The Copenhagen Test (2025) - recenzja 1 sezonu serialu [SkyShowtime]. Szpieg, który stracił własny umysł

The Copenhagen Test (2025) - recenzja i opinia o serialu [SkyShowtime]. Szpieg, który stracił własny umysł

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 21:00

W epoce, w której kino szpiegowskie i serialowe dreszczowce zdają się zjadać własny ogon, nieustannie żonglując tymi samymi schematami geopolitycznych spisków i pościgów na dachach europejskich stolic, trudno o produkcję, która autentycznie zaskakuje. Zapomnijcie na chwilę o gadżetach z laboratoriów MI6, niezniszczalnych agentach w idealnie skrojonych garniturach i jednoznacznych moralnie misjach.

„The Copenhagen Test”, najnowsza ośmioodcinkowa propozycja od platformy Peacock (dostępna w Polsce za sprawą SkyShowtime), wdziera się na ekrany z subtelnością odbezpieczonego granatu. Twórca serialu, Thomas Brandon, proponuje nam fascynującą, cyberpunkowo-szpiegowską hybrydę, w której ostatecznym polem bitwy nie jest tajna baza wroga, lecz ludzki układ nerwowy. To mroczna, paranoiczna i gęsta od napięcia opowieść, redefiniująca pojęcie inwigilacji, w której główny bohater staje się jednocześnie najgroźniejszą bronią i najbardziej bezbronną ofiarą w rękach bezlitosnego systemu.

Dalsza część tekstu pod wideo

The Copenhagen Test (2025) - recenzja i opinia o 1 sezonie serialu [SkyShowtime]. Umysł jako pole bitwy

Fundamentem, na którym „The Copenhagen Test” buduje swoją niepokojącą narrację, jest wyjątkowo okrutny i zarazem piekielnie inteligentny koncept fabularny. Poznajemy Alexandra Hale’a - wybitnie wyszkolonego agenta operacyjnego, który aspiruje do pracy w „Sierocińcu” (The Orphanage), supertajnej komórce nadzorującej i kontrolującej wszystkie inne amerykańskie agencje wywiadowcze. Hale nie jest jednak typowym twardzielem wyciosanym ze skały. To człowiek głęboko złamany, zmagający się z traumą po tytułowym „kopenhaskim teście” - ekstremalnej sytuacji na polu walki. Zmuszony do wyboru między ocaleniem amerykańskiego obywatela a zagranicznego dziecka, bohater ponosi ogromne koszty psychiczne. Ten incydent wyzwala u niego paraliżujące ataki paniki, czyniąc go w oczach przełożonych „wybrakowanym towarem”.

Jednak prawdziwy dramat, i zarazem genialny punkt wyjścia dla elementu science fiction, rozpoczyna się w momencie, gdy Hale odkrywa przerażającą prawdę - jego mózg został zhakowany. Tajemniczy wróg „Sierocińca” przejął kontrolę nad jego nerwami wzrokowymi i słuchowymi. Wszystko, co agent widzi, słyszy i czyta - od ściśle tajnych raportów, aż po intymne spotkania z kochanką - jest w czasie rzeczywistym transmitowane do nieznanego antagonisty. Twórcy w mistrzowski sposób ukazują fizjologiczne i psychologiczne koszty tej transgresji. Hale cierpi na migreny, zaburzenia widzenia i mikroudary, powoli tracąc zmysły. Klaustrofobiczny wręcz klimat potęguje fakt, że przełożeni, zamiast mu pomóc, postanawiają z bezwzględnym pragmatyzmem wykorzystać go jako tykającą bombę i żywą przynętę. Brandon serwuje nam tu wybitną wiwisekcję utraty autonomii, gdzie ciało staje się więzieniem, a własny umysł - wrogiem publicznym numer jeden.

The Copenhagen Test (2025) - recenzja i opinia o 1 sezonie serialu [SkyShowtime]. Chiński smok w amerykańskim labiryncie

Produkcja nie wybrzmiałaby jednak z taką mocą, gdyby nie fenomenalny, magnetyczny wręcz występ Simu Liu. Aktor, do tej pory kojarzony przez masową widownię głównie z imponujących choreografii sztuk walki w marvelowskim „Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni”, udowadnia tutaj, że posiada pełnowymiarowy, wybitny warsztat dramatyczny. Alexander Hale to postać skomplikowana, pełna niuansów i wewnętrznych pęknięć. Liu (będący również producentem wykonawczym serialu) nasyca swojego bohatera charyzmą czołowego amanta, ale jednocześnie nie boi się pokazać męskiej kruchości, lęku i rozpaczy. Co więcej, serial w inteligentny sposób wplata w fabułę wątek pochodzenia agenta. Jako Amerykanin w pierwszym pokoleniu, syn chińskich imigrantów, którzy uciekli przed masakrą na placu Tiananmen, Hale nosi w sobie pokoleniowy ciężar udowadniania lojalności wobec flagi, pod którą służy. Jego etniczność w paranoicznym świecie szpiegostwa zawsze stawia nad nim znak zapytania, co dodaje postaci fascynującej, socjopolitycznej głębi.

Na słowa najwyższego uznania zasługuje również perfekcyjnie skompletowany drugi plan, który dotrzymuje Liu kroku w tej psychologicznej grze pozorów. Melissa Barrera, w roli enigmatycznej i śmiertelnie niebezpiecznej zabójczyni, intryguje magnetyzmem i moralną dwuznacznością, wymykając się prostym klasyfikacjom. Absolutną perłą obsadową jest jednak weteranka sceny, Kathleen Chalfant, jako St. George - lodowato spokojna, nieodgadniona szefowa „Sierocińca”, u której wieloletnie pociąganie za sznurki globalnej polityki wyparło wszelkie resztki empatii. Partneruje jej Brian d'Arcy James jako Peter Moira - urzędniczy szpieg z wygórowanymi ambicjami, którego intencje do samego końca pozostają niejasne, oraz niezawodny Saul Rubinek, wprowadzający na ekran niezbędny, melancholijny ciężar dawnego porządku. Każda relacja między tymi postaciami iskrzy od ukrytych motywów i niedopowiedzeń, zamieniając każdy dialog w werbalny pojedynek.

The Copenhagen Test (2025) - recenzja i opinia o 1 sezonie serialu [SkyShowtime]. Narracyjna łamigłówka i choreografia przemocy

Jeśli miałbym wskazać obszar, w którym „The Copenhagen Test” stąpa po najcieńszym lodzie, byłaby to jego brawurowa, a momentami wręcz ryzykowna struktura narracyjna. Thomas Brandon i jego zespół scenarzystów z rozmysłem porzucają linearność na rzecz skomplikowanej, poszarpanej chronologii. Ciągłe przeskoki w czasie - „dwie godziny wcześniej”, „jedenaście miesięcy temu”, „wczoraj” - sprawiają, że śledzenie intrygi wymaga od widza absolutnego skupienia. Dla miłośników intelektualnych szarad, uwielbiających łączyć kropki w trakcie seansu, będzie to prawdziwa uczta. Nie da się jednak ukryć, że przy ośmioodcinkowym maratonie taka ekwilibrystyka formy może prowadzić do swoistego narracyjnego zawrotu głowy, grożąc zagubieniem emocjonalnego rdzenia opowieści w natłoku zwrotów akcji. Serial wymaga analitycznego podejścia, a chwilowa utrata uwagi skutkuje wypadnięciem z tego pędzącego pociągu.

Niemniej, kiedy produkcja uderza w tony kina akcji, robi to z nieprawdopodobną wirtuozerią i brutalną elegancją. Sceny konfrontacji fizycznych stanowią idealną przeciwwagę dla gęstych, przegadanych w wyciszonych pokojach sekwencji. Choreografia walk to surowy taniec śmierci, w którym fruwające noże kuchenne spotykają się z bezlitosnym terkotem karabinów AK-47. Brutalność tych starć nie jest jednak celem samym w sobie - perfekcyjnie podkreśla desperację bohaterów i bezwzględność świata, w którym operują. Realizacyjnie serial to najwyższa półka - chłodna paleta barw, geometryczne, duszne kadry wewnątrz siedziby wywiadu oraz niespokojna praca kamery znakomicie rezonują z paranoicznym stanem umysłu głównego bohatera.

The Copenhagen Test (2025) - recenzja i opinia o 1 sezonie serialu [SkyShowtime]. Podsumowanie

„The Copenhagen Test” to bez wątpienia jeden z najodważniejszych i najbardziej satysfakcjonujących thrillerów szpiegowskich ostatnich lat, dumnie stający w jednym rzędzie z takimi gigantami gatunku jak „Kulawe konie” czy „Dzień Szakala”. To produkcja inteligentna, duszna, stawiająca trudne pytania o granice patriotyzmu, prawo do prywatności i koszty służby ojczyźnie. Mimo momentami zbyt chaotycznej zabawy chronologią, serial broni się fantastycznym rzemiosłem, mrocznym klimatem i życiową, przełomową rolą Simu Liu.

Advertisement

Atuty

  • Charyzmatyczny Liu
  • Oryginalny koncept
  • Dość duszny klimat

Wady

  • Narracyjny chaos
  • Zmęczenie chronologią

To pozycja obowiązkowa dla widzów ceniących kino, które nie podaje rozwiązań na tacy, lecz zmusza do wejścia w mroczny, paranoiczny labirynt ludzkiego umysłu.

8,0
Łukasz Musialik Strona autora
cropper