Vengeance (2022)

Vengeance (2022) - recenzja, opinia o filmie [SkyShowtime]. Zawsze warto być człowiekiem

Piotrek Kamiński | 30.05, 21:11

Ben, nowojorski pisarz, kobieciarz i gigantyczny pozer dostaje telefon od nieznajomego mężczyzny, który mówi mu, że jego dziewczyna nie żyje. Problem w tym, że Ben nie ma pojęcia o kim mowa. Jej rodzina nie chce jednak o tym słyszeć. Kochanego chłopaka nie może zabraknąć na pogrzebie. Może chociaż będzie z tego materiał na podcast?

To całkiem zabawne, że B.J Novak i Mindy Kaling we względnie na podobnym czasie wypuścili produkcje sygnowane swoimi nazwiskami, biorąc pod uwagę ich wspólną przeszłość na planie "the Office" i poza nim. Ona dała światu "Velmę", która poza miejscami ciekawą animacją nie mogła pochwalić się zbyt wieloma zaletami, a on chwilę przed nią wyskoczył ze swoim reżyserskim debiutem w postaci dzisiejszego filmu. I to aż niesamowite, o ile lepszy produkt mu wyszedł.

Vengeance (2022) - recenzja filmu [SkyShowtime]. Komedia z drugim dnem

Ben i Ty

Zasadniczo mamy tu do czynienia z połączeniem komedii i kryminału, choć miejscami Novak potrafi zaskoczyć całkiem głębokimi przemyśleniami. Już w pierwszych minutach filmu jego postać, dziennikarz Ben, który bardzo chciałby zrobić swój własny podcast, atakuje swoim pomysłem na audycję znaną koleżankę. Jego zdaniem ludzie nie są podzieleni przez miejsce zamieszkania, wyznanie czy polityczne przekonania, lecz przez czas –nagrywamy telefonami koncerty żeby później je sobie obejrzeć, nie chodzimy już do kina na premiery filmowe, ponieważ w tej chwili zajmujemy się czymś innym i szkoda czasu i pieniędzy. Nawet tak prosta akcja jak napisanie sms-a oznacza, że tak naprawdę nie rozmawiamy na żywo a w dogodnym dla siebie momencie. Nie przeżywamy tych samych rzeczy w tym samym czasie, co inni. Zatracamy umiejętność obcowania z drugą osobą, nie traktujemy jej jak takiego samego człowieka jak my, bardziej jak idę, koncepcję. Jest w tych słowach dużo prawdy i są one również tematem przewodnim całego filmu.

Ben nie mógłby mieć bardziej wywalone na śmierć Abi (Lio Tipton). Przylatuje do Teksasu, ponieważ zostaje zasadniczo zmuszony, a następnie zostaje na miejscu, bo chce wybić się na czyjejś tragedii. Jednak rodzina zmarłych od samego początku darzy go niczym, a gigantyczną sympatią. Najpierw poznajemy brata, Tya (Boyd Holbrook), który najchętniej każdy problem rozwiązywałby za pomocą rewolweru. Chwilę później jego młodszego brata, na którego wszyscy wołają "pieszczotliwie" El Stupido (Eli Bickel), dwie siostry, odrobinę bardziej ogarnięte i życiowe Paris i Kansas City (Isabella Amara i Dove Cameron) oraz mamę, Sharon (J Smith-Cameron). Ich bezpretensjonalna szczerość będzie stanowić największy kontrast dla jego nowojorskiego snobizmu, będąc jednocześnie źródłem większości humorystycznych sytuacji. Zasadniczo ten sam klimat, co kiedy u nas ktoś z dużego miasta jedzie na wieś. Chyba, że kręci Smarzowski - wtedy klimat jest zwykle ździebko inny.

Vengeance (2022) - recenzja filmu [SkyShowtime]. Technicznie można było kilka spraw dopracować

Szybki wywiad

Stawką w filmie jest, że powiem tak ambitnie, dusza głównego bohatera. Ben nauczy się na przestrzeni tych 100 minut patrzeć na ludzi, ale tak naprawdę patrzeć, dostrzegać i doceniać ich. Kiedy go poznajemy, kobiety z którymi się spotyka ma podpisane w telefonie na zasadzie "kolor włosów + gdzie poznałem". Bliżej końca natomiast będzie pamiętał nawet prawdziwe imię El Stupido (którego nie kojarzy nawet jego własny brat), a już finałowa scena to bezapelacyjna kulminacja całej jego drogi. Z tego co czytałem, wiele osób ma z tym zakończeniem problem - mówią, że wyskakuje zupełnie niezapowiedziane, że nie pasuje, że to przesada. Uprzejmie nie zgadzam się z tymi opiniami. Dla mnie to jest idealne podsumowanie całego filmu, najbardziej ludzki, emocjonalny odruch w całej drodze głównego bohatera. Wręcz lekko wzruszający!

Jak na debiut reżyserski, w dodatku taki, który również sam napisał i zagrał główną rolę, film Novaka jest zaskakująco składny. Środek mógłby być trochę bardziej zwięzły albo ciekawiej rozpisany, ale cały film trzyma odświeżająco żwawe tempo, żarty są zazwyczaj celne, a dostarczająca je obsada wiarygodna. Jedynie montaż zdaje się miejscami trochę za bardzo polegać na prostych cięciach z lewej na prawą i tak w kółko przez całą rozmowę. Rozumiem że taka szybka wymiana "ciosów" potrafi podkreślić humorystyczny aspekt sceny, ale jeśli w ten sam sposób nakręcimy cały film, to zamiast podnosić tempo, montaż zacznie jest spowalniać.

Od zawsze lubiłem Novaka w roli scenarzysty (spod jego ręki wyszła spora część najlepszych gagów "the Office"), a z czasem przekonałem się i do niego jako aktora. Tym debiutem udowadnia, że jest prawdziwym człowiekiem renesansu i potrafi zrobić dobrze wszystko, za co się zabierze. "Vengeance" nie jest filmem idealnym - dyskusyjne dla niektórych zakończenie i mało porywający montaż ciągną go trochę w dół, ale jako całość jest to produkcja, którą absolutnie wypada sprawdzić. Szczerze polecam.

P.S. A, no i Ashton Kutcher znowu gra kowboja - czego tu nie lubić!

Atuty

  • Tona całkiem subtelnego humoru;
  • Druga tona zupełnie prostego, szczeniackiego wręcz humoru;
  • Dobre tempo;
  • Obsada;
  • Bardzo spójny i pięknie rozpisany tematycznie.

Wady

  • Mało ambitny montaż;
  • Koniec końców zagadka może pozostawić pewien niedosyt.

"Vengeance" to komedia, thriller i film o kondycji obecnego społeczeństwo, zapakowany w zgrabny, nawet jeśli trochę prosty, pozbawiony ozdób papier. Bardzo dobry debiut reżyserski B. J. Novaka i zwyczajnie przyjemne kino. Warto dać szansę.

8,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper