LARP (2025) – recenzja filmu [Canal+]. Niby LARP, ale w sumie nie do końca

LARP (2025) – recenzja, opinia o filmie [Canal+]. Niby LARP, ale w sumie nie do końca

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:24

Sergiusz Raban ma wszystko, czego potrzeba prawdziwemu mężczyźnie – siłę, charyzmę, zręczność, inteligencję – szkoda, że wyłącznie w świecie fantazji, bo na co dzień jest raczej cichym, nieśmiałym licealistą. Wszystko to jednak zmieni się, kiedy do jego szkoły trafi nowa uczennica, Helena.

Przyznam, że kiedy usłyszałem jakoś w tamtym roku, że taki film powstaje i w dodatku robi go Kordian Kądziela, a więc jeden z reżyserów odpowiedzialnych za „1670”, byłem przekonany, że będzie to murowany hit. Ciekawa, niewyeksplorowana przez kinematografię tematyka, solidna, młoda obsada i twórcy, którzy maczali już palce w komedii.

Dalsza część tekstu pod wideo

Rzecz w tym, że wbrew tytułowi, dzisiejszy film wcale nie jest o LARPowaniu. To po prostu raczej umiarkowanie świetna komedia romantyczna, w której pojawia się kilka scen i wątków z nim powiązanych. Nigdy jednak nie są one głównym tematem filmu, przez co potencjalny fan tego typu zabawy może poczuć się wręcz lekko oszukany. Nie jest może tak, żeby filmowcy podchodzili do LARPów prześmiewczo – totalny laik w temacie dowie się na ich temat kilku rzeczy, a entuzjaści tego typu zabawy uśmiechną się ze dwa razy pod nosem, kiedy usłyszą znajomo brzmiącą nomenklaturę. Ale jest tego zdecydowanie za mało!

LARP (2025) – recenzja, opinia o filmie [Canal+]. To gdzie ten LARP?!

W drodze
resize icon

Czym jest LARPowanie? To skrót od „live-action role-playing”, czyli granie w klasycznie papierowe gry RPG w prawdziwym życiu. Mała armia ludzi spotyka się w lesie czy innym, wyznaczonym terenie, w strojach, z całym oprzyrządowaniem – zależnie od tematu – i... żyje. Wykonują różnego rodzaju zadania, wchodząc w interakcję z wyznaczonymi NPCami, robią pod siebie podchody, zawiązują sojusze, walczą. Garść moich znajomych co roku jeździła na OldTown Festival – wielką, postapokaliptyczną imprezę, gdzie zdrowo ponad setka osób żyje w świecie skażonym radiacją po trzeciej wojnie światowej (taki swojski „Fallout”). Mieli tam funkcjonujące budynki, samochody niczym z „Mad Maxa” i odjechane stroje, a cała impreza trwała nieprzerwanie przez kilka dni. Dla fanów RPG, którzy szukają wrażeń trochę bardziej intensywnych niż rzucanie kostką, była to pierwszorzędna zabawa i bardzo żyzny grunt, na którym można by zbudować miliard ciekawych fabuł, bawiąc się konwencją gry terenowej. 

Tymczasem autorzy dzisiejszego filmu robią z LARPu jako koncepcji jedynie ciekawostkę, egzotyczne dla większości widzów tło, na którym mogą opowiedzieć bardzo generyczną opowieść o dojrzewaniu i raczej kiepską historię miłosną. Sergiusz (Filip Zaręba), czy też Serek, jak wołają na niego koledzy, jest potężnym elfem o zniewalających włosach w świecie gry i czarną owcą policyjnej rodziny w prawdziwym życiu. Jego brat, Remek (Michał Balicki) to oczko w głowie tatusia (Andrzej Konopka) – najbardziej na świecie lubi wyciskać sztangę, robić pompki na czas i recytować kodeks karny, czym do łez wzrusza tatę. Obaj panowie chcieliby, aby najmłodszy z nich wreszcie wydoroślał i zajął się przygotowaniami do kontynuacji rodzinnej tradycji. Wychodzi z tego wątku kilka całkiem niezłych gagów, a ostatecznie również raczej przewidywalne, ale i tak urocze rozwiązanie, lecz ogólnie cały wątek jest raczej płytki.

LARP (2025) – recenzja, opinia o filmie [Canal+]. To nie była miłość, jak w „Przeminęło z wiatrem”...

Serek i Helena
resize icon

Trochę ciekawiej – choć nie z tych powodów, co trzeba – wypada relacja Serka z Heleną (Martyna Bryczkowska), nową dziewczyną w szkole. Nasz bohater natychmiast się w niej zakochuje. Rzecz w tym, że poza grami, jest on raczej mało popularną osobą. Lokalny, bananowy sebix wymyślił sobie hobby – rzucanie w Serka jedzeniem – czym zawsze wywołuje salwy śmiechu (prawie) wszystkich dookoła. Helena zdaje się jednak taka nie być... Przynajmniej dopóki sama nie rzuci w niego obiadem, bo „poddała się presji”. Ale spoko, ponieważ w gruncie rzeczy, to ona lubi Serka, a nie tamtego typka. Później zmienia zdanie jeszcze przynajmniej cztery razy i nie mam pojęcia, czy to chęć ukazania choroby dwubiegunowej przez scenarzystów, czy miało to nas bawić, czy o co właściwie chodzi. W każdym razie, na przestrzeni filmu widz nigdy nie czuje, aby między młodymi była jakaś romantyczna chemia, a cała ich relacja jest zwyczajnie irytująca.

Trzeba jednak przyznać, że film wygląda całkiem nieźle. Zwłaszcza otwierająca film scena bitwy wygląda jak z najprawdziwszego filmu fantasy. Wcześniej żartowałem sobie lekko, że srebrne włosy Serka są szałowe, ale to jest naprawdę dobrze dobrana, profesjonalnie zrobiona peruka (jak na standardy bawiących się nastolatków)! Tak samo dobre wrażenie robią kostiumy – zarówno te elfickie, czy tam ogólnie w typie fantasy, jak i zabawnie urocze maski orków. A później taki ork zostaje zabity i idzie w wyznaczone miejsce dostać „nową postać”. Szczerze zabawne. Na przekór, powiedziałbym jednak, że nie ma się z czego cieszyć, bo pokazuje to jedynie, jak fajny film mogliśmy dostać, gdyby tylko jego autorzy nie bali się podjąć tego ryzyka. 

„LARP” to ciekawa koncepcja, która pozostaje jednak kompletnie niewykorzystana. Kądziela wykorzystuje ją jedynie jako tło do opowiedzenia bardzo typowej, odrobinę nijakiej komedii, bardzo mocno zapatrzonej na dokonania Malcolma XD (chyba, że któryś z chłopaków to właśnie jest sam Malcolm, nie wiem – kiedy była okazja dowiedzieć się kto kryje się pod tym pseudonimem, zbyt szybko ulotniłem się z eventu). Nie jest to film stricte zły, lecz boli bardziej niż niejeden szrot, z racji tego, że to mógł być naprawdę piękny triumf polskiej myśli komediowej. Może następnym razem.

Advertisement

Atuty

  • Solidnie zrobione kostiumy i generalnie sceny LARPowe;
  • Parę dobrych gagów;
  • Tani, acz uroczy wątek rodzinny.

Wady

  • Kiepsko rozpisany wątek miłosny;
  • Zero chemii między Zarębą a Byczkowską;
  • Zmarnowany potencjał tytułowego tematu;
  • Ogólnie słaba fabuła.

„LARP” zawodzi jako film dla graczy i nerdów, zamiast tego będąc jedynie taką sobie opowieścią o dorastaniu i miłości. Zmarnowany potencjał.

4,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper