Bez wyjścia (2025) - recenzja, opinia o filmie [Gutek Film]. Trzeba myśleć nieszablonowo
Man-su ma w życiu wszystko - kochającą żonę, dwójkę utalentowanych dzieci, wielki, piękny dom, dwa urocze psy i pracę, którą uwielbia i którą wykonuje od ćwierć wieku. Aż pewnego dnia dostaje wypowiedzenie umowy...
Chan-wook Park to autor o niebanalnym podejściu. Pierwszy raz usłyszałem o nim dekady temu za sprawą brutalnego, wrzucającego ciarki na kark "Oldboya", część jego trylogii o zemście. Później bardzo podobało mi się jego fabularne zakręcenie w "Służącej", a nie dalej jak dwa lata temu odkręcony, słodko-gorzki "Sympatyk". Teraz, reżyser wraca z filmem, któremu stylistycznie chyba najbliżej do tej ostatniej produkcji - ciężki temat przedstawiony w pół poważny sposób.
Park opowiada tu o trudnej sytuacji ekonomicznej w swoim kraju w czasach transformacji z pracy manualnej na automatyzację, jaki wpływ ma to na psychikę głowy standardowo patriarchalnej rodziny, jak diametralnie może odmienić czyjeś życie i jak daleko taki człowiek jest w stanie się posunąć, by odzyskać "swoją męskość". Robi to jednak w ten charakterystyczny dla swoich ostatnich dzieł sposób, który kontrastuje te trudne tematy z lekką, zabarwioną komediowo formą. Jest to, oczywiście, śmiech przez łzy - trochę jak u Koterskiego, który ostatnimi czasy jakoś podejrzanie często przychodzi mi do głowy - ale mimo wszystko wciąż śmiech.
Bez wyjścia (2025) - recenzja, opinia o filmie [Gutek Film]. A gdyby tak ich wszystkich...
Kiedy Man-su You (Byung-hun Lee) traci pracę, całe jego życie zaczyna się walić. Musi chodzić na terapię dla bezrobotnych, żona zrezygnowała z zajęć rekreacyjnych, trzeba będzie zmienić dom. Przez jakiś czas próbuje znaleźć zatrudnienie, lecz nie chce nawet słyszeć o zmianie zawodu, a biorąc pod uwagę cięcia w kadrach na całym rynku produkcji papieru, jego szanse na zdobycie posady są raczej niewielkie - nawet uwzględniając fakt, że jest jednym z lepszych specjalistów w swojej dziedzinie. Istnieją ludzie zwyczajnie lepsi. Co z tym fantem zrobić? Z pomocą przychodzi żona, mówiąc: "A nie mógłby ich tak wszystkich piorun strzelić"? W głowie Man-su zaczyna kiełkować przerażający plan. Dla rodziny i pozycji zrobi wszystko.
Jak już zapewne się domyśliłeś, jest to film o facecie, który znajduje się w sytuacji "Bez wyjścia" i postanawia ręcznie pozbyć się ludzi, którzy stoją między nim, a pracą. Szalona koncepcja, praktycznie natychmiast stawiająca głównego bohatera na pozycji czarnego charakteru własnej historii. Park jednak nigdy go w ten sposób nie pozycjonuje. Man-su nie jest urodzonym mordercą ani nawet nie chce nikogo zabijać, ale czuje, że po prostu musi. Reżyser balansuje na bardzo cienkiej linii, pokazując nam niegodziwe czyny, a przy tym prosząc żebyśmy zrozumieli tragizm tej sytuacji. Wszystkie postacie, z którymi nasz bohater wchodzi w interakcje, to pewne aspekty męskości i radzenia sobie z trudną sytuacją, inne wersje tego, co przydarzyło się jemu. I reżyser nie byłby oczywiście sobą, gdyby najbardziej tragiczna i smutna sytuacja nie spotkała tego najbardziej normalnego... Spoiler? Nie, raczej nie, obiecuję.
Bez wyjścia (2025) - recenzja, opinia o filmie [Gutek Film]. Koreańczycy i ich poczucie humoru
Cała warstwa komediowa filmu bierze się z tego, jak kompletnie nie przygotowany na bycie mordercą jest Man-su. Już plakat filmu aż cuchnie absurdem, gdzie to nasz główny bohater stoi na wysokości, trzymając nad głową sporą roślinę w jeszcze większej doniczce. W co lub też kogo celuje? Tego nie wiemy, ale już sam pomysł wydaje się być komicznie niedopracowany, pełen czynników losowych i potencjalnie łatwy do powiązania z naszym panem bezrobotnym. Później jest tylko lepiej - czyli dla niego gorzej. Poznajemy kolejnych wykolejeńców, oglądamy jak Man-su wije się i szarpie, próbując zostać zbrodniarzem. Ten sam scenariusz w obiektywie innego reżysera byłby skrajnie poważny i czysto przerażający. U Parka widz się śmieje. Ale nie jest to śmiech rubaszny: "haha, hihi, hoho", a raczej zduszony, paniczny: "łohoho...kurrrr...co tu się wyprawia?!".
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w całej swojej pomysłowości i niebanalnym podejściu do tematu, "Bez wyjścia" jest również filmem odrobinę chaotycznym i ciut za długim. Część tego chaosu wynika zapewne z mojej własnej, ograniczonej optyki, bo spec od Korei i jej kultury ze mnie żaden. Być może to dlatego otwierająca film scena wydała mi się tak szalenie dziwna i sztuczna. Później jeszcze kilka razy zderzamy się ze specyficzną naturą azjatyckiej kultury, choć w tych kolejnych przypadkach już nieco łatwiej było mi zrozumieć i co się dzieje i dlaczego jest to ważne dla opowiadanej historii. To powiedziawszy, uważam, że część scen była zwyczajnie niepotrzebna, bijąc jedynie widza po głowie tym samym przesłaniem, co chwilę wcześniej, a wiele z nich dałoby się dodatkowo skrócić, bo choć zaczynają się interesująco, po drodze gubią tempo i zaczynają męczyć. Ścięcie tych 10-15 minut nadałoby całej fabule znacznie bardziej sprężysty krok i rytm.
"Bez wyjścia" to zdecydowanie dziwny kawałek kina, który łatwo skreślić jako bełkot reżysera eksperymentującego z nowym stylem. Jest jednak metoda w tym szaleństwie, bo chyba nikt w kinie azjatyckim nie potrafi z takim zaangażowaniem i lekkością opowiadać o tak poważnych tematach. Warto tę komedie zobaczyć, choć ostrzegam, że raczej nie wyjdziesz z kina w szampańskim nastroju.
Polska premiera kinowa: 13.03.26
Atuty
- Świetna główna rola Lee;
- Destyluje humor z bardzo mrocznych sytuacji;
- Interesujący komentarz na temat bezrobocia w Korei;
- Kilka naprawdę pięknych ujęć.
Wady
- Ciut za długi;
- Możliwa bariera kulturowa, wpływająca na satysfakcję z seansu.
"Bez wyjścia" to Chan-wook Park w swojej chyba najbardziej zakręconej wersji. Czarna komedia, która bardziej przeraża niż bawi, z jak zawsze świetnym Byung-hunem Lee.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych