Playground Games do perfekcji opanowało początek rozgrywki. Filmik otwierający grę to najlepszy montażowy wizualno-emocjonalny opening, jaki widziałem w grach wyścigowych. Dalej jest jeszcze lepiej, za sprawą festiwalu samochodowego z klimatem wręcz wylewającym się z ekranu telewizora.
Szybkie samochody, piękne dziewczyny, szalejący tłum i zapach palonej gumy, uzupełniany pozytywną muzyką. Jeżeli grałeś w jedynkę, znasz temat bardzo dobrze. 
Ogólnie pierwsze godziny gry wchłaniają do zawodów, sprawiając, że chce się po prostu nie tyle przejść parę wyścigów, co zerwać nockę w obietnicy prowizorycznego ukończenia ,,tego ostatniego zawodu''. W pierwszej odsłonie należało wspinać się ku szczytowi kariery, zbierając kolorowe festiwalowe opaski, które pozwalały uczestniczyć w kolejnych zawodach. Tylko po to, aby pokazać niejakiemu Dariusowi Flyntowi, gdzie raki zimują. Wszystko w myśl zasady - od zera do bohatera. 
Tutaj wszystko sprowadza się do pokonywania wybranych przez nas zawodów, a w rezultacie do wielkiego Finału Horizon, który wyłoni zwycięzcę tych prestiżowych wyścigów.
W grze trafiamy do fikcyjnego rejonu Europy Południowej łącząc krajobraz luksusowego miasteczka we Francji i Włoskiego temperamentu przepięknych dróg usytuowanych przy przybrzeżnych klifach. Wszystko uzupełnione otwartymi i wielkimi połaciami terenu w postaci pól uprawnych, mniejszych miasteczek i atrakcji typu lotnisko, tudzież pole golfowe. 
Kariera jest po krótce mówiąc zestawem kilkunastu zawodów, które wybieramy po ówczesnym dojechaniu do konkretnego rejonu w postaci tzw. wycieczek. Każde zawody to 4 wyścigi z kilkunastoma oponentami o różnej specyfice. Natrafimy na klasyczne zamknięte trasy z okrążeniami, wyścigi na postęp procentowy, znane z jedynki pokazy, czy nowość w postaci zawodów przełajowych.    
O ile cała formuła i realizacja wykonania to najwyższa klasa, o tyle w sandboksowej piaskownicy twórcy przesadzili z wydłużeniem na siłę kariery dla pojedynczego gracza. Po pierwszym finale Horizon można się skusić na kolejny, ale po dojściu do trzeciego pucharku dochodzi do nas, że powtarzalność wyścigów i ,,wyciągnięcie'' jak gumę balonową tego samego, nie sprawia już oczekiwanej radochy. Zabrakło trochę pomysłu, konkretnego wabika, złotego środka na odpowiednie wyważenie zawodów. Twórcy widocznie zapatrzyli się w serię Gran Turismo...

 

 

Zanim przejdę do wyścigów i modelu jazdy, omówię hucznie zapowiadany system sztucznej inteligencji uczącej się zachowań gracza o nazwie Drivatar. 
Sam pomysł na papierze prezentował się znakomicie. Kto by nie chciał ścigać się z autem, którego zachowania przypisane są do znajomego o podobnych lub większych umiejętnościach? Wyzwanie i przyjemność rywalizacji w jednym. Po dokładnej analizie drivatar sprawia mieszane odczucia. Z jednej strony, niektóre manewry i zaciętość w boju wirtualnych zawodników może przekonywać, z drugiej - wszyscy jak jeden mąż, jadą po sznurku, nie różniąc się przy tym od komputerowych odpowiedników sprzed kilkunastu lat. Nie uświadczymy z ich strony przepychanek, błędów, opóźnionej reakcji na hamowanie. Dodatkowo przy ustawieniu najniższego poziomu trudności widać zdecydowany catch up wirtualnych przeciwników. Krótko mówiąc, mogą sztucznie przyspieszyć przed metą, ewentualnie zwolnić, gdy odstajesz od stawki. W wyścigach jest to standardowa praktyka twórców sprawiająca prowizoryczne poczucie ciągłej rywalizacji. Na szczęście w standardowym i wyższym wyborze poziomu trudności jest to niezauważalne. 
Wcześniej wymieniłem rodzaje rywalizacji. Warto omówić nowości w postaci odnowionych pokazów, jak i wyścigów przełajowych. Jeżeli kojarzycie ,,pojedynki'' serwowane w programie Top Gear, w którym samochód rywalizuje z motorówką, tudzież rowerem, to macie pełen obraz omawianych pokazów. Toczymy wyrównany bój z lokomotywą, samolotem pasażerskim, odrzutowcami, a nawet dziesiątkami wolno ,,płynących'' do mety balonów. Świetna sprawa!
Kompletne szaleństwo przełajowe to zawody odgrywane na każdej powierzchni ze znakiem STOP dla powierzchni asfaltowej. Lecimy zatem na złamanie karku przez pola uprawne, krzewy, lasy, piaszczyste dróżki, wyszukując czerwonych checkpointów w ,,polu kukurydzy''.      
Powyższe zawody posiadają jeden diametralny minus. Źle zbalansowany, za wysoki poziom trudności komputerowych oponentów, którzy pędzą na złamanie karku, zostawiając w tyle swoje odpowiedniki na innych zawodach. Wyłaniając jeden z największych mankamentów tej odsłony, czyli źle dobranego poziomu w poszczególnych kategoriach do wyboru. Dla porównania, do wybranej przeze mnie opcji o wymownej nazwie PRO, przy eventach przełajowych musiałem obniżyć o dwa oczka, aby znaleźć się w czołówce po dobrym przejeździe. Podobna sytuacja występuje na linii hipersamochodów, a klasyków twojego dziadka. Ten sam wysoki poziom, daje o wiele większe wyzwanie w autach o mocy zbliżonej do odrzutowca niż wózka inwalidzkiego na akumulator. Nie mówię o tym bez przyczyny, bowiem pierwszy raz w życiu w grze wyścigowej byłem zmuszony tak często wachlować między kilkoma poziomami trudności.

 

Według własnego poczucia humoru i pogody za oknem możemy wybrać dowolne zawody spośród kilkudziesięciu dostępnych. Masz ochotę na wypróbowanie mocy drzemiącej w nowym Lambo? Nie ma problemu, turniej Supercars Ci to zapewni. A może kochasz klasyki pokroju Forda Mustanga z rocznika 69' lub chcesz poczuć wiatr we włosach podczas zawodów rodem z Formuły 1? Wskakuj do Ariel Atoma i spróbuj utrzymać kroku asfaltowej drogi.

 

Na całe szczęście głównym hasłem ekipy Playground Games jest wolność wyboru. Sam wybór zawodów to niezobowiązujące zasady i hulaj dusza, co się rusza. Według własnego poczucia humoru i pogody za oknem możemy wybrać dowolne zawody spośród kilkudziesięciu dostępnych. Masz ochotę na wypróbowanie mocy drzemiącej w nowym Lambo? Nie ma problemu, turniej Supercars Ci to zapewni. A może kochasz klasyki pokroju Forda Mustanga z rocznika 69' lub chcesz poczuć wiatr we włosach podczas zawodów rodem z Formuły 1? Wskakuj do Ariel Atoma i spróbuj utrzymać kroku asfaltowej drogi. Można użyć posiadane auto lub kupić nowe. Na początku wygrywamy lub dostajemy różne cacka, więc nie musimy się martwić o wydawanie ciężko zarobionej kasy.  
Kolejnym krokiem do omawianej swobody jest wybór dowolnego auta (w danej kategorii) w pojedynczym wyścigu, a także dowolna kolejność w wyborze jednego z czterech porozrzucanych na mapie zawodów. 
Przed przystąpieniem do wyścigów można dowolnie ustawiać opcje odpowiedzialne za prowadzenie auta i nie tylko. W skład personalnych ustawień wchodzą takie kwestie jak linia pomocnicza, symulacyjny model jazdy, ABS, kontrola trakcji, uszkodzenia i opcja przewijania. Wszystko to ma wpływ na procentową premię w kredytach, które dostajemy w podzięce za wysoką pozycję w wyścigu. Jeżeli powiewa nam kompletnie kasa, a priorytetem jest dobra, bezstresowa zabawa, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ustawić wszystkie pomoce z korzyścią dla nas. Dla wprawionych graczy nie muszę mówić, że włączenie toru jazdy i przewijania zdarzenia to hańba i ujma w jednym.   
Jako że twórcy nadal mają we krwi serię Motorsport, nie mogli zapomnieć o tuningu, zarówno mechanicznym, jak i wizualnym. To, co zawsze mi się podobało w Forzach to idealne wypośrodkowanie między prostym wyborem dla niedzielnych Januszy, a profesjonalnym warsztacie z tysiącami części dla mianiaków motoryzacyjnych. 
Nie inaczej jest tutaj. Możemy automatycznie zmienić kategorię posiadanego wozu na wyższą (od najniższych D,C, po średnie B,A, aż do najwyższe S1 i S2) lub pomajstrować w poszczególnych ustawieniach, których nie jestem w stanie spamiętać m.in przełożenie zmiany biegów, ciśnienie w oponach itd. Ponadto sklep z ulepszeniami oferuje nam kupno lepszych części, które znacząco poprawiają osiągi. Od silnika, hamulce, po układ napędowy, opony, redukcje masy, gotowe konwersje i spoilery. 
Wisienką na torcie jest wizualizacja. Kalkomania to obłożenie samochodu różnymi tribalami, znakami, napisami, a także zmiana koloru lakieru karoserii, szyby, czy lusterka. Jeżeli jednak nie mamy czasu albo chęci na monotonne dekorowanie, możemy skorzystać z gotowych projektów stworzonych przez innych graczy. A że ów projekty społecznościowe ograniczone są tylko wyobraźnią, możemy natrafić na motywy Batmana, Tron, Atomówek, Szybkich i Wściekłych, retro, czy Scoobie Doo. Udany pomysł!

 

 

Do dyspozycji oddano nam nowoczesne auta spotykane na ulicach pokroju BMW M5, Audi S4, czy Mazda RX-8, zabytkowe klasyki jak Shelby Cobra, Pontiac Firebird, Lancia Stratos, czy nowoczesne potwory typu Bugatti Veyron Super Sport, Aston Martin V12 Vantage i Pagani Huayra. Zapewniam, że wszystkie cacka są należycie wykonane, zarówno pod względem wyglądu, modelu jazdy, pracy silników i odpicowania wnętrz. To ostatnie zresztą sprawia, że chce się jeździć z widoku kierowcy przeglądając dobrze zrobioną deskę rozdzielczą z kontrolkami, które zostały przeniesione jeden do jednego. 
Model jazdy jak to w Forzie jest wspaniały. Możemy kontrolować poślizg, wychodzić z nadsterowności kręcąc kierownicą jak szalony, czujemy wagę i różnice wynikające z odmienności auta. I chociaż daleko idące plany zamiany ustawień pod symulację można schować głęboko w opowieści to mimo arcade'owego rodowodu, można poczuć trudności z opanowaniem auta na zakręcie, czy nawet utrzymania na linii prostej podczas zrywnego ruszania.  
Każde zakupione auto inaczej się prowadzi, są to jednak różnice wynikające z osiągów, typu napędu, czy gabarytu. Nie ma mowy o uczeniu się, a bardziej przyzwyczajeniu. To odróżnia arcade od symulacji. 
Zamknięte trasy z jedynki zostały zastąpione otwartym terenem, którego możemy dowolnie przemierzać wzdłuż i wszerz. Dowolna jazda uzupełniana jest takimi atrakcjami jak zdobywanie punktów doświadczenia za efektowną lub perfekcyjną podróż, możliwość ścigania się z napotkanym klubowiczem lub wzięcia udziału w krótkim zadaniu specjalnym. Dodatkowo możemy rozbijać różnorakie banery reklamowe (głównie punkty doświadczenia) lub wyszukać zapomniane wozy. Jest w sumie co robić, a najciekawszą atrakcją jest szukanie starych, zardzewiałych bryk skrywanych po szopach, które są odnawiane przez naszą sympatyczną koleżankę mechanik. 
Za zdobyte doświadczenie możemy wygrać punkt umiejętności, a także zakręcić kołem fortuny o nazwie Wheelspin. Punkty umiejętności wydajemy na zalety, czyli różne udogodnienia typu: 10% zniżki na wszystkie samochody w salonie, czy możliwość teleportowania się na dowolny obszar mapy. Wheelspin to losowe obdarowanie w postaci gotówki, a nawet darmowego auta. Szkopuł w tym, że gra nie umożliwia sprzedaży niepotrzebnych pojazdów, więc jeżeli nagroda nie przypadnie nam do gustu...cóż, pozostaje tylko usunięcie z garażu.  

 

Nie mogę zdzierżyć tego, co można spotkać w salonie oferującym blisko 300 pojazdów, z czego 1/3 jest za dodatkową opłatą! Jak patrzę na Jaguara XJ220, za którego muszę wydać realną gotówkę w postaci 11.99 zł to nóż w kieszeni się otwiera.
Pakiet samochodów 17.99 zł, przepustka samochodowa 79.99 zł...można tęsknić za czasami, gdzie konkretne modele odblokowało się dzięki postępom w grze, a nie zawartości karty kredytowej.

 

Kwestie społecznościowe i online są ciekawie rozwiązane, ponieważ nie odczuwamy wciskania graczowi na siłę wszystkich sieciowych aspektów, a w wielu przypadkach jest to tylko wybór. Po wyścigu możemy zmierzyć się z losowym graczem w postaci ducha, a po pewnym czasie dołączymy do wybranego klubu, porównując wyniki z innymi graczami lub podnosząc ogólny poziom, za który jest spory zastrzyk gotówki. Ciekawym elementem jest również codzienna wypłata za osiągi własnego drivatara, który zdobywa dla nas kredyty, kiedy my siedzimy wygodnie na kanapie. W dowolnej chwili możemy przełączyć się na wycieczkę online, o ile mamy wykupiony Xbox Live Gold. Założenie jest podobne jak w opcji dla pojedynczego gracza z tą różnicą, że głosujemy na rodzaj zawodów i dodane są nowe, jak podzielone na grupy wyścigi, czy tryb zombie, w którym musimy zarażać jak najwięcej aut po dotknięciu lub uciekać, gdzie pieprz rośnie.   
Rynek usług pozwala na kupno większych lub mniejszych dodatków. Do tych pierwszych, bardziej opłacalnych (ok.70 zł) można zaliczyć Storm Island - charakteryzującą się burzliwym klimatem i zróżnicowanym terenem wyspę z pakietem 90 nowych wyzwań. Na dalszym planie są pakiety samochodów Porsche i filmu Szybcy i Wściekli 7 z dodatkowymi zawodami i wyzwaniami.  
Tak jak Storm Island jest ,,uczciwym'' i dobrze wykonanym dodatkiem oferującym ekstremalne zawody w trudnych warunkach atmosferycznych, a pakiety powyżej wymienionych samochodów można jeszcze przełknąć. Tak już nie mogę zdzierżyć tego, co można spotkać w salonie oferującym blisko 300 pojazdów, z czego 1/3 jest za dodatkową opłatą! Jak patrzę na Jaguara XJ220, za którego muszę wydać realną gotówkę w postaci 11.99 zł to nóż w kieszeni się otwiera.
Pakiet samochodów 17.99 zł, przepustka samochodowa 79.99 zł...można tęsknić za czasami, gdzie konkretne modele odblokowało się dzięki postępom w grze, a nie zawartości karty kredytowej.
Ja wiem, że nikt nie przykłada nam broni do skroni zmuszając do kupowania, jednak można czuć niesmak podczas przeglądania 6 widocznych okienek w salonie samochodowym, gdzie co chwilę widzimy auta z ikonką mówiącą ,,Chcesz mnie? To dawaj kasę! Przy okazji kup sąsiada!''. 


Graficzna strona z racji przejścia na nowy system Xbox One pozwoliła na pewną dozę swobody w kreowaniu Świata. Podczas dowolnej jazdy możemy bez przeszkód dojechać do miejsca, które widzimy w oddali. Mijając wysoko zarośnięte polany, taranując pobliskie drewniane płotki, czy krzewy i lawirując między gęsto zasianymi drzewami. Pod kołami czujemy zarówno zdradliwą trawiastą powierzchnię, piaszczysty żwir krętych ścieżek, asfaltowe podłoże licznych dróg, czy brukowaną kostkę w luksusowych miasteczkach. 
Projekt całej mapy, jak i tras jest przemyślany, często następuje zmiana nawierzchni, rodzaj pokonywanego terenu. Od krętych dróg miejskich i długich przybrzeżnych, po zdradliwe ścieżki leśne i szalone przejazdy w terenach otwartych.   
W porównaniu z trochę monotonnymi drogami Kolorado z pierwszej odsłony, tutaj wszystko jest na plus.  
Techniczny aspekt również zaskakuje. Natkniemy się na sporą ilość elementów zniszczalnych, karoseria pięknie się gnie, wysoka trawa ugina pod ciężarem pojazdu. Cieszą smaczki pokroju wzbijających się do lotu ptaków, rzeczywistego odbicia w lusterku lub karoserii, pięknego oświetlenia nocą, czy spadających kropel deszczu na szybie, perfekcyjnie zbieranymi przez wycieraczki. Gra wygląda po prostu cudnie!
Na koniec zostawiłem dostępne stacje radiowe i zawartą w nich muzykę. Zgodnie z zasadą, która mówi, że niekoniecznie więcej równa się lepiej, tutaj niestety dostajemy gorsze zestawienie ciekawych utworów niż w trzech stacjach zawartych w jedynce.    
Znajdziemy tutaj utwory m.in. Nero, The Quemists, London Grammar, Lazyboy, Netsky, High Contrast, a nawet Mozarta.
Poza poszczególnymi hiciorami  i jedynej udanej stacji Horizon Pulse, całościowo wszystko nie trzyma monolitu i często zmieniamy stacje w poszukiwaniu dobrego utworu. Warto pochwalić twórców za jedno. W zależności od specjalnych zawodów, wspaniale dobierają podkład muzyczny pod daną sytuację. Bo fajnie jest posłuchać klasyki, zasiadając zabytkowych dziadków pokroju Ferrari 250 GTO w przejażdżce Włoskim wybrzeżem.

 

Różnice pomiędzy wersjami Xbox One i Xbox 360 są znaczące. Wersja na 360-tkę jest nie tylko okrojona graficznie, ale też ukrócona z wielu rozwiązań. Najważniejsze z nich to niepełna polonizacja, brak większości zniszczalnych obiektów w otwartym Świecie, okropne tekstury otoczenia (rośliny 2D), brak systemu drivatar, brak trybu wolnej jazdy w multiplayerze, brak Wheelspin, brak zmiennej pogody/ deszczu, brak trawy, brak eventów przełajowych i niedostępny tuning suwakami. Jak widać jest to krok wstecz, nawet porównując do pierwszej części. Podsumowując wersja Forzy Horizon 2 na Xbox 360 to klapa.

 

 


Forza Horizon 2 zaskakuje na polu otwartości rozgrywki, różnorodności wyboru i sandboksowego obszaru festiwalowego szaleństwa. Możemy wybrać dowolne zawody i samochód, zrobić co tylko chcemy, dostosować masę ustawień, pobrać dowolne projekty kalkomanii i spróbować sił w rozgrywce online. Jest to zdecydowanie perełka wśród arcade'owych wyścigów i jedna z lepszych gier na obecną generację, łącząc wspaniały model jazdy i festiwalowy klimat. Całość niestety psują takie aspekty, jak płatna zawartość dużej części dostępnych samochodów, niezrównoważony poziom trudności, sztucznie przedłużona kariera, po części wdrażająca się również monotonność pokonywania tych samych eventów. Premierowa Forza Horizon sprawiała wrażenie lepiej zrealizowanej i bardziej spójnej. Dodatkowym atutem było zapewne pierwsze wrażenie i efekt ,,Woow''. Dlatego kontynuacja to więcej tego samego, ale też lekkie rozczarowanie. Jeżeli jest to twoja nowa przygoda z cyklem Horizon, lub doskonale bawisz się wyścigami nie patrząc na powtarzalność zawodów, dodaj spokojnie jedno oczko do oceny finalnej.       

                                                                                                                                   

                                                                                                                                         Tomasz Woźniak

 


P.S. Screeny są mojego autorstwa. 

P.S.2. Polonizacja została wykonana poprawnie (dubbing i napisy)