Crime 101 (2026) - recenzja filmu [UIP]. Modernistyczni policjanci i złodzieje

Crime 101 (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Modernistyczni policjanci i złodzieje

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 10:00

Mike Davis zarabia na życie okradając wielkie korporacje i firmy ubezpieczeniowe. Drobiazgowe przygotowanie pozwala mu załatwiać napady szybko i bez rozlewu krwi. Powoli szykuje się do przejścia na emeryturę, lecz przez niedawny błąd, na jego trop wpada uparty detektyw Lou Lubesnick. Rozpoczyna się subtelna gra. Komu uda się ją wygrać? 

Patrzysz w obsadę - Thor, Hulk i Storm w filmie akcji. I zastanawiasz się czy to dobry znak, czy jednak zły. Z drugiej strony, warto pamiętać, że świat nie kończy się na MCU. Halle Berry ma na koncie Oscara, Mark Ruffalo jest praktycznie zawsze świetny na ekranie, a jego negatorzy zwykle mają problem z nim jako osobą, a nie z jego pracą, a i Chris Hemsworth, choć nie tak utytułowany, udowadniał już, że potrafi być kimś więcej niż tylko wesołkowatą wersją siebie w różnych strojach. W "Crime 101" też nie wspina się na żadne wyżyny aktorstwa, ale jest jak najbardziej solidną postacią wiodącą. Czy utrzymałby ten ponad dwugodzinny film sam na swoich barkach? Trudno powiedzieć. Na szczęście nie musiał! 

Dalsza część tekstu pod wideo

Film Barta Laytona, napisany do spółki z autorem oryginalnej noweli, Donem Winslowem (współautorem scenariusza do Ghost Reckon: Wildlands z 2017 roku) to taka klasyka heist movies - filmów o wielkich, zaplanowanych akcjach rabunkowych - tyle że podana w bardziej dzisiejszej formie. Słychać tu echa twórczości Michaela Mana, odrobinę "Baby Drivera" Edgara Wrighta, znajdzie się odrobina DNA produkcji Michaela Baya. Nie powiem od razu, że to "Gorączka" naszych czasów, bo bez przesady, ale zdecydowanie coś jest na rzeczy. 

Crime 101 (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Proste postacie, ale ciekawa intryga

Praca detektywistyczna
resize icon

Davis (Hemsworth) zawsze przygotowuje się do akcji perfekcyjnie - wie kto będzie wiózł interesujący go towar, gdzie pojedzie, którędy, jak go podejść. Pewnego dnia nie przewidział jednak, że jakiś nadgorliwy kurier będzie wolał zaryzykować życie aby nie dać się okraść, mimo że diamenty, które wiózł i tak były ubezpieczone. Od tego momentu nie ma już serca do tej pracy. Chce kończyć, przejść na emeryturę, zanim dogoni go literą prawa. Mniej więcej w tym samym czasie poznaje piękną Mayę (Monica Barbaro) i choć nie umie się przed nią otworzyć, to stara się jak może, aby utworzyć z nią zdrową relację. Gdzie indziej, obrotna specjalistka od ubezpieczeń bardzo cennych towarów (Berry) zaczyna zauważać, że jej kariera nigdy nie rozwinie się tak, jak by sobie tego życzyła, a do emerytury już blisko. Jeszcze gdzie indziej, szef Mike'a (Nick Nolte) zatrudnia młodego, narwanego chłopaka (Barry Keoghan), który potencjalnie mógłby zająć miejsce naszego bohatera, choć brakuje mu jego opanowania i profesjonalizmu. I wieś co? W jeszcze kolejnym miejscu, detektyw Lubesnick (Ruffalo) jako jedyny glina w swoim wydziale zauważa wzór zachowania bezkarnego rabusia, który zdaje się działać wyłącznie wzdłuż autostrady 101, tuż przy wylocie z Los Angeles. Choć żadne z nich jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, ich losy znajdują się na kursie kolizyjnym, z której to kolizji nie każdy wyjdzie cało. 

Wątków w filmie jest raczej sporo i coś dzieje się praktycznie non-stop. Można przyczepić się delikatnie do faktu, że taka choćby historia miłosna, rozgrywająca się z wolna między Mike'iem, a Mayą służy jedynie uczłowieczeniu głównego bohatera i, tak naprawdę, gdyby kompletnie ją wyciąć, szersza fabuła filmu nie zmieniłaby się ani trochę. I, mimo że nie jestem fanem tak długich produkcji, jestem skłonny stwierdzić, że w tym przypadku taka przedłużka jest całkiem mile widziana, ponieważ pozwala odpocząć trochę od ciągłego planowania, pościgów i pracy detektywistycznej. A że cała reszta filmu nieustannie gna na podkręconym tempie, długi czas projekcji nie jest jakoś bardzo odczuwalny. Dopiero na sam koniec, scenariusz wykoleja się lekko i to nie dlatego, że staje się nudny, a ponieważ to zawieszenie niewiary, o które zostaliśmy kolektywnie poproszeni, staje się nagle niesłychanie trudne do utrzymania. No, głupi jest ten finał, mówiąc prostymi słowami! Psuje to odrobinę ogólne wrażenie, ale to wciąż jak najbardziej dobre, wciągające kino akcji. 

Crime 101 (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Spektakularne kino

Nielegalne spotkanie
resize icon

No właśnie - akcji. A tej jest tu całkiem sporo i reżyser potrafi pokazać ją naprawdę pierwszorzędnie. Jeśli mamy pościg, to możesz mieć pewność, że obejrzysz go z całego szeregu interesujących ujęć - zza auta, znad auta, znad kierownicy, z kamerą przy kole, nad akcją, przed akcją, do wyboru, do koloru. Do tego, soczysto dograne dźwięki silnika, przekładni i wydechu sprawiają, że czujemy się jakbyśmy grali w "Need for Speed: Underground" albo chociaż oglądali "Szybkich i Wściekłych". Czysta akcja to jednak nie wszystko. Najgęstsze są sceny, w których nasz złodziej znajduje się niebezpiecznie blisko naszego policjanta. I nie mamy pojęcia, jak dalej potoczy się akcja - obaj są głównymi bohaterami, ich cele kolidują ze sobą, tymczasem reżyser nieubłaganie przeciąga kolejne sekwencje, sprawiając, że niemal zaczynamy się hiperwentylować, zastanawiając się, co będzie dalej. Ostatnich dwadzieścia, trzydzieści minut filmu, to po prostu poezja budowania i utrzymywania napięcia. Bardzo ciekawie wypada również pokazanie, jak działają niektóre mechanizmy, zakulisowe sztuczki pracy naszych bohaterów. Nie będę jednak wchodził tu w szczegóły, by nie psuć nikomu przyjemności z samodzielnego ich odkrywania.

Niestety, nie cały scenariusz prezentuje równie imponujący pomysł. Wspominałem już o wątku romantycznym, ale dodam jeszcze, że Hemsworth i Barbaro nie mają absolutnie żadnej chemii i prócz oczywistej atrakcji fizycznej, widz będzie siedział i zastanawiał się dlaczego oni w ogóle próbują ciągnąć tę relację poza pierwszą randkę. Dalej mamy postać szefa, Nicka Nolte, i tak jak zawsze miło jest zobaczyć go na ekranie, tak tutaj jest to postać niewykorzystana, o której, co gorsza, film zwyczajnie w pewnym momencie zapomina i która nigdy już nie wraca do fabuły. Postać Keoghana ma być tu taką dziką kartą, nieprzewidywalnym szaleńcem i tak jak granie kogoś takiego wychodzi mu zdecydowanie dobrze, tak problemem jest to, że prócz tej jednej cechy, trudno w ogóle nazwać go postacią. To bardziej narzędzie, element fabuły - podobnie zresztą jak cała reszta. Film ma tak dużo do powiedzenia w temacie samych napadów, że na porządne zbudowanie postaci nie wystarczyło już postaci. Pozostały więc jedynie solidnie namalowane, ale jednak tekturowe atrapy. 

"Crime 101" to letni blockbuster, który z jakiegoś powodu wyszedł w lutym. Interesująca decyzja, ale hej, przynajmniej ciężko o konkurencję. Jeśli w Walentynki szukasz seansu, który nie będzie po prostu romansidłem, to sugeruję wybrać się właśnie na film Barta Laytona. To film niedoskonały, nie mogący równać się z tuzami gatunku, ale to tak jakby powiedzieć, że dzisiaj nie ma czego słuchać, bo wszystko, co najlepsze ukazało się przeszło trzydzieści lat temu. A przecież dzisiaj też robi się dobrą muzykę! I dobre kino rozrywkowe, a "Crime 101" jest tego najlepszym przykładem. 

Atuty

  • Świetnie nakręcona akcja;
  • W ostatnim akcie klimat można kroić nożem;
  • Interesująco pokazane "zakulisowe" elementy przygotowania do napadu;
  • Dobra obsada wyciska z materiału ile się da...

Wady

  • Minusy:
  • ...choć pewnych rzeczy, jak kompletny brak rozwoju postaci, przeskoczyć się nie da;
  • Niewykorzystany potencjał części wątków i postaci;
  • Wątek romantyczny do wywalenia.

"Crime 101" to kwintesencja starych filmów akcji nakręcona z całym dobrodziejstwem dzisiejszych technologii. Postacie mogłyby zostać ciekawiej zbudowane, a zakończenie nie sprawiać, że widz zaczyna się śmiać na głos, ale generalnie jest to bardzo dobrze zrobione kino rozrywkowe. Dobra propozycja na te Walentynki, jeśli nie ma się ochoty na romansidło.

7,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper