
Lost Soul Aside - recenzja i opinia o grze [PS5, PC]. Final Fantasy z Aliexpress
PlayStation w 2025 roku nie oferuje wielu oczekiwanych tytułów single-player, ale w końcu, po latach wyczekiwania, na rynku pojawiła się kolejna produkcja z inicjatywy China Hero Project. Czy jednak warto sięgnąć po Lost Soul Aside i zapłacić pełną cenę? Sprawdźcie naszą recenzję.
O Lost Soul Aside świat po raz pierwszy usłyszał w 2014 roku. Wtedy była to niewielka produkcja tworzona przez jednego dewelopera, która jednak szybko przyciągnęła uwagę PlayStation. Japońska korporacja dostrzegła potencjał i włączyła projekt do programu China Hero Project. Od tamtej pory wiele się zmieniło – gra przeskoczyła na nową (aktualną) generację, zaliczyła kilka opóźnień, Yang Bing stworzył zespół deweloperski, a Sony regularnie przypominało o tytule i systematycznie go promowało.
PlayStation konsekwentnie podsycało zainteresowanie Lost Soul Aside – kolejnymi zwiastunami, gameplayami i obietnicami widowiskowych starć. Efektem jest produkcja, która stanowi swoistą mieszankę Final Fantasy oraz Devil May Cry, choć od pierwszych chwil zdradza swój rodowód... to projekt mniejszej skali, czego nie da się ukryć.




Prosta historia... dodana na ostatnią chwilę?

Przez lata gra promowana była głównie dynamicznymi pojedynkami, ale wraz ze wsparciem Sony nie mogło zabraknąć również fabuły. Niestety to właśnie ona okazuje się jednym z najsłabszych elementów. W trakcie rozgrywki miałem wrażenie, że opowieść została napisana w pośpiechu, na dosłownie ostatnim etapie prac. Do tego jest przewidywalna i sztampowa – zdecydowanie jedna z najprostszych, jakie miałem okazję poznać w ostatnich latach.
Głównym bohaterem jest Kaser, członek grupy rebeliantów. Jego drużyna próbuje wywołać chaos w mieście podczas święta Cesarstwa, lecz uroczystość przerywa nagłe pojawienie się pradawnych stworów, które powracają po tysiącu lat, by ponownie siać zniszczenie. W trakcie wydarzeń siostra Kasera zostaje zaatakowana i traci duszę – pradawne istoty nie żywią się jednak ludzką cząstką, lecz kolekcjonują ją w kryształach. Kaser rzuca wszystko, by ją ocalić, odzyskać kryształy i tym samym uratować nie tylko rodzinę, ale i cały świat.
Protagonista nie zastanawia się ani chwili - wskakuje w motorówkę, a po krótkiej przejażdżce ląduje w bazie przeciwników, gdzie rozpoczyna swoją przygodę. Historia jest prosta, przewidywalna i banalna, a całość dodatkowo cierpi przez fatalnie napisane dialogi, które szybko zaczynają nużyć. Już w pierwszym rozdziale pojawia się główny antagonista, stojący za całą intrygą, ale fabuła Lost Soul Aside szybko traci impet i staje się zwyczajnie nudna.

Bardzo wcześnie poznajemy głównego przeciwnika i jego plany, a finał historii nietrudno przewidzieć. Zaskakuje natomiast to, jak mocno deweloperzy postawili na opowiadanie wydarzeń - mimo że całość sprawia wrażenie dodatku, gra regularnie przerywa akcję cutscenkami i rozmowami. Niestety, są one płytkie, pozbawione emocji i bardziej męczą niż angażują.
Scenarzyści jednocześnie potrafią zaskoczyć kompletnymi absurdami - pierwszy pojawia się już na samym początku przygody. Przed każdym większym pojedynkiem możemy uzupełnić zdrowie i zasoby, rozmawiając z Lianą. Sama w sobie funkcja sklepikarki nie jest niczym dziwnym, ale problem polega na tym, że dziewczyna pojawia się absolutnie wszędzie – nawet wtedy, gdy trafiamy do alternatywnego świata, w którym teoretycznie nie może istnieć żaden człowiek. Na pytanie, dlaczego się tam znalazła, odpowiada po prostu: „nie interesuj się tym”. Dosłownie.

Innym razem przez cały rozdział przemierzamy specjalne portale, wcielając się w Arenę, aby otwierać drogę dla Kasera. Musimy mozolnie szukać przełączników i przeszkód, by protagonista mógł posuwać się naprzód. Cały czas obok nas pojawia się jednak jego towarzyszka, która bez problemu tworzy własne portale i przechodzi dalej. Początkowo pomyślałem, że jej moc nie wystarcza, aby przetransportować jednocześnie ją i Kasera – ale na końcu rozdziału ta sama postać bez trudu otwiera ogromny portal, umożliwiający całej drużynie ucieczkę. I tak, również tam pojawia się Liana, gotowa służyć pomocą.
Takie absurdy przewijają się przez całą fabułę. Mniej więcej w okolicach siódmej godziny z czternastogodzinnej kampanii miałem już dość czytania kolejnych dialogów. Problem w tym, że nie sposób je zignorować, bo są fatalnie nagrane. Angielski dubbing jest zaskakująco słaby – chwilami miałem wrażenie, jakby kwestie czytała sztuczna inteligencja. Bywają momenty, gdy rozmowy urywają się nagle w połowie zdania albo niespodziewanie stają się przyciszone.
Walka? Największy atut Lost Soul Aside

Sony przez lata promowało system starć w recenzowanym Lost Soul Aside i trzeba przyznać, że to zdecydowanie najmocniejsza strona gry. Na początku Kaser nie jest szczególnie potężnym wojownikiem, ale szybko zyskuje niezwykłego kompana – Arenę, jednego z Pustkowców, który obdarza go specjalną mocą. Dzięki temu protagonista może w pełni wykorzystać potencjał swojego oręża.
Kiedy Kaser i Arena działają razem, pojedynki nabierają zupełnie innej dynamiki. Walka opiera się na prostym fundamencie - lekkie i ciężkie ciosy, cztery rodzaje broni (odblokowywane wraz z postępami fabuły), a do tego moce Areny, unik i blok. Jednak to wystarcza, by stworzyć widowiskowe starcia. Bohater potrafi jak Dante z Devil May Cry podbić kilku przeciwników i rozpocząć efektowną kombinację. W każdej chwili możemy zmienić rodzaj broni, sięgnąć po ciężki miecz dwuręczny i rozbijać przeciwników coraz mocniejszymi uderzeniami. To właśnie w trakcie walk Lost Soul Aside pokazuje swój największy potencjał.
Sytuacja wygląda jeszcze lepiej podczas starć z bossami. Przeciwnicy są rozbudowani, często posiadają kilka pasków zdrowia, a walka z nimi wymaga większej uwagi. Warto korzystać z idealnych bloków, które obniżają wytrzymałość wroga – dzięki temu można na chwilę wybić go z rytmu i wykorzystać okazję do zadania serii potężnych ciosów.

Grając w Lost Soul Aside od pierwszej do ostatniej walki miałem poczucie, że to właśnie system potyczek był oczkiem w głowie twórców. Starcia są widowiskowe, łączenie zdolności daje sporo satysfakcji, a kolejne kombinacje przypominają dynamiczny taniec Kasera i Areny. Duży zestaw ruchów sprawia, że trudno w tym aspekcie czegokolwiek się przyczepić.
Mimo wszystko w pewnym momencie zaczęło mi brakować wyzwania. Kaser po kilku godzinach staje się zbyt potężny, więc nawet potężniejsi przeciwnicy nie stanowili dla mnie poważnego zagrożenia. Każdy kolejny pojedynek szybko stawał się formalnością. Nie zmienia to faktu, że walka nadal daje sporo frajdy – to efektowna, pełna energii sieczka, w której z przyjemnością bierze się udział.
Na satysfakcję płynącą z potyczek wpływa też rozwój bohatera i broni. Kaser zdobywa punkty doświadczenia, które inwestujemy w drzewka umiejętności. Każdy rodzaj oręża posiada własną zakładkę, w której oprócz nowych zdolności możemy również odblokować pasywne bonusy – jak większa siła czy dodatkowe mikstury zdrowia. System nie należy do przesadnie rozbudowanych, ale kolejne poziomy faktycznie wzmacniają bohatera i od pewnego momentu pozwalają mu korzystać z naprawdę efektownych zdolności, które świetnie łączą się w widowiskowe kombinacje.

Kaser korzysta z czterech typów broni – miecza dostępnego od początku, a później także z miecza dwuręcznego, glewii i kosy. W tym miejscu należy pochwalić deweloperów, bo rozgrywka dzięki temu nabiera świeżości i różnorodności. Każda broń ma własny zestaw umiejętności, a system walki tylko zyskuje wraz z odblokowywaniem kolejnych oręży. Sam najczęściej używałem miecza dwuręcznego, ale jestem pewien, że wielu graczy zostanie przy podstawowej broni – efektowne podbijanie przeciwników niczym Dante z Devil May Cry to czysta satysfakcja.
W trakcie przygody odblokowujemy także nowe moce Areny, które pełnią rolę dodatkowych umiejętności. Możemy aktywować je w dowolnym momencie, a potem wystarczy poczekać na ich odnowienie. Twórcy pozytywnie zaskoczyli wachlarzem możliwości – od przywoływania wieżyczek strzelających do przeciwników, przez potężne szpony, aż po drzewo leczące sojuszników. Uzupełnieniem ekwipunku są jeszcze talizmany, choć zabrakło możliwości zmiany stroju bohatera, co mogłoby dodatkowo wpłynąć na jego statystyki.
Eksploracja? Tutaj zaczynają się problemy Lost Soul Aside

Bardzo szybko w Lost Soul Aside dostrzegłem schemat charakterystyczny dla mniejszych produkcji. Większość światów została oparta na ciasnych korytarzach, które prowadzą do większych placów, gdzie toczymy krótką walkę, by następnie znów przeciskać się przez kolejne alejki – i tak w kółko. Od czasu do czasu w tym samym układzie pojawia się boss, ale sam szkielet rozgrywki jest niezmienny.
Paradoksalnie jednak, z czasem zatęskniłem za tym prostym schematem korytarz–walka. W późniejszych etapach twórcy próbują urozmaicić zabawę zagadkami czy sekwencjami platformowymi, lecz ich jakość okazuje się jeszcze słabsza. W jednej z łamigłówek musimy manipulować światłem, ale sprowadza się to do kilkukrotnego uderzenia posągu – bez wysiłku, bez pomysłu, bez sensu. Kilka takich „zagadek” sprawiło, że poczułem się wręcz lekceważony przez deweloperów. To nie wyzwanie, a sztuczne przedłużanie czasu gry.
Jeszcze gorzej wypadają elementy platformowe. Początkowo skakanie było tylko odrobinę sztywne, ale w dalszej części gry brak płynności sterowania stał się poważnym problemem. Jedną z sekwencji ucieczki powtarzałem ponad 20 razy, bo po skoku nie pojawiał się przycisk aktywujący portal. Dopiero po wielu próbach „zaskoczyło”, ale do dziś nie wiem dlaczego. Do tego dochodzą liczne błędy - Kaser potrafi utknąć na skoczni, odbić się od niewidzialnej ściany, wpaść pod ziemię albo zaklinować na niewielkim elemencie terenu. Wszystko to zabija frajdę z eksploracji i wyraźnie pokazuje, że zabrakło czasu na dopracowanie podstaw.
Problemem jest także iluzoryczna swoboda, którą gra próbuje nam zaoferować. Niby trafiamy na większe areny, ale co chwilę obijamy się o niewidzialne ściany. W jednej sekwencji bohater przechodzi obok jeziorka i aż prosi się, by przeskoczyć wodę - tyle że nie można, bo gra każe iść wyznaczoną ścieżką. Spróbujesz inaczej? Wpadasz do wody i zaczynasz całość od nowa, bo oczywiście Kaser nie potrafi pływać. Wszystko to sprawia, że eksploracja zamiast angażować, tylko frustruje.
To były długie 10 lat

Od początku 2025 roku otrzymujemy gry, które zachwycają rozbudowanymi światami i oprawą nowej generacji. Na tym tle Lost Soul Aside wyróżnia się niestety w inny sposób – to tytuł rozwijany przez całą poprzednią dekadę, który w wielu aspektach utknął w erze PlayStation 4.
Każdy rozdział stara się oferować nieco inną stylistykę, często wrzucając nas do alternatywnych rzeczywistości z elementami futurystycznymi. Zróżnicowanie otoczeń wypada całkiem nieźle, ale sama budowa świata szybko nuży – korytarz prowadzi do kolejnego korytarza, a monotonię przerywają jedynie areny walki z grupą przeciwników lub bossem. Ta struktura powraca raz za razem i nawet różnorodna estetyka nie potrafi jej w pełni ukryć.
Pod względem wizualnym Lost Soul Aside wygląda na projekt zatrzymany w poprzedniej generacji. Postacie - Kaser i niektórzy przeciwnicy w błyszczących zbrojach – prezentują się przyzwoicie, ale trudno mówić o zachwycie. Gra nie wykorzystuje potencjału PlayStation 5, a jej design wypada blado na tle współczesnej konkurencji. Lepiej wypada muzyka, która potrafi ubarwić sceny, lecz i tutaj trafiają się błędy - zdarza się, że dźwięk zanika lub nagle urywa się w trakcie akcji, co wybija z klimatu.

Na szczęście twórcy przygotowali efektowne przerywniki, które potrafią zaskoczyć dynamiką - Kaser skacze po ścianach, wykorzystuje Arenę do lotu, jednym cięciem eliminuje grupę przeciwników. Te sekwencje wyglądają naprawdę imponująco, choć jednocześnie boleśnie podkreślają, jak prosto prezentuje się reszta gry.
Na PlayStation 5 Pro tytuł oferuje dwa tryby: jakość oraz wydajność. W pierwszym otrzymujemy 30 klatek na sekundę, w drugim – 60 FPS w trakcie walk, ale nawet wtedy pojawiają się dziwne przycinki podczas eksploracji. Trudno więc powiedzieć, by deweloperzy w pełni wykorzystali możliwości sprzętu, szczególnie po tak długim okresie produkcji.
Czy warto zagrać w Lost Soul Aside?
Recenzowany Lost Soul Aside to projekt z kategorii mniejszych gier, jakich co miesiąc debiutuje na rynku naprawdę sporo. Różnica polega jednak na tym, że nieliczne otrzymują tak duże wsparcie od PlayStation. Dzięki temu o tytule zrobiło się głośno, a wielu graczy mogło zainteresować się przygodą Kasera.
Problem w tym, że gra była reklamowana i sprzedawana jak produkcja z segmentu AAA. Cena również nie odbiega od największych premier (300 zł), a pod względem skali i jakości Lost Soul Aside wyraźnie odstaje od innych flagowych tytułów dostępnych na platformach Sony. Ostatecznie cała otoczka marketingowa okazała się „nadmuchanym balonikiem”. Twórcy chcieli wejść na poziom największych projektów, ale ich dzieło zatrzymało się kilka półek niżej. To nie jest produkcja na miarę AAA, lecz raczej solidny, choć momentami wymęczony średniak z segmentu AA.
Lost Soul Aside, mimo lat pracy i wsparcia medialnego, bliżej ma do ambitnego, jednoosobowego „indyczka” niż do gier, z którymi Sony zwykło kojarzyć swoje logo. I to właśnie największy problem tej premiery – oczekiwania zostały zbudowane na czymś, czego deweloperzy nie byli w stanie dostarczyć.
Ocena - recenzja gry Lost Soul Aside
Atuty
- Dynamiczny, efektowny i satysfakcjonujący system walki,
- Zróżnicowane bronie i umiejętności Areny wnoszą świeżość do starć,
- Widowiskowe walki z bossami wymagające taktycznego podejścia,
- Przyjemny rozwój postaci i drzewka umiejętności,
- Kilka udanych przerywników filmowych podbijających klimat,
- Soundtrack z kilkoma naprawdę dobrymi utworami.
Wady
- Chaotyczna, nielogiczna fabuła pełna absurdów,
- Fatalny dubbing i techniczne problemy z dźwiękiem,
- Schematyczna, korytarzowa eksploracja i iluzoryczna swoboda,
- Słabe, nudne zagadki i niedopracowane sekwencje platformowe,
- Przestarzała oprawa graficzna, wyglądająca jak z ery PS4,
- Błędy techniczne psujące płynność zabawy,
- Brak wyzwania – Kaser szybko staje się zbyt silny,
- Zawyżona cena i marketing udający grę AAA, gdy w praktyce to tylko średniak AA.
Lost Soul Aside to gra, która potrafi zachwycić widowiskowym systemem walki i efektownymi starciami z bossami, ale poza tym pełna jest uproszczeń i niedopracowanych elementów. Fabuła często gubi logikę, eksploracja rozczarowuje korytarzową budową i błędami technicznymi, a oprawa graficzna zatrzymała się w erze PlayStation 4. Produkcja, reklamowana i wyceniona jak tytuł AAA, w rzeczywistości bliższa jest średniakowi z segmentu AA. To pozycja, która może dostarczyć satysfakcji fanom dynamicznej akcji, ale w szerszym kontekście trudno nie mówić o sporym rozczarowaniu.
Graliśmy na:
PS5
Galeria








Przeczytaj również






Komentarze (111)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych