My Hero Academia: All's Justice - recenzja gry. Prawdziwy bohater przebrnie przez każdą przeszkodę!
O My Hero Academia było w minionych miesiącach wyjątkowo głośno, co jest oczywiście związane z premierą ostatniego sezonu anime, na którą fani czekali… Cóż, dość napisać, że naprawdę długo. I przez te lata marka zdążyła urosnąć do rozmiarów i kultu, które sprawiają, że niektórzy potrafią wrzucać ją do jednego szeregu z Naruto, Bleachem, czy choćby (niedocenianym) Fairy Tale.
Jest jednak dość duże rzecz, która przez lata różniła te uniwersa. Rzecz, która dla nas - graczy - ma znaczenie bynajmniej marginalne. Chodzi oczywiście o growe adaptacje. Największe anime mają to do siebie, że znajdziemy przynajmniej jedną bardzo dobrą produkcję w ramach wirtualnej rozrywki. Czy więc My Hero Academia: All's Justice ma szansę stać się TYM (celowo dużymi) projektem dla marki? Odpowiedź znajdziecie w recenzji poniżej!
Chude lata
Dotychczasowe gry z uniwersum My Hero Academia koncentrowały się głównie wokół jednej linii - serii My Hero One’s Justice. Pierwsza część z 2018 roku postawiła na bijatykę 3D, w której mogliśmy rozgrywać pojedynki znanymi bohaterami i złoczyńcami, korzystając z ich charakterystycznych Quirków. Gra wiernie odtwarzała wybrane momenty z anime i mangi, oferowała tryb fabularny oraz starcia PvP, ale dość szybko wychodziło na jaw, że pod efektowną oprawą kryje się raczej prosty system walki i ograniczona głębia mechanik.
Kontynuacja, My Hero One’s Justice 2, rozbudowała roster postaci, dodała nowe tryby i poprawiła część systemów, ale nie była jakościowym skokiem, na jaki liczyli gracze. Pojawiły się też mobilne i sieciowe projekty, jak My Hero Ultra Impact czy zespołowe My Hero Ultra Rumble, które eksperymentowały z innymi modelami rozgrywki, jednak one również nie stały się mocnymi punktami na mapie gier akcji. Wszystkie te tytuły miały swoje momenty i potrafiły dać fanom chwilę frajdy, ale trudno wskazać którykolwiek jako naprawdę wybitną produkcję.
My Hero Academia: All's Justice - czyli słońce po burzy?
No i przechodzimy do lutego 2026, który przyniósł premierę recenzowanego My Hero Academia: All's Justice. Albo inaczej - dla Was, Drodzy Czytelnicy, przyniesie ją za dwa dni. Niemniej, projektem fani marki żyją na pewno już od pierwszych ogłoszeń i trudno się dziwić, wszak już wtedy zapowiadano, że wchodzimy na zupełnie nowy poziom, jeśli chodzi o reprezentację MHA w świecie gamingu.
Ale od początku - My Hero Academia: All’s Justice to bijatyka arenowa w formule, która nie może być obca fanom gier na bazie anime. Jeśli mieliście przyjemność obcować nie tylko z oboma odsłona One’s Justice, ale choćby z serią Ultimate Ninja Storm z Naruto, czy dwiema grami Kimetsu no Yaiba, to poczujecie się tu jak w domu. Mamy ciosy podstawowe, mamy wykorzystanie quirków (super zdolności), mamy bloki, uniki, combosy, super finiszery i tak dalej.
Trzon rozgrywki stanowią więc pojedynki, w których kluczowe jest nie tylko samo zadawanie obrażeń, ale też umiejętne przełączanie się między członkami drużyny (walki toczyć możemy w formule 3 na 3, ale wyłącznie z jednym walczącym w jednym momencie) i wykorzystywanie ich zdolności w odpowiednim momencie. Jak mówiłem, nie ma tu mowy o próbie wymyślania koła na nowo.
Największa gra w historii
Skoro sednem są walki, to zacznijmy od nich. I już tutaj muszę napisać o pierwszej zalecie, którą jest wielkość rosteru. W My Hero One's Justice z 2018 roku był biedny - dostaliśmy zaledwie 23 postacie (wliczając DLC). W kontynuacji z 2020, My Hero One's Justice 2, liczba ta urosła do około 50 (również wliczając DLC). Tym razem na start jest ich ponad 65! Jasne, mamy kilka wersji Deku, ale to wciąż więcej niż przyzwoity wynik.
Poza swobodnymi walkami mamy kilka dodatkowych opcji zabawy, co moim zdaniem jest ogromnym plusem. I do każdego możemy przejść poprzez specjalny HUB mieszczący się w mieście, lub wykorzystując smartfon w grze. I zaczynając od największych oczywistości - dostaliśmy tryb fabularny, w którym - jak można się domyślać - odtwarzamy wydarzenia z anime.
Konwencja jest jak w minionych grach, a więc pokaz slajdów, kilka animacji i walki pomiędzy, jako główne punkty zabawy. Muszę jednak wspomnieć, że sama fabuła pozwala nam zagrać wyłącznie ostatni wątek znany fanom serii. Fani wspominek nie zostają jednak z pustymi rękami, ponieważ twórcy zadbali również o specjalne Archiwa, dzięki którym możemy rozgrywać starsze pojedynki z perspektywy wybranych bohaterów. Miły dodatek, ot co, ale…
No właśnie, jest jedno ale - to wszystko jest dość powtarzalne. Jeśli, tak jak ja, przeczytaliście mangę i obejrzeliście anime, to wspomnienia wciąż są na tyle świeże, że zwykłe pokazy slajdów oferują nieco więcej znużenia, niż “podjarki” powrotem do dawnych wydarzeń. Fajnie to przejść, ale nie ukrywam, że często skipowałem przerywniki, żeby skakać od walki do walki.
My Hero Academia: All's Justice - Team-Up Missions
Na ratunek przybywa nam jeszcze jedna opcja. Tak, moje serce zdecydowanie skradł tryb Team-Up Missions, które w gruncie rzeczy daje wrażenie głównego “rozrywkowego” (wyłączając same walki) w całej produkcji. Lądujemy w nim w cyfrowo wygenerowanym wycinku miasta, gdzie możemy natknąć się na zbirów NPC, sztucznie stworzonych złoczyńców, albo po prostu innych bohaterów, którzy również wykorzystują ten spot do treningu.
Jest to więc po prostu mały, otwarty świat, w którym realizujemy konkretne misje - wszystko napędza wątek główny (pod przewodnictwem All Mighta), a w każdym poziomie… Mamy dodatkowo do zrealizowania kilka misji pobocznych i zadań dodatkowych. Te pierwsze dotyczą często pomocy bohaterom (walka ze zbirami, realizowanie misji), podczas gdy drugie mają służyć cywilom (tu znajdziemy kota, tam pomożemy dostarczyć zakupy, a jeszcze gdzie indziej spróbujemy wypędzić ducha).
Co ważne, główną postacią jest tu Midoriya, natomiast wraz z postępem, odblokowujemy kolejnych bohaterów, którzy mogą uczęszczać w tych - nomen omen - drużynowych misjach. I jest to kluczowe, ponieważ każdy posiada specjalne zdolności mogące ułatwić nam realizowanie misji. Deku buja się na swoich biczach niczym Spider-Man (choć Insomniac mogliby udzielić kilku lekcji z fizyki takiej opcji), a na przykład Ochaco potrafi wyłączyć grawitację i wskoczyć na najwyższe budynki.
Czy jest więc perfekcyjnie? Cóż, nie - a przynajmniej w przedpremierowej wersji, z jaką obcowałem. Gra potrafi się lekko zawiesić podczas odnawiania życia (aby to zrobić korzystamy ze sklepu, apteki, lub hotelu), a dwukrotnie miałem sytuację, gdzie musiałem wczytać rozgrywkę, ponieważ przeciwnik zawiesił się na jakiś poziomie życia i choćbym go okładał jak wariat, pasek nie chciał spaść.
Dodatkowo muszę wspomnieć o powtarzalnych zadaniach specjalnych (tu dużą zaletą jest możliwość oddelegowania bohaterów pozyskanych w misjach pobocznych), które po czasie robią się dość nudnawe. Niemniej, sam tryb bardzo przypomina mi bieganie po ulicach Konohy w pierwszym Naruto Ultimate Ninja Storm. A to najlepsza laurka, jaką mogę w tym przypadku wystawić.
Reasumując...
Wydaje mi się, że konkluzja zdążyła już wybrzmieć z wcześniejszych wersów, ale warto zebrać to do kupy. Faktem jest bowiem, że gra jest po prostu udana. Pokuszę się o stwierdzenie, że dostaliśmy najlepszą adaptację My Hero Academia. Jasne, nie jest idealnie, czuć powtarzalność i swego rodzaju “głupotki”, ale… Nie znam gry na bazie mangi/anime, która by się tego wystrzegła.
Muszę wprost docenić twórców z odwagę w podejściu i chęć wyjścia poza schemat przygotowania “klasyka” w postaci wrzucenia kilku postaci do rosteru i zamknięcia się wyłącznie na tryb fabularny. Tak, to dalej tylko bijatyka na bazie anime i gra, która nie powalczy pod koniec roku o żadnego nagrody - natomiast jestem niemal pewien, że fani będą zadowoleni. Ja jestem i nawet po publikacji recenzji zamierzam dograć te kilka pobocznych zadań, których wciąż nie zdążyłem zamknąć. Polecam!
Ocena - recenzja gry My Hero Academia: All's Justice
Atuty
- - Bardzo dużo zestaw postaci dostępnych na start
- - Team-Up Missions to naprawdę przyjemny tryb
- - Graficznie trudno się do czegoś przyczepić
- - Czuć "wyjątkowość" postaci, z których korzystamy
Wady
- - Misje szybko stają się dość powtarzalne
- - Zdarzają się pojedyncze przycięcia
- - Brakuje wprowadzenia dla "świeżaków"
- - Tryb Fabularny mógłby być bardziej rozbudowany
My Hero Academia: All's Justice nie rewolucjonizuje gatunku. To dobra gra, która sporo zyskuje, gdy jest się fanem samej marki. I pomimo pewnej powtarzalności, względnych ograniczeń i korzystania z dobrze znanych schematów, należy docenić twórców za zrobienie kroku poza tę bezpieczną bańki przygotowania "zwyczajnej bijatyki na licencji". Nie dla osób, którym My Hero Academia jest obce - ale polecam fanom, bo można spędzić sporo przyjemnych godzin.
Graliśmy na:
PS5
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych