Redmi Note 15 Pro 5G - test smartfona. Zbyt wiele kompromisów w tej półce cenowej
Redmi Note 15 Pro 5G wchodzi na rynek z ceną 1699 złotych. To bardzo zatłoczony segment średniej półki, w którym konkurencja jest potężna. Kiedy wyciągałem ten smartfon z pudełka, od razu widziałem konkretny cel producenta: sprzęt ma połączyć długi czas pracy z wyróżniającą się wytrzymałością obudowy. Dobrze, że ostatecznie zrezygnowano z kilku irytujących kompromisów, które psuły odbiór poprzednich generacji. Z zadowoleniem przyjąłem najwyższe certyfikaty odporności i solidne szkło ochronne na froncie. Jeszcze niedawno takie rozwiązania widywałem wyłącznie w najdroższych flagowcach.
Sprawa jest prosta - doskonale wiecie, że za te pieniądze konkurencja potrafi zaoferować zauważalnie mocniejsze podzespoły. Xiaomi poszło jednak zupełnie inną drogą, co odczułem już po pierwszych godzinach testów. Zamiast pakować tu na siłę najszybszy procesor, postawiono na bardzo jasny ekran, potężną baterię i aparat o wysokiej rozdzielczości. Moje oczekiwania wobec tego modelu były jasne. Od sprzętu za te 1700 złotych wymagam przede wszystkim codziennej, stabilnej pracy i świętego spokoju z ładowaniem.
Próba zbalansowania tak wielu elementów w relatywnie niskiej cenie bezlitośnie obnaża braki i cięcia kosztów. Podczas testów mocno dało mi się we znaki, że oszczędności uderzyły w dodatkowe aparaty i ogólną wydajność procesora. Wniosek mam jeden: to na pewno nie jest sprzęt uniwersalny. To smartfon dla bardzo konkretnego odbiorcy, który z pełną świadomością poświęci płynność działania w cięższych aplikacjach dla kilkudziesięciu godzin pracy na jednym ładowaniu. Chociaż tutaj, ze względu na oprogramowanie Xiaomi, też nie jest idealnie. Ale do tego jeszcze przejdziemy.
Specyfikacja techniczna Redmi Note 15 Pro 5G:
- Procesor: MediaTek Dimensity 7400-Ultra (4 nm), ośmiordzeniowy (do 2,6 GHz), układ graficzny Mali-G615
- Pamięć: 8 GB RAM LPDDR4X, 256 GB pamięci masowej UFS 2.2
- Ekran: 6,83 cala, AMOLED 1,5K (2772 x 1280), odświeżanie do 120 Hz, szczytowa jasność 3200 nitów
- Aparat tylny: 200 MP (główny z optyczną stabilizacją obrazu, f/1,7) oraz 8 MP (szerokokątny)
- Aparat przedni: 20 MP (f/2,2)
- Bateria: 6580 mAh, przewodowe ładowanie o mocy 45W (brak zasilacza w zestawie)
- Łączność i bezpieczeństwo: 5G, Wi-Fi 6, Bluetooth 5.4, NFC, czytnik linii papilarnych w ekranie
- Odporność: certyfikaty IP68 oraz IP69K, szkło Corning Gorilla Glass Victus 2
- Wymiary i waga: 163,61 x 78,09 x 7,96 mm, 210 g
- System operacyjny: Xiaomi HyperOS 2 (oparty na systemie Android 15)
Powyższa specyfikacja wyraźnie pokazuje, że producent skupił się na elementach ochronnych oraz pojemności ogniwa, oferując w tej cenie rzadko spotykane standardy IP68 i IP69K. Bezpośrednia konkurencja, w postaci na przykład modeli Poco X7 Pro czy Samsunga Galaxy A36, dysponuje jednak zauważalnie szybszą pamięcią UFS 3.1 lub UFS 4.0 oraz wydajniejszymi układami obliczeniowymi. Testowany model nadrabia to niezwykle jasnym wyświetlaczem oraz solidnym głównym aparatem.
Wygląd i jakość wykonania
Konstrukcja przeszła zauważalną metamorfozę względem poprzedniej generacji. Wyświetlacz nie jest już zakrzywiony na krawędziach, lecz całkowicie płaski, a otacza go symetryczna i metalowa ramka. Stosunek ekranu do frontu wynosi imponujące 90 procent, co sprawia, że czarne ramki wokół matrycy są minimalne i nie odwracają uwagi podczas pracy. Ochronę frontu zapewnia szkło Gorilla Glass Victus 2, które skutecznie chroni przed zarysowaniami i upadkami.
Kiedy po raz pierwszy chwyciłem ten telefon do ręki, bez założonego etui, od razu zwróciłem uwagę na jego gabaryty. Urządzenie mierzy ponad 78 milimetrów szerokości, co sprawia, że jest to sprzęt dość szeroki i masywny w odbiorze. Trzeba się do tego przyzwyczaić, zwłaszcza jeśli często obsługuje się ekran jedną dłonią. Dodatkowo gładkie plecki okazały się bardzo śliskie, co wymusza ciągłe pilnowanie pewnego chwytu. Z mojej perspektywy korzystanie z dołączonego do zestawu pokrowca to po prostu konieczność, aby zapewnić sobie odpowiedni komfort i bezpieczeństwo użytkowania.
Redmi Note 15 Pro 5G w całej okazałości - kolor czarny bardzo zbiera odciski palców
Masa całkowita wynosi 210 gramów. Jest to wartość wyraźnie odczuwalna w dłoni i w kieszeni, jednak w pełni uzasadniona obecnością tak dużego ogniwa zasilającego. Do testów otrzymałem czarną wersję kolorystyczną, która - jak szybko się przekonałem - palcuje się jak cholera. Tył błyskawicznie zbiera zabrudzenia i wymaga ciągłego czyszczenia, jeśli chcemy utrzymać estetyczny wygląd. Z użytkowego punktu widzenia ogromną zaletą jest odporność na wodę i pył w najwyższym standardzie (IP68 oraz IP69K), co daje duży spokój na co dzień. Zauważyłem jednak, że przy celowym, mocniejszym skręcaniu obudowy w dłoniach, telefon potrafi wydać z siebie delikatne trzeszczenie, co nieznacznie psuje końcowy odbiór jakości spasowania elementów. Nie doświadczyłem tego ani w modelach Xiaomi, ani POCO, więc w moich oczach tegoroczny Redmi trochę traci.
Codzienność, użytkowanie, bateria, głośniki
System operacyjny to HyperOS 2, oparty na starszym już Androidzie 15. To dla mnie lekkie rozczarowanie, bo na rynku od jakiegoś czasu mamy już sprzęty z nowszą wersją oprogramowania. Producent deklaruje co prawda wieloletnie wsparcie, obejmujące nawet sześć lat poprawek zabezpieczeń, co traktuję jako wymierną zaletę na papierze. Niestety, pierwsze wrażenia z użytkowania okazały się jednak znacznie słabsze.
Zanim w ogóle mogłem normalnie korzystać z telefonu, uderzyła mnie ściana fabrycznie zainstalowanych aplikacji reklamowych i niepotrzebnego oprogramowania. Musiałem poświęcić dłuższą chwilę na ich ręczne usuwanie oraz wyłączanie irytujących powiadomień. Liczyłem, że po tych porządkach system odetchnie, ale moje ogólne wrażenia są mocno przeciętne. Smartfon na początku potrzebuje sporo czasu, żeby się rozpędzić. Wbudowana pamięć jest zwyczajnie wolna, co odczułem na własnej skórze - pobieranie i instalowanie czegokolwiek zajmowało nieproporcjonalnie dużo czasu. Niestety, MediaTek Dimensity 7400 Ultra nie jest jakąś wybitną jednostką i Redmi Note 15 Pro 5G bardzo dobrze to pokazuje.
Wygląd systemu operacyjnego
Oprogramowanie radzi sobie po prostu słabo. Zdarzały się takie chwile, że wszystko działało dobrze, a system był responsywny, w czym pomagało odświeżanie 120 Hz. Niestety, bywały też momenty, w których aplikacje potrafiły się nagle przycinać i irytująco zwalniać. Najgorsza była jednak aplikacja aparatu, szczególnie gdy chciałem szybko uchwycić kadr, ale zderzałem się z jakimś dłuższym przycięciem, które nagle odblokowywało się, gdy miałem już telefon we właściwym miejscu i chciałem wywołać migawkę. Sytuację na tym polu ratuje nieco optyczny czytnik linii papilarnych. Umieszczono go pod ekranem w bardzo dobrym miejscu. Został osadzony dość nisko, co przy tak szerokiej obudowie znacznie ułatwiało mi intuicyjne odblokowanie telefonu kciukiem. Przynajmniej tutaj nie mam powodów do narzekań, bo jego działanie za każdym razem było natychmiastowe i w stu procentach precyzyjne.
System operacyjny to nic nowego - dobrze znany wygląd dla wielbicieli marki
Funkcje sztucznej inteligencji, mimo mocnego eksponowania w kampaniach promocyjnych, w rzeczywistości okazały się dość okrojone. Oczywiście, fajnie działa dostęp do Google Gemini oraz funkcji „zaznacz, aby wyszukać”, co znacznie przyspiesza weryfikację informacji bezpośrednio na ekranie. Zauważyłem jednak wyraźne braki w zaawansowanych narzędziach edycyjnych, które znamy z droższych modeli tego producenta. W oprogramowaniu nie widziałem między innymi generatorów tekstu, tłumacza na żywo czy chociażby funkcji usuwania odblasków ze zdjęć w domyślnej galerii. Sam wyświetlacz, choć w pełnym słońcu jest wybitnie jasny i czytelny, posiada jeden mankament. Przy wieczornym użytkowaniu i zjechaniu z jasnością do minimum, ekran wykazuje migotanie PWM na poziomie zaledwie 120 Hz. Po kilkudziesięciu minutach czytania w łóżku moje oczy stawały się zauważalnie zmęczone, dlatego użytkownicy wrażliwi na ten parametr powinni wziąć to pod uwagę.
Akumulator o potężnej pojemności 6580 mAh to bez wątpienia jeden z najbardziej użytecznych argumentów przemawiających za tym modelem. Urządzenie pozwala na ponad 30 godzin ciągłego przeglądania internetu przez Wi-Fi. W mojej codziennej, testowej rutynie przekładało się to na dwa pełne dni umiarkowanej pracy bez konieczności nerwowego szukania gniazdka. Ładowanie odbywa się z mocą 45W i pozwala na uzupełnienie energii od zera do pełna w około półtorej godziny. Zasilacza w europejskim zestawie sprzedażowym oczywiście nie uświadczymy. Głośniki stereofoniczne wspierane przez technologię Dolby Atmos grają bardzo donośnie i do sporadycznego oglądania materiałów wideo sprawdzają się poprawnie. Niestety po przekroczeniu około 80 procent skali głośności dźwięk staje się nieprzyjemny dla ucha. Tony wysokie zaczynają nieprzyjemnie kłuć, a basy są praktycznie niewyczuwalne.
Wydajność w grach i testach syntetycznych
Sercem smartfona jest MediaTek Dimensity 7400 Ultra. Brzmi dumnie, ale w praktyce oferuje jedynie poprawną wydajność. To tak naprawdę marginalny krok naprzód względem zeszłorocznego modelu. Jak już wspominałem wcześniej, pamięć w standardzie UFS 2.2 mocno daje się we znaki. Odczyt i zapis danych są wolne, co wyraźnie czułem przy ładowaniu cięższych aplikacji czy instalowaniu sporych plików. Na co dzień ta moc zazwyczaj wystarcza, ale jeśli odpalicie coś bardziej zaawansowanego, system po prostu musi się na chwilę zamyślić. Dokładne wyniki testów wrzucam niżej. No żaden z tych wyników nie zachwyca w tej półce cenowej.
Testy w benchmarkach i wygląd wbudowanej aplikacji "sprzątacz"
Jeśli chodzi o granie, z góry przygotujcie się na kompromisy. Jasne, w popularnych sieciowych strzelankach bez problemu wyciągniecie stabilne 60 klatek na sekundę. Kiedy jednak odpalałem najbardziej wymagające tytuły z rozbudowaną grafiką, sprzęt od razu zmuszał mnie do zjazdu z detalami, żeby w ogóle utrzymać płynność na poziomie 40 klatek. Reakcja na dotyk też nie jest wzorowa, więc miłośnicy mobilnej zabawy w jakichś dynamicznych produkcjach będą rozczarowani. Do gamingu zdecydowanie rekomenduję serię POCO.
Na plus mogę za to zaliczyć temperatury. Nawet podczas długiego katowania telefonu w testach syntetycznych obudowa rozgrzewała się maksymalnie do 40,7°C. Oczywiście czuć to pod palcami, ale obudowa nie parzy, a jej temperatury utrzymują się w rozsądnych granicach. System chłodzenia to w ogóle jedna z niewielu rzeczy, do których nie mogę się tutaj przyczepić. Sprzęt znakomicie radzi sobie z throttlingiem - pomiary pokazują stabilność na poziomie 99,6 procent. Układ bez problemu trzyma swoją maksymalną moc przez długi czas i nie obcina taktowania z powodu nagrzewania. Widać, że przynajmniej tutaj odprowadzanie ciepła i zarządzanie energią zostały dobrze przemyślane. Z drugiej strony, tak przeciętny układ jak wbudowany tu MediaTek po prostu nie może się przesadnie nagrzewać.
Jak wypada aparat? Nie jest kolorowo
Zacznijmy od brutalnej prawdy. Z tyłu na wyspie niby prężą się trzy obiektywy, ale ten trzeci to w zasadzie bezużyteczny czujnik głębi, o którym nawet Xiaomi woli za głośno nie wspominać. W praktyce dostajemy do dyspozycji dwa aparaty - główny i szeroki kąt. Cieszy mnie chociaż tyle, że producent w końcu wywalił to żałosne, dwumegapikselowe makro, które straszyło w poprzedniej generacji.
Główny aparat oparto na potężnej matrycy Samsunga o rozdzielczości 200 MP, którą wspiera optyczna stabilizacja obrazu. Kiedy zrzucałem zdjęcia zrobione za dnia, muszę przyznać, że wyglądały naprawdę solidnie. Fotki są ostre, całkiem szczegółowe, a kolory przyjemne dla oka (chociaż gdzieniegdzie pojawiają się problemy z ostrością w rogach i przy krawędziach fotek). Xiaomi postawiło w tym modelu na lepszą rozpiętość tonalną kosztem kontrastu. Efekt jest taki, że nie ma problemu z przepalonym, białym niebem, choć z drugiej strony same zdjęcia wydają się momentami odrobinę płaskie. Trafiłem też na pewien zgrzyt przy wymuszeniu trybu pełnych 200 MP - na niektórych kadrach pojawiały się dziwne, pikselowate artefakty. Ewidentnie procesor obrazu z układu MediaTeka trochę tutaj nie wyrabia i gubi się w obliczeniach.
Wygląd aplikacji aparatu
Fizycznego teleobiektywu niestety nie znajdziecie. Sprzęt ratuje się cyfrowym zbliżeniem wycinanym z głównej matrycy. Dwukrotny zoom sprawdza się całkiem niezłe. Jest w pełni użyteczny i na co dzień często z niego korzystałem do ciaśniejszych kadrów. Kiedy jednak odpalicie przybliżenie czterokrotne, na ekranie widoczne jest już zwyczajne mydło i jakość obrazu leci na łeb, na szyję. Maksymalne, 30-krotne zbliżenie to już w ogóle jakaś akwarela wzbogacona przesadnie agresywnym AI do wygładzania ujęć. Bezużyteczne.
Zdjęcia zrobione różnymi obiektywami Redmi Note 15 Pro 5G
O ile główny obiektyw daje radę, tak szeroki kąt to dla mnie spore rozczarowanie. Zastosowano tu 8-megapikselową matrycę OmniVision i szczerze mówiąc, szału nie ma. Zarejestrowane kadry są po prostu miękkie, brakuje im detali, a kolory wydają się wyprane. Paradoksalnie, w starszym modelu wyglądało to nieco lepiej. Na froncie wrzucono z kolei obiektyw 20 MP do selfie. Ot, poprawna kamerka do wideorozmów. Twarze wychodzą na niej dość gładko, brakuje ostrych detali, więc wybitnych autoportretów na profile społecznościowe z tego nie będzie.
Po zmroku główny obiektyw znowu ratuje honor całego zestawu. Nocne kadry wychodzą czyste, jasne, ostre i bez irytującego zaszumienia. W tej klasie cenowej to poziom, do którego naprawdę trudno mi się przyczepić. Z kolei szeroki kąt w nocy staje się zwyczajnie bezużyteczny - obraz jest ciemny i okrutnie zaszumiony, więc szybko przestałem go włączać po zachodzie słońca. Jeśli zaś chodzi o wideo, nagramy je maksymalnie w 4K przy 30 klatkach na sekundę z głównego oczka. To bardzo solidny, szczegółowy standard z dobrą dynamiką. Stabilizacja obrazu radzi sobie nieźle, chociaż przy szybszym chodzeniu potrafi czasami mocniej szarpnąć. No i znowu zwracam się do procesora... niekiedy nagrania w 4K/30 przycinały się na moment, szczególnie gdy zmieniało się oświetlenie całej sceny.
Czy warto kupić ten smartfon?
Redmi Note 15 Pro 5G to absolutny średniak. Po kilkunastu dniach testów widzę wyraźnie, że ten sprzęt, choć z pewnymi bolesnymi kompromisami, dowozi to, co obiecywał w kwestii czasu pracy na baterii i fizycznej wytrzymałości. Ogromny akumulator i świetnie uszczelniona obudowa to rzeczy, za które muszę ten model szczerze pochwalić. Do tego dochodzi naprawdę jasny, płaski ekran AMOLED i główny aparat, który całkiem nieźle radzi sobie za dnia i w codziennych sytuacjach.
Z drugiej strony, jeśli zależy Wam na czystej wydajności, to z pewnością musicie odrzucić zakup tego modelu. Konkurencja w tej cenie potrafi zaoferować zauważalnie lepszą płynność w codziennym użytkowaniu, znacznie szybszą pamięć wbudowaną i o wiele przyjemniejsze wrażenia z samych gier. Bardzo słaby aparat szerokokątny i irytujący nadmiar niepotrzebnych, wręcz śmieciowych aplikacji na starcie wyraźnie obniżają moją końcową notę. Ostatecznie uważam, że to urządzenie dla dojrzałego, w pełni świadomego konsumenta.
Atuty
- Ogromny akumulator o pojemności 6580 mAh, gwarantujący dobre czasy pracy
- Bardzo jasny i płaski ekran AMOLED z odświeżaniem 120 Hz
- Wysoka odporność obudowy potwierdzona certyfikatami IP68 i IP69K oraz szkłem Victus 2
- Solidny główny aparat 200 MP, który daje radę również po zmroku
- Natychmiastowe i precyzyjne działanie optycznego czytnika linii papilarnych
- Długie wsparcie producenta, obejmujące sześć lat poprawek zabezpieczeń
Wady
- Przeciętna wydajność układu MediaTek Dimensity 7400 Ultra, która zmusza do kompromisów
- Wolna pamięć UFS 2.2 odczuwalnie wydłużająca ładowanie aplikacji i instalowanie plików
- Irytujący nadmiar reklam i preinstalowanego oprogramowania w systemie HyperOS 2
- Bardzo słaby aparat szerokokątny, który w nocy staje się praktycznie bezużyteczny
- Odczuwalne migotanie PWM przy niskiej jasności ekranu, męczące oczy po zmroku
- Tył obudowy w czarnej wersji kolorystycznej błyskawicznie zbiera wszystkie odciski palców
- Okazjonalne mikroprzycięcia, a nawet spowolnienia systemu operacyjnego, które na dłuższą metę potrafią być irytujące
- W tej cenie (1699 zł) konkurencja oferuje często więcej i lepiej
Redmi Note 15 Pro 5G to sprzęt wywołujący mocno mieszane uczucia. Z jednej strony urządzenie imponuje niezwykle solidną obudową i potężną baterią, która pozwala zapomnieć o ładowarce na dwa pełne dni umiarkowanej pracy. Z drugiej strony smartfon potrafi zirytować wolną pamięcią wewnętrzną, przeciętnym procesorem i masą niepotrzebnych, śmieciowych aplikacji wrzuconych na start przez producenta. To bardzo konkretne narzędzie dla świadomego odbiorcy, któremu zależy głównie na czasie pracy i wytrzymałości, jednak w tej cenie rynkowa konkurencja oferuje po prostu szybsze i płynniej działające telefony.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych