Farpoint to ostatnia produkcja z „pierwszej fali”, czyli zestawu dużych tytułów przygotowanych z myślą o PlayStation VR. Sony nie zadbało o odpowiednie rozłożenie premier, więc od ostatniego, głośnego Resident Evil VII minęło sporo czasu. W konsekwencji gogle Japończyków u niektórych klientów mogły się już mocno zakurzyć, choć możecie mieć pewność, że dla gry Impulse Gear warto chwycić w łapę ścierę i porządnie wyczyścić urządzenie.

Wszystko rozpoczyna się od… Tragedii

Tragedia to słowo wyjątkowo dobrze opisujące początek Farpoint. W grze wcielamy się w przedstawiciela załogi Pielgrzym, czyli statku kosmicznego, który po misji wraca na stację kosmiczną. Nie może jednak być tak pięknie i już na samym początku jesteśmy świadkami katastrofy, przez którą główny bohater trafia na tajemniczą i pełną potworów planetę. Tragedią jednak nie jest sam kataklizm, a jego realizacja. Twórcy nie do końca przemyśleli prolog, który przez dobre dziesięć minut zamęczy nawet najbardziej wytrwałych graczy. Człowiek trzyma w łapie karabin, chce strzelać do „zielonych”, a zamiast tego… Ogląda przydługie wprowadzenie.

Na szczęście w pewnym momencie otrzymujemy od deweloperów błogą swobodę i rozpoczynamy eksplorację świata. Gra jest typową, korytarzową strzelanką, w której trudno się zgubić i od początku, bez najmniejszych przeszkód przedzieramy się przez kolejne miejscówki. Historia? To spore zaskoczenie, bo nie oczekiwałem od produkcji tak przemyślanej i nawet zjadliwie zrealizowanej opowiastki. Naszym zadaniem jest podążanie za dwójką badaczy, a wszyscy oczywiście chcą opuścić to najeżone bestiami miejsce. W głównej mierze biegamy od miejsca do miejsca, wykonujemy proste zadania, ale kilka ciekawych zwrotów akcji i… Przystępna końcówka sprawiły, że bardzo dobrze wspominam te sześć godzin z PlayStation VR na głowie. Niech konkretną rekomendacją będzie fakt, że przygodę ukończyłem przy jednym posiedzeniu… Z małą przerwą. Twórcy dopracowali rozgrywkę i nawet przez chwilę nie miałem problemów z mdłościami, czy też bólem głowy. A na pewno muszę dodać, że przez ostatnie tygodnie nie korzystałem z gogli Japończyków, więc trudno mówić o wprawie.

Farpoint rozgrywka

Farpoint dwóch graczy vs. potwory

Typowa rozgrywka w nowym wydaniu

W zasadzie całą produkcję można podzielić na dwie części. Gdy już przetrwamy wstęp, chwycimy w łapy karabin, rozpoczynamy odrobinę przydługi etap, w którym autorzy wyraźnie bali się podkręcić poziom trudności. Rywale nie stanowią zagrożenia, nowe okazy pojawiają się zbyt rzadko, ale gdy już się przemęczymy, to szykuje się ostra jazda. Wtedy to na każdym kroku wpadamy na coraz to większą bestię, musimy uczyć się nowych taktyk, strzelamy w odpowiednie miejsca, staramy się unikać ostrzału, szukamy najlepszego schronienia, a nasza giwera wciąż się przegrzewa. Są EMOCJE, których tak bardzo brakuje w tych pierwszych etapach.

Oglądaliście kiedykolwiek Żołnierzy kosmosu? To jeden z moim ulubionych filmów dzieciństwa, a właśnie Farpoint pozwolił mi uczestniczyć w kolejnej przygodzie Johnny’eg Rico. Biegając po lokacjach, wpadając na kolejne zmutowane żółwie, czy tam inne przyduże pająki, zbierając giwery, korzystając z granatnika, karabinu, czy shotguna, miałem wrażenie, że to właśnie ja znajduje się na tej planecie. Zatopienie się w świat Farpoint jest wyjątkowy, a może nawet najlepszy w przypadku pozycji przygotowanych z myślą o PlayStation VR, ale to wszystko jest możliwe dzięki jednemu dodatkowi – Aim Controller.

Grę można nabyć w zestawie z nowym gadżetem przygotowanym z myślą o goglach VR Sony. Schludny, dobrze wykonany, choć na pierwszy rzut oka zabawny kawałek plastiku imitujący broń to bez wątpienia największy skarb dla wszystkich posiadaczy PlayStation VR. Jest to samodzielne urządzenie posiadające wszystkie przyciski znajdujące się na DualShocku 4 i nie są potrzebne jakiekolwiek dodatki – po prostu podłączamy, włączamy grę i wpadamy w bagno.

Nowy poziom doświadczenia… A to taki zwykły plastik

Aim Controller to złoto. Gdy wyciągałem ten „karabin” z pudełka, żona rzuciła zza moich pleców „a gdzie reszta?”, bo trudno jednak ukryć, że sprzęt mógłby wyglądać lepiej. Na szczęście podczas rozgrywki nawet przez sekundę nie mamy okazji przyglądać się plastikowi, a jego wyważenie, obsługa i możliwości to prawdziwe mistrzostwo świata. Sony jeszcze do niedawna zapowiadało, że najlepiej w tytuły z PlayStation VR grać na siedząco, ale tutaj zapominamy o tej zasadzie. Stajemy, rozglądamy się i trzymamy w łapach gnata… A te wszystkie bestie biegną do nas jak potulne baranki. To wyjątkowo konkretna zabawa, której od dawna mi brakowało.

Twórcy gadżetu zadbali również o połączenie z PlayStation 4 i przez całą grę nie odczuwałem większych niedogodności związanych ze zrywaniem połączenia, czy też problemu z kalibracją. Od początku do końca miałem pewność, że strzały lecą w odpowiednim kierunku, a sprzęt nie zawodził nawet przy najbardziej chaotycznej akcji. Muszę oczywiście tutaj zaznaczyć, że propozycję Impulse Gear można również poznać bez dodatkowego kontrolera, ale… Nie róbcie tego. Lepiej nie podchodzić do tego tytułu bez jego najważniejszego elementu. Ten mały gadżet tak intensyfikuje immersję, że w zasadzie nie ma sensu psuć sobie zabawy na Dualshocku. Szczerze mówiąc przed napisaniem recenzji miałem ochotę jeszcze raz ukończyć opowieść i porównać skalę rozgrywki na dwóch trybach (z i bez Aim Controllera), ale nie przetrwałem nawet godziny.  

Farpoint strzelanie do potwora

Farpoint dynamiczna akcja z PlayStation VR

Farpoint na szczęście od pewnego momentu nie jest łatwy. Kosmiczne bestie potrafią zaatakować z zaskoczenia i nie wybaczają najmniejszych błędów, więc bardzo szybko zapomina się tutaj o tym nieszczęsnym początku. Dużym atutem produkcji są bez wątpienia lokacje, a raczej ich budowa, bo zawsze bez najmniejszego problemu można się odnaleźć na polu walki i dobrze zareagować na ruchy przeciwników. Nie jest raczej specjalnym sekretem, że budowa zadań to do bólu powtarzany schemat „dojdź do miejsca A, zabij wszystkich”, ale gameplay w tym wypadku wynagradza wiele. Pewnym jednak zgrzytem jest fakt, że autorzy nie skupili się na rozbudowaniu starć, bo od pewnego momentu przeszkadza pojawianie się rywali zawsze z tego samego miejsca.

To jednak nadal „pierwsza generacja”

Pewnie jeszcze kilka lat upłynie nim będziemy świadkami nowych wersji gogli wirtualnej rzeczywistości, więc w tej sytuacji musimy się godzić na pewne ograniczenia. W Farpoint grafika nie urywa dupy, a w wielu momentach jest po prostu biedna. Lokacje są puste, pełne podobnych kamieni, trudno tutaj mówić o bajecznych szczegółach, choć produkcji nie można odmówić koncepcji. 

Nie powinno to raczej być zaskoczeniem, ponieważ od startu PlayStation VR obserwujemy to zjawisko. Na pewno jednak muszę pochwalić polski oddział PlayStation, który nawet w takim tytule zadbał o pełną, polską lokalizację i dubbing wypada w tym wypadku naprawdę nieźle. To nadal nie jest najwyższy poziom, jednak podczas zabawy obiecuję, że nie będą Wam krwawić uszy.

Na deser na pewno wspomnę o przygotowanym trybie sieciowym. Choć całej opowieści nie przejdziemy z partnerem u boku, to bez najmniejszego problemu możemy wyruszyć na walkę z hordami bestii w dwuosobowych zespołach. Sprawdza się to zaskakująco dobrze – spróbowałem trzykrotnie zmierzyć się z kolejnymi bestiami i we wszystkich przypadkach bawiłem się naprawdę nieźle. Dobrze gra się ze znajomym, który ściągnie z naszej głowy przeciwnika, rzuci pomocne „za tobą, leszczu!”, czy też porówna kolejnego stwora do przerośniętej waginy. Powaga.

Farpoint kooperacja

Farpoint walka z potworami

Tak to powinno wyglądać

Jeśli macie w swoich domach PlayStation VR, to bez wątpienia warto sięgnąć po Farpoint… A gdy liczycie na pełną przyjemność, to celujcie w droższy pakiet z Aim Controllerem. Nie jest to jednak pozycja, dla której warto wydać worek gotówki na PlayStation VR, kamerę i pozycję. Gra mimo to pokazuje, że PlayStation VR nie powiedziało ostatniego słowa. Według plotek Sony pracuje z zespołem deweloperów nad „drugą falą” i mam tylko szczerą nadzieję, że teraz większa część nowych, dużych produkcji będzie wykorzystywać Aim Controller. Sprzęt sprawdza się w 101%, więc chciałbym móc z niego korzystać jak najczęściej.

Trudno od PlayStation VR wymagać wybitnie wyglądających gier trwających 25 godzin z setkami misji pobocznych. Ta technologia wciąż nie rozprostowała kolan, więc nadal jesteśmy świadkami dziesiątek mniejszych, źle zrealizowanych tytułów, a od czasu do czasu pojawia się na rynku mały nieoszlifowany diamencik. Właśnie to słowo najlepiej przedstawia przygodę Impulse Gear, bo choć produkcja nie jest pozbawiona wad, to jednak przyszli deweloperzy powinni właśnie na jej podstawie pracować nad rozwojem gogli Japończyków.