Marshals: historia z Yellowstone (2026) - recenzja serialu [SkyShowtime]. Yellowstone na rezerwie paliwa

Marshals: historia z Yellowstone (2026) - recenzja serialu [SkyShowtime]. Yellowstone na rezerwie paliwa

Roger Żochowski | Dzisiaj, 20:00

Jestem wielkim fanem uniwersum „Yellowstone”, ale kiedy ogłoszono powstanie „Marshals: historia z Yellowstone”, zastanawiałem się, czy w tym baku jest jeszcze paliwo. „Marshals” to produkcja, która zamiast kolejnej rodzinnej sagi o ziemi, władzy i lojalności, skręca w stronę klasycznego serialu z nowymi historiami w każdym kolejnym odcinku. 

Telewizyjna formuła to swego rodzaju eksperyment, ale marka eksperymentuje cały czas i czasem wychodzi jej to genialnie, jak choćby w przypadku westernowego „1883” czy przygodowego „1923”. Jest w tym wszystkim na pewno świeżość, bo Yellowstone nie zamyka się na gatunki, ale „Marshals: historia z Yellowstone” to niestety najsłabsza produkcja w całej serii.

Dalsza część tekstu pod wideo

Przede wszystkim trzeba się nastawić na fakt, że nie jest to kontynuacja przygód Duttonów. Oczywiście fabuła rozgrywa się po wydarzeniach z „Yellowstone”, główny wątek opowiada dalsze losy Kayce’a Duttona (Luke Grimes), a pod jego opieką wciąż pozostaje znany z głównej serii syn (Brecken Merrill), ale cała opowieść przenosi markę w zupełnie nowe realia. I choć część obsady znanej fanom powraca (choćby Gil Birmingham jako Rainwater), to jednak mamy tutaj do czynienia z inną formą opowiadania historii.

Marshals: historia z Yellowstone (2026) - recenzja serialu [SkyShowtime]. Mundur zamiast kapelusza

Jeśli nie widzieliście ostatniego sezonu „Yellowstone”, ten akapit omińcie, bo muszą znaleźć się w nim spoilery. Finał jednego z najpopularniejszych seriali ostatnich lat przedstawił nam Kayce’a Duttona w roli outsidera, który pozbył się kultowego rancza na rzecz mniejszego przybytku i spokojnego życia u boku żony Moniki (Kelsey Asbille) i syna. Już pierwszy odcinek wywraca to do góry nogami. Widz dowiaduje się, że Monica zginęła w tajemniczych okolicznościach, a Kayce za sprawą propozycji byłego kolegi z wojska, Pete’a Calvina (Logan Marshall-Green), znów zakłada mundur i chwyta za broń. Niestety cała ta historia wydaje się mało wiarygodna i mnie zupełnie nie kupiła.

Kayce funkcjonuje więc z dala od rancza, w mundurze U.S. Marshals, trafiając do świata pościgów, operacji specjalnych i cotygodniowych spraw do rozwiązania. Twórcy wyraźnie postawili na strukturę odcinkową - niemal każdy epizod to osobna misja. I jak już wspomniałem, jest w tym świeżość, bo dostajemy tym razem klasycznego akcyjniaka, z drugiej jednak strony to uproszczenie wszystkiego, co w „Yellowstone” było najbardziej elektryzujące.

Marshals: historia z Yellowstone (2026) - recenzja serialu [SkyShowtime]. Yellowstone w wersji proceduralnej

Największym plusem serialu jest paradoksalnie Luke Grimes. Jego Kayce pozostaje człowiekiem rozdwojonym między przemocą a próbą zachowania resztek moralności. Grimes gra oszczędnie, bez wielkich monologów, co akurat wychodzi nad wyraz dobrze. Mam jednak inny problem z tym bohaterem - w „Yellowstone” funkcjonował jako jedna z wielu postaci budujących wielowarstwową historię, tutaj dostaje główną rolę, a nigdy nie był on na tyle ciekawą postacią, bym chciał śledzić jego losy przez trzynaście odcinków. Aktor robi, co może, by nadać historii emocjonalną głębię, ale scenariusz nie zawsze mu w tym pomaga.

W warstwie wizualnej serial trzyma poziom. Szerokie kadry, surowe pejzaże i piękno Montany - to wszytsko nadal może się podobać. Gorzej jest ze scenami akcji - wszystko działa w miarę sprawnie, ale brakuje tutaj większego rozmachu. Ot, tylko i aż dobra rzemieślnicza robota. Fanów marki może jednak zaboleć fakt, że zamiast długich, napiętych rozmów przy stole i politycznych rozgrywek, dostajemy dynamiczne operacje i policyjne napięcie. Ciężko znaleźć tu DNA klasycznego „Yellowstone”, a podobnych do Marshals seriali akcji jest na rynku już sporo. Co gorsza, wiele odcinków rozwija się według znanego telewizyjnego rytmu: zagrożenie, pościg, kulminacja, krótka refleksja. Brakuje długofalowej intrygi, która mocniej wciągałaby widza. Owszem, pojawiają się wątki osobiste i cień traumy Kayce’a, ale często są one jedynie tłem dla kolejnej „sprawy tygodnia” i rozbicia następnej bandy panoszącej się po Montanie.

Nie znaczy to jednak, że „Marshals” nie ma momentów, w których pokazuje pazur. Serial wciąż potrafi zbudować solidne napięcie, a relacje w dość niemrawym początkowo zespole, do którego dołącza trzech kolejnych członków (Tatanka Means, Ash Santos i Arielle Kebbel), zaczynają z czasem nabierać charakteru. Finalnie „Marshals: A Yellowstone Story” to produkcja, która stoi okrakiem między dwoma światami. Z jednej strony chce być kontynuacją mrocznego, moralnie niejednoznacznego uniwersum, z drugiej - gra według zasad telewizji proceduralnej, gdzie tempo i przystępność są ważniejsze niż scenariusz. Efekt? Poprawny akcyjniak z Montaną w tle. Lekka, przystępna zapchajdziura przed nadchodzącymi produkcjami w tym uniwersum.

Advertisement

Atuty

  • Luke Grimes w głównej roli
  • Świeże podejście do uniwersum
  • Szerokie kadry i surowe pejzaże Montany nadal robią wrażenie.
  • Momentami solidne napięcie
  • Rozwijające się relacje w zespole

Wady

  • Najsłabsza odsłona uniwersum
  • Mało wiarygodny punkt wyjścia fabuły
  • Uproszczenie tego, co było siłą „Yellowstone”
  • Schematyczność odcinków
  • Sceny akcji bez większego rozmachu

Poprawnie zrealizowany spin-off, który dobrze sprawdza się jako rozrywkowy serial akcji, ale rzadko osiąga emocjonalną intensywność i wielowymiarowość, które uczyniły „Yellowstone” fenomenem.

6,0
Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, o filmach i serialach od 2010. Redaktor naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, powieści Murakamiego, filmów Denisa Villeneuve'a, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia, a Blade Runner - film wszechczasów. 
cropper