Samotnik (2026) - recenzja filmu [Monolith]. Jason Statham po raz kolejny

Samotnik (2026) - recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Jason Statham po raz kolejny

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00

Skąpany w tajemnicach człowiek bez przeszłości żyje sobie spokojnie ze swoim psem na niewielkiej wyspie, w nieczynnej latarni morskiej. Kiedy pewnego dnia, pod jego opiekę trafia młoda dziewczyna, będzie musiał zaryzykować swój spokój i bezpieczeństwo aby spróbować jej pomóc. I zabić po drodze całkiem sporo ludzi.

Mam wrażenie, że mało który aktor w Hollywood dał się zaszufladkować tak kompletnie, jak Jason Statham. Dosłownie zawsze musi grać on jakieś speca od zabijania, a zazwyczaj (niby nie za każdym razem, choć jego ostatnie filmy zdawałyby się temu przeczyć) jest to człowiek na emeryturze, skrzywdzony przez firmę/państwo/utratę kogoś bliskiego, który wcale nie chce wracać w pole, ale nie ma wyjścia. Idzie więc mordować bez większego wysiłku całe zastępy wyszkolonych, połowę młodszych od niego żołnierzy, po drodze może jeszcze zostanie zdradzony przez swoich mocodawców, a ostatecznie i tak wybije wszystkich aby odjechać w stronę słońca. I ja rozumiem, że czysto teoretycznie nie ma w tym nic złego - każdy film oceniamy jako swój oddzielny twór. Ale, kurde, ile można?! 

Dalsza część tekstu pod wideo

Z drugiej strony, od czegoś trzeba w tej branży zacząć, a nie każdy nosi w sobie kolejnego "Obywatela Kane'a" czy innych "Dwunastu gniewnych ludzi". Tego typu głupoty pisze się łatwo. Po prostu scenarzysta, Ward Parry, miał szczęście, że akurat jego scenariusz został wybrany - bo prawdopodobnie mogłaby to być którąkolwiek sztuka z dziesiątek podobnych opowiastek, które łasi na sławę ludzie piszą każdego dnia. Powiedziałbym jednak, że nawet tak prosta z pozoru opowieść ma szansę zrobić wrażenie, jeśli akcja jest odpowiednio wartka, a postacie wiarygodne i napisane w taki sposób, aby chciało się im kibicować. Jak pod tymi względami wypada "Samotnik"? Tak... Pół na pół. 

Samotnik (2026) - recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Daleko jeszcze?

Szef I pracownik
resize icon

Fabuła rozkręca się zaskakująco długo. Przez dobrych czterdzieści minut oglądamy tylko Masona (Statham), jego psa i od pewnego momentu młodą Jessie (Bodhi Rae Breathnach) oraz ich codzienne życie w latarni. On jest totalnym gburem, ona irytującą nastolatką, która myśli, że wszystko się jej należy. Cichnie trochę po pewnym traumatycznym wydarzeniu, ale do końca filmu jest postacią, której trochę ciężko się słucha. Z początku dlatego, że jest boleśnie roszczeniowa, później natomiast ze względu na szybko rozwijający się syndrom sztokholmski, który w żaden sposób nie zostaje sensownie wytłumaczony w fabule filmu - po prostu przywiązuje się do gościa, który nie chce puścić jej wolno i cześć, żyj z tym. Dopiero gdzieś bliżej połowy filmu rozkręca się jatka. 

Sceny akcji w filmie nie są wcale złe - wręcz w większości bardzo dobre - ale oglądając tylko tę początkową, większość widzów wcale nie doszłaby do takiego wniosku. Stathamowi daleko już do szczytu młodzieńczej werwy, więc jego podchody pod grupę zadaniową, wysłaną by się go pozbyć, wyglądają trochę jak w ostatnim "Rambo". Jason po prostu pojawia się obok uzbrojonego po zęby żołnierza i szybko posyła go do piachu. Nie wygląda to zbyt przekonująco. Później natomiast jest tylko lepiej. Pojawiają się pojedynki w zawarciu, dźwignie, łamania, przewroty, a ustawiony blisko, ale jednak nie przy samych twarzach aktorów operator dba o to, by widz widział i rozumiał, co się dzieje. Miejscami łamane kości i wyrywane ze stawów kończyny sprawiają, że widz dosłownie zaciska się w sobie w fotelu. Nie znajdziemy tu niczego wybitnego, czego nie widziało by się wcześniej w innych filmach, ale czysto wizualnie, Waugh zadbał o to byśmy się nie nudzili. 

Samotnik (2026) - recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Mam na ciebie haka

Facet i córka
resize icon

Fabuła, niestety, leży i kwiczy i to wcale nie dlatego, że "to już było". Scenariusz skupia się na dwóch hakach, które mają nas zaintrygować. Pierwszym z nich jest system inwigilacji, którym posługuje się obecnie brytyjski rząd. Otóż, najwyraźniej MI6 wprowadziło w ogólnokrajowy system internetowy program, który pozwala im na żywo śledzić każdą jedną, podłączoną do internetu kamerę i z pomocą odpowiedniego software'u identyfikować każdą osobę, której twarz zostanie gdzieś uchwycona. Przerażająco skuteczne ustrojstwo, natychmiast proszące się o dziesiątki pytań na temat etyki, inwigilacji, prywatności i tak dalej. Film proponuje jednak tylko jeden związany zeń temat - co by było, gdyby ktoś chciał nadużyć władzy, którą ten system mu daje. I ponownie: niby to już wystarczy, ale tak intrygujący wątek aż prosi się o jakieś mocniejsze rozwinięcie. Zamiast tego, system zdaje się rodzić tylko kolejne pytania bez odpowiedzi - z których część to ewidentne niedopatrzenia scenarzysty. Bliżej końca filmu widzimy, że Brytyjczycy mogą podglądać dosłownie każdą kamerę na świecie. Gigantyczny zwrot akcji, a jednak film nie robi z nim absolutnie nic. Jeśli spojrzysz w dół albo zakryjesz twarz, to nie zostaniesz wykryty, ale żaden z naszych bohaterów nigdy nie próbuje się sensownie zamaskować. W pewnym momencie Mason zostaje wykryty przez kamerę w czyimś samochodzie - czy stojący na parkingu samochód, bez kierowcy nigdzie w pobliżu, jest podłączony do internetu? Można sobie go tak po prostu zhackoać? Podobnych głupot, potrzebnych do pchnięcia fabuły naprzód, znajdziemy tu całą masę. 

Drugim hakiem na widza jest relacja Masona i Jessie. On jest kompletnym gburem, ona zbuntowaną nastolatką. On nie mówi o swojej przeszłości, ona miała tylko wujka, bo jej mama umarła dawno temu a TATY NIGDY NIE ZNAŁA... I pomyślisz sobie pewnie, że "ej, co to za spoilery?!", lecz nie! To tylko coś, co kręciło mi się po głowie w trakcie seansu, a czego scenariusz nigdy nie wyjaśnił. Zakładam, że taki właśnie był zamysł, ale w trakcie filmu relacja głównych bohaterów ewoluuje tylko na zasadzie "nie irytujesz mnie już tak bardzo" i "nie mam nikogo innego". W którymś momencie zaczynamy czuć jakąś tam chemię między postaciami, ale dzieje się to boleśnie późno i ostatecznie do niczego nie prowadzi. Ktoś poruszy argument, że nie wszystko w filmie musi zostać powiedziane wprost i zgodziłbym się, gdyby nie to, że tu i tak tej fabuły jest tak skandalicznie mało, że naprawdę przydałoby się cokolwiek konkretnego. Co mam na myśli? W filmie występuje też Bill Nighy jako szemrany, były szef MI6, który ma jakąś wspólną przeszłość z naszym bohaterem, ale cała ich wspólna historia zostaje opowiedziana w dwóch krótkich dialogach (nawet nie między nimi), przez co staje się on nudnym, generycznym antagonistą i nikim więcej. Mamy też nową szefową biura i jej pomocnice, ale one nie mają kompletnie nic wspólnego z Masonem i są jedynie twarzą agencji. I wisienka na torcie: przez większość filmu, na naszych bohaterów poluje rządowy zabijaka, którego nazwiska nawet nie zapamiętałem (Bryan Vigier), ponieważ to jedynie ciało z pistoletem, nie posiadające żadnego własnego charakteru. 

Przyglądając się poszczególnym elementom filmu można dojść do wniosku, że kryła się tu gdzieś ciekawa, zajmująca opowieść. Pytanie, czy zepsuł ją reżyser czy scenarzysta, czy może to producenci naciskali na swoje własne, nieudane pomysły? Tak, czy inaczej, "Samotnik" to nic więcej, jak kolejny, trochę nijaki film akcji z Jasonem Stathamem, który nie próbował nawet silić się na bycie czymś wartym zapamiętania. Szkoda.

Atuty

  • Solidne sceny akcji;
  • Relacja Stathama i Breathnach ostatecznie potrafi nawet zaangażować;
  • Kilka zabawnych gagów.

Wady

  • Strasznie podstawowy scenariusz;
  • Pełno mniejszych i większych dziur;
  • Kompletnie niewykorzystane postacie poboczne;
  • Boleśnie powolny początek.

"Samotnik" chciał siedzieć sobie na wyspie i tam dożyć w spokoju reszty swoich dni. I sugerowałbym uszanować jego wolę, bo film Waugha to niemal definicja sztampy. W streamingu, przy okazji, będzie w sam raz.

5,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper