SKLEP
Kryspin Kras 30.11.2017
Xenoblade Chronicles 2 - recenzja gry
2715V

Xenoblade Chronicles 2 - recenzja gry

Siedzę przed ekranem komputera patrząc się na pustą stronę edytora tekstowego, starając się uspokoić i rozluźnić. Oto jawi się przede mną niezwykła przygoda, której celem będzie spisanie swoich wrażeń z Xenoblade Chronicles 2, tytułu, który robi wszystko co może, by zdumieć śmiałka odważnego na tyle, by weń zagrać. Zechciałbyś, drogi Czytelniku, towarzyszyć mi w tej podróży?

Xenoblade Chronicles 2
  • Platformy:  NS 
  • Data premiery - Polska: 01.12.2017
  • Nie
  • od lat 12 wulgarny język przemoc

Zanim zaczniemy, chciałbym zauważyć, że Nintendo wpadło w jakiś szał. Switch jest zaledwie dziewięć miesięcy na rynku, a już zyskał dwa tytuły walczące o tytuł GOTY 2017, masę mniejszych bądź większych hitów, portów, indyków, w sumie jakoś ponad dwie setki gier. Nie wiem jak Ty, mój drogi towarzyszu, ale spod tego zalewu hitów na nowej konsoli Nintendo nie mogę się wydostać. A Nintendo nie zwalnia tempa i oferuje nam na koniec roku jeszcze jedno, ostatnie uderzenie – omawiane właśnie Xenoblade Chronicles 2.

Witaj w Alrest, świecie, który jest zarówno piękny, niepowtarzalny jak i niebezpieczny oraz... umierający. Żyjący tutaj tytani tworzący powoli wymierają, jeden po drugim, a wraz z nimi całe regiony, wioski, miasta i setki, tysiące ludzi żyjących na (lub w) ich przeogromnych ciałach. Sytuacja polityczna i militarna przede wszystkim między imperium Mor Ardain, którego tytan jest na wykończeniu, a królestwem Uraya staje się coraz bardziej napięta i obie frakcje zaczynają się zbroić na nieuniknioną wojnę terytorialną. Obok tego całego konfliktu, na dużo mniejszym tytanie imieniem Azurda żyje Rex, młody chłopak parający się wyławianiem z Cloud Sea pozostałości po starej, dawno wymarłej cywilizacji, oczywiście za pieniądze. Młodzieńca poznajemy, gdy ten pewnego dnia dostaje zlecenie – udać się z przedstawicielami grupy Torna wydobyć na powierzchnię pewien statek. Na miejscu znajdują oni Pyrę - piękną, młodą kobietę, która okazuje się być kimś więcej niż się wydaje... tak zaczyna się wielka przygoda, której motorem napędowym jest przede wszystkim chęć dostania się do mitycznego Elysium.

Historia Xenoblade Chronicles 2, podzielona na dziesięć rozdziałów, choć z początku mnie nie porwała, to dość szybko, bo już po paru godzinach gry, tak mnie wciągnęła, że zwyczajnie nie pozwalała mi odejść od konsoli. Twist fabularny leci za twistem, postacie pokazują swoja prawdziwe oblicza stawiając swoje motywy na głowie diametralnie zmieniając podejście gracza do niej. Nie dajcie się zwieść mangowej oprawie – fabuła jest odpowiednio dojrzała i interesująca, ale potrafi również być śmieszna i komiczna. Scenariusz idealnie według mnie balansuje między powagą a humorem, gdzie ten drugi jest jest ani trochę nachalny, sztuczny czy irytujący.

Alrest

Alrest to magiczne miejsce. Prawie w całości spowite jest niekończącym się morzem chmur - Cloud Sea. Po jego powierzchni, a w niektórych przypadkach i pod nią poruszają się gigantyczne, monstrualne wręcz istoty zwane Tytanami, których to ogromne ciała zagospodarowali ludzie, inne rasy, zwierzęta i rośliny. Na samym środku morza chmur wyrasta, górując nad całym Alrest, gigantyczne drzewo World Tree, wokół którego Tytani krążą, niczym planety wokół Słońca, a legendy powiadają, że na szczycie drzewa ukryte jest Elysium – kraina mlekiem i miodem płynąca zdolna pomieścić i zapewnić godziwe życie wszystkim mieszkańcom Tytanów.

Każdy z tytanów charakteryzuje się zgoła odmiennym klimatem i mieszkańcami. Żyrafo-podobny Gormott, do którego trafimy dość wcześnie w grze, zasiedlony jest przez Gormotti, mieszkających przede wszystkim w uroczym miasteczku Torigoth, a po zielonych terenach, wzgórzach i lasach wokół miasta hasa cała masa różnych stworów. Gormott robi fenomenalne wrażenie zwłaszcza gdy po wyjściu z lasu znajdziemy się na ogromnej, pięknej i zielonej równinie z miastem czekającym gdzieś tam w oddali i jest idealnym „openingiem” do tego co w późniejszych godzinach gry Xenoblade nam zaoferuje. 

Mor Ardain, silnie eksploatowany przez militraną nację Ardainianów wita nas czerwono-brązowymi skałami, wysuszoną ziemią, opuszczonymi fabrykami i piaskiem w oczach. Mieszkańcy królestwa Uraya upodobali sobie wielorybiego Tytana, żyjąc w jego ogromnych trzewiach. Klimat tu, jak można się domyśleć jest dużo wilgotniejszy, mieszkańcy są przyzwyczajeni do wody, a flora i fauna przystosowana do specyficznego klimatu składa się z fantazyjnych drzew bogato strojonych liśćmi, świecących roślin i wodnych bestii czyhających na zbłąkanych wędrowców. Naturalnie nie będę Ci opisywał wszystkich Tytanów, bo to mija się zupełnie z celem, ale powinieneś wiedzieć, że każda z tych lokacji, każdy z Tytanów jest na swój sposób piękny i wyjątkowy. Każdy jeden jest fenomenalnie zaprojektowany i oferuje przepiękne krajobrazy i widoki do podziwiania. Chyba jeszcze w żadnej grze, nawet w Zeldzie Breath of The Wild, nie zatrzymywałem się tak często by po prostu pooglądać otaczające mnie tereny wykreowane przez artystów z Monolith Soft. Ekipa zaserwowała nam ogromne lokacje do zwiedzania i pierwsze kroki na każdym kolejnym Tytanie to nowe, niezapomniane przeżycie i uczucie odkrywania nowego świata.

Ale kim właściwie zwiedzamy ten świat? Wspomniałem już o Rexie, któremu towarzyszyć będzie opisana wcześniej Pyra. Niedługo potem trafimy na kolejnych członków drużyny pierścienia i do naszej wędrówki do Elysium trafi m.in. Nia wraz ze swoim kompanem Dromarchem oraz straszliwie pocieszny Tora wraz z mechaniczną Poppy. Przemierzając świat zawsze będziemy ograniczeni do maksymalnie trzech postaci (a wybierać będziemy między kilkoma dostępnymi), różniących się nie tylko wyglądem ale i przede wszystkich charakterem czy motywami. W tym momencie muszę przyznać, że ponownie jak w przypadku zatrzymywania się i podziwiania widoków, chyba w żadnej innej grze tak bardzo nie polubiłem postaci z którymi mi przyszło spędzić te kilkadziesiąt godzin. Nieważne, czy mówię tu o porywczym Rexie, który wręcz uwielbia pakować się w kłopoty czy głupkowatym Tora. Przekochana Pyra, wiecznie drażliwa Nia, każda jedna postać jest tak barwna, tak sympatyczna, że nie sposób ich nie lubić. Nawet czarnym charakterom, pomimo bycia tymi złymi, zdarzało mi się chwilami kibicować... 

Wspomniałem wcześniej o pewnych towarzyszach naszych bohaterów. Dromarch, Poppy, Pyra. Jest ich więcej, że wspomnę o Brighid, Roc czy Pandoria. Nie są to zwykłe osoby per se, oj nie. Właściwie ciężko ich sklasyfikować, ale w mitologii świata przedstawionego nazywani są oni Blade'ami. Blade to jednocześnie partner i broń, która towarzyszy zawsze swojemu Driverowi. Ożywa on w momencie w którym osoba godna uaktywni jego Core Crystal – swoisty kamień wielkości pięści. Istoty te są nieśmiertelne i natychmiastowo regenerują swoje obrażenia, jednak w momencie śmierci swojego „właściciela” wracają do formy Core Crystala i tracą całą pamięć, czekając by ponownie zostali kiedyś uaktywnieni przez nowego Drivera. Blade może przyjąć różną postać. Dromarch jest dla przykładu wielkim, białym tygrysem. Pyra młodą kobietą. Roc wielkim humanoidalnym ptakiem i tak dalej, a jednemu Driverowi jednocześnie może towarzyszyć do trzech Blade'ów. Blade'y dzielą się według żywiołu do jakiego są przypisani (ogień, woda, ziemia, wiatr itp.), broni jaką udostępniają swojemu panu oraz przede wszystkim klasy (Attacker, Healer, Tank). Wybór, jakie Blade'y będą towarzyszyć będą danej postaci będą szczególnie istotne podczas walk.

„Easy, peasy!”

Główną rozrywką w Xenoblade Chronicles 2, poza eksploracją rozlegych terenów jest walka. Dosłownie co parę kroków trafimy na jakiegoś stwora, nieważne, czy będzie to pseudo królik na 1 poziomie czy przypominająca goryla bestia na 90, z każdym jednym z nich możemy walczyć. Do trybu walki przechodzimy płynnie, natychmiastowo, walcząc na tym samym ekranie i lwia jej część odbywać się będzie automatycznie. Choć nie mamy prawie żadnej kontroli nad bohaterami w walce poza tym głównym, każda z postaci używać będzie swój określony automatyczny atak, którego sukcesywne wykonywanie będzie wypełniać paski aktywacji ataków zwanych Driver Arts. Ciosy te są naszą główną bronią w walce z przeciwnikiem i poza zadawaniem mocniejszych od automatycznych szlagów obrażeń pozwalają również np. wyrzucić wroga w powietrze, przewrócić go czy chociażby „wyciągnąć” z adwersarza zielone potiony regenerujące życie członków drużyny. W tym momencie muszę wspomnieć o tym, że dostępne Driver Artsy zależne są od rodzaju broni użyczonej przez obecnie używanego Blade'a i by bardziej urozmaicić, czy skomplikować sprawę, każdy z dostępnych Driverów będzie miał do użytku inne Artsy dla tej samej broni. Każda oręż pozwala na użycie czterech Artsów, jednak w walce ograniczeni jesteśmy do trzech z nich i oczywiście od nas zależy jakich to będziemy chcieli używać. W walce możemy zmienić obecnie używanego Blade'a o ile pozwala na to wyzerowany cooldown. Nadążacie? No to lecimy dalej, bo nawet porządnie nie zacząłem. Czy wspominałem, że tutoriale w tej grze są niezwykle pomocne i pojawiają się zawsze wtedy kiedy trzeba? Bez nich byłoby niezwykle ciężko ogarnąć o co w ogóle chodzi, dlatego wdzięczny jestem twórcom za ich umiejętne zaimplementowanie.

Wracając do walki, wiemy już o Artsach przypisanych do trzech przycisków (X,Y,B) i o Blade'ach (przypisanych do przycisków kierunkowych (góra, prawo, dół). Do Artsów dochodzi jeszcze jeden, czwarty atak, Special związany z żywiołem używanego Blade'a, którego przed użyciem trzeba naładować używając zwykłych Artsów, choć w tym wypadku akurat możemy (a czasem musimy) naładować go kilkukrotnie, zwiększając zadawane przez niego obrażenia.  Ataki te przy okazji różnią się od zwykłych ataków tym, że ich wykonanie uzależnione jest od wykonania prostego QTE. W tym momencie dochodzimy do niezwykle istotnej w walce w Xenoblade Chronicles 2 kwestii a mianowicie – Driver Combo.

W momencie użycia Speciala, na ekranie pojawia się możliwa ścieżka wykonania Driver Combo, zależna od żywiołu jakim dysponują nasze Blade'y. Po użyciu jednego Speciala, otwiera się przed nami możliwość wyboru kolejnego z dwóch żywiołów i o ile my sami, bądź nasi kompani mogą użyć ataku danego elementu będziemy mogli ciągnąć nasze combo dalej. Tutaj dochodzi kwestia ładowania Speciala, bo o ile do rozpoczęcia ciągu ataków wystarczy pierwszy poziom naładowania, tak do drugiego i trzeciego trzeba odpowiednio długo szlaga ładować. Jeśli nam się nie uda zdążyć przed upływem czasu combo przepada i musimy je budować od nowa. Gdy uda nam się dokończyć Combo, tj. wykonać ostatni z trzech ataków, nastąpią przede wszystkim dwie rzeczy: Przeciwnikowi z którym walczymy zostanie zablokowana jakaś specjalna zdolność (opisana na ścieżce Combo) oraz zacznie dookoła niego latać Orb o elemencie takim, jaki był żywioł ostatniego wykonanego Speciala. Przy okazji stwór nabędzie odporność na ten typ ataku więc gra w trakcie walki nieustannie będzie nas zmuszać do wykonywania innych combosów przy użyciu innych Blade'ów bądź innej kolejności ich aktywowania. Uf! Dzieje się i to sporo, ale wiesz co? To jeszcze nie koniec. Oczywiście, zakładając, że przeciwnik ciągle żyje po tylu szlagach, a o ile nie walczysz z wrogiem o 20-30 poziomów niższym niż Twojej drużyny, to można śmiało założyć, że walka w tym momencie się jeszcze nie skończyła. Pozwolę sobie wtrącić, że akurat Xenoblade cierpi na straszliwie długie walki. Potyczka ze zwykłym przeciwnikiem czasem może trwać i kilka-kilkanaście minut, jeśli nieumiejętnie wykorzystujemy systemy jakimi gra operuje. W późniejszych etapach nawet już celowo unikałem walki z tego właśnie powodu...

Pamiętasz te żywiołowe Orby które latają wokół wroga po wykonaniu Driver Combo? Przydadzą nam się one, gdy będziemy chcieli zasypać wroga gradem ciosów podczas Chain Attack. Tak, to kolejna mechanika, ale obiecuję, że to jedna z ostatnich! Podczas walki, umiejętnie wykonując Artsy i Speciale napełniamy Party Gauge składające się z trzech segmentów. Każdy jeden segment pozwala na wskrzeszenie poległej w boju postaci, ale również po naładowaniu wszystkich trzech możemy odpalić dewastujący Chain Attack w którym walka „staje w miejscu” i każda z naszych postaci po kolei atakuje wroga wybranym Bladem ze znacznie, znacznie większą mocą. Tutaj do gry wchodzą Orby, gdyż to właśnie w tym momencie możemy je zniszczyć atakując przeciwnika Bladem o żywiole silniejszym od kuli przeciwnika. Gdy taką sferę uda nam się zniszczyć, wypełniamy pasek Chain Attaku i będziemy mogli kolejną turę atakować wroga. Możemy to robić do momentu aż albo przeciwnik umrze, albo nie uda nam się zniszczyć Orba, kule się skończą albo wypełnimy pasek Chain Attacku i automatycznie gra wykona za nas najsilniejszy ze wszystkich ataków. 

To wszystko co widzisz powyżej to tak naprawdę wycinek tego, co oferuje system walki w Xenoblade Chronicles 2. Nie wspomniałem o tym, że możemy przemieszczać swobodnie swoją postać po polu walki, że siła ataku zależy od której strony atakujemy, że możemy... Nie, nie będę znowu się rozpisywał. Dość powiedzieć, że system jest niezwykle zaawansowany, ale też dość prosty do opanowania, jak już się w niego wgryziemy. Mam nadzieję tylko, że Cię nie przestraszyłem tym opisem! Mnie osobiście walka z początku przytłoczyła mnogością możliwości, ale wspomniane wcześniej tutoriale skutecznie mnie wprowadzały w kolejne niuanse potyczek, przez co nawet tak nieobyta w JRPGach osoba jak ja dała sobie radę. 

Drzewka, Ulepszenia, Affinity Charty i inne diaboły i klasy

Naturalnym jest, że po pokonaniu przeciwnika członkowie naszej drużyny dostają expa i nabijają poziomy doświadczenia co zwiększa im statystyki. Poza tym, dostają również Weapon Points (WP) oraz Skill Points (SP). WP służą do ulepszania Driver Artsów i zdobywane są niezależnie dla każdego typu broni. Ulepszenia te nie wychodzą poza bezpieczne ramy w stylu + 50 do zadawanych obrażeń i -1 do czasu oczekiwania przed użyciem. SP używane są w celu ulepszania drzewek rozwoju postaci, tzw Affinity Chart. To tutaj przede wszystkim rozwijamy zdolności bojowe naszej postaci odblokowując np. zdolność natychmiastowego użycia Artsa na początku walki podpiętego pod konkretny guzik, zwiększenia siły, życia i tym podobne. Poza umiejętnym wykorzystywaniem zdobytych punktów WP i SP, możemy wyposażyć herosa w różnego rodzaju akcesoria, których ilości opiewają w setkach. Zwiększona odporność na ataki danego żywiołu, szybsze zmienianie Blade'ów, zwiększenie aggro, więcej życia, siły, zwinności, do wyboru, do koloru. 

Blade'y również możemy rozwijać. Ich bronie możemy ulepszać przy użyciu specjalnych chipów, które przede wszystkim zwiększają zadawane obrażenia. Same Blade'y możemy wyposażyć w  AUX Cores, których również w grze znajdziemy setki. Zapewnią one szybsze ładowanie Speciala czy Artsów, silniejsze obrażenia przeciwko wrogom danego typu, zwiększenie szansy na ciosy krytyczne i wiele, wiele więcej. Towarzysze Driverów również mają swoje Affinity Charty, jednak te zachowują się inaczej niż te u swoich panów. Tutaj elementy na drzewku są odblokowywane poprzez wykonywanie konkretnych czynności w stylu pokonania kilku stworów tego samego gatunku, użycie X razy danej umiejętności i tak dalej. Odblokowane pozycje zapewnią kolejne bonusy do statystyk czy inne ciekawe pomoce w walce i nie tylko, gdyż Blade'y przydają się nie tylko w walce ale i w eksploracji, o czym za chwilę. 

Wspomniałem, że Blade'y podzielone są na klasy: Attacker, Healer, Tank. Jest to istotne, bo Driverzy sami w sobie nie mają żadnej klasy (choć technicznie rzecz biorąc zależna jest ona od głównego Blade'a którego się nie da zmienić i samych statystyk postaci) i jest ona zależna właśnie od aktywnych Blade'ów. Mieszając trzy różne bronie jesteśmy w stanie uzyskać różne klasy postaci i każda z nich zapewnia różnorakie bonusy. Przykładowo Elite Healer ma zdecydowanie większe możliwości lecznicze niż Elite Fighter, który to zadaje dużo większe obrażenia, ale za to dużo gorzej znosi szlagi od typowego Tanka. Umiejętne podpinanie Blade'ów pod daną postać jest więc dość istotne, ale tu pojawia się mały zgrzyt. W trakcie rozgrywki będziemy na pęczki zdobywać Core Crystals podzielone według rzadkości i to, jakiego Blade'a uda nam się uzyskać zależy tylko i wyłącznie od łuta szczęścia. Jeśli mamy pecha – no sorry, nie udało się, wypadł nam Blade nie o tej klasie co chcieliśmy, nie w tym typie i nie z tą bronią. Spróbuj jeszcze raz. Parę razy z tego powodu się zaciąłem bo akurat potrzebowałem konkretnego towarzysza, np. do wykonania jednej z wielu aktywności pobocznej.

Przynieś mi 5 magicznych liści, uratuj mojego syna i ugotuj zupę

Nie samym main questem RPG żyje i dobrze by było by w tak dużym otwartym świecie twórcy zaserwowali graczowi jakieś poboczne aktywności, prawda? Monolith Soft nie zawiodło i zapewni graczom całe zatrzęsienie rzeczy do wykonania. Zacznijmy może od czegoś tradycyjnego, czyli od zadań ponocznych. Subquestów w Xenoblade Chronicles 2 jest od groma, czają się na każdym kroku i choć sporo z nich jest typowym fetch questem czy grindem na mobkach, wiele z nich jest dość ciekawymi zadaniami z osobną linią fabularną, pod-zadaniami, całymi scenkami z mówionymi dialogami. Wykonywanie sub-questów zapewnia naturalnie punkty doświadczenia, czasem dostaniemy jakiś przedmiot. Jeśli zechcemy, możemy w ramach odpoczynku od głównej osi fabularnej połowić artefakty z Cloud Sea w jednym z wielu dostępnych punktów i zebrane w ten sposób przedmioty przehandlować na coś innego. Możemy zagrać w osobną dwuwymiarową minigierkę w której zdobywać będziemy potrzebne materiały by ulepszyć jednego z Blade'ów - Poppy. Podczas przemierzania cielsk Tytanów co chwila trafimy na świecące punkty oznaczające miejsca, w których możemy zebrać jakieś materiały, robale, ryby i inne przydatne przedmioty. Te możemy wykorzystać do aktywowania wcześniej zdobytych AUX Cores (bez tego nie będziemy mogli ich używać). 

Wykonywanie misji w danym regionie, rozmowa z mieszkańcami, robienie zakupów u lokalnych sprzedawców rozwija lokację. Dzięki temu sprzedawcy będą oferować nowe, wcześniej niedostępne towary oraz przy okazji obniżą cenę swoich produktów. Dodatkowo odblokujemy kolejne misje poboczne do wykonania napędzając tym samym niekończącą się pętle zadań i aktywności do wykonania. Żeby tego było mało, w pewnym momencie gry do naszych rąk zostanie oddana grupa najemników i możliwość wysyłania na misje (wybierane z osobnego menu) nieużywanych Blade'ów. Misje te wykonywane są przez określoną ilość czasu rzeczywistego, niektóre trwają 20 minut a inne nawet i półtorej godziny. Te zadania również dają nam punkty doświadczenia, pieniądze, rozwijają lokacje i przede wszystkim rozwijają również same Blade'y, więc nawet te, których nie używamy będą mogły się do czegoś przydać. 

Do aktywności pobocznych można również zaliczyć walki z Unikalnymi bestiami. Co jakiś czas trafimy na przeciwnika oznaczonego specjalnym symbolem i o unikalnej nazwie. Taki potwór jest dużo silniejszy od swojej standardowej wersji, ale jego pokonanie zapewni nam spory bonus do poziomu doświadczenia i prestiż na dzielni. Ew. stan przedzawałowy i pełne gacie, kiedy podczas spokojnego zwiedzania kolejnej lokacji z głośników nagle zacznie grać muzyka walki z unikalnym potworem, który właśnie postanowił nas zjeść na obiad. W tej grze nie da się nudzić! Dość powiedzieć, że w trakcie przemierzania terenów co chwila trafiałem na przeciwników o poziomach zdecydowanie za dużych na moje możliwości do których obiecałem sobie wrócić później. Kiedy potem faktycznie tam wracałem, nagle odkrywałem kolejne, nieznane mi wcześniej regiony mapy bo postanowiłem pójść zupełnie inną drogą. Jestem pewien, że nie poznałem nawet w połowie wszystkich Tytanów...

Nie można zapominać również o tym, że po mapie rozsiane są punkty, których aktywowanie wymagać będzie odpowiedniego Blade'a lub więcej z odpowiednimi skillami. Dzięki temu otworzymy wcześniej niedostępne drzwi, dostaniemy się do środka jakiejś skrzyni czy nawet damy radę śledzić tropy zwierzęcia które zamordowało kilku żołnierzy lub zwyczajnie odblokujemy dostęp do nowej lokacji. Trochę mnie ten patent irytował, zwłaszcza, że w głównym wątku fabularnym trafiłem na kilka takich barier i musiałem losować Blade'y do momentu aż trafiłem na tego jednego, który akurat miał skilla którego w tym momencie potrzebowałem.

Piękny świat

Xenoblade Chronicles 2 jest piękne. Mangowy styl graficzny wygląda fenomenalnie na dużym ekranie telewizora i widoki zawsze zapierają dech w piersi ze względu na spory draw distance i bogate w szczegóły krajobrazy. Każdy z Tytanów jak już wspomniałem wyżej jest świetnie zaprojektowany i lokacje po których się przemieszczamy są fantastyczne. Modele postaci, przeciwników również mi się bardzo podobały, choć rozumiem, że nie każdemu podobny styl może odpowiadać, ale muszę przyznać, że potężne biusty Pyry czy innych postaci żeńskich mają swój urok. Niestety, muszę też jednak trochę ponarzekać. O ile gra na TV wygląda bardzo, bardzo ładnie i chodzi właściwie w płynnych 30 klatkach na sekundę, tak grając przenośnie... Cóż, nie owijając w bawełnę grafika, a głównie rozdzielczość dostaje mocno po tyłku spadając często grubo poniżej natywnego 720p nie oferując żadnego anty-aliasingu. Nie wygląda to zbyt dobrze, choć w ruchu nie przeszkadza to aż tak bardzo jakby się mogło wydawać po screenach. Często również w trybie przenośnym płynność gry pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza w co bardziej efektownych walkach, ale mimo wszystko nie jest to nic, co by bardzo mocno przeszkadzało w grze. Przez większość czasu i tak grałem przenośnie bo tak było mi wygodniej, ale jednak trochę te ubytki kuły w oczy. Poza tymczasem drażnił pop-up postaci i wrogów potrafiących się materializować parę metrów przed naszą drużyną. Pomijając te drobne problemy, mogę już dalej tylko chwalić: błyskawiczne loadingi, brak jakichkolwiek ekranów ładowania podczas przemierzani rozległych terenów (występują jedynie przy cutscenkach i szybkiej podróży). A skoro już wspominam o cutscenkach, to muszę pochwalić twórców za fantastycznie wyreżyserowane scenki fabularne. Choć czasem animacje postaci bywają sztywne czy ucięte w dziwnym momencie a lip sync w zasadzie nie istnieje, tak cała reszta, dynamika akcji, ujęcia robią mocno robotę. A sama gra ma całe mnóstwo cutscenek, momentami przegadanych, momentami przepełnionych akcją, czasem długich, czasem krótkich, ale zawsze na wysokim poziomie wykonania i każdą jedną oglądałem z nieukrywaną przyjemnością.

Cudowna muzyka i dźwięk

Muzyka w Xenoblade Chronicles 2 jest zwyczajnie FAN-TA-STY-CZNA. To, co ACE wraz z Yasunori Matsudą wykreowali na potrzeby nowej pozycji Monolith Soft zasługuje nie tylko na owacje na stojąco ale na bicie pokłonów przed soundtrackiem przez cały rok, 24/7, bez przerwy. Każdy Tytan, każda lokacja ma swój własny motyw przewodni, osobny dla dnia jak i nocy, gdzie zazwyczaj za dnia pompuje nas pozytywną energią nastawiając na nową, niezwykła przygodę a po zmroku oferując podobne tony, ale dużo spokojniejsze, bardziej relaksujące. Muzyka podczas walk pompuje adrenalinę tak bardzo, że ciężko wysiedzieć w miejscu, a motywy walk z bossami są tak napełnione energią, są tak wysokooktanowe, że czujemy, że zaraz rozniesiemy świat. Fantastyczna robota, fenomenalna. Ostre brzmienia gitarowe pomieszane z bardziej spokojnymi utworami granymi na pianinie lub innych instrumentach zostały idealnie ze sobą połączone i w przerywnikach zawsze pogrywa odpowiednia do sytuacji melodia.

Przed zagraniem miałem spore obiekcje wobec angielskiego dubbingu gry i przyznam szczerze, że przez parę godzin jak słyszałem te wszystkie brytyjskie, szkockie, walijskie i cholera wie jeszcze jakie akcenty to aż mnie zęby bolały. Jednak w końcu do nich przywykłem i wiesz co? Teraz nie wyobrażam sobie już grać z japońskimi głosami, które będą dostępne do pobrania na premierę gry. To, że postacie z każdego regionu mają inny akcent fantastycznie podkreśla to, jak bardzo różni są mieszkańcy zamieszkujący różnych Tytanów. I choć czasem podczas cutscenek głosy nie zawsze idą w parze z oczekiwanymi przez nas emocjami –według mnie Nintendo of Europe odwaliło kawał dobrej roboty dubbingując Xenoblade'a.

Świetne zakończenie roku

Na samym początku tekstu napisałem, że Nintendo wpadło w jakiś szał. Szał wydawania fantastycznych gier na swoją nową platformę i Xenoblade Chronicles 2 nie jest żadnym wyjątkiem. To genialna pozycja godna polecenia każdemu posiadaczowi Switcha i śmiało może służyć za pretekst do zakupu tej konsoli. Świetna oprawa graficzna, kapitalna, fenomenalna muzyka, bardzo dobra i wciągająca historia, masa rzeczy do robienia, postacie których nie da się nie lubić, wreszcie – niezwykle przyjemna walka, której jedynym minusem jest to, że czasem trwa za długo. Ja przy Xenoblade Chronicles 2 bawiłem się przednio i śmiem rzec, że tytuł podobał mi się w wielu kwestiach bardziej od takiej Zeldy BOTW a i momentami dawał mi więcej radości niż Super Mario Odyssey. Tak, ten tytuł jest aż tak dobry, przynajmniej dla mnie i nie pozostaje mi nic innego, niż zachęcić Ciebie, czytelniku, do odwiedzenia magicznej krainy Alrest.

Tagi: xenoblade xenoblade chronicles xenoblade chronicles 2 xenoblade chronicles x

Werdykt
Graliśmy na: NS
  • + Alrest
  • + Tytani
  • + Fabuła
  • + Postacie
  • + Grafika
  • + Muzyka
  • + System walki
  • + Ogrom możliwości rozwoju bohaterów
  • + Skala gry
  • - Momentami kiepska rozdzielczość w trybie przenośnym
  • - Momentami przydługawe walki
  • - Dużo zadań pobocznych to typowe fetch-questy
  • - Nawigowanie między setkami, tysiącami przedmiotów bywa chwilami lekko uciążliwe
Kryspin Kras
Kryspin Kras Xenoblade Chronicles 2 to fantastyczna produkcja i kolejna genialna gra w bibliotece Nintendo Switch. Pozycja warta ogrania, nieważne, czy jesteś fanem JRPG czy nie. Gra na dziesiątki, setki godzin ciągle oferując coś nowego.
Oceń recenzję
+ +34 -

Miesięcznik PSX Extreme