umiejętności, co tworzy wielowarstwową strukturę progresji, która w późniejszych fazach gry staje się fundamentem do budowania konkretnych konfiguracji sprzętowych.
Sztuczna inteligencja przeciwników jest natomiast okropna, bo niezwykle banalna. Wrogowie rzadko wykazują się inicjatywą taktyczną. Ich działania są zazwyczaj przewidywalne i opierają się na prostych skryptach, co sprawia, że walka sprowadza się do systematycznego eliminowania celów zza bezpiecznej zasłony. Zamiast zaskakiwać gracza flankowaniem czy jakimkolwiek rozumem, oponenci polegają głównie na dużej liczbie punktów życia. Sami pchają się pod karabin, ale w niektórych trzeba władować kilka magazynków. Po drodze spotkamy wielu innych, żywych graczy. Można z nimi pogadać prywatnie, zaprosić do zespołu, zablokować czy podejrzeć wyposażenie i zdobyte doświadczenie.
The Division na smartfony
Oprócz głównej linii fabularnej, produkcja oferuje szereg trybów skrojonych pod krótkie sesje mobilne. Jednym z najciekawszych jest Lone Wolf Challenge, czyli solowe wyzwania o strukturze zbliżonej do gier typu roguelite. Gracz przechodzi przez kolejne poziomy o rosnącym stopniu trudności, wybierając po drodze losowe ulepszenia, które modyfikują jego zdolności bojowe w ramach danej sesji. Na mapie Manhattanu regularnie pojawiają się także wydarzenia dynamiczne oraz gniazda frakcji, które służą do szybkiego zdobywania doświadczenia i surowców. Te powtarzalne aktywności są niezbędne do przeskakiwania barier poziomowych, które regularnie blokują dostęp do kolejnych misji kampanii fabularnej.
Progresja w The Division Resurgence ma jednak swoją ciemną stronę, typową dla darmowych, mobilnych produkcji. Gra narzuca sztywne ograniczenia poziomowe, które sprawiają, że nawet przy posiadaniu wysokiej jakości sprzętu, nie można kontynuować wątku głównego bez osiągnięcia wymaganej rangi postaci. Wymusza to na graczach regularne logowanie się w celu wykonywania zadań dziennych i powtarzania znanych już misji, co znacząco spowalnia tempo zabawy, ale jest także bardzo męczące. Choć walka sama w sobie pozostaje satysfakcjonująca, to konieczność wielogodzinnego zbierania punktów doświadczenia między istotnymi fragmentami opowieści może być uciążliwe dla osób przyzwyczajonych do liniowej rozgrywki z konsolowych wydań serii. Wiadomo, że jakoś trzeba tego gracza utrzymać przy telefonie, ale zrobiono to w jednym z najgorszych sposobów.
Techniczne fundamenty i wizualny kompromis
Pod względem technologicznym Resurgence jest pokazem ambicji, który niestety często zderza się ze sprzętową rzeczywistością. Nowy Jork wciąż potrafi zachwycić klimatem, ale płaskie oświetlenie i widoczne dorysowywanie się obiektów przypominają, że mamy do czynienia z produktem mobilnym. Na mocnych konfiguracjach, jak Snapdragon 8 Elite, gra oferuje stabilne 60 klatek na sekundę jedynie przy średnich ustawieniach graficznych. Wybranie najwyższych parametrów skutkuje spadkiem płynności do poziomu 30 klatek, co w dynamicznej strzelance jest kompromisem bolesnym. Dodatkowo urządzenia potrafią generować znaczne ilości ciepła, co po dłuższej sesji prowadzi do dławienia wydajności procesora. Testowałem grę także na iPhone 17 Pro Max i tutaj było trochę lepiej, chociaż nadal spadki zdarzały się regularnie. Bez względu też na moc tego urządzenia, przełączenie się na 60 klatek było bardzo bolesne. Jakość oprawy leci na łeb na szyję.
The Division Resurgence
Największą bolączką w codziennym użytkowaniu jest jednak obsługa interfejsu przy użyciu kontrolera. O ile sama walka na padzie jest bardzo komfortowa, o tyle nawigacja po menu to droga przez mękę. Gra wymusza sterowanie wirtualnym kursorem zamiast natywnego przeskakiwania między polami, co jest dla mnie totalnie niezrozumiałym rozwiązaniem. Nie brakuje też błędów typowych dla okresu premierowego - sporadyczne zanikanie dźwięku czy błędy w śledzeniu celów misji potrafią skutecznie wybić z rytmu. Optymalizacja pod kątem różnorodnych urządzeń z systemem Android wciąż pozostawia sporo do życzenia.
Najpoważniejszym minusem The Division Resurgence nie jest jednak technologia, a struktura samej kampanii. Historia jest generyczna, pozbawiona wyrazistych postaci, a dialogi często brzmią sztywno i nienaturalnie. Najgorsze jest jednak agresywne blokowanie postępów fabularnych wymaganiami dotyczącymi poziomu doświadczenia. Gracz wielokrotnie zostaje zatrzymany przed nową misją i zmuszony do nudnego grindu w aktywnościach pobocznych tylko po to, by dobić brakujący poziom. To sztuczne wydłużanie czasu gry, które w tytule o takim rodowodzie jest bardzo irytujące. Co i rusz widzimy natomiast innych graczy i póki co, jest z kim wykonywać wszystkie te misje. Oby Ubisoft dostatecznie dobrze zadbał o napływ nowych osób.
Czy w takim razie warto zagrać w mobilne The Division? Otrzymujemy produkcję kompetentną, ale pozbawioną ducha, który sprawiłby, że stałaby się ona realną alternatywą dla dużych odsłon. Mechanika walki i sam system strzelania sprawiają dużą satysfakcję, ale cała otoczka darmowej gry z jej ograniczeniami i błędami technicznymi sprawia, że jest to propozycja głównie dla najbardziej zagorzałych fanów uniwersum. Dla pozostałych będzie jedynie ciekawostką, która po kilku wieczorach przypomni, dlaczego lepiej zagrać na konsoli lub PC. Niemniej, szacunek dla Ubisoftu, bo widać, że w tą mobilną konwersję włożono mnóstwo pracy.
Ocena - recenzja gry The Division Resurgence
Atuty
- udana adaptacja mechaniki strzelania zza osłon przeniesiona na ekrany dotykowe
- powrót do charakterystycznej atmosfery zaśnieżonego Nowego Jorku
- przejrzysty system ulepszania ekwipunku dostosowany do krótkich sesji
- tryb Lone Wolf Challenge oferujący ciekawą odmianę od głównej kampanii
Wady
- uciążliwe blokady postępów fabularnych wymuszające długotrwałe zdobywanie doświadczenia
- mało angażująca i generyczna historia, która nie motywuje do dalszej gry
- problemy z obsługą menu przy wykorzystaniu kontrolerów oraz błędy techniczne
- konieczność obniżenia ustawień graficznych dla zachowania odpowiedniej płynności animacji, niezależnie od telefonu
- okropnie wyglądający tryb 60 klatek (nawet na najmocniejszych maszynach)
- na dłuższą metę może być nużąca
- sztuczna inteligencja przeciwników jest tak słaba, że po czasie walka zaczyna nużyć
The Division Resurgence to projekt, który udowadnia, że zaawansowane mechaniki z komputerów osobistych można przenieść na smartfony, ale nie zawsze przekłada się to na wysoką jakość zabawy. Produkcja oferuje dopracowany system strzelania i gęstą atmosferę Nowego Jorku, co stanowi solidny fundament. Niestety, całość zostaje przytłoczona przez agresywne blokady postępów, które wymuszają wielogodzinny, powtarzalny trening postaci przed odblokowaniem kolejnych misji. W połączeniu z przeciętną fabułą oraz błędami w interfejsie, otrzymujemy tytuł poprawny, ale pozbawiony głębi, która zatrzymałaby gracza na dłużej niż kilka wieczorów.
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych