NiOh 3 – recenzja gry. Co dwa style to nie jeden

NiOh 3 – recenzja i opinia o grze [PS5, PC]. Co dwa style to nie jeden

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 15:00

Wymagające pojedynki w świecie pełnym yokai nigdy się nie nudzą? Mając to pytanie w głowie usiadłem do najnowszej produkcji Team Ninja. Twórcy nie próbują wymyślać koła na nowo - zamiast tego konsekwentnie rozwijają zestaw mechanik, które gracze już wcześniej docenili. Czy jednak w 2026 roku takie atrakcje zapewniają odpowiednie wrażenia...i czy warto zagrać w NiOh 3? Przeczytajcie naszą recenzję.

NiOh to jedna z serii, która bardzo szybko przestała być jedynie „odpowiedzią na Dark Souls” i wypracowała własną, wyrazistą tożsamość. Team Ninja już w pierwszej odsłonie udowodniło, że potrafi połączyć brutalną, precyzyjną walkę charakterystyczną dla soulslike’ów z tempem i płynnością znaną ze slasherów. Do tego doszedł klimat feudalnej Japonii, obsesja na punkcie samurajskiego kodeksu oraz galeria yokai wyciągniętych wprost z lokalnych mitów. Nagle okazało się, że obok FromSoftware na scenie pojawił się kolejny specjalista od masochistycznych RPG-ów akcji.

Dalsza część tekstu pod wideo

NiOh 2 tylko przypieczętował ten status. Rozbudowany kreator postaci, jeszcze większa swoboda w budowaniu buildów, ogromna liczba broni i setów, a także możliwość korzystania z mocy samych yokai sprawiły, że dla wielu graczy to właśnie druga część stała się lepsza od pierwowzoru. Team Ninja dopracowało system walki, jednocześnie konsekwentnie rozwijając swoje podejście do fabuły - mocno osadzonej w realiach epoki, ale przeplatanej nadnaturalnymi motywami i przesadzonymi, widowiskowymi bossami.

I właśnie w takim momencie na scenę wchodzi NiOh 3 - odsłona, która musi odnaleźć się w świecie, gdzie soulslike’i nie są już ciekawostką, a rynkowym standardem. Oczekiwania wobec Team Ninja od samej zapowiedzi były ogromne, bo na nową część przyszło nam czekać naprawdę długo – „Dwójka” trafiła na rynek jeszcze w 2020 roku. Na papierze gracze chcą dziś więcej wszystkiego: większej głębi systemów, lepiej zaprojektowanej struktury świata, ciekawszej narracji i świeżych pomysłów na rozwój formuły. Pytanie brzmi więc prosto: czy twórcy jednych z najbardziej wymagających i satysfakcjonujących gier akcji ostatniej dekady potrafili raz jeszcze przeskoczyć samych siebie, czy tym razem czegoś zabrakło? Zacznijmy od podstaw.

Najbardziej rozbudowana opowieść

NiOh 3 - recenzja gry - boss na koniku
resize icon

Recenzowany NiOh 3 nie zaskakuje pod względem fabuły... i w zasadzie już po pierwszych kilkunastu minutach znamy główne założenia całego wątku. Dalej, przez kolejne 40 godzin, mierzymy się z następnymi wrogami, eskalującymi konfliktami i coraz potężniejszymi demonami. To wciąż opowieść o władzy, zazdrości i cienkiej granicy między bohaterem a potworem - tylko tym razem podana w jeszcze bardziej efektownej, momentami wręcz „filmowej” formie. Team Ninja nie udaje, że pisze wielopoziomowy thriller polityczny: od początku wiadomo, kto stoi na drodze protagonisty i dokąd mniej więcej zmierza cała historia. Kluczowe pozostaje jednak nie co się wydarzy, ale jaką drogą dojdziemy do finału... i ilu yokai trzeba po drodze położyć.

Bardzo dobrze wypada sposób prowadzenia głównych postaci. Protagonista zaczyna jako ktoś, kto teoretycznie ma przed sobą spokojną, uporządkowaną przyszłość, ale w jednej chwili jego świat zamienia się w koszmar. Dalej obserwujemy klasyczną dla serii NiOh drogę - od niepewnego wojownika po postać, która realnie dźwiga na barkach ciężar całej epoki. Antagonista również nie jest „złym dla zasady”: to ktoś napędzany zazdrością i poczuciem krzywdy, a im dalej w historię, tym wyraźniej widać, jak emocje i ambicje wymykają się spod kontroli. Do tego dochodzi tajemnicza przewodniczka - postać, która zdaje się wiedzieć znacznie więcej, niż mówi wprost... i skutecznie podtrzymuje wrażenie, że uczestniczymy w czymś większym niż kolejna wyprawa po loot.

Nie chcę wchodzić w szczegóły, żeby nie psuć Wam zabawy, ale warto wspomnieć, że w pewnym momencie twórcy pozwalają sobie na odrobinę szaleństwa i serwują graczom... dość niespodziewane podróże. Trafiamy do miejsc, których raczej niewielu spodziewało się po uruchomieniu gry, i choć całość wciąż opiera się na znanym schemacie, ta wyprawa ma sens w kontekście opowieści. Sam scenariusz jest jednak nierówny - zarówno na plus, jak i na minus. Z jednej strony mamy fragmenty z naprawdę angażującymi przerywnikami: intensywne dialogi, polityczne przepychanki, dramaty bohaterów i dobrze zarysowane emocje. Z drugiej pojawiają się momenty, w których fabuła wyraźnie robi krok w bok tylko po to, by dać pretekst do kolejnego widowiskowego starcia z bossem. To wciąż NiOh, więc historia często ustępuje miejsca walce, ale tym razem całość jest opakowana na tyle atrakcyjnie, że nawet słabsze przerywniki ogląda się bez większego zgrzytu.

NiOh 3 - recenzja gry - walka w mieście
resize icon

Najważniejsze jest jednak to, że mimo tych potknięć pod koniec naprawdę czułem satysfakcję z całej podróży. Bohater dojrzewa, kilka osobistych wątków faktycznie zostaje domkniętych, a finałowa konfrontacja - zarówno ta dosłowna, jak i bardziej symboliczna - ładnie spina motywy przewodnie. NiOh 3 nie jest opowieścią, która wywraca gatunek do góry nogami, a miejscami wciąż czuć, że scenariusz bywa „dodatkiem” do systemu walki. Jednocześnie dawno nie bawiłem się tak dobrze przy soulslike’u, w którym tak chętnie siadałem „tylko” po to, by zobaczyć kolejny przerywnik filmowy i sprawdzić, jak daleko twórcy popchną swoich bohaterów.

Po pierwszym ukończeniu gry na wiernych fanów umierania czeka też nowy poziom trudności, Shogun’s Journey. Standardowo robi się trudniej, ale w zamian pojawia się marchewka w postaci wcześniej niedostępnego sprzętu z kategorii Divine Rarity. Jednocześnie mimo odblokowanego świata dostajemy opcje, które pozwalają „odświeżyć” endgame - na przykład przywrócić bazy przeciwników, żeby ponownie mierzyć się z konkretnymi grupami wrogów i grindować rozwój postaci w bardziej kontrolowany sposób. To nic rewolucyjnego, ale bardzo sensowny ukłon w stronę graczy, którzy po napisach końcowych nie chcą odkładać katany do szuflady.

Co dwie klasy, to nie jedna...

NiOh 3 - recenzja gry - idziemy walczyć
resize icon

W przypadku samych pojedynków NiOh 3 dowozi dokładnie ten „standard serii”, który po prostu działa... tylko tym razem Team Ninja rozbudowało go w bardzo sprytny sposób. Fundamenty pozostają klasyczne: uczysz się zachowań przeciwnika, korzystasz z uników, pilnujesz Ki, bo bez oddechu jesteś otwarty na karę. Z drugiej strony konsekwentną ofensywą zbijasz pasek wytrzymałości wroga, otwierasz go na egzekucję i zaczynasz swój taniec na jego warunkach. Brzmi znajomo? Jasne. Tyle że teraz dochodzi do tego jedna z najważniejszych nowości tej odsłony Duality.

Bo NiOh 3 nie kończy się na trzech postawach. Tym razem dostajemy też dwa style walki, między którymi przełączamy się w locie. Na początku jesteśmy klasycznym samurajem: cięższy ruch, mniejsza dynamika i mocniejsze, soczyste uderzenia, które mają rozcinać wrogów, a nie tylko ich podszczypywać. Wystarczy jednak kliknąć R2, by bohater wykonał efektowną transformację i... wskoczyć w buty ninjy. To prosty pomysł, ale zrealizowany na tyle dobrze, że realnie zmienia tempo walki i sposób myślenia o starciach - szczególnie w dłuższych potyczkach, gdzie żonglowanie stylem staje się narzędziem, a nie sztuczką.

Każdy styl ma własne drzewko umiejętności, inne tempo, inne priorytety i co najważniejsze własny zestaw broni oraz ekwipunku. W praktyce budujesz więc dwa buildy równolegle: zbierasz pancerze pod samuraja i pod shinobiego, rozwijasz dwa podejścia do walki i w pewnym momencie naprawdę czujesz, jakby gra oferowała dwa zestawy narzędzi w ramach jednej postaci.

NiOh 3 - recenzja gry - piękne widoki
resize icon

Warto też podkreślić, że samuraj został lekko „podkręcony” nowymi mechanikami. Atakowanie, idealne parowanie i mądra obrona napełniają Arts Gauge, który pozwala odpalić potężniejsze, efektowne techniki. Team Ninja wyraźnie zachęca do agresji, bo po dobrze wykonanej kombinacji wystarczy wcisnąć R1, żeby odzyskać część Ki... i to jest jednocześnie satysfakcjonujące, czytelne i zwyczajnie skuteczne. Ninja działa na zupełnie innych zasadach: jest szybszy, lepiej odnajduje się w powietrzu i na dystansie, a R1 może służyć jako błyskawiczny unik odzyskujący Ki albo nawet jako manewr pozwalający „odbić się” od przeciwnika i wylądować mu za plecami.

Ta druga ścieżka nie jest tylko kosmetyką. Shinobi ma dostęp do pułapek, ataki od tyłu wyraźnie premiują spryt i pozycjonowanie, łatwiej też wejść w cień, zniknąć z linii ognia i rozegrać wroga tak, jak samurajowi zwykle brakuje na to czasu. Drzewka umiejętności nie są może gigantyczne, ale opcji jest wystarczająco dużo, żeby znaleźć „swój” rytm i faktycznie poczuć różnicę między stylami - bez wrażenia, że to dwa identyczne zestawy ruchów w innym przebraniu.

Team Ninja w recenzowanym NiOh 3 nie tylko przygotowało dwa ciekawe style rozgrywki, ale też potrafiło je mądrze połączyć w jeden, spójny system. W starciach z potężniejszymi przeciwnikami wrogowie często odpalają specjalne Burst Attacks, których nie da się po prostu „przeczekać” klasycznym parowaniem. I właśnie tutaj błyszczy Duality: zmiana stylu z samuraja na ninję (albo z shinobiego na samuraja) pozwala wykonać Burst Break, czyli efektowną kontrę, która potrafi zadać obrażenia, wytrącić przeciwnika z rytmu i przede wszystkim uszczuplić jego pasek Ki. W praktyce to nie jest bajer do pokazów... to narzędzie, które realnie ratuje skórę i otwiera wrogów na kolejne, dużo bardziej agresywne sekwencje ciosów. Dzięki temu gracz zaczyna myśleć o ekwipunku i umiejętnościach w dwóch zestawach, ale jednocześnie w trakcie jednej walki może wielokrotnie przeskakiwać między stylami, by dostosować tempo do sytuacji i maksymalnie wykorzystywać luki w obronie przeciwnika.

NiOh 3 - recenzja gry - nad wodą
resize icon

W NiOh 3 wraca też rozbudowany motyw Duchów i Duchowych Strażników. Główny bohater podobnie jak wiele kluczowych postaci ma swojego przewodnika, a w trakcie opowieści zdobywamy dostęp do kolejnych towarzyszy, którzy zapewniają potężne moce. Napełniając specjalny pasek, możemy aktywować Living Artifact i przez chwilę wejść na zupełnie inny poziom siły - to klasycznie najlepszy „dopalacz” na najbardziej wymagające starcia. Poszczególne Guardian Spirits różnią się zdolnościami, a w trybie Living Artifact zmienia się też logika walki: paski zdrowia i Ki zostają zastąpione przez Amrita Gauge, co otwiera drogę do bardziej rozbudowanych kombinacji i mocniejszych sekwencji.

Na tym jednak nie kończy się magiczna sfera gry, bo część yokai napotykanych po drodze jest dodatkowo wzmocniona. Pokonanie potężniejszych wrogów pozwala zgarniać Soul Cores - Rdzenie Duszy, które odblokowują kolejne aktywne zdolności. Przywołanie na arenę pomocników, dorzucenie wzmocnienia, odpalenie dodatkowej umiejętności w konkretnym momencie - opcji jest naprawdę sporo, a do tego dochodzi jeszcze ich rozwijanie i dopasowywanie pod własny styl.

Nie będę ukrywał: na początku czułem się w NiOh 3 lekko zagubiony. Gra dosłownie zasypuje gracza systemami - dorzuca kolejne opcje przy Kapliczce, nowe wzmocnienia, tytuły, ulepszenia, mechaniki związane ze stylami, a nawet zmiany strojów, przez co momentami robi się zwyczajnie gęsto. Ten nadmiar potrafi wywołać chwilowy chaos, zwłaszcza gdy próbujesz wszystko ogarnąć naraz. Z drugiej strony - jeśli już masz wybrać kierunek, to zdecydowanie wolę taki: Team Ninja wrzuciło do gry praktycznie każdy wcześniej dopracowany element, dorzuciło nowe i dało graczowi ogromną swobodę w budowaniu postaci. Trzeba się tylko przebić przez pierwsze godziny, zanim te wszystkie klocki zaczną układać się w sensowną całość.

Wielki świat i... znana struktura?

NiOh 3 - recenzja gry - koleżanka
resize icon

Team Ninja, promując recenzowany NiOh 3, mocno akcentowało nie tylko dwie klasy, ale też kolejny otwarty świat. W praktyce jest to jedna wielka mapa bez granic, ale z odpowiednio zaprezentowanymi strefami. To daje serii trochę oddechu - więcej miejsca na przypadkowe potyczki, odkrycia i „wycieczki”, które nie są w 100% pod dyktando fabuły. Sytuacja zmienia się jednak w kluczowych momentach, bo gdy historia prowadzi nas do konkretnych punktów - zamków, lochów czy innych spójnych, zamkniętych przestrzeni - gra natychmiast wraca do struktury, którą fani znają z poprzednich części. Pojawiają się znajome „pętle”, skróty, dodatkowe ścieżki prowadzące do kapliczek, a w tle znowu działa klasyczne tempo: walka, eksploracja, ryzyko, nagroda. I powiem szczerze: bardzo mi się to podoba. Otwarte strefy są fajnym, skromnym odświeżeniem, ale kiedy przychodzi czas na właściwe zadanie fabularne, NiOh 3 wraca do swoich fundamentów... i od razu czuć, że to nadal ta sama, świetnie znana seria, tylko podana w bardziej nowoczesnym układzie.

NiOh 3 oferuje kilka takich większych stref odblokowywanych wraz z kolejnymi etapami opowieści. Każda lokacja ma swoje regiony, własną „gęstość” atrakcji i osobny zestaw aktywności, które realnie zachęcają, by zejść z głównej trasy. Team Ninja rozbudowało to przez dorzucenie większej liczby zadań pobocznych oraz mechaniki odbijania baz: wchodzisz do strefy, widzisz informację o liczbie przeciwników, czyścisz teren, a na końcu eliminujesz mini-bossa i zgarniesz nagrodę. Podobnie działa to, gdy podczas eksploracji natrafimy na... mistrza. Taki przeciwnik zaprasza nas na pojedynek jeden na jednego - jest ciężko, często bezlitośnie ciężko, ale satysfakcja ze zwycięstwa jest dokładnie taka, jakiej oczekujesz.

NiOh 3 - recenzja gry - trzeba walczyć z łucznikami
resize icon

Jednocześnie najbardziej wymagające fragmenty kampanii czekają na graczy w Crucible. W każdym rozdziale główny bohater trafia do piekielnej krainy, gdzie nawet „zwykły” yokai potrafi zmieść bohatera z planszy, a każda porażka kosztuje nas część paska zdrowia, który możemy odzyskiwać poprzez walkę. Z jednej strony łatwiej tutaj naładować Living Artifact, z drugiej sama rozgrywka jest wyraźnie ostrzejsza, bo nie chodzi wyłącznie o pojedynczych bossów. Często mierzymy się z falami wrogów na małej przestrzeni (Lesser Crucibles) albo musimy pokonać znacznie mocniejszą bestię, by przebić „ścianę” i pchnąć fabułę dalej. W Crucible trafiają się też efektowne bronie, ale gra robi tu ciekawy zwrot: sięgnięcie po taki sprzęt może dać przewagę, jednak jednocześnie wystawia bohatera na dodatkowe ryzyko. Nie będę wchodził w spoilery, ale możecie oczekiwać czterech różnych wersji Crucible, powiązanych z tym, co dzieje się w „rzeczywistości” oraz z tym, jak daleko jesteście w fabule. Team Ninja potrafi tu naprawdę zaskoczyć... i nie chodzi wyłącznie o poziom trudności, ale też o pomysłowość zagrożeń, z którymi musi mierzyć się protagonista.

Ważnym szczegółem w przypadku wszystkich „soulsów” jest zawsze temat poziomu trudności. Recenzowany NiOh 3 nie wychodzi tu przed szereg i nie próbuje udowadniać, że oferuje „najbardziej dramatyczne starcia” w historii gatunku - zamiast tego stawia na konsekwencję i czytelne zasady. W trakcie rozgrywki miałem wrażenie, że kluczowe jest umiejętne korzystanie z dwóch stylów, bo naprawdę wielu przeciwników najłatwiej najpierw osłabić jako ninja, a dopiero potem dobić w stroju samuraja. Jednocześnie konstrukcja rozdziałów pozostaje bardzo typowa dla tej serii: przedzieramy się przez korytarzowe miejscówki, po drodze aktywujemy kilka kapliczek (checkpointów), a gdy stajemy przed dużymi drzwiami, doskonale wiemy, że za chwilę czeka nas walka z większym kolosem. Jest za trudno? To nie jest wielki problem, bo wystarczy poświęcić godzinę lub dwie, pobiegać po okolicy, powybijać wrogów, zebrać Amritę, wskoczyć o 2-3 poziomy i wrócić do bossa z dużo większym spokojem.

W samych starciach pomaga też kooperacja i „zapasowe ręce” sterowane przez grę. Możemy przywołać do swojego świata dwóch towarzyszy-graczy albo skorzystać z partnerów kontrolowanych przez SI, a w praktyce przed każdym większym pojedynkiem trafiamy na niebieskie „dobroczynne groby”. Dzięki nim za sprawą Ochoko Cup przywołujemy duszę umęczonego wojownika, który od tej pory będzie walczył po naszej stronie... przynajmniej do śmierci.

NiOh 3 - recenzja gry - boss w ogniu
resize icon

Śmierć oczywiście wraca w swojej klasycznej roli i ponownie sprawia, że tracimy część zdobytych „dobroci”, więc warto często zaglądać do kapliczek. Te standardowo pozwalają podnosić poziom, ale w NiOh 3 trzeba teraz pamiętać o jednej rzeczy: podstawowe statystyki - kondycja, wytrzymałość, siła, intelekt czy magia - są dzielone przez dwa style. Samuraj potrafi potrzebować zupełnie innych priorytetów niż ninja, więc w pewnym momencie po prostu trzeba kombinować, zamiast iść „w ciemno” w jedną ścieżkę. Na szczęście twórcy w tym miejscu puszczają oko do graczy: wystarczy kliknąć L3, żeby szybko zresetować build i pobawić się konfiguracją bez poczucia, że jedna decyzja zrujnowała nam postać na dziesiątki godzin.

To zresztą dobrze pasuje do ogólnego charakteru gry. NiOh 3 ma swoje wymagające momenty, ale prosty grind przed bossem realnie ułatwia zabawę - często wystarczy poświęcić trochę czasu, żeby podejść do walki z dużo większą pewnością. W rozwoju pomagają też systemy poboczne, jak prestiż: za wykonywanie określonych działań dostajemy dodatkowe punkty, dzięki którym wzmacniamy style, defensywę, atak, a czasem nawet ułatwiamy eksplorację. I znowu: skoro jest reset, to można testować różne podejścia bez strachu. Na dokładkę wracają również „krwawe groby” - miejsca, z których przywołujemy postać innego gracza sterowaną przez SI. Jeśli ktoś zginął w danym punkcie, możemy stanąć z nim do pojedynku i zgarnąć kilka jego błyskotek. To kolejna mała cegiełka do rozwoju postaci... i powiem szczerze, warto z tego korzystać.

NiOh 3 pod wieloma względami jest grą rozbudowaną i wręcz przeładowaną zawartością... ale nawet w tej sytuacji nie spodziewałem się, że zobaczę tu walki klanów. Od pewnego momentu w Wiecznej Szczelinie (bazie bohatera) możemy dołączyć do jednego z klanów, a potem walczyć z innymi wojownikami w większych bitwach - nagrodą jest Chwała, którą wymieniamy na specjalne przedmioty. Widać, że Team Ninja chce utrzymać graczy w obiegu: zachęca do kooperacyjnych wypadów, a do tego dorzuca Mission Mode, dzięki któremu możemy powtarzać wcześniej ukończone zadania, farmić zasoby i dopieszczać build bez czekania na „idealny” moment w fabule.

Bez rewolucji, ale stabilnie

NiOh 3 - recenzja gry - główny bohater
resize icon

Pod względem oprawy NiOh 3 nie wywraca gatunku do góry nogami, ale od pierwszych minut czuć, że to dopieszczona produkcja. Lokacje są klimatyczne, pełne charakterystycznych detali, a gra światłem i kolorami potrafi zbudować zarówno melancholię zrujnowanych wiosek, jak i czyste piekło na polach bitew z yokai. To raczej ewolucja niż rewolucja - jeśli graliście w poprzednie części, szybko poczujecie się jak w domu, ale ogólna jakość scen, ostrość obrazu i dbałość o szczegóły sprawiają, że trudno czepiać się drobiazgów.

Prawdziwy popis Team Ninja widać jednak w przerywnikach filmowych oraz przy projektowaniu postaci. Cutscenki nadają historii charakter - sprzedają emocje, konflikt między bohaterami, tajemniczość przewodniczki i cały ciężar wojny. Twarze kluczowych postaci są bardzo dopracowane, z dobrą mimiką i wyrazistymi sylwetkami. Do tego dochodzi design bossów: kreatywny, groteskowy, czasem wręcz niepokojący, ale wciąż czytelny gameplayowo - nawet gdy ekran pęka od efektów, nadal wiesz, co się dzieje.

Jeśli chodzi o płynność rozgrywki, na PS5 Pro w moich testach jest po prostu wzorowo. W trybie wydajności gra trzyma 60 klatek na sekundę, bez nieprzyjemnych zadyszek nawet w najbardziej efektownych starciach, kiedy ekran zalewają cząsteczki, iskry i animacje ataków specjalnych. Responsywność stoi na oczekiwanym poziomie: uniki, przełączenia i reakcje postaci wchodzą dokładnie wtedy, kiedy tego oczekuję, a kamera nadąża za tempem walk. Przy tak wymagającym systemie starć to absolutnie kluczowe.

Czy warto zagrać w NiOh 3?

Od czasu do czasu na rynku pojawiają się produkcje szyte na miarę: świetne w tym, co robią, a jednocześnie bez parcia na rewolucję. NiOh 3 idealnie wpisuje się w tę definicję. System dwóch stylów to strzał w dziesiątkę, łączenie ataków daje ogromną satysfakcję, eksploracja jest zwyczajnie przyjemna, a poziom trudności tylko momentami zalicza mocniejszy skok... i nawet wtedy wystarczy poświęcić chwilę na przygotowanie, dopakowanie postaci i wrócić do starcia z lepszą taktyką. Wizualnie bywa dobrze, czasem bardzo dobrze, ale trudno tutaj o efekt "wow".

Największe wrażenie robi tu konsekwencja i świadomość tego, czym NiOh 3 ma być. Team Ninja nie ucieka od swoich korzeni: to wciąż brutalny, wymagający, a przy tym niezwykle precyzyjny action RPG, w którym każda kontra i każdy idealnie wciśnięty unik smakują jak małe zwycięstwo. Kapitalny (choć znajomy) system walki, mocne pojedynki z bossami, świetnie zrealizowane przerywniki filmowe i klimatyczna muzyka sprawiają, że nawet bez wielkich fajerwerków gra się naprawdę bardzo przyjemnie.

W praktyce recenzowany NiOh 3 to uczta dla fanów gatunku, którzy nie oczekują rewolucji, a chcą po prostu „więcej NiOha”. To produkcja mądra w swojej zachowawczości: bez większego ryzyka, bez eksperymentów dla samego eksperymentowania, za to z solidnymi mechanikami i satysfakcją. 

Ocena - recenzja gry Nioh 3

Atuty

  • Piekielnie satysfakcjonujący system walki - precyzja, tempo i feeling starć nadal są topowe w gatunku,
  • Duality: dwa style (samuraj + ninja) i płynne przełączanie w trakcie walki - świetny pomysł, który realnie zmienia podejście do przeciwników.
  • Rozbudowane systemy rozwoju: osobne drzewka, Arts Gauge, Guardian Spirits, Living Artifact, Soul Cores - masa opcji budowania postaci i kombinowania z buildami,
  • Bardzo mocni bossowie - efektowni, kreatywni, a przy tym dający konkretną satysfakcję po wygranej,
  • Otwarte mapy jako przyjemne odświeżenie + powrót do „klasycznej” struktury w zamkach/lochach - dobre połączenie dwóch podejść,
  • Sporo dodatkowej zawartości: odbijanie baz, pojedynki z „mistrzami”, kooperacja i… znacznie więcej.

Wady

  • Fabuła jest nierówna i raczej przewidywalna - często bywa tylko pretekstem do kolejnych walk, bez „wow” na poziomie narracji,
  • Brak rewolucji - to bardziej bezpieczna, bardzo solidna kontynuacja niż krok, który przestawia serię na nowe tory,
  • Brak polskiej wersji językowej - dla niektórych może to być problem,
  • Oprawa bez efektu „wow” - solidnie i klimatycznie, ale bez technologicznego kopniaka względem topu rynku.

NiOh 3 to klasyczny przykład kontynuacji: bardzo dopracowanej, piekielnie satysfakcjonującej w walce, ale niekoniecznie rewolucyjnej. System dwóch stylów, płynne łączenie ataków i świetnie zaprojektowani bossowie sprawiają, że każdy wygrany pojedynek daje autentyczną frajdę. Oprawa trzyma solidny poziom, a przerywniki filmowe potrafią zrobić kapitalne wrażenie... choć trudno powiedzieć, że gra wychodzi przed szereg całego gatunku. To przede wszystkim uczta dla fanów serii, którzy wiedzą czego chcą.
Graliśmy na: PS5

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper