Samsung Galaxy S26 Ultra - test smartfona. Konsekwentna ewolucja, ale w praktyce zmiany na lepsze

Samsung Galaxy S26 Ultra - test smartfona. Konsekwentna ewolucja, ale w praktyce zmiany na lepsze

Maciej Zabłocki | Dzisiaj, 22:00

Kiedy płacimy za urządzenie z najwyższej półki cenowej, oczekujemy absolutnej perfekcji, bezkompromisowej stabilności i rozwiązań, które faktycznie usprawniają pracę, a nie tylko ładnie wyglądają na materiałach promocyjnych. Samsung Galaxy S26 Ultra to sprzęt, który na papierze obiecuje rozwiązanie każdego technologicznego problemu. Prawdziwą wartość flagowca poznaje się jednak dopiero po wyjęciu go z pudełka, skonfigurowaniu pod własne, rygorystyczne potrzeby i włączeniu do bezlitosnego, codziennego trybu funkcjonowania. Przez ostatnie tygodnie testowany dzisiaj smartfon służył mi jako główne narzędzie do wszystkiego - od zaawansowanej komunikacji, przez edycję dokumentów w biegu, aż po tworzenie treści.

Mam pewne spostrzeżenia dotyczące ubiegłorocznego modelu i cieszą mnie subtelne zmiany dokonane przez Samsunga. Miałem przyjemność uczestniczyć w światowej premierze najnowszego modelu w San Francisco, gdzie otrzymałem urządzenie do testów od razu na miejscu. Przemierzając ulice tego amerykańskiego miasta i sprawdzając sprzęt w całkowicie życiowych warunkach, szybko wychwyciłem najważniejsze zmiany w ergonomii. S26 Ultra odczuwalnie lepiej leży w dłoni. Producent postawił na delikatnie mniej prostokątną formę i zastosował zaokrąglone krawędzie, co drastycznie poprawia komfort chwytu. Zauważalnie przesunięto również środek ciężkości, dzięki czemu obcowanie z tak masywnym telefonem stało się po prostu dużo wygodniejsze.

Dalsza część tekstu pod wideo

W tym teście nie znajdziecie jednak wyłącznie samych zachwytów - to będzie największy i najbardziej rozbudowany test, jaki do tej pory napisałem na łamach PPE.pl. Skoncentruje się na surowej ocenie tego, jak smartfon sprawdza się w prozaicznych sytuacjach, pod dużym obciążeniem wielozadaniowym i w momentach, gdy poszczególne podzespoły muszą działać w ułamku sekundy. Czy ten model rzeczywiście deklasuje konkurencję i usprawiedliwia swoją cenę? Czy może jednak przegrywa w starciu z konkurencją pokroju Xiaomi 17 Ultra, OnePlus 15, Oppo Find X9 Pro czy iPhone 17 Pro Max? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie poniżej. 

Specyfikacja techniczna Samsung Galaxy S26 Ultra:

  • Procesor: ośmiordzeniowy Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy (@4,74 GHz) z układem graficznym Adreno 840 (1.3 GHz)
  • Pamięć: 12 GB lub 16 GB RAM oraz 256 GB, 512 GB lub 1 TB pamięci UFS 4.x (brak slotu na karty pamięci)
  • System operacyjny: One UI 8.5 (bazujący na Android 16)
  • Wyświetlacz: Dynamic LTPO AMOLED 2X 6,9″, rozdzielczość 3120x1440 pikseli, odświeżanie 120 Hz, obsługa HDR10+, jasność szczytowa 2600 nitów, funkcja Privacy Display, powłoka antyrefleksyjna DX, szkło Corning Gorilla Armor 2
  • Aparat tylny: 200 MP (f/1.4, matryca 1/1.3″, OIS) główny + 50 MP (f/1.9, 120°) ultraszerokokątny + 10 MP (f/2.4, OIS, 3x zoom optyczny) teleobiektyw + 50 MP (f/2.9, OIS, 5x zoom optyczny) peryskopowy teleobiektyw
  • Aparat przedni: 12 MP (f/2.2)
  • Audio: system głośników stereo, obsługa High-bitrate audio
  • Łączność: 5G, Wi-Fi 7, Bluetooth 6.0, NFC, UWB, Dual SIM + eSIM
  • Bateria i ładowanie: 5000 mAh, szybkie ładowanie przewodowe 60W, ładowanie bezprzewodowe 25W (Qi2.2), zwrotne 4.5W
  • Obudowa: aluminiowa rama (Armor Aluminum 2), certyfikat IP68, wbudowany rysik S Pen, wymiary: 163.6 x 78.1 x 7.9 mm, waga: 214 g
  • Cena: 6499 zł za wariant 12/256 GB i 8049 zł za wersję 16/1 TB

Producent wreszcie dogonił najmocniejszych graczy w branży pod względem czystej mocy obliczeniowej. To bardzo ważny i potrzebny krok naprzód dla całej serii. Niestety, według moich wewnętrznych testów, nowy flagowiec swojej konkurencji ostatecznie nie przegania. Nawet pomimo faktu, że sercem urządzenia jest dedykowany i fabrycznie podkręcony układ Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy, smartfon nigdy nie wykręca tak wysokich wyników w syntetycznych benchmarkach, co absolutna czołówka. Dostajemy tu jednak absolutnie topową wydajność, więc nikt nie będzie na to narzekać. W pozostałych aspektach brakuje mi większego ogniwa, jeszcze szybszego ładowania i lepszego aparatu do selfie, ale do tych wszystkich punktów przejdziemy w dalszej części tekstu. 

Wygląd i wykonanie - Galaxy S26 Ultra wygląda podobnie do poprzednika, ale w praktyce jest wygodniejszy 

Galaxy S26 Ultra_1
resize icon

Na pierwszy rzut oka bryła Galaxy S26 Ultra wydaje się niemal identyczna z tym, co widzieliśmy przed rokiem. To jednak tylko złudzenie, bo kiedy weźmiecie ten sprzęt do ręki, błyskawicznie wyczujecie fundamentalne różnice w ergonomii. Zgodnie z tym, co zauważyłem już podczas premiery w San Francisco, smartfon definitywnie porzucił ostre, kanciaste linie znane z modelu S25 Ultra. Otrzymujemy tu wyraźnie szersze i mocniej zaokrąglone rogi, co wizualnie bardzo zbliża wersję Ultra do bazowych urządzeń z tegorocznej linii. Zmiana geometrii obudowy oraz zauważalne przesunięcie środka ciężkości sprawiają, że smartfon po prostu lepiej leży w dłoni. Mimo że wciąż mówimy o masywnym kawałku elektroniki z potężnym ekranem, codzienne operowanie nim - nawet przy użyciu jednej ręki - stało się o wiele bardziej naturalne i zwyczajnie mniej męczące.

Inżynierowie z Korei Południowej wykonali tu ogromną pracę optymalizacyjną, paradoksalnie rezygnując z mocno promowanego wcześniej materiału. Flagowiec powraca do ramy wykonanej ze wzmocnionego aluminium (tzw. Armor Aluminum), dostępnego między innymi w odcieniach White, Black, Cobalt, Violet czy Sky Blue. To decyzja chłodno skalkulowana, ale technologicznie w pełni uzasadniona. Aluminium oferuje znacznie lepszą charakterystykę termiczną, skuteczniej odprowadzając ciepło z potężnych podzespołów. Minimalizuje to ryzyko dławienia termicznego, które w tytanowych obudowach bywało realną zmorą topowych konstrukcji. Ten branżowy trend powrotu do sprawdzonych stopów, wprowadzony niedawno również przez Apple w wariantach Pro, ma tutaj głęboki sens. Przejście na nowy materiał absolutnie nie odbiera konstrukcji prestiżowego charakteru, a pozwoliło na zauważalne odchudzenie sprzętu. Tegoroczny model waży 214 gramów, w zestawieniu z 218 gramami ubiegłorocznej wersji, i mierzy zaledwie 7,9 milimetra grubości, co stanowi wyraźny krok naprzód względem wcześniejszych 8,2 milimetra.

Nierozerwalnym elementem serii pozostaje oczywiście wbudowany rysik S Pen, choć i on przeszedł wymuszoną nową bryłą modyfikację. Ze względu na wspomniane wcześniej zaokrąglone narożniki smartfona, górna część rysika również zyskała asymetryczne zakrzywienie. Wymusza to na użytkowniku odkładanie go do gniazda w jednej, konkretnej pozycji, bo tylko wtedy element ten elegancko licuje się z dolną ramką urządzenia. Można go co prawda wsunąć odwrotnie, co sam kilkukrotnie z roztargnienia zrobiłem w pierwszych dniach testów, ale wtedy końcówka nienaturalnie odstaje od krawędzi obudowy. Nowy S Pen wystaje też odrobinę mocniej niż u poprzednika, co w praktyce oznacza, że telefon nie potrafi już stabilnie stać pionowo na płaskiej powierzchni. Totalna drobnostka, ale co istotne, kilkukrotnie zdarzało mi się kliknąć ten nowy rysik w kieszeni - łatwiej to zrobić. Na szczęście nigdy nie wypadł i trzeba jednak tej minimalnej siły, żeby go wysunąć. 

Zablocki PPE.pl
resize icon

Warto zatrzymać się również przy samym module aparatów, który w tegorocznej odsłonie przeszedł kosmetyczne modyfikacje. Producent zdecydował się na delikatne przeprojektowanie pierścieni ochronnych okalających poszczególne obiektywy, nadając im nieco masywniejszy, bardziej zarysowany profil. Wizualnie prezentuje się to bardzo solidnie i spójnie, jednak w praktyce rodzi dość przewidywalny problem. Używanie Galaxy S26 Ultra bez dedykowanego etui jest na dłuższą metę po prostu uciążliwe. Kiedy odłożymy urządzenie na płaskie biurko czy stół i spróbujemy szybko odpisać na maila lub zanotować coś rysikiem, konstrukcja niemiłosiernie chybocze się na boki. Znacznie wystające ponad obrys obudowy aparaty sprawiają, że stabilna praca na leżącym płasko telefonie jest właściwie niemożliwa. Włożenie tego flagowca w solidny pokrowiec przestaje być zatem wyłącznie kwestią zabezpieczenia przed zarysowaniami, a staje się absolutnym wymogiem czysto ergonomicznym.

Codzienność, użytkowanie, bateria, głośniki, system operacyjny [One UI 8.5]

Galaxy S26 Ultra
resize icon

Kiedy wybudzacie ten niemal siedmiocalowy panel Dynamic LTPO AMOLED 2X, natychmiast uderza was absolutny brak refleksów. Zastosowana tu powłoka DX w połączeniu ze szkłem Armor 2 robi tak kolosalną różnicę, że powrót do innych telefonów jest mocno niekomfortowy. Czytelność w pełnym słońcu jest wzorowa, ale prawdziwym game-changerem jest wbudowana funkcja Prywatnego Ekranu. Aktywujecie ją z poziomu belki skrótów i kąty widzenia drastycznie, fizycznie spadają. Siedzicie w pociągu do Warszawy, przeglądacie poufne umowy w formacie PDF, a pasażer obok widzi tylko ciemnoszarą plamę. To wreszcie rozwiązanie w pełni sprzętowe, które eliminuje konieczność naklejania irytujących, pogarszających jakość obrazu folii prywatyzujących. Co istotne, można ten ekran dostosować jedynie do wybranych aplikacji lub nawet tylko do przychodzących powiadomień. Cały wyświetlacz będzie wówczas widoczny z wyjątkiem pusha wiadomości, które do nas przychodzą. Nie chcecie, żeby druga połowa widziała o czym piszecie? Żaden problem. Inna sprawa, że są tutaj dwa tryby tej prywatności - lżejsza i mocna. Ta druga dość istotnie wpływa na samą jakość obrazu wyświetlanego na ekranie. Jest bardziej wyblakły i mniej ostry, przez co zdecydowanie traci na czytelności, ale spełnia swoje zadanie wzorowo (trudno jest cokolwiek odczytać, nawet spoglądając nam bezpośrednio przez ramię).

Niżej możecie zobaczyć efekt działania tej technologii, gdy próbowałem zrobić zdjęcie pod delikatnym kątem.

resize icon

Zostawiając warstwę sprzętową, przechodzimy do oprogramowania, czyli najnowszej nakładki One UI 8.5, spoczywającej na fundamencie Androida 16. Szybkość działania tego środowiska jest absurdalna. Od lat recenzuję flagowce i doskonale znam to specyficzne uczucie, gdy po kilku tygodniach intensywnych testów system zaczyna minimalnie gubić klatki przy szybkim wychodzeniu z aplikacji aparatu czy minimalizowaniu ciężkich procesów. Tutaj to zjawisko nie występuje. Architektura oprogramowania została zoptymalizowana pod układ Snapdragona w taki sposób, że responsywność interfejsu pozostaje perfekcyjna w każdym scenariuszu. Animacje są skrócone do niezbędnego minimum, a skrajna wielozadaniowość nie robi na urządzeniu najmniejszego wrażenia. Poza tym ta nakładka jest po prostu ładna - wygląda świetnie, ma znakomite animacje, jest czytelna i użyteczna. W krainie smartfonów to absolutny TOP. Samsung sukcesywnie ją poprawia i dopieszcza, co robi z dużym wyczuciem rynku i oczekiwań. Nie ma reklam, zbędnego oprogramowania czy żadnych głupot zaraz po odpaleniu urządzenia. 

Słów kilka jeszcze o haptyce - silnik wibracyjny zaimplementowany w S26 Ultra to obecnie absolutna rynkowa czołówka. Zapomnijcie o tanim, rezonującym brzęczeniu, które irytuje podczas pisania. Tutaj każda interakcja z interfejsem, zatwierdzenie płatności czy nawigacja gestami to niezwykle subtelne, precyzyjne smyrnięcie w opuszki palców. Wibracje nie są w żadnym wypadku sztucznie agresywne i nie rozchodzą się nieprzyjemnie po całej bryle. Zamiast tego dostarczają bardzo elegancką, dyskretną i punktową informację zwrotną. Producent wykonał w tym aspekcie fenomenalną pracę, po raz kolejny udowadniając, że to właśnie takie detale ostatecznie budują wrażenie obcowania z kompletnym flagowcem.

Ogromne zmiany przeszła sztuczna inteligencja i integracja z Gemini

Największa rewolucja dokonała się jednak pod maską, w warstwie sztucznej inteligencji, która ostatecznie stała się absolutnym rdzeniem systemu. Całkowita integracja z modelem Gemini na poziomie jądra operacyjnego to posunięcie, które wreszcie ma logiczny sens. Zapomnijcie o irytujących, przestarzałych asystentach głosowych, którzy nie potrafili zrozumieć kontekstu dłuższego zdania. Teraz urządzenie analizuje na bieżąco to, co macie na ekranie, i potrafi wejść z wami w płynny, wielowątkowy dialog. Co jest w tym wszystkim kluczowe i co muszę z całą mocą podkreślić - cały ten potężny ekosystem, włącznie z generatywnymi modelami językowymi, w pełni i bezbłędnie działa w Polsce i to w naszym języku. Nic nie zostało obcięte, zablokowane regionalnie ani opóźnione. Polska dystrybucja to w końcu pełnia możliwości od pierwszego wyjęcia z pudełka.

Doskonałym przykładem tego zintegrowanego ekosystemu jest mocno rozbudowana (i ulepszona, względem poprzedniej wersji systemu) funkcja Now Brief. Poranne chwytanie za telefon dawno przestało oznaczać mechaniczne scrollowanie kilkunastu powiadomień. System wita was teraz wygenerowanym, logicznie spójnym raportem. Gemini analizuje wasz kalendarz, priorytetyzuje nieprzeczytane maile od najważniejszych kontaktów, sprawdza sytuację drogową w okolicy i podrzuca skondensowaną pigułkę kluczowych informacji ze świata. W ubiegłym roku ten mechanizm był nieco ułomny, ale wersja wdrożona w One UI 8.5 pokazuje nie tylko suche fakty, ale proaktywnie proponuje gotowe akcje. Wyświetla przycisk "odpisz, że się spóźnisz o 10 minut", albo "przesuń poranne spotkanie na popołudnie". Działa to z przerażającą wręcz precyzją. Ostatnio byłem na wakacjach we Włoszech razem z rodzinką, to dostałem później podsumowanie mojego urlopu, przebyty dystans z podziałem na dni, a także podsumowanie, jak wyglądały moje przygody czy odwiedzone miejsca.

Ściśle powiązany z tym jest algorytm Now Nudge, który uczy się naszej rutyny, zachowań i przede wszystkim - kontekstu. Nie atakuje was durnymi powiadomieniami o zrobieniu dziesięciu tysięcy kroków, gdy widzi w kalendarzu, że właśnie macie całodniowy maraton wideokonferencji. Subtelnie przypomina za to o rzeczach krytycznych w najodpowiedniejszym możliwym momencie. Podpowiada wyciszenie telefonu przed fizycznym wejściem do budynku biura, sugeruje automatyczne uruchomienie trybu skupienia, gdy wykryje, że od godziny ślęczycie nad edycją zaawansowanego arkusza, albo na dwie godziny przed wylotem wyrzuca na wierzch ekranu powiadomienie o pobraniu biletów lotniczych do pamięci offline. To cyfrowy asystent, który przestał być głupi, a rzeczywiście stał się realnym wsparciem. Musicie jednak korzystać z telefonu przez dłuższy czas, by nauczył się po prostu Waszej pracy, upodobań czy działań rutynowych.

Usprawniono również i wygładzono narzędzia, które znaliśmy z poprzednich lat. Tłumaczenia rozmów telefonicznych w czasie rzeczywistym realizowane są teraz bez żadnego, nawet minimalnego opóźnienia. Systemowy dyktafon bezbłędnie rozpoznaje do kilkunastu różnych mówców w hałaśliwym pomieszczeniu, a transkrypcja w języku polskim radzi sobie rewelacyjnie z trudnym słownictwem technicznym, ignorując szumy otoczenia. Wasze chaotyczne notatki sporządzone w pośpiechu rysikiem S Pen są natychmiastowo konwertowane na tekst, po czym jednym kliknięciem formatowane w przejrzyste, korporacyjne raporty, gotowe do wysłania przełożonym.

Klawiatura systemowa została z kolei przemianowana na osobne, miniaturowe centrum dowodzenia tekstem. Wbudowany moduł generatywny nie tylko perfekcyjnie poprawia literówki, ale potrafi całkowicie i płynnie zmienić ton waszej wiadomości. Wpisujecie krótkie "nie zdążę, zróbcie to beze mnie", a sztuczna inteligencja zamienia to na dyplomatyczne "obawiam się, że mój dzisiejszy grafik nie pozwala na realizację tego zadania, proszę o kontynuację beze mnie". Ponownie przypominam - w naszym ojczystym języku działa to rewelacyjnie, oprogramowanie doskonale rozumie polskie, specyficzne zawiłości gramatyczne. Są to takie udogodnienia, o których w zasadzie trudno pomyśleć, zanim nie zacznie się z nich korzystać. W pewnych sytuacjach rzeczywiście bardzo pomagają. Oczywiście, obejdziemy się bez nich, ale Samsung w mojej ocenie wyrósł tutaj na absolutnego lidera w dziedzinie AI i z generacji na generację jest z tym tylko lepiej. 

Tryb DeX, wielozadaniowość i możliwości techniczne

Galaxy S26 DeX
resize icon

Flagowiec stworzony do pracy musi brylować w wielozadaniowości. Idealnie płaski ekran bez zakrzywionych krawędzi drastycznie ułatwia dzielenie przestrzeni roboczej między dwie, a nawet trzy aplikacje jednocześnie. Tryb DeX po podłączeniu urządzenia do zewnętrznego monitora uruchamia się błyskawicznie, a dzięki potężnej ilości pamięci operacyjnej (w testowanym modelu było to 16 GB), praca na kilkunastu kartach w przeglądarce i zaawansowanym edytorze wideo nie stanowi absolutnie żadnego wyzwania. To nadal jedyne rozwiązanie na rynku, które tak skutecznie potrafi zastąpić lekkiego laptopa podczas krótkich delegacji. Są inne firmy, które zaimplementowały coś podobnego, ale DeX pozwala teraz na natywne uruchomienie niektórych gier. Jest przy tym bardzo szybki, sprawny i z powodzeniem zastąpi nam choćby Chromebooka, jeśli mamy tylko jakiś sensowny monitor (jest również wsparcie ultraszerokich rozdzielczości czy 4K). 

Multimedialna strona urządzenia nie odstaje od tego biznesowego rygoru. Zintegrowane głośniki stereo przeszły tu wyraźną, inżynieryjną metamorfozę. Separacja kanałów lewego od prawego jest znakomita, a system wspierany sprzętowo technologią High-bitrate audio potrafi wygenerować zadziwiająco szeroką, przestrzenną scenę dźwiękową. Słuchanie podcastów z samego rana czy oglądanie materiałów analitycznych na YouTube to czysta przyjemność. Pojawił się wreszcie odczuwalny bas, a wysokie tony pozostają czyste i nie wpadają w metaliczne trzaski nawet przy ustawieniu suwaka głośności na maksimum. Jakość rozmów głośnomówiących stoi na wybitnym poziomie, ponieważ inteligentne mikrofony kierunkowe izolują wasz głos od szumu wiatru czy zgiełku ulicy z chirurgiczną precyzją. Z drugiej strony, czasem wręcz przesadzają. Nagrywając wiadomości głosowe na Messegerze, często łapałem się na tym, że są one sztucznie odszumione, czasem wręcz powstaje takie nienaturalne wytłumienie, którego wcale się fajnie nie słucha. Natomiast działa to znakomicie, gdy nagrywamy wiadomość podczas wiatru, albo w ruchu ulicznym. Wówczas doskonale słychać, co mówimy. 

Galaxy S26 Ultra_3
resize icon

Przechodzimy natomiast do sporej wady Samsunga Galaxy S26. Tak wydajny procesor, ekran o wysokiej jasności i ciągłe procesowanie algorytmów sztucznej inteligencji w tle muszą pożerać prąd. Bateria o pojemności 5000 mAh na papierze nie robi na nikim absolutnie żadnego wrażenia, bo to rynkowy standard - albo nawet już nie, w dobie wprowadzenia ogniw krzemowo-węglowych. Producent musiał więc skupić się na agresywnej optymalizacji procesów, by ten kombajn dotrwał bez problemu do wieczornego ładowania. W praktyce wyniki są więc dość przeciętne. Mój typowy dzień pracy to ciągła aktywność na dwóch kartach SIM, na sztywno wymuszone 5G, kilkadziesiąt długich maili, ciągła synchronizacja chmury, nawigacja w aucie, kilkanaście testowych zdjęć i nieustanne poleganie na nowościach AI. Przy tak ekstremalnym obciążeniu urządzenie odłączone od ładowarki o 7:00 rano musiałem doładowywać już gdzieś bliżej wieczoru (po 20:00). Czas na włączonym ekranie (SoT) w trybie mieszanym regularnie oscylował w granicach pięciu, do sześciu godzin. To wynik, który dzisiaj nie robi na nikim wrażenia. Niestety, mając też pod ręką iPhone'a 17 Pro Max, mam wrażenie, że ten drugi radził sobie minimalnie lepiej (ale różnice przy ciągłym odtwarzaniu wideo wynosiły jakieś 30-40 minut). Galaxy S26 Ultra jest w stanie wytrzymać pełny dzień pracy, ale po testach OnePlusa 15 czy Oppo Find X9 Pro po prostu wzrósł mój apetyt na dużo więcej. 

Kwestia samego uzupełniania energii to w zasadzie jedyny element, w którym rynkowy pragmatyzm zmienił się w skrajny konserwatyzm. Moc 60W przy ładowaniu przewodowym i 25W w standardzie indukcyjnym (Qi2.2) to wartości, które na tle dalekowschodniej konkurencji, potrafiącej naładować sprzęt do pełna podczas brania prysznica, wyglądają wręcz archaicznie. Napełnienie ogniwa od zera do stu procent zajmuje tu niespełna godzinę. Oczywiście rozumiem argumentację o długoterminowej ochronie żywotności akumulatora, ale w urządzeniu wycenionym na ponad sześć tysięcy złotych oczekiwałbym po prostu opcji wymuszenia szybszego zastrzyku energii w kryzysowej sytuacji. No ale przyznaję - jest lepiej i szybciej niż przed rokiem, co należy odnotować jako plus (telefon ładuje się do pełna szybciej o jakieś 30 minut od Galaxy S25 Ultra). Co jeszcze warto podkreślić - świetnie radzi sobie wbudowany w Galaxy S26 Ultra moduł WiFi. Zasięg jest dobry, a internet (z tego samego źródła) potrafi działać prawie dwukrotnie szybciej, niż w iPhone 17 Pro Max. 

Gaming [Solidna wydajność, odczuwalne ciepło i problemy z emulacją]

Galaxy S26 Ultra_gaming
resize icon

Choć seria Ultra kojarzy się głównie z biznesem, obecność dedykowanego układu Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy naturalnie skłoniła mnie do odpalenia kilku gier. Układ graficzny Adreno 840 wspiera sprzętowo ray -racing, co w nowszych tytułach mobilnych potrafi wyglądać naprawdę dobrze (jak choćby odbicia i cienie w Diablo Immortal). Zoptymalizowane sterowniki Vulkan API zauważalnie skracają czas reakcji na dotyk. Nie jest to oczywiście sprzęt projektowany stricte pod e-sport, ale w codziennym graniu oferuje po prostu topową moc obliczeniową, zrównując się wydajnością z urządzeniami o typowo gamingowym rodowodzie.

Sprawdziłem ten model w kilku najpopularniejszych, wymagających produkcjach. W tytułach takich jak Call of Duty Mobile, Delta Force czy PUBG Mobile telefon utrzymuje stabilne 120 klatek na sekundę przy najwyższych ustawieniach detali, a pobór mocy zazwyczaj nie przekracza 5 watów, co jest świetnym wynikiem. Z kolei Genshin Impact, tradycyjnie mocno obciążający podzespoły, działa zazwyczaj w 60 klatkach, choć przy większym zamieszaniu i nagromadzeniu efektów na ekranie trzeba liczyć się ze spadkami do okolic 55 FPS. Postanowiłem też zdjąć fabryczne blokady klatek w GRID Legends oraz mobilnym porcie Tomb Raider. Sprzęt wygenerował od 45 do 90 klatek, ale to właśnie w tych ekstremalnych scenariuszach najbardziej dały o sobie znać kwestie termiczne.

Fizyki w smukłej obudowie po prostu nie da się oszukać. Producent chwali się powiększoną komorą parową, ale mówiąc wprost - nie przynosi ona spektakularnych efektów. Krawędzie telefonu potrafią się odczuwalnie nagrzać podczas dłuższych sesji. Na szczęście nigdy nie stają się na tyle gorące, by parzyć w dłonie, co pozwala w miarę komfortowo kontynuować grę. Powrót do aluminiowej ramy był tu dobrym posunięciem, bo materiał ten sprawniej oddaje ciepło na zewnątrz niż zeszłoroczny tytan. Oczywiście występuje zjawisko dławienia termicznego (throttling) i oprogramowanie z czasem obniża taktowanie rdzeni. Robi to jednak na tyle płynnie, że samej rozgrywce nie towarzyszą drastyczne zacięcia obrazu.

Vice City
resize icon

Na plus muszę zaliczyć narzędzia programowe dla graczy. Rozbudowany Game Booster pozwala teraz wyświetlać na ekranie aktualną temperaturę i użycie procesora bez konieczności instalowania zewnętrznych aplikacji. Dobrze sprawdza się też funkcja bypass charging (zasilanie bezpośrednie). Jeśli podłączycie ładowarkę podczas grania, prąd zasila płytę główną z pominięciem akumulatora, co zmniejsza wydzielanie ciepła i oszczędza samo ogniwo. Warto również dodać, że funkcja Prywatnego Ekranu działa w środowisku gier 3D, więc można grać w komunikacji miejskiej bez obaw, że ktoś będzie zaglądał nam w ekran.

Sporym rozczarowaniem na ten moment jest natomiast wbudowana platforma GameHub i próby emulacji dużych gier z PC. Architektura nowego, niestandardowego układu Qualcomma sprawia, że próby uruchomienia takich tytułów jak Wiedźmin 3 albo Cyberpunk za pomocą wewnętrznych warstw kompatybilności najczęściej kończą się błędem. Sprzęt ma zapas mocy, by udźwignąć te gry w mobilnym wydaniu, ale ewidentnie brakuje tu aktualizacji sterowników pod ten konkretny chip ze strony deweloperów. To irytujący problem "wieku dziecięcego", który psuje ogólne wrażenie, choć trzeba pamiętać, że pod kątem natywnych gier na Androida to nadal absolutna czołówka. Zdołałem jednak odpalić Destiny czy Overwatcha i działały bez zająknięcia. W dodatku da się w nie grać z poziomu DeXa, podpinając klawiaturę i myszkę. 

Surowa wydajność [Mocna czołówka, ale bez rynkowej korony]

Klasycznie w moich testach, przeprowadziłem serię rygorystycznych testów syntetycznych, aby sprawdzić, na ile marketingowe obietnice pokrywają się z surowymi liczbami. Wyniki są znakomite, choć muszę od razu zaznaczyć jedno - Galaxy S26 Ultra nie jest w tym roku najszybszym smartfonem na świecie. Pierwszy, "zimny" przebieg w AnTuTu v11 wygenerował imponujące 3525983 punkty. Kolejny test, wykonany po lekkim rozgrzaniu urządzenia, pokazał już spadek do poziomu 3330321 punktów. Dla szerszego kontekstu dodam, że udało mi się na konkurencyjnym sprzęcie dobić do granicy niemal 4 milionów punktów. Nie zmienia to jednak faktu, że w bezpośrednim, flagowym starciu najnowszy Samsung i tak wychodzi obronną ręką, wyraźnie pokonując pod kątem surowej mocy iPhone'a 17 Pro Max w tym benchmarku. Czy to ma przełożenie na codzienne użytkowanie? Nie. 

Moc obliczeniowa samego procesora nie pozostawia złudzeń co do jego możliwości. Platforma Geekbench 6 wypluła 3616 punktów dla pojedynczego rdzenia oraz potężne 10698 punktów w teście wielordzeniowym. W kwestii układu graficznego, sprawdzian w 3DMark Wild Life Extreme zakończył się wynikiem 7754 punktów przy średnio ponad 46 klatkach na sekundę. Takie wartości stanowią bardzo solidną polisę na przyszłość, gwarantującą, że sprzęt nie złapie zadyszki przez długie lata rygorystycznego użytkowania.

Suche punkty z jednorazowych pomiarów to jednak tylko część prawdy, dlatego postanowiłem sprawdzić, jak powiększona komora parowa radzi sobie pod nieustannym naporem. Włączyłem morderczy 3DMark Solar Bay Extreme Stress Test, który bezlitośnie obnażył to, o czym wspominałem przy okazji gier - fizyka jest w tej obudowie nieubłagana. Stabilność na poziomie 61,3% oznacza, że pod długotrwałym, skrajnym obciążeniem urządzenie traci niemal 40% swojej szczytowej wydajności. W trakcie dwudziestominutowej pętli temperatura podskoczyła z 29 do ponad 44 stopni Celsjusza, a cały proces wyssał 10 procent z akumulatora. Oprogramowanie ewidentnie zrzuca taktowanie zegarów, aby zapobiec niebezpiecznemu przegrzaniu obudowy i degradacji komponentów. To świadomy kompromis inżynierów, stawiających bezpieczeństwo ponad bicie rekordów w benchmarkach.

Na absolutne owacje na stojąco zasługuje za to wbudowana pamięć masowa w zaktualizowanym standardzie UFS 4.1. Pomiary wykazały prędkość odczytu sekwencyjnego na absurdalnie wręcz wysokim poziomie 4010 MB/s, podczas gdy zapis zamknął się w rewelacyjnych 3561 MB/s. Wartości losowego odczytu przekraczające 1500 MB/s to właśnie ten ukryty element, który sprawia, że flagowiec działa tak bezbłędnie. Instalowanie ciężkich plików, kopiowanie wielogigabajtowych materiałów wideo w rozdzielczości 8K czy nieustanne ładowanie w tle skomplikowanych modeli sztucznej inteligencji odbywa się tu natychmiastowo. To twardy fundament, który w ogromnej mierze odpowiada za ostateczne wrażenie nieskazitelnej szybkości tego telefonu.

Jak wypada aparat? 

Galaxy S26 Ultra aparat
resize icon

Wyspa aparatów w tegorocznym modelu, choć wizualnie podobna do ubiegłorocznej iteracji, kryje w sobie zmiany, które w bezpośrednim, codziennym starciu robią ogromną różnicę. Producent wreszcie przestał ścigać się wyłącznie na suche megapiksele, a skupił się na dostarczeniu wszechstronnych narzędzi rodem z profesjonalnego planu zdjęciowego. Główna matryca zyskała odczuwalnie jaśniejszy obiektyw o przysłonie f/1.4. W połączeniu z przeprojektowanymi teleobiektywami o optycznym przybliżeniu 3x i 5x daje to lepsze rezultaty w gorszym oświetleniu i tworzy bardzo naturalne, miękkie rozmycie tła. Portrety zyskują na plastyczności, a separacja fotografowanej osoby od drugiego planu jest niezwykle precyzyjna (w sumie tryb portretowy w testowanym Samsungu podobał mi się chyba najbardziej ze wszystkich fotograficznych możliwości - nie licząc Super Steady, o którym niżej). Nocne kadry są ostre, a algorytmy odpowiadające za zdjęcia w ciemnościach przestały agresywnie i sztucznie rozjaśniać niebo, pozwalając nocy pozostać po prostu ciemną.

Trzeba jednak uczciwie wytknąć kilka irytujących potknięć. Oprogramowanie wciąż gubi się przy ostrych flarach od ulicznych latarni, tworząc nieprzyjemne odblaski na soczewkach. Co więcej, ekstremalne przybliżenia cyfrowe - powyżej dziesięciokrotnego powiększenia - nadal zauważalnie ustępują pod kątem ostrości flagowym rozwiązaniom od chińskiej konkurencji. Smartfony Oppo czy Vivo, opierając się na bardzo agresywnych algorytmach odszumiania i wyostrzania z daleka, radzą sobie na tym polu po prostu lepiej. Sporym rozczarowaniem jest też fakt, że tryb makro nadal obsługiwany jest przez obiektyw ultraszerokokątny. Skutkuje to brakiem tej charakterystycznej, przyjemnej kompresji głębi, jaką dałoby sprzętowe zaprzęgnięcie do tego zadania teleobiektywu. Robienie zdjęć z bliska szerokim kątem wymusza niemal fizyczne dotykanie obiektu telefonem, co nierzadko zasłania nam cenne światło.

Zanim przejdę do funkcji dla profesjonalistów, muszę poruszyć kwestię, która w sprzęcie wycenionym na grubo ponad sześć tysięcy złotych wymaga już konkretnej modernizacji. Mowa o przedniej kamerze. Obiektyw do zdjęć autoportretowych od lat pozostaje tu praktycznie niezmieniony. 12 megapikseli to dzisiaj wartość archaiczna, a sam sensor wyraźnie odstaje dynamiką tonalną od tego, co potrafi zaoferować tylny zestaw. Podczas gdy nawet Apple w najnowszych iPhone'ach postanowiło wreszcie rozwinąć przednie moduły, dostarczając świetną głębię, ale i nowe funkcje (jak kwadratowa matryca, co sprawia, że zdjęcia robimy takie same w pionie czy poziomie), to Samsung stoi w miejscu. Zdjęcia z frontu są oczywiście poprawne, ale w trudniejszym oświetleniu szybko pojawia się na nich nieprzyjemne ziarno, a oprogramowanie potrafi zbyt agresywnie wygładzić fakturę skóry. To kategoryczny minus tej konstrukcji.

Prawdziwym technologicznym asem w rękawie okazują się jednak funkcje przygotowane z myślą o bardziej zaawansowanych fotografach. Wewnątrz aplikacji Expert RAW znajdziemy genialną opcję rejestrowania zdjęć w formacie 24 MP. To rynkowy złoty środek między zachwycającą szczegółowością potężnych, ale ciężkich plików 200 MP, a lekkimi, mocno skompresowanymi obrazkami 12 MP. Co istotne i zarazem niesamowicie wręcz irytujące, ta konkretna rozdzielczość pozostaje w klasycznym, systemowym aparacie całkowicie niedostępna. Fotograficznym hitem, z którego namiętnie korzystałem w podróży, jest innowacyjna funkcja Wirtualnego Reflektora. Kiedy ustawiałem moją żonę do portretu robionego idealnie pod ostre słońce, algorytmy sztucznej inteligencji potrafiły w czasie rzeczywistym wygenerować cyfrową blendę, symulując odbicie promieni słonecznych na jej twarzy. Otrzymujemy tu możliwość manualnej zmiany kąta i siły doświetlenia, co ratuje pozornie zepsute, niedoświetlone kadry. Oprócz tego koreańscy inżynierowie ukłonili się w stronę entuzjastów nurkowania, wdrażając dedykowany tryb oceanu. Funkcja inteligentnie i automatycznie koryguje balans bieli oraz pochłanianie widma czerwonego pod wodą, dzięki czemu zdjęcia raf koralowych przestają być zdominowane przez wypłowiały, nienaturalny błękit.

Na absolutny szczyt wyniesiono w tym roku kwestię rejestrowania wideo, całkowicie i ostatecznie domykając lukę dzielącą ten sprzęt od iPhone'a 17 Pro Max. Najpotężniejszą nowością jest wdrożenie zoptymalizowanego, niemal bezstratnego kodeku APV do nagrywania w 8K. Pozwala on na zachowanie gigantycznej rozpiętości tonalnej w surowym profilu LOG, minimalizując kompresję do tego stopnia, że w postprodukcji z cieniami i światłem można robić dosłownie wszystko, nie generując przy tym szumu czy cyfrowego ziarna. Równie spektakularne wrażenie robi przeprojektowany mechanizm stabilizacji obrazu Super Steady, wzbogacony o funkcję Horizon Lock. Przetestowałem to w bardzo brutalny sposób, biegnąc z moim psem i celowo obracając telefon w dłoni niemal o pełne 360 stopni. Wynik wręcz łamie głowę - horyzont na nagraniu pozostał niemal idealnie płaski i niewzruszony, jakby sprzęt był fizycznie zamontowany na drogim, profesjonalnym gimbalu. Własnym oczom trudno uwierzyć, że smartfon potrafi zneutralizować tak potężne wstrząsy z ręki. Dobrze obrazuje to poniższe, oficjalne wideo. 

Oczywiście w kwestii oprogramowania nie obyło się bez małej łyżki dziegciu. Przełączanie się między poszczególnymi obiektywami w trakcie kręcenia materiału wciąż wiąże się z lekkim, zauważalnym przeskokiem obrazu i drobną zmianą balansu bieli, z czym procesor nadal nie radzi sobie w stu procentach płynnie. Ponadto próby ratowania kadrów za pomocą sztucznej inteligencji - jak chociażby masowe usuwanie przechodniów z fotografii o maksymalnej rozdzielczości 200 MP - zauważalnie i drastycznie degradują jakość detali. Sztuczna inteligencja skutecznie usunie niechciany obiekt, ale generowany przez nią obszar zastępczy staje się rozmazany i traci rozdzielczość na tle reszty potężnego zdjęcia. 

Skoro mowa o ingerencji sztucznej inteligencji, to tegoroczne możliwości Galaxy AI wbudowane bezpośrednio w systemową galerię przenoszą edycję zdjęć na zupełnie nowy poziom. Oprogramowanie pozwala teraz w dziecinnie prosty sposób "dokleić" brakujący obiekt lub osobę do gotowego już kadru. Możecie wyciąć z innej fotografii swojego kumpla, kumpelę, kota lub jakiegokolwiek innego zwierzaka, i dosłownie kilkoma tapnięciami wrzucić ich w sam środek innego zdjęcia. Algorytmy modelu generatywnego same dopasują oświetlenie, wygenerują realistyczne cienie i dostosują perspektywę pod odpowiednim kątem. Na pierwszy rzut oka - na przykład podczas szybkiego scrollowania tablicy w social mediach - ekstremalnie trudno jest odróżnić tak zmanipulowany obrazek od autentycznej fotografii.

Gdzie zatem tkwi haczyk? W czystej rozdzielczości obrazu. O ile ogólna kompozycja potrafi oszukać mózg, tak po bliższym przyjrzeniu się detalom brutalna prawda szybko wychodzi na jaw. Elementy wygenerowane i wkomponowane przez AI charakteryzują się wyraźnie gorszą jakością. Są zauważalnie bardziej miękkie, lekko rozmyte i pozbawione tej chrupkiej ostrości, która cechuje oryginalną, nieskażoną sztuczną inteligencją część kadru. To potężne narzędzie i świetny pokaz prężenia technologicznych muskułów producenta, ale wprawne oko nadal dość szybko wyłapie ten cyfrowy fałsz.

Czy warto kupić Samsunga Galaxy S26 Ultra? 

Dotarliśmy do końca tego technologicznego maratonu, a zatem czas na wyłożenie kart na stół i odpowiedź na najważniejsze, fundamentalne pytanie, które pewnie kołacze wam się z tyłu głowy od pierwszych akapitów. Czy mając w kieszeni ubiegłorocznego Galaxy S25 Ultra, w ogóle warto rozważać przesiadkę na najnowszy model? Nie za bardzo. Branża mobilna od dłuższego czasu drepcze w miejscu, a producenci serwują nam bardzo bezpieczne, ostrożne iteracje, zamiast rewolucyjnych wstrząsów. Zeszłoroczny flagowiec to wciąż technologiczna bestia, która nie zestarzała się przesadnie, a wydawanie ponad sześciu tysięcy złotych po zaledwie dwunastu miesiącach mija się z jakimkolwiek zdrowym rozsądkiem i racjonalnym planowaniem budżetu. Zmiany w ergonomii, powrót do aluminiowej ramy, ekran prywatny czy zintegrowana na poziomie systemu sztuczna inteligencja to wyborne udoskonalenia, ale nie stanowią one wystarczającego argumentu do natychmiastowej wymiany sprzętu.

Sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej, jeśli wasz obecny smartfon pamięta czasy modeli S22 czy S23, albo po prostu rozważacie permanentną migrację ze środowiska Apple. W takim wypadku Galaxy S26 Ultra staje się bardzo dobrą propozycją. Otrzymujecie urządzenie dojrzałe i wyzbyte z większości irytujących kompromisów. Płaski wyświetlacz z powłoką antyrefleksyjną i genialną, sprzętową funkcją Privacy Display to rynkowy ewenement, który zmienia sposób podejścia do prywatności. Subtelna, precyzyjna haptyka, błyskawiczna pamięć UFS 4.1 i oprogramowanie One UI 8.5 wygładzone do perfekcji sprawiają, że codzienne obcowanie z tym telefonem to czysta, niczym niezakłócona satysfakcja. To kompletny kombajn roboczy, który dzięki nowym kodekom wideo APV, trybowi Expert RAW i funkcji wirtualnego reflektora potrafi w świadomych rękach zastąpić mniejszą torbę ze sprzętem foto-wideo (ale nie jest idealnie, choćby na dużych zbliżeniach, które lepiej wypadają u Oppo czy Vivo). 

Producent wziął po prostu świetnie sprzedającą się bryłę, załagodził ostre krawędzie, napakował do środka jeszcze więcej surowej mocy i wycenił całość jak towar wybitnie luksusowy. Płacicie tu za brak kompromisów w wydajności i gwarancję, że to potężne narzędzie posłuży wam niezawodnie przez kolejne cztery, a może i pięć lat intensywnej pracy. Gdzie aktualizacje przewidziane są na 7 lat, ale nie wiem, czy ktokolwiek korzysta z jednego smartfona aż tak długo. 

Atuty

  • fenomenalny, płaski wyświetlacz z powłoką antyrefleksyjną oraz rewelacyjna, sprzętowa funkcja Privacy Display
  • bezkompromisowa szybkość pamięci na dane (UFS 4.1) i doskonała optymalizacja nakładki One UI 8.5
  • poprawiona ergonomia dzięki zaokrąglonym krawędziom i aluminiowej ramie, która lepiej oddaje ciepło
  • ogromne możliwości dla twórców wideo, w tym bezstratny kodek APV, profil LOG i tryb Horizon Lock
  • użyteczne narzędzia w Expert RAW, jak opcja fotografowania w 24 MP oraz Wirtualny Reflektor
  • zintegrowana w systemie sztuczna inteligencja Gemini, doskonale radząca sobie z językiem polskim i rozumiejąca kontekst zadań
  • niesamowicie precyzyjna, subtelna i przyjemna haptyka
  • bateria gwarantująca cały dzień pracy z bezpiecznym zapasem energii (no chyba, że wasz tryb życia jest bardzo intensywny, to wtedy już wypada gorzej)
  • przydatne i sensowne uaktualnienia w samym systemie operacyjnym
  • rysik w zestawie, co dla niektórych może się przydać

Wady

  • trudna do przełknięcia cena, windująca od 6499 zł za wariant 12/256 GB aż do 8049 zł za wersję 16/1 TB
  • niezmieniona od lat, archaiczna kamera do selfie (12 MP), która wyraźnie odstaje jakością od głównego modułu
  • mocno wystająca wyspa aparatów, sprawiająca, że telefon bez etui irytująco chybocze się na płaskim biurku
  • problemy "wieku dziecięcego" z emulacją dużych gier w platformie GameHub
  • brak dedykowanego teleobiektywu do zdjęć makro, co wymusza korzystanie z obiektywu ultraszerokokątnego i psuje perspektywę
  • zauważalne nagrzewanie się krawędzi obudowy podczas ekstremalnych sesji gamingowych i testów syntetycznych
  • cyfrowe zbliżenia na zdjęciach nadal wypadają gorzej, niż u konkurencji

Samsung Galaxy S26 Ultra to bezkompromisowa, ciężka maszyna do pracy, która ustala standardy w świecie platformy Android, ale robi to bez rynkowej rewolucji. Urządzenie imponuje znakomitym ekranem z powłoką antyrefleksyjną, innowacyjnym trybem Privacy Display oraz potężnymi, profesjonalnymi narzędziami dla twórców wideo. Optymalizacja systemu operacyjnego i integracja sztucznej inteligencji stoją tu na najwyższym poziomie, oferując płynność i stabilność godną prawdziwego flagowca. Producent jednak potknął się o własny konserwatyzm, zostawiając w tak drogim sprzęcie przestarzałą kamerę do autoportretów i dyktując zaporowe ceny, sięgające ponad ośmiu tysięcy złotych za topową specyfikację. To sprzęt znakomicie przemyślany i dojrzały, skierowany do najbardziej wymagających entuzjastów, którzy za święty spokój na lata są w stanie zapłacić absolutnie każde pieniądze.

8,5
Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper