Freestyle (2023)

Freestyle (2023) - recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Z deszczu pod rynnę i do kanału

Piotrek Kamiński | 16.09.2023, 20:00

Diego w przeszłości zaliczył romans z narkotykami - biegał, brał, znajomych częstował. Postanowił jednak skończyć z tym i na poważnie zająć się karierą rapera. Nagrywa właśnie swój materiał, ale skończyły mu się finanse, więc godzi się zrobić jeszcze jeden duży deal, po którym wszystko będzie już proste. Jeśli się uda.

Gdyby miesiąc temu ktoś powiedział mi, że ta netflixowa "polska 8. Mila" nie będzie kompletnym gniotem, poprosiłbym go aby puknął się solidnie w czoło. A jakby mi jeszcze powiedział, że to będzie całkiem wciągający, nawet jeśli finalnie raczej głupkowaty film, który spokojnie można sobie włączyć na wieczór i niczego nie żałować, zastanowiłbym się zapewne czemu w ogóle z nim rozmawiam. A jednak jesteśmy tu gdzie jesteśmy, "Freestyle" wjechał na platformę, a ja Ci go polecam. I to na trzeźwo!

Dalsza część tekstu pod wideo

Freestyle (2023) - recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Sztampowo, ale sprawnie 

W czwartek rundzie dasz dupy

Widziałem wśród kolegów i koleżanek porównania nowego filmu Macieja Bochniaka do "Nieoszlifowanych Diamentów" (oddając im sprawiedliwość - część wspominała, że daleko mu do filmu braci Safdie, inni natomiast, że to pierwsze i najbardziej trafne skojarzenie) i faktycznie coś w tym jest. Główny bohater filmu, Diego (Maciej Musiałowski), zostawił niby życie na krawędzi za sobą, ale wciąż kręci go adrenalina i wszystko robi na wariata. Nawet z dziewczyną, Miki (Nel Kaczmarek) spotyka się pod samym nosem jej drugiego chłopaka. Kiedy jego zmarnowany dragami najlepszy przyjaciel, Mąka (Michał Sikorski), przegrywa pieniądze przeznaczone na studio w nielegalnym kasynie i do kompletu kradnie mikrofon, szef studia rekwiruje materiał i każe czym prędzej zwrócić należność. Od tego momentu rozpoczyna się trwający przeszło godzinę wyścig, w którym stawka rośnie z minuty na minutę, a przegrana oznacza śmierć.

Fabularnie rzecz jest piekielnie chaotyczna. Diego biega z miejsca w miejsce, raz za razem coś mu nie wychodzi, wszyscy próbują go zabić, nie wiadomo o co właściwie chodzi. Dopiero gdzieś za połową filmu staje się jasne, że nie wszystko jest takie, jak mogłoby się z początku wydawać. Scenariusz zyskuje kierunek i właściwie do samego końca ogląda się go przyjemnie. Nie jest to jednak żadne dzieło sztuki. Jeśli muszę czekać pół filmu na konkretne zawiązanie intrygi, a wcześniej oglądam tylko miotanie się po różnych miejscach, to coś w tym scenariuszu nie zagrało. Być może dałoby radę uratować tę pierwszą połowę mocniej nakreślonymi postaciami, ale prócz samego Diego, reszta bohaterów jest płaska jak papier. Mąka ma zryty łeb, Miki... jest ładna i kocha Diego (po co więc spotyka się jeszcze z Batonem (Filip Lipiecki), którym zdaje się zupełnie gardzić? Prócz nich w filmie znajdziemy jeszcze paru gangusów, ale to po prostu chodzące stereotypy i nie ma co się o nich rozgadywać, a stawkę zamyka... Król Kiełbasy (Juliusz Chrząstowski). I to z nim mam największy problem.

Freestyle (2023) - recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Zdjęcia nadrabiają braki scenariusza 

Ruletka się kręci

Kiełbasiany biznesmen, znany i szanowany obywatel, a przy tym persona blisko związana z krakowskim półświatkiem to postać pełna potencjału. Może ciekawie łączyć w sobie tę sympatyczną, rubaszną naturę, z której znany jest społeczeństwu, z bardziej mrocznym, bezwzględnym gangsterem, który ma to społeczeństwo głęboko w poważaniu. Ale do tego potrzeba mocnych, dobrze napisanych dialogów. Tymczasem te napisane przez Bochniaka i Sławomira Shuty są takie same jak i cały film - proste, do rzeczy, pospieszne. Filmowcy nie dają sobie czasu na rozbudowanie swojej historii, a mogliby, biorąc pod uwagę, że tak naprawdę cała scena z Królem Kiełbasy do niczego nie prowadzi i można by ją spokojnie wyciąć, niczego nie tracąc.

Trzeba natomiast przyznać twórcom filmu, że udało im się namalować całkiem smutny, dołujący obraz podziemnego Krakowa. Schowane na uboczu, szemrane warsztaty, ciasne, ciemne, pełne chudych morderczek o nieprzytomnych oczach kluby. Najbardziej przerażająco realistycznie wyglądało jednak całe wymazane markerami, usyfione mieszkanie dilerskich kolegów Diego - ktoś ewidentnie wiedział, jak takie meliny potrafią wyglądać. Chociaż ze związanym i zakneblowanym, przypadkowym facetem na stole trochę przesadzili. Ta podwórkowość dobrze kontrastuje z czystym, staro urządzonym mieszkaniem rodziców Mąki i bogatymi wnętrzami domów gangsterów, sprawiając wręcz, że nawet bardzo klasyczne, nocne zdjęcia Krakowa potrafią wywołać jakiś taki wewnętrzny niepokój.

"Freestyle" jest ewidentnie filmem, na który była koncepcja i generalnie całkiem nieźle się go ogląda. Fabuła wykoleja się bliżej końca i zostawia (trochę zbyt) wyraźną furtkę dla kontynuacji, fabuła mogłaby odrobinę mniej gnać przed siebie albo chociaż mocniejszymi liniami rysować swoich bohaterów, żeby człowiek nie miał wrażenia, że jakąkolwiek postacią jest wyłącznie główny bohater, a reszta istnieje tylko po to żeby miał się do kogo odezwać, ale to wciąż całkiem przyjemny, młodzieżowy sensacyjniak. Zabierałem się za niego ze złośliwym uśmiechem pod nosem, a ostatecznie muszę posypać głowę popiołem i przeprosić pana Bochniaka, bo wyszło nieźle! Trzeba tylko pamiętać, że to NIE jest film o hip hopie - bo łatwo się zawieść niemądrymi porównaniami do "Ósmej mili".

Atuty

  • Solidny Maciej Musiałowski;
  • Wartka, dobrze trzymająca napięcie akcja;
  • Podwórkowy, dilerski klimat;
  • Zwroty akcji potrafią zaskoczyć...

Wady

  • ...szkoda, że czasami dlatego, że brakuje im wiarygodności;
  • Słabo nakreślona obsada poboczna;
  • Zakończenie bez zakończenia;
  • Kilka nic niewnoszących do fabuły scen.

"Freestyle" to nie tylko improwizacyjna forma rapu, ale również idea, zapewne, przyświecającą filmowcom przy tworzeniu scenariusza filmu. Wydarzenia lecą jedno za drugim, nie zawsze z sensem, ale za to na ostro i rozrywkowo. Niemądre, za to całkiem przyjemne kino.

6,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper