Mario Tennis Fever - recenzja gry. Największa ekipa wkroczyła na kort

Mario Tennis Fever - recenzja i opinia o grze [Switch2]. Największa ekipa wkroczyła na kort

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 15:00

Gracze na całym świecie wciąż czekają na kolejną pełnoprawną przygodę Mariana w trójwymiarze, wielu liczy też na wymagającą, dopracowaną odsłonę w 2D, a Nintendo… jak to Nintendo - idzie własną ścieżką i serwuje Mario Tennis Fever. Czy w takim razie najnowsza sportowa propozycja japońskiej korporacji ma sens i potrafi czymkolwiek zaskoczyć? Przeczytajcie naszą recenzję.

Od czasu do czasu Nintendo lubi zaprosić graczy na kort, stawiając Mariana w roli głównej. Zamiast kolejnej platformowej przygody, na dobry start nowej generacji otrzymujemy już dziewiątą odsłonę serii Mario Tennis. Producent stawia na bardzo rozbudowaną obsadę bohaterów oraz efektowną, kolorową oprawę, ale tym razem ciężar rozgrywki został wyraźnie przesunięty - kluczowe znaczenie zyskuje różnorodność sprzętu i to, jak wpływa on na przebieg meczu.

Dalsza część tekstu pod wideo

Recenzowany Mario Tennis Fever nie próbuje wymyślać tenisa na nowo ani nie sili się na rewolucję gatunkową. To raczej konsekwentny rozwój założeń znanych chociażby z Mario Tennis Aces, oparty na sprawdzonych fundamentach. Twórcy po raz kolejny pokazują jednak, że czasami wystarczy jeden dobrze przemyślany pomysł, by zbudować wokół niego cały gameplay i sensownie rozwinąć formułę, zamiast burzyć ją dla samej zmiany.

Tenis z doładowaniem

Mario Tennis Fever - recenzja gry. Donkey Kong w akcji
resize icon

Założenia Mario Tennis Fever nie są szczególnie zaskakujące. To klasyczny tenis nastawiony na rywalizację solo lub w deblu, w którym kluczowe znaczenie ma odpowiednie wykorzystanie rakiety, możliwości wybranej postaci oraz oczywiście repertuaru dostępnych uderzeń. Zawodnicy bez większego problemu sięgają po topspiny, gdy rywal ustawi się blisko siatki warto zagrać loba, bardzo efektownie wypadają też wszystkie „wyginające się” strzały (slice). W dynamicznych wymianach świetnie sprawdzają się flaty, a prawdziwą wisienką na torcie są drop shoty - najtrudniejsze do wykonania, ale jednocześnie potrafiące dać ogromną przewagę, szczególnie wtedy, gdy przeciwnik ustawi się zbyt daleko od siatki.

Każdy ze „strzałów” posiada własną barwę, co znacząco ułatwia reakcję w defensywie i przygotowanie kontry. Dla przykładu drop shot zostawia po sobie szarą smugę, więc widząc ten kolor od razu wiemy, że trzeba sprintem ruszyć pod siatkę. Z kolei żółty lob niemal instynktownie każe biec w przeciwną stronę kortu. I do tego momentu trudno mówić o jakiejkolwiek rewolucji, ale muszę powiedzieć wprost: ten gameplay po prostu działa. Emocji tutaj nie brakuje, a wszystko to jest zasługą kolejnych warstw systemu, bo recenzowany Mario Tennis Fever to następna gra Nintendo, która została naprawdę mądrze zaprojektowana.

W Mario Tennis Fever każdy z bohaterów posiada pasek zdrowia, a odpowiednie zagrania przeciwnika - bezpośredni atak piłką czy wykorzystanie specjalnych właściwości rakiety - mogą sprawić, że zawodnik na 10 sekund wypadnie z gry i będzie musiał opuścić kort. Jednocześnie każdy sportowiec reprezentuje określony styl oraz zestaw statystyk, które realnie wpływają na przebieg spotkań. Dla przykładu Toad to klasyczny „Speedy” - jego szybkość jest wyraźnie wywindowana, więc bez problemu wraca spod siatki, by odebrać loba, ale przy mizernej sile (2/5) trudno liczyć na potężne, kończące uderzenia. Z drugiej strony Chain Chomp to zawodnik typu „Powerful” (5/5 mocy, 0/5 spinu), od którego można oczekiwać brutalnych ataków, ale już nie finezyjnych zagrań technicznych. I co ważne... to nie są tylko suche cyferki na papierze - podczas przedpremierowych testów rozegrałem dziesiątki spotkań różnymi postaciami i te różnice są naprawdę mocno odczuwalne. Standardowo każdy szybko znajduje swojego faworyta, ale zauważyłem też, że gracze bardzo chętnie eksperymentują i regularnie sięgają po nowych bohaterów, by sprawdzić zupełnie inny styl gry.

Mnóstwo postaci i efektowne rakiety

Mario Tennis Fever - recenzja gry. Akcja dwóch na dwóch na ciekawym korcie
resize icon

I nie jestem tym specjalnie zaskoczony, bo recenzowany Mario Tennis Fever oferuje największy zestaw postaci w historii serii - aż 38 bohaterów. Nie zrozumcie mnie źle, ale dla mnie to znakomita wiadomość, bo Nintendo w końcu zaczęło naprawdę korzystać z bogactwa swojego uniwersum. Obok takich pewniaków jak Mario, Bowser czy nawet Boo, na kort wychodzą również Goomba, Baby Wario, Nabbit czy Piranha Plant. Co więcej, gra nie rzuca nam całej tej obsady na start - część tenisistów trzeba odblokować, co działa na korzyść. Zadania nie są przesadnie rozbudowane, bo często wystarczy rozegrać określoną liczbę spotkań albo wygrać wybrany turniej, ale przez pierwsze kilka godzin regularnie otrzymujemy nową zawartość, co skutecznie motywuje do dalszej gry.

Twórcy dorzucili jednak jeden element, który realnie odróżnia Mario Tennis Fever od poprzednich odsłon serii - wybór rakiety jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Fever Rackets to nie tylko kwestia wyglądu, ale sprzęt, który bardzo mocno wpływa na przebieg rywalizacji. Przykładowo Mud Racket potrafi zostawić na fragmencie kortu przeciwnika błoto, utrudniające poruszanie się. Banana Racket rozsypuje skórki od bananów, przez co tenisista może się poślizgnąć i stracić cenne sekundy. Shadow Racket przywołuje cień pomagający w rozgrywce, a Volcano Racket tworzy mały wulkan wyrzucający ogniste piłki. I to nie są pojedyncze wyjątki - każda z 30 rakiet wprowadza coś, co realnie zmienia sytuację na korcie.

Gracz może świadomie łączyć konkretne postacie z określonymi rakietami, by wywoływać odpowiednie „combo” i maksymalnie wykorzystać ich mocne strony. Świetnie widać to szczególnie w deblu, gdzie dobór składu i sprzętu zaczyna mieć ogromne znaczenie - jeden zawodnik może kontrolować przestrzeń, drugi naciskać przeciwników agresywnymi zagrywkami, a rakiety dodatkowo potęgują chaos na korcie. W takich momentach Mario Tennis Fever pokazuje, ile frajdy może dać przemyślana konfiguracja drużyny i jak bardzo ten jeden pomysł z rakietami potrafi odmienić znane zasady gry.

Mario Tennis Fever - recenzja gry. Rosalina i Luigi wygrywają
resize icon

Fever Shot możemy aktywować dopiero po napełnieniu specjalnego paska. W momencie wykonania takiego uderzenia akcja wyraźnie się zbliża do tenisisty, a my wybieramy dokładne miejsce na korcie, w które chcemy posłać piłkę. I to jest kluczowe, bo właśnie tam zostawiamy swoistą „niespodziankę”. Jeśli będzie to przykładowo ogień, przeciwnik przez pewien czas narażony jest na podpalenie, które stopniowo wpływa na jego pasek zdrowia. Efekty generowane przez Fever Rackets nie są stałe, ale warto podkreślić, że da się je w odpowiedni sposób skontrować - wystarczy odbić piłkę, zanim ta uderzy w kort. Szczerze mówiąc, na początku podchodziłem do tych założeń z rezerwą i nie byłem przekonany, czy faktycznie zadziałają tak dobrze, jak zapowiadało Nintendo. Wszystko zmienia się jednak w momencie, gdy przed ekranem staje dwóch lub czterech graczy - wtedy każdy Fever Shot wywołuje emocje, bo umiejętności rakiet realnie wpływają na przebieg meczu i dostarczają masy frajdy.

W Mario Tennis Fever ważne są nie tylko postacie i rakiety, ale także wybór odpowiedniego kortu. Na start otrzymujemy ich 14 i w zależności od nawierzchni piłka zachowuje się inaczej: czasami jest wyraźnie szybsza, innym razem mocniej się odbija lub traci tempo. Dodatkowo w ustawieniach możemy dobrać intensywność spotkania, co również wpływa na dynamikę rozgrywki i wprowadza dodatkową różnorodność. To bez wątpienia dobra wiadomość dla młodszych fanów Nintendo lub graczy dopiero uczących się tenisa w świecie Mario, bo pozwala dopasować poziom chaosu i wyzwań do własnych umiejętności.

Są rakiety, a jak z trybami?

Mario Tennis Fever - recenzja gry. Lód na korcie
resize icon

W ostatnim czasie sportowe gry Nintendo mierzyły się z jednym, dość wyraźnym problemem: zawartością. Mario Tennis Fever od samego początku radzi sobie z tym zarzutem nieźle. Gra oferuje szeroki wachlarz postaci, ciekawy zestaw rakiet, a także solidny pakiet trybów. Dla wielu graczy zwłaszcza tych nastawionych na imprezowy charakter produkcji jednym z najważniejszych wariantów zabawy będzie klasyczny Free Play. W tym trybie maksymalnie czterech graczy może brać udział w szybkich meczach (do siedmiu punktów) lub bardziej standardowych rozgrywkach (jeden set, dwa gemy, z tiebreakami). Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by samodzielnie ustawić długość spotkania, decydując o liczbie setów, gemów czy obecności tiebreaków. Twórcy pozwalają także całkowicie wyłączyć Fever Rackets – w takiej konfiguracji Mario Tennis Fever zamienia się w zaskakująco klasyczny, „czystszy” tenis, pozbawiony specjalnych efektów.

Ciekawą alternatywą są turnieje, w których aktualnie w trzech różnych rywalizacjach może brać udział maksymalnie dwóch graczy – solo lub w deblu. Schemat jest klasyczny: trafiamy do drabinki, mierzymy się z coraz trudniejszymi przeciwnikami i ostatecznie walczymy o puchar. Znacznie większą różnorodność oferuje tryb Trial Towers. Do dyspozycji mamy trzy wieże, a w każdej z nich czeka dziesięć zróżnicowanych wyzwań: czasami gramy 1 vs. 2, innym razem jesteśmy ograniczeni do jednej, konkretnej rakiety, a często też dostajemy z góry narzucony zestaw postaci. Gracz ma do dyspozycji tylko trzy życia, więc jeśli chce ukończyć całą wieżę, może pozwolić sobie maksymalnie na dwie porażki. Do czterech zawodników może przystąpić do trybu Mix It Up, gdzie rywalizacja kompletnie staje na głowie. W Forest Court gramy obok Piranha Plantów, które potrafią dosłownie zjeść piłkę, a jednocześnie cały czas zmienia się rozmiar kortu. Z kolei w Wonder Court zamiast klasycznej siatki pojawiają się zielone rury, a po uderzeniu w Wonder Flower – znany z Super Mario Bros. Wonder efekt całkowicie zmienia zasady gry: rury zaczynają wyrzucać Wonder Seeds i to właśnie trafianie w te elementy zapewnia punkty. Takich specjalnych wariantów w Mix It Up jest dziewięć (licząc mecze specjalne oraz zmagania punktowe) i szczerze mówiąc… chciałbym ich jeszcze więcej. Twórcy przygotowali na tyle abstrakcyjną i kreatywną rywalizację, że trudno narzekać na jakość samej zabawy.

Japończycy nie zapomnieli również o wykorzystaniu unikalnych możliwości konsoli. Swing Mode stawia na sterowanie ruchem – chwytamy Joy-Cona niczym rakietę i wykonujemy zamachy podczas akcji (do czterech graczy jednocześnie). W grze nie zabrakło oczywiście lokalnej rozgrywki, a także opcji GameShare (również z Nintendo Switch 1), dzięki której bez problemu podzielicie się produkcją ze znajomymi. Jeśli akurat nie macie wolnego telewizora, nic nie stoi na przeszkodzie, by rozłożyć rozgrywkę na kilka konsol i dalej bawić się wspólnie.

Mario Tennis Fever - recenzja gry. Yoshi i Peach w akcji
resize icon

W Mario Tennis Fever nie zabrakło również sieciowej rywalizacji - możemy brać udział w meczach rankingowych albo tworzyć własne lobby i zapraszać znajomych. Niestety, z racji przedpremierowych testów, znalezienie chętnych do gry online było utrudnione, więc trudno mi rzetelnie ocenić długofalową kondycję tej części produkcji. Znacznie łatwiej (i przyjemniej!) było cieszyć się rozgrywką na jednej kanapie i tutaj mogę napisać wprost: jest naprawdę świetnie. Próg wejścia do nowej propozycji Nintendo jest bardzo niski - dosłownie każdy może wziąć kontroler w dłonie i dobrze się bawić już po kilku wymianach. Jednocześnie z czasem wyraźnie widać różnice w umiejętnościach: część graczy lepiej ustawia się do piłki, instynktownie wie, kiedy wykorzystać Fever Shots, a inni po prostu szybciej i trafniej reagują na zagrania przeciwników. To sprawia, że gra dobrze skaluje się wraz z doświadczeniem uczestników… bawi początkujących, ale potrafi też nagrodzić bardziej zaawansowanych.

W Mario Tennis Fever nie zabrakło również trybu Adventure, który na papierze prezentuje się jako fabularna kampania… ale w praktyce okazuje się bardzo rozbudowanym tutorialem. Grając w ten wariant miałem poczucie, że twórcy nie do końca wykorzystali jego potencjał. Początek zapowiada się znakomicie - oglądamy świetnie zrealizowaną animację, w której między innymi Mario zostaje zamieniony w dzieciaka - jednak później przez blisko dwie godziny uczymy się kolejnych zagrań, bierzemy udział w testach wiedzy o tenisie i stopniowo poznajemy mechaniki. Problem w tym, że ten wstęp trwa zwyczajnie za długo. Dopiero w drugiej części historii dostajemy okazję do odwiedzenia kilku lokacji i bardziej klasycznej rywalizacji, która oczywiście nadal opiera się na meczach tenisowych. Nie będę ukrywał… ten początkowy etap mnie zmęczył. Twórcy mogli (a nawet powinni) zamknąć podstawy w 15 minutach, a resztę czasu przeznaczyć na znacznie ciekawszą, bardziej rozbudowaną opowieść. Fundamenty są tu naprawdę solidne, ale sposób ich podania nie wypada tak dobrze, jak mógłby. Z jednej strony rozumiem, że Adventure ma wprowadzać młodszych graczy w założenia gry, z drugiej jednak odnoszę wrażenie, że dało się to zrobić znacznie lepiej – tak, by zadowolić zarówno nowych, jak i bardziej doświadczonych fanów Mario.

Zabawa na wiele godzin?

Mario Tennis Fever - recenzja gry. Mały Mario wygrywa
resize icon

Spędziłem przy Mario Tennis Fever już kilkanaście godzin i co ważne - dalej bawię się dobrze, ale coraz mocniej czuję, że ta gra za szybko pokazuje wszystkie karty. Odblokowałem praktycznie całą zawartość w ekspresowym tempie i w tym momencie Mario Tennis Fever zaczyna żyć głównie wtedy, gdy uda mi się zorganizować ekipę na kanapie. To świetna sportówka na krótkie, intensywne mecze, pełna emocji i drobnych „wow momentów”, ale po kilkunastu godzinach naprawdę przydałby się jeszcze jeden, duży tryb, który dałby sens samotnemu graniu i sprawił, że nie musiałbym ciągle zmuszać domowników do wspólnej rywalizacji.

Założenia są proste i szybko okazuje się, że cała magia kręci się wokół odpowiedniego wykorzystania rakiet... i z jednej strony to działa, z drugiej właśnie przez to widać, jak mocno brakuje tu dodatkowego „silnika” do dłuższej zabawy. To oczywiście nie jest tenisowa symulacja, tylko imprezowy chaos w szatach Mario, i już na pierwszej domowej imprezie tytuł zadziałał dokładnie tak, jak powinien. Twórcy dorzucili do znanej formuły jeden kluczowy element i to właśnie Fever Rackets nadają temu wszystkiemu charakter: realnie zmieniają przebieg meczów, pozwalają kombinować z „combo” i potrafią odwrócić losy spotkania w kilka sekund. Problem w tym, że kiedy opadnie kurz po odblokowywaniu i testowaniu sprzętu, zaczynasz mieć ochotę na coś większego, co utrzymałoby tę energię także wtedy, gdy grasz sam.

Mario Tennis Fever - recenzja gry. Kwiatek w akcji
resize icon

Muszę też wyraźnie podkreślić, że Mario Tennis Fever wygląda po prostu pięknie. Kapitalna, kolorowa oprawa, świetne animacje postaci, dopracowane super-strzały i ich konsekwencje widoczne bezpośrednio na korcie robią świetne wrażenie. Oczywiście nie ma tu mowy o „next-genowej” oprawie z fajerwerkami technologicznymi, ale całość jest niezwykle spójna stylistycznie i dopracowana w detalach. To dokładnie ten typ gry, który od pierwszych minut cieszy oko i zachęca do kolejnego meczu – nawet wtedy, gdy przegrywasz.

I w tym miejscu dochodzimy do jednego z niewielu zgrzytów. Czy to już ten moment, kiedy możemy ponarzekać na brak polskiej lokalizacji w grach Nintendo? Japońska korporacja zaczęła wprowadzać polskie napisy do swoich gier first-party i szczerze liczyłem na to, że każda nowa produkcja przygotowana z myślą o Nintendo Switchu 2 pójdzie tym tropem. Niestety - Mario Tennis Fever nie otrzymało polskiej wersji językowej. A szkoda, bo to tytuł niezbyt rozbudowany tekstowo i właśnie dlatego byłem przekonany, że lokalizacja trafi do gry już na premierę. Czy pojawi się później? Być może. Na ten moment jednak musimy pogodzić się z faktem, że kolejna produkcja Nintendo ominęła polskich graczy, jeśli chodzi o oficjalne tłumaczenie – a to zwyczajnie rozczarowuje, zwłaszcza po ostatnich, bardzo dobrych ruchach firmy w tym zakresie.

Czy warto zagrać w Mario Tennis Fever?

Już kilka dni temu dzieliłem się pierwszymi wrażeniami z Mario Tennis Fever, ale od tamtej pory spędziłem na korcie kolejne kilkanaście godzin, żeby sprawdzić, czy ta forma zabawy faktycznie się broni na dłuższą metę. I mogę napisać wprost: Nintendo po raz kolejny udowadnia, że gry imprezowe to ich naturalne środowisko. Najnowszy tenis z wąsatym hydraulikiem oferuje sporo trybów, bardzo przystępne zasady i świetnie zaprojektowaną rozgrywkę, ale - jak zwykle w takich produkcjach - kluczowe są emocje przy jednym ekranie. Gdy cztery osoby krzyczą do telewizora, planują zagrania i reagują na każdy Fever Shot, gra pokazuje swój prawdziwy charakter.

Mario Tennis Fever nie próbuje wymyślać koła na nowo, ale bardzo mądrze rozwija znane założenia. Widowiskowe strzały specjalne, efektowne super-akcje i ogromny zestaw postaci sprawiają, że każdy mecz wygląda inaczej, a różnice między bohaterami są naprawdę odczuwalne. Największą zmianą są jednak Fever Rackets, które realnie wpływają na przebieg spotkań i dodają warstwę taktyczną - zwłaszcza w deblu. To właśnie sprzęt, jego efekty i możliwość tworzenia „combo” między postaciami sprawiają, że rywalizacja nie sprowadza się wyłącznie do refleksu, ale też do przewidywania i sprytnego wykorzystywania sytuacji na korcie.

Czy więc warto zagrać? Jeśli szukacie gry do wspólnej zabawy, domowych imprez i rodzinnych spotkań... zdecydowanie tak, bo Mario Tennis Fever wtedy świeci najjaśniej. Trzeba jednak powiedzieć uczciwie: po kilkunastu godzinach bardzo szybko docierasz do momentu, w którym masz odblokowane wszystko i zaczyna brakować „drugiego dna” na dalsze granie solo. Właśnie dlatego aż prosi się tu o jeszcze jeden duży tryb - coś, co utrzymałoby tempo i sens wracania na kort także wtedy, gdy akurat nie masz pod ręką trzech osób do krzyczenia przed telewizorem. Mimo to jako czysta gra imprezowa Nintendo znów trafia w punkt: wystarczy zebrać ludzi przed ekranem, a te wszystkie Fever Rackets i Fever Shots robią robotę - tylko chciałoby się, żeby po pierwszej fali zachwytu gra miała jeszcze czym przytrzymać na dłużej.

Ocena - recenzja gry Mario Tennis Fever

Atuty

  • Bardzo niski próg wejścia i świetna grywalność w lokalnym multi – idealna gra imprezowa,
  • Fever Rackets to strzał w dziesiątkę: realnie zmieniają przebieg meczów i dodają warstwę taktyczną,
  • Ogromny zestaw postaci (38 bohaterów) z wyraźnymi różnicami w stylu gry i statystykach,
  • Dynamiczna, czytelna rozgrywka pełna emocji – mecze są widowiskowe i „żyją” na ekranie,
  • Kolorowa, dopracowana oprawa graficzna i bardzo dobre animacje postaci,
  • Sporo trybów, w tym warianty imprezowe, ruchowe sterowanie i lokalna kooperacja.

Wady

  • Zawartość odblokowuje się zbyt szybko – po kilkunastu godzinach zaczyna jej po prostu brakować,
  • Brak jednego większego, angażującego trybu, który trzymałby przy grze solo na dłużej,
  • Tryb Adventure jest rozwleczonym tutorialem i marnuje potencjał fabularny,
  • Brak polskiej lokalizacji na premierę.

Mario Tennis Fever najlepiej działa jako gra imprezowa: 2-4 osoby, dużo emocji i ciągłe reakcje na Fever Shoty. Fever Rackets realnie zmieniają mecze i dodają fajną warstwę taktyki, szczególnie w deblu. Problem w tym, że zawartość odblokowuje się szybko, a tryb Adventure jest bardziej rozwleczonym tutorialem niż pełną kampanią. Jeśli szukasz tytułu „na kanapę”, to bez wątpienia warto, ale nie oczekuj wyjątkowej zabawy solo.
Graliśmy na: NS2

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper