I Hate This Place – recenzja i opinia o grze na PS5. Polski horror o szukaniu jelenia
Polscy deweloperzy mocno lubują się w horrorach. I choć nikt nie zbadał jeszcze podłoża tego zjawiska, pewne jest, że rodzimy gamedev nie wyrzekł w temacie grozy ostatniego słowa. Najnowszą produkcję z gatunku przygotowało niewielkie krakowskie studio Rock Square Thunder. Oto recenzja I Hate This Place.
I Hate This Place to cykl komiksów Kyle'a Starksa i Artyoma Toplina. Seria opowiada o dwóch protagonistkach, które przybywają do niedawno odziedziczonego rancza, by obejrzeć przybytek i wystawić go na sprzedaż. Oczywiście sprawy się komplikują – okazuje się, że w pakiecie z ranczem bohaterki odziedziczyły bandę zjaw i potworów z rogatym delikwentem na czele. Dodatkowo w żaden sposób nie można stąd uciec. Trzeba się więc nauczyć tu funkcjonować – i przede wszystkim przetrwać.
Sprawdziłam te komiksy i całkiem fajnie się je czyta – na tyle, bym z ciekawością sięgnęła po grową adaptację. Produkcja od Rock Square Thunder opowiada historię luźno powiązaną z oryginałem. Jak ma to miejsce w komiksach, dwie protagonistki przybywają na teren rancza, z którym ewidentnie jest coś nie tak. Gdy jedna z bohaterek przepada bez śladu, druga próbuje ją odnaleźć. A w misji tej pomaga jej (lub też przeszkadza) facet z porożem jelenia zamiast głowy, który też raz jest, a raz go nie ma.
Twórcy recenzowanego I Hate This Place określają grę jako „klasyczny survival horror oparty na craftingu”. Czyli tak: eksplorujemy świat, docierając do wskazanych miejsc i uciekając od osobliwie wyglądających potworów – lub eliminując je, jeśli oczywiście mamy czym. Tak jak w komiksach, największe niebezpieczeństwo czai się na nas w nocy. Musimy więc umiejętnie planować wycieczki poza teren rancza – czasem najlepiej jest po prostu przespać najmroczniejsze momenty.
Równolegle z wykonywaniem zadań rozbudowujemy bazę, w której wytwarzamy broń, amunicję, bandaże i inne rzeczy umożliwiające przetrwanie. Te najbardziej podstawowe obiekty w bazie pozwalają na wytworzenie prostych surowców, które z kolei umożliwiają budowanie bardziej zaawansowanych budowli. A w tych bardziej zaawansowanych obiektach (nie zgadniecie) tworzymy z kolei rzadsze i bardziej skomplikowane przedmioty – i tak się to wszystko kręci.
I Hate This Place – komiksowy styl przyciąga wzrok
Eksplorowany świat nie jest rozległy, ale oferuje parę zróżnicowanych obszarów. Mamy tu mroczny las, mokradła czy zainfekowane bunkry. Twórcy zadbali o „komiksopodobny” styl graficzny. Efekt nie jest może zniewalający, ale trzeba przyznać, że oprawa wizualna tytułu przyciąga wzrok. Wrogowie wyglądają ciekawie, a jeszcze fajniej prezentują się tutaj charakterystyczne dla komiksów onomatopeje, czyli wyrazy odpowiadające za dźwięki („bang”, „crunch” i inne takie). Ba, niektóre z nich znalazły nawet praktyczne zastosowanie w rozgrywce.
Chodzi o to, że niektórzy przeciwnicy są ślepi i możemy przemykać za ich plecami. Gdy biegniemy, nasze kroki zostawiają za sobą czerwony napis „thud”, a gdy poruszamy się bezgłośnie, napis ten wyświetla się na zielono. W ten sposób niejako widzimy, czy jesteśmy wystarczająco cicho, by móc przekraść się za plecami potwora. Bardzo podobał mi się pomysł z praktycznym użyciem komiksowych onomatopei i uważam, że zasługuje on na docenienie.
No właśnie, pomysł – szkoda, że wykonanie nie jest równie dobre, co sama idea. Czasem miałam wrażenie, że nie wszystko działało tu tak, jak powinno. Na przykład w pewnych momentach nie za bardzo wiedziałam, dlaczego ci „praktycznie niewidomi” przeciwnicy zauważają mnie i rzucają się za mną w pościg, skoro postać porusza się akurat zupełnie bezgłośnie lub nawet stoi praktycznie nieruchomo.
Strzelaj, wal, mrugaj
Tam, gdzie nie możemy się przekraść, musimy walczyć. Tytuł oferuje parę rodzajów broni, w tym długo- i krótkodystansową. Można też rzucać obok wrażliwego na dźwięk potwora puszką, by odwrócić jego uwagę – lub zwabiać go w pułapkę.
W kwestii systemów walki także mam parę zastrzeżeń. Mechanizm celowania, gdzie postacią sterujemy lewym drążkiem, a cel namierzamy prawym, uważam za denerwujący i nieintuicyjny. To się po prostu nie sprawdza w bardziej dynamicznych starciach: postać ginie zanim w ogóle przypomnimy sobie, jak się tu namierza wrogów. To dotyczy też sekwencji z likwidacją iluzji za pomocą latarki. Szczerze mówiąc, już dawno tak nie przeklinałam. Z kolei walka przy użyciu broni białej wydaje się być toporna – bohaterka macha kijem bejsbolowym jak cepem; zanim się zamachnie, zdążymy zamrugać trzy razy.
O walce w I Hate This Place można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest ona satysfakcjonująca. Szkoda. Do listy rzeczy, które twórcom nie za bardzo wyszły dorzucam mało czytelną mapę. Praktycznie nic na niej nie zaznaczono. Zastanawiałam się, po co w ogóle stworzono mapę, skoro tak niewiele nam ona pomaga w nawigacji. No i parę razy odniosłam wrażenie, że gra nie reaguje na wciskane przyciski.
Skąd wziąć koktajl Mołotowa?
Poza tym recenzowana produkcja nie do końca wyjaśnia swoje założenia. Aby się dowiedzieć, jak mamy wykonać dane zadanie, czasem musimy trochę pobłądzić. Za przykład niech posłuży początek. Z rozmowy z NPC-em wynikało, że mam skądś wziąć koktajl Mołotowa, ale nie wyjaśniono, czy mam go znaleźć, ukraść, skonstruować – czy zdobyć jeszcze jakąś inną metodą. Okazało się, że w tym celu najpierw muszę postarać się o drewno i złom. W ten sposób zbuduję bowiem warsztat, gdzie będę mogła wytworzyć ów koktajl. Ale skąd wziąć złom? Tego gra też nie wyjaśniła. Po prostu trzeba postawić sobie fabrykę złomu. Aha! To przecież takie oczywiste.
Zważywszy na to, że I Hate This Place nie oferuje graficznych fajerwerków, myślałam, że chociaż pod względem płynności rozgrywki się nie zawiodę. Myliłam się – tytuł w wydaniu na PS5 trapią zauważalne spadki FPS, co jest widoczne szczególnie podczas eksploracji otwartych terenów. Do listy grzechów i uchybień dorzucam również te obecne na poziomie audio. Gra ma polskie napisy i pełny angielski dubbing, ale czasem zdarza się tak, że nie słyszymy niektórych linii dialogowych.
Twórcy informowali, że wiedzą zarówno o spadkach płynności, jak i o tych wyciętych dialogach – istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że naprawią te problemy w okolicach premiery. Pozostałe niedociągnięcia są natomiast trudniejsze do wyeliminowania i nie sądzę, by autorom udało się szybko z nimi uporać.
I Hate This Place - czy warto kupić?
Najmocniejszym atutem I Hate This Place pozostaje oryginalna oprawa wizualna. Nie da się zaprzeczyć, że tytuł wygląda intrygująco. No i świetnie, że twórcy podjęli próbę przeniesienia rozwiązań kojarzonych z komiksami do gry wideo. Niestety w pozostałych aspektach jest dużo gorzej: mechanizmy skradankowe trochę niedomagają, walka bywa frustrująca i nie daje żadnej frajdy - a poza tym produkcja kuleje pod względem optymalizacji.
Wracając do pytania, czy warto zagrać w tę grę – na pewno trzeba się nią zainteresować, ale rozsądnie byłoby przed zakupem poczekać na łatki i jakąś promocję. No i polecam wypróbować demo, które wciąż jest dostępne dla wersji PC na Steamie. I dopiero wtedy zdecydujcie, czy warto szukać jelenia.
Atuty
- intrygujący styl graficzny
- parę komiksowych rozwiązań w gameplayu
- pełen voice acting
Wady
- zauważalne spadki płynności
- niedoszlifowana mechanika skradania
- irytujący system celowania
- brak samouczka
- nie słychać niektórych wypowiedzi postaci
- nieczytelna i bezużyteczna mapa
I Hate This Place wygląda oryginalnie, ale w paru innych aspektach tytuł pozostaje niedopracowany. Szkoda, bo widać, że twórcy mają ciekawe pomysły.
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (8)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych