Krzyk 7 (2026) - recenzja, opinia o filmie [Forum Film Poland]. Może pora już kończyć?
Sydney Prescott (obecnie Evans) przesiedziała poprzedni koszmar w domu, lecz Ghostface postanowił znaleźć ją i raz jeszcze zagrozić życiu jej oraz jej bliskich.
Uwielbiam tę serię. Nie będzie wcale przesadą, kiedy napiszę, że mam na nosie permanentne, różowe okulary, kiedy przychodzi do krytyki kolejnych jej odcinków, co najlepiej widać po tym, jak wysoko oceniłem część szóstą. Po "ostygnięciu" już bym w życiu jej aż tak wysokiej noty nie dał, ale wtedy, bezpośrednio po wyjściu z seansu, byłem nią zachwycony. Wspominam o tym dlatego, że... Tym razem tak nie miałem.
Kevin Williamson napisał "Krzyki" z numerkami 1, 2 i 4 oraz "Koszmar minionego lata" (stworzył też "Jezioro marzeń", ale to trochę nie na temat), więc bezapelacyjnie wiedzę na temat tego, jak powinien wyglądać dobry slasher posiada. Po raz pierwszy jednak zajął się również reżyserią i tak jak, po tylu latach, stara gwardia już sama z siebie wie, co ma robić i jak zachowałyby się w danej chwili ich postacie, tak w przypadku całej reszty... Cóż, widać, że zabrakło doświadczenia w kierowaniu produkcją.
Krzyk 7 (2026) - recenzja, opinia o filmie [Forum Film Poland]. Stary, dobry Ghostface
Siódemka jest konstrukcyjnie bardzo klasyczną odsłoną cyklu - mamy Sydney (Neve Campbell) i nowe pokolenie dzieciaków, wśród których znajduje się jej córka, Tatum (Isabel May). Z nieznanych przyczyn, zaczyna je niepokoić człowiek kryjący się pod maską ducha, używający ikonicznego modulatora głosu. Wiedząc, jak wyglądało to w przeszłości, Sydney i wspomagająca ją Gale Weathers (Courtney Cox) zaczynają przyglądać się osobom ze swojego otoczenia. To zawsze ktoś z bliskiego otoczenia...
Trzeba przyznać, że mimo tej formulaiczności, Williamson stara się co jakiś czas nas zaskoczyć. Przynajmniej dwa razy scenariusz naprawdę wyrwał mi przysłowiowy dywanik spod nóg, pokazując, że jest wciąż miejsce na świeże pomysły w tej serii. Cały czas czekam na film, w którym widzowie od początku wiedzieliby, kto jest mordercą - narrację prowadzoną z jego perspektywy - ale to miło, że nawet przy siódmym odcinku serii, wciąż można dać się jeszcze czymś zaskoczyć. Podobało mi się również, w jak czynny sposób, wyraźnie puszczając oczko do widza, film stara się mylić tropy. Wszyscy szukamy wskazówek na temat tego, kto może być mordercą, a film raz za razem, w bardzo ostentacyjny sposób a to podrzuca nam sugestie, a to robi sobie z nas żarty, doprowadzając do sytuacji, w których wszyscy podejrzani naraz opuszczają pomieszczenie. Czysto logicznie, takie samotne wychodzenie sobie "na zewnątrz", kiedy wie się przecież, że gdzieś tam grasuje niebezpieczny morderca, jest kompletnie absurdalne, ale jeśli zgodzić się wziąć udział w tej grze wspólnie z filmowcami, seans staje się przyjemnie zabawny.
Krzyk 7 (2026) - recenzja, opinia o filmie [Forum Film Poland]. Bez dobrego scenariusza nie ma filmu
Istnieją jednak dwa, całkiem istotne powody, dla których nie mogę powiedzieć aby był to dobry film. Po pierwsze - postacie. Cała siła przerobowa scenariusza skoncentrowana została na Sydney i jej relacji z Tatum i tak jak ten wątek zrealizowany jest całkiem nieźle (matka próbuje trzymać córkę pod kloszem, zabierając jej tym samym narzędzia do obrony własnej), tak cała reszta mocno na tym cierpi. Gale stała się ofiarą "flanderyzacji", co znaczy, że stała się parodią samej siebie - turbo dziennikarką, które potrafi wszystko, nie ma żadnych skrupułów i nie da sobie w kaszę dmuchać - ale w filmie jest jej tyle, co nic, więc nie rzuca się to jakoś bardzo w oczy. Młoda część obsady natomiast... Istnieje. Podejrzanie miły chłopak Tatum (Sam Rechner),i jeszcze bardziej podejrzany, podniecający się historią Sydney sąsiad ( lAsa Germann) to potencjalnie ciekawe kierunki rozwoju fabuły, ale scenariusz nie daje im absolutnie nic do roboty, nigdy nie rozwija ich tak, abyśmy mogli poczuć z nimi jakąkolwiek więź. Są tu bardziej jako potencjalni podejrzani/worki z krwią (niepotrzebne skreślić), niż jako pełnoprawne postacie. Nie prowadzą ze sobą dialogów, nie są charakterni. Kompletnie zmarnowany potencjał. Nawet mąż Sydney, kapitan policji Mark Evans (Joel McHale) ma na tyle niewiele czasu antenowego, że trudno wyrobić sobie na jego temat jakieś konkretne zdanie.
Druga rzecz, to... Zakończenie. Spokojnie, nie zamierzam zdradzać tutaj, kto tym razem kryje się pod maską. Pragnę jedynie poinformować, że jest to chyba najbardziej aklimatyczne rozwiązanie od czasów, cóż, od szóstki. Naprawdę trudno mi określić, czy tytuł najsłabszego zdemaskowania dałbym części trzeciej, szóstej czy właśnie siódmej. Ani sama zagadka nie została satysfakcjonująco rozpisana, ani motywacja mordercy nie podnosi poziomu endorfiny widza. Po prostu czekamy aż film się skończy, czując się lekko oszukanymi przez twórców.
Aby jednak nie kończyć tak negatywnie, przyznam, że wchodząc w film na ślepo, z minuty na minutę bawimy się raczej dobrze. Reżyser gra z nami w kotka i myszkę, czuć napięcie, od czasu do czasu można się zaśmiać. W szczególności spodobał mi się zastosowany przez Williamsona zabieg, gdzie my, jako widzowie, wiemy już, że Ghostface znajduje się w najbliższym otoczeniu, bo został nam subtelnie pokazany, ale bohaterowie filmu wciąż nie mają pojęcia, że grozi im niebezpieczeństwo. I to nie tak, że dwie sekundy później dochodzi do konfrontacji. Reżyser potrafi trzymać nas w niepewności dobrą minutę albo i dłużej, zanim w końcu do czegokolwiek dojdzie. Sprawia to, że siedzimy na brzegu fotela i zastanawiamy się, czy postaciom uda się przeżyć, czy już po nich. Dodajmy do tego całkiem sporą ilość gore I wychodzi, że czysto rozrywkowo dostaliśmy wcale niezły film.
"Krzyk 7" jest prawie niezłym filmem. Sam Ghostface i kolejne ataki przygotowane zostały naprawdę solidnie, zdjęcia robią dobre wrażenie, a aktorzy wiedzą, co mają robić. Niestety, sama fabuła jest po prostu kiepska, z paroma bardzo oczywistymi motywami i boleśnie rozczarowującym zakończeniem, które retroaktywnie zepsuło mi radość z oglądania całego filmu. Marka z taką historią zasługiwała na coś lepszego. Albo, może, po prostu trzeba dać jej już odpocząć.
Atuty
- Dobre sceny z Ghostface'em;
- Kilka mocno brutalnych zabójstw;
- Potrafi zbudować i utrzymać napięcie;
- Solidne udźwiękowienie;
- Powrót dawno nie widzianych twarzy...
Wady
- ...szkoda, że w mało satysfakcjonujący, zdradzony grubo przed premierą sposób;
- Młoda obsada bez charakteru;
- Okrutnie kiepskie rozwiązanie zagadki;
- Brak pomysłu, który trzymałby fabułę w ryzach;
- Logicznie nie zawsze trzyma się kupy.
"Krzyk 7" to całkiem dobra zabawa dla fanów slasherów, którą w dół ciągnie pisany na kolanie scenariusz. Czysto rozrywkowo nie jest źle, ale to i tak jedna z najsłabszych, jak nie w ogóle najsłabsza odsłona cyklu.
Przeczytaj również
Komentarze (13)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych