Kingdom Come: Deliverance - recenzja next-genowej wersji gry na PS5. Przygody Henryka wreszcie w 60 klatkach

Kingdom Come: Deliverance - recenzja next-genowej wersji gry na PS5. Przygody Henryka wreszcie w 60 klatkach

Maciej Zabłocki | Dzisiaj, 17:00

Osiem lat po premierze Kingdom Come: Deliverance powraca na konsole w formie, która wreszcie pozwala tej produkcji rozwinąć skrzydła. Nie mamy tu do czynienia z remakiem czy gruntowną przebudową silnika, lecz z konkretną aktualizacją technologiczną. W praktyce to przeniesienie najwyższych ustawień graficznych z komputerów osobistych na grunt konsolowy. To uczciwe postawienie sprawy - otrzymujemy produkt, który dostaje darmową aktualizację do współczesnych standardów.

W kwestii oprawy wizualnej i wydajności twórcy podjęli odważną, ale słuszną decyzję - zrezygnowali z podziału na tryby jakości i wydajności. Na konsolach obecnej generacji otrzymujemy jeden, sztywny standard, czyli natywne 4K przy 60 klatkach na sekundę. Różnica w komforcie rozgrywki jest dzięki temu kolosalna. Produkcja, która na starszym sprzęcie miała problemy z utrzymaniem stabilnego klatkażu, teraz działa dużo lepiej, chociaż pojawiają się pewne zgrzyty, ale do nich przejdziemy w dalszej części tekstu. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Muszę jednak przyznać, że współczesne standardy są dla mnie tak wygórowane, że na PS5 Pro oczekiwałem nawet więcej, niż "tylko" 60 klatek na sekundę. Nie zmienia to faktu, że dla posiadaczy PS5 czy XSX będzie to zbawienne - specyficzny system walki, oparty na precyzyjnym parowaniu i kierunkowych cięciach, jest teraz dużo bardziej responsywny. Wyeliminowano odczuwalne wcześniej opóźnienia w sterowaniu, dzięki czemu pojedynki przestały być walką z topornością mechaniki, a stały się testem naszych umiejętności. Całość dopełnia wykorzystanie szybkich dysków SSD, bo dostajemy znacznie krótsze czasy wczytywania (chociaż i tak nie są rekordowe i trochę musimy poczekać). 

Krótka przypominajka, czym jest Kingdom Come: Deliverance 

KDC1_next-gen_1
resize icon

Fabularnie Kingdom Come: Deliverance pozostaje jedną z najbardziej unikalnych i bezkompromisowych propozycji w gatunku RPG, a dla nowych graczy jest to moment wręcz idealny na rozpoczęcie tej przygody. Wcielamy się w Henryka, syna kowala, którego osobista tragedia staje się zaledwie punktem wyjścia do wielowątkowej opowieści osadzonej w brutalnych realiach XV-wiecznych Czech. Siłą tej narracji jest jej absolutna przyziemność, bo dostajemy dojrzałą, wręcz surową historię o zemście, politycznych intrygach i mozolnym wspinaniu się po szczeblach drabiny społecznej. Scenariusz nie infantylizuje odbiorcy, stawiając na historyczną autentyczność i wiarygodność psychologiczną. Henryk nie staje się bohaterem z dnia na dzień - musi nauczyć się walczyć, czytać, a nawet dbać o higienę, co buduje więź z postacią, jakiej próżno szukać w typowych produkcjach fantasy.

Co kluczowe, aktualizacja skutecznie eliminuje barierę technologiczną, która dotychczas dzieliła pierwszą i drugą część sagi. Biorąc pod uwagę, że Kingdom Come: Deliverance II - zwłaszcza na PlayStation 5 Pro - działa w nienagannych 60 klatkach na sekundę i wygląda fantastycznie, powrót do nieoszlifowanego, działającego w 30 klatkach pierwowzoru byłby dla wielu graczy doświadczeniem bolesnym, wręcz odrzucającym. Dzięki wprowadzeniu standardu 4K/60 FPS do jedynki, otrzymujemy teraz spójną, technologiczną dylogię. Przejście z odświeżonego oryginału do sequela staje się płynne i naturalne, pozwalając traktować obie gry jako jedną, monumentalną całość. 

Jak wypada ulepszenie? Są dobre i złe strony

Kingdom Come1_1
resize icon

W przypadku odświeżonego Kingdom Come: Deliverance sprawa jest jasna - otrzymujemy bezpośredni transfer ustawień "Ultra" z komputerów osobistych na grunt konsolowy. Twórcy ucięli wszelkie spekulacje, rezygnując z dylematu wyboru trybów na rzecz jednego, sztywnego standardu. Mamy więc natywne 4K, tekstury wysokiej rozdzielczości i - co najważniejsze - stałe 60 klatek na sekundę. Oczywiście, patrząc na specyfikację PS5 Pro, można odczuwać pewien niedosyt, że nie pokuszono się o coś więcej, choćby wyższy klatkaż czy implementację jeszcze wyższych ustawień. Trzeba jednak zachować proporcje - to darmowa aktualizacja, a nie budowany od podstaw remake. W tym kontekście, otrzymana jakość i tak jest ogromnym przeskokiem względem pierwowzoru.

Ta techniczna metamorfoza redefiniuje kontakt z grą na każdej płaszczyźnie. Wysoki klatkaż to nie tylko ładniejszy obrazek, ale przede wszystkim drastyczna redukcja opóźnień. Szermierka, niegdyś toporna, stała się precyzyjnym testem refleksu, a żmudne zarządzanie ekwipunkiem czy nawigacja po rozbudowanych mechanikach RPG, od perswazji po kradzież, wreszcie przestały testować naszą cierpliwość. Płynność animacji sprawia, że interakcja ze światem jest naturalna, a dysk SSD, eliminując irytujące ekrany wczytywania, ostatecznie spaja ten świat w jedną, koherentną całość. Po tym, jak przechodziłem dwójkę na PS5 Pro, cieszę się, że mogłem wrócić do jedynki przy tej samej płynności. Posiadacze mocnych PC nie mają się jednak czego obawiać. W mojej ocenie ten tytuł dalej wygląda najlepiej na komputerach, przy ustawieniu najwyższych detali. No i dalej można wówczas wycisnąć dużo więcej klatek na sekundę.

Technikalia to jednak tylko solidny fundament pod to, co w tej produkcji kluczowe - atmosferę. Twórcy zaimplementowani pełny, czeski dubbing. To element, o który fani prosili latami. Słuchanie postaci posługujących się językiem właściwym dla regionu i epoki (wsparte dodatkowo nowymi opcjami napisów, m.in. po ukraińsku) potęguje immersję znacznie skuteczniej niż sama rozdzielczość. To właśnie w warstwie audio, w połączeniu z nową płynnością, Kingdom Come ostatecznie zyskuje swoją tożsamość, stając się dojrzałą, interaktywną lekcją historii. Pokuszono się również o takie dodatki, jak opcjonalne wsparcie dla konta Deep Silver czy pełny dubbing japoński. 

Kingdom Come_1_3
resize icon

Niestety, pod tą lśniącą warstwą 4K kryje się problematyczny silnik CryEngine, który wciąż potrafi pokazać swoje kapryśne oblicze. Mimo potężnej mocy obliczeniowej PS5 Pro, gra cierpi na problemy z tzw. asset streamingiem. Objawia się to specyficznymi mikroprzycięciami, a w gęsto zaludnionych obszarach, choćby w miastach, zdarzają się wyraźniejsze zacięcia obrazu. Według mnie zastosowano jakieś agresywne doczytywanie danych w locie, z którym silnik radzi sobie z trudem, nawet przy wsparciu szybkiej pamięci.

Do listy grzechów technicznych dopisać trzeba też wyraźny aliasing, psujący odbiór obiektów umieszczonych na dalszym planie. Dochodzi do tego irytujące migotanie cieni, które potrafi wybić z nastroju w najmniej oczekiwanym momencie (na statycznych ujęciach tego nie da się uchwycić, ale podczas gry jest słabo - pewnie dojdzie jeszcze jakaś aktualizacja). Pozostaje też kwestia niewykorzystanego potencjału sprzętowego. Użytkownicy wersji Pro mogą czuć niedosyt, gdyż tytuł nie oferuje trybu 120 Hz, co przy tej architekturze powinno być osiągalne. Jedyną opcją konfiguracyjną pozostaje włączenie tekstur wysokiej rozdzielczości. To nieco zbyt mało jak na szumne hasło "Next-Gen". Na osłodę otrzymujemy jednak kompletny pakiet - aktualizacja jest darmowa dla posiadaczy gry, a gdy kupicie wersję next-genową (w edycji Royal), dostaniecie także wszystkie wydane dotychczas dodatki DLC. To czyni ten zestaw ostateczną, choć technicznie nieperfekcyjną, wersją czeskiego eposu.

Czy warto spróbować? Jasne! Jeśli do tej pory nie graliście

Kingdom Come: Deliverance na obecnej generacji konsol to powrót w wielkim stylu, choć niepozbawiony technicznych zmarszczek, które zdradzają metrykę silnika. To wciąż ta sama, bezkompromisowa i szorstka opowieść, która w 2018 roku podzieliła graczy, jednak teraz, odarta z piętna fatalnej optymalizacji, pozwala w pełni docenić swój kunszt. Płynność 60 klatek na sekundę zmienia tu wszystko - od walki po eksplorację - czyniąc z dzieła Warhorse Studios pozycję obowiązkową dla fanów gatunku. Jeśli dotąd odstraszała Was toporność, ten argument właśnie stracił rację bytu. To najlepszy moment, by nadrobić zaległości i płynnie wejść w świat sequela.

Ocena - recenzja gry Kingdom Come: Deliverance

Atuty

  • Stałe 60 klatek na sekundę to nie tylko kosmetyka, ale funkcjonalna rewolucja dla systemu walki, który wreszcie stał się responsywny i sprawiedliwy
  • Natywne 4K w połączeniu z teksturami wysokiej rozdzielczości (port ustawień Ultra z PC) sprawia, że średniowieczne Czechy nigdy na konsolach nie wyglądały tak dobrze
  • Dodanie pełnego czeskiego dubbingu to strzał w dziesiątkę, budujący niesamowity klimat i autentyczność historyczną
  • Wykorzystanie dysków SSD drastycznie skróciło czasy wczytywania i szybkiej podróży, eliminując jeden z najbardziej irytujących elementów pierwowzoru
  • Darmowa aktualizacja dla posiadaczy gry to bardzo pozytywna niespodzianka (a kupując ten produkt na PS5/XSX w edycji Royal dostajemy wszystkie DLC w komplecie)
  • Brak mylących trybów graficznych - gra po prostu działa w najlepszej możliwej konfiguracji od razu po uruchomieniu
  • Gra na PS5/XSX wyceniona została na ok. 129 zł

Wady

  • Mimo potężnego sprzętu, silnik CryEngine wciąż miewa czkawkę, objawiającą się mikroprzycięciami podczas szybkiego przemieszczania się po gęsto zaludnionych lokacjach
  • Widoczny aliasing krawędzi na dalszym planie oraz nerwowe migotanie cieni potrafią wybić z immersji i przypominają o wieku produkcji
  • Niewykorzystany potencjał PS5 Pro - choćby brak trybu 120 Hz czy jeszcze bardziej zaawansowanych opcji graficznych
  • Musicie pamiętać, że to jedynie zwykły port. Nie dostajemy tu głębszych zmian w geometrii świata, modelach postaci czy animacjach twarzy - to wciąż gra z 2018 roku, tylko ładniej umalowana

Kingdom Come: Deliverance wreszcie wskakuje na obecną generację konsol. Technologiczna surowość ustąpiła miejsca płynności, a 4K wydobywa surowe piękno średniowiecznych Czech. Mimo irytujących błędów leciwego silnika CryEngine i braku dedykowanych trybów dla entuzjastów 120 Hz, to definitywna i kompletna wersja jednego z najważniejszych i najbardziej unikalnych RPG-ów ostatniej dekady. Obowiązkowa lekcja historii przed zagraniem w dwójkę.

Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper