Fire Emblem Engage

Fire Emblem Engage – recenzja i opinia o grze [Switch]. Barwna opowieść pełna taktycznej walki

Wojciech Gruszczyk | 17.01, 15:00

Po 12 miesiącach przepełnionych mocnymi premierami, Nintendo rozpoczyna rok od ciekawej, taktycznej i zarazem wizualnie pięknej przygody. Czy warto zainteresować się Fire Emblem Engage? Przeczytajcie naszą recenzję.

W katalogu Nintendo znajduje się kilka bardzo mocnych IP, wśród których zaszczytne miejsce posiada seria rozwijana przez Intelligent Systems. Gracze wspominają o przygodach Mariana, wyczekują na nowe historie Linka, jednak entuzjaści taktycznych RPG-ów nie mogą przejść obojętnie obok uniwersum Fire Emblem. Najnowsza część ponownie nie zawodzi i w dobry sposób rozpoczyna rok dla japońskiej korporacji.

Fire Emblem Engage zapewnia lekką opowiastkę o pierścieniach

Fire Emblem Engage - recenzja gry - główny bohater

Akcja recenzowanego Fire Emblem Engage rozgrywa się na fikcyjnym kontynencie Elyos, na którym tysiąc lat temu wszystkie królestwa zebrały się, by powstrzymać atak potężnego Fell Dragona Sombrona – Upadły Smok został pokonany, ale już na samym początku opowieści dowiadujemy się, że problem powraca. Główny bohater Alear jest nazwany Divine Dragon, ponieważ to on pokonał rywala i teraz Boski Smok budzi się z długiego snu, nie pamięta wcześniejszych wydarzeń, ale zdaje sobie sprawę, że ponownie on będzie musiał stanąć do walki z zagrożeniem. Temat amnezji na początku nie był dla mnie specjalnie interesujący, bo wielu scenarzystów sięga po ten wątek, ale deweloperzy szybko z niego w pewien sposób rezygnują, ponieważ protagonista tak naprawdę nie ma czasu na wspominki, a rozpoczyna swoją misję.

Na samym starcie opowieści Alear mierzy się z wielką stratą, która jednocześnie jest dla niego nowym początkiem – główny bohater musi zebrać 12 pierścieni (Emblem Rings), by za ich pomocą pokonać Fell Dragona. To właśnie z tego powodu rozpoczyna podróż po kontynencie w poszukiwaniu błyskotek. Pierścienie nie tylko mają znaczenie dla całej fabuły, jednak zapewniają również możliwość przywoływania potężnych postaci. Każdy posiadacz Emblem Rings otrzymuje nowe moce, może przybrać specjalną formę jednocząc się z duszą znajdującą się w biżuterii i w zasadzie na podstawie tej mechaniki została oparta znacząca część produkcji. To właśnie te pierścienie są fundamentem dla całej przygody z Fire Emblem Engage.

Scenarzyści z Intelligent Systems zadbali o kilka niespodziewanych wydarzeń, a jednocześnie przez cały główny wątek w świetny sposób odkrywają historie bohaterów, przedstawiają ich motywacje – jednak muszę przyznać, że seria Fire Emblem przygotowała mnie na bardziej dramatyczne historie. Opowieść rozciąga się na ponad 29 godzin rozgrywki, a czas można jeszcze znacząco wydłużyć decydując się na dodatkowe misje i podczas rozgrywki czułem, że uczestniczę w ciekawej historii, która ze względu na prezentację nie daje mi odejść od ekranu konsoli. Recenzowany Fire Emblem Engage wygląda bajecznie na urządzeniu Japończyków – deweloperzy zdecydowali się na piękne, ciepłe barwy, które są prezentowane przez głównego bohatera, ale również większość postaci wygląda świetnie. Twórcy bardzo często prezentują najważniejsze wątki przez dynamicznie, pięknie zrealizowane animacje i każdy film oglądałem z dużą ekscytacją – to dzięki bajecznej oprawie chętnie uczestniczyłem w opowieści i poznawałem następne wątki.

Fire Emblem Engage - recenzja gry - taktyczna walka

Fire Emblem Engage oczywiście nie wygląda tak dobrze w każdym momencie, ponieważ rozgrywkę możemy podzielić na dwie części – klasyczne pojedynki turowe oraz przechadzanie się po mieście głównym bohaterem. W tym pierwszym przypadku z jednej strony trudno o zachwyty, ponieważ akcja jest prezentowana w rzucie izometrycznym, jednak deweloperzy w tym miejscu zadbali o piękne animacje – wykorzystywanie Emblem Rings pozwala włączyć kapitalnie wyglądające przerywniki filmowe, które pojawiają się także podczas wykonywania potężniejszych ataków. W drugiej sytuacji biegamy bohaterem z perspektywy trzeciej osoby po różnych terenach i gra wygląda po prostu dobrze... pewne niedoskonałości dostrzeżecie podłączając urządzenie do docka, jednak nawet w tej sytuacji produkcja Japończyków nie zawodzi.

W samej opowieści muszę jeszcze wyróżnić postacie, bo choć Alear na początku mnie trochę drażnił, to jednak później polubiłem Divine Dragona, który małymi krokami jest prezentowany przez deweloperów – jego wątek może się naprawdę podobać. W historii pojawia się jeszcze sporo ciekawych postaci, a same wydarzenia sprawiają, że niemal do końca mamy okazję dołączać do swojego zespołu nowych bohaterów. Twórcy w pewien sposób zachęcają nas do żonglowania składem, ponieważ nowe nabytki zazwyczaj są mocniejsze od starszej ekipy – choć ja ostatecznie kończyłem przygodę mając w składzie mieszankę starej gwardii z najnowszymi postaciami. Scenarzyści w ciekawy sposób wprowadzają postacie, nie boją się nakreślić wątków antagonistów i pod względem bohaterów sporo się tutaj dzieje. Wspomniany wcześniej Fell Dragon na początku nie specjalnie przypadł mi do gustu, ale główny przeciwnik podobnie jak bohater jest lepiej prezentowany dopiero w drugiej połowie przygody.

Walka w Fire Emblem Engage to coś więcej niż taktyka

Fire Emblem Engage - recenzja gry - główny bohater otrzymuje moc

Boski Smok poszukuje pierścieni, by móc pokonać wielkie zagrożenie, więc pomiędzy misjami mamy okazję podróżować po mapie świata. Gdy jednak wybierzemy dla siebie odpowiedni cel, to rozpoczyna się prawdziwa uczta. Recenzowany Fire Emblem Engage pozwala nam bardzo dokładnie wybrać zespół oraz odpowiednio go uzbroić – w misjach może maksymalnie uczestniczyć 12 postaci, a w samej opowieści bez problemu rozbudujecie swój skład o ponad 30 bohaterów, którzy różnią się możliwościami. Istotne jest również wyposażenie ekipy w błyskotki, ponieważ różne Emblem Rings w różny sposób wpływa na postacie z różnymi klasami, a dodatkowo herosi mogą posiadać w swoim ekwipunku nawet pięć przedmiotów. Wojownicy muszą żonglować sprzętem, co jest tak naprawdę wymagane, by móc w odpowiedni sposób reagować na polu bitwy.

Intelligent Systems ponownie korzysta z Weapon Triangle, więc miecz w bezpośredniej walce jest lepszy niż topór, znowu topór ma przewagę nad włóczniami, a jednocześnie ten sprzęt radzi sobie lepiej z mieczami. Gracze jednak mogą korzystać z magii, łuków, sztyletów, a istotne okazuje się również wykorzystywanie smoków czy też koni do transportu. Bitwy są jednak świetnie rozbudowane przez pierścienie, które znacząco wpływają na możliwości bohaterów, ponieważ często usprawniają ich ataki oraz zapewniają specjalne zdolności. Herosi systematycznie zdobywają indywidualne punkty doświadczenia, dzięki którym mogą poprawiać swoje statystyki, a jednocześnie cały czas usprawniają swoje działanie w różnych klasach – te również możemy ulepszać lub po prostu przeskakiwać na inne specjalizacje. Emblem Rings umożliwia bohaterowi wejść w specjalny tryb „Emblem”, dzięki któremu przywołujemy postać znajdującą się w pierścieniu i jednocześnie możemy wykorzystywać specjalne i często bardzo potężne zdolności. Na liście nie zabrakło niemal nieograniczonego teleportu, atakowania wrogów w jednej linii lub leczenie całego zespołu jednocześnie narażając postać na śmierć z powodu obniżenia jej HP do minimum.

Na powrót Fell Dragona czekało kilka królestw, które posiadało swoje pierścienie i podczas całej opowieści mamy okazję walczyć z oddziałami wojsk – w Fire Emblem Engage powracają także potwory, które zajmują kilka miejsc na mapie. W niektórych misjach musimy radzić sobie z ograniczającą widoczność mgłą wojny, ale oczywiście możemy ją rozproszyć przez podpalanie pochodni. Największą zmianą w samych pojedynkach są oczywiście wspomniane pierścienie, które znacząco wpływają na możliwości bohaterów, ale deweloperzy przygotowali również style walki. Postacie w najnowszym tytule Intelligent Systems charakteryzują się jednym z ośmiu Battle Style, które wpływają na rozgrywki i dodają pozycji kolejny taktyczny aspekt – przykładowo jednostki opancerzone są odporne na break (szczegóły poniżej), latające mogą swobodnie przemieszczać się po mapie, kawaleria lepiej radzi sobie z eksploracją mapy, a „zapasowe” potrafią wykonywać combosy, gdy znajdują się w okolicy atakowanego wroga.

W Fire Emblem Engage nie zabrakło nowych rozwiązań

Fire Emblem Engage - recenzja gry - antagonista

Zupełnie nową mechaniką jest również Break, dzięki któremu możemy przełamać przeciwnika – w trakcie ataku rywal lub nasz bohater pada na ziemię i nie może rozpocząć kontrataku. Z pozoru system nie wydaje się specjalnie ciekawy, ale w duży sposób wpływa on na walkę, ponieważ przeciwnicy również potrafią zaskoczyć i w odpowiednim momencie przełamać nasze kluczowe postacie. Nie mogę jednak powiedzieć, by recenzowany Fire Emblem Engage był grą trudną – w zasadzie dopiero trzy ostatnie rozdziały sprawiły, że musiałem się mocniej namęczyć i kombinowałem podczas rozgrywki. W pewnym planowaniu pomaga Time Crystal, czyli mechanika, dzięki której możemy w trakcie walki cofnąć wydarzenia, by podejść do akcji w inny sposób.

Gra oferuje trzy poziomy trudności i zachęcam doświadczonych graczy do wybrania hard lub obniżyć wyzwanie, ale dorzucić klasyczny tryb, w którym śmierć postaci jest permanentna – w tej sytuacji od początku poczujecie wyzwanie. Nie mogę jednak narzekać na brak odpowiednich starć w misjach pobocznych, które w moim odczuciu są dużo trudniejsze i często zapewniają większą frajdę względem bitew w głównym wątku. Na mapie świata możemy ponownie wybierać bardziej klasyczne pojedynki nazwane Skirmish lub oferujące elementy fabularne i rozbudowujące główną historię Paralogue. W tym drugim przypadku mamy okazję zdobyć potężniejszy sprzęt lub nawet rozbudować swój zespół o kolejnych bohaterów.

Od samego początku deweloperzy pozwalają nam swobodnie pomijać dialogi, włączać automatycznie przeskakiwanie rozmów (nie musimy klikać przycisku, by aktywować dalszą część dyskusji), przyspieszać chodzenie, wyłączać przydługie (choć efektowne) animacje, korzystać z automatycznej walki (z kilkoma opcjami działania postaci), a jednocześnie warto podkreślić, że wszystkie dialogi zostały upiększone o głosy aktorów. W grze nie zabrakło rozbudowanych opcji, dzięki którym dostosowujemy rozgrywkę do własnych preferencji – w tym miejscu możemy całkowicie wyłączyć wstawki lub zwiększyć szybkość akcji.

Fire Emblem Engage zapewni sporo radości fanom IP

Fire Emblem Engage - recenzja gry - w restauracji

W recenzowanym Fire Emblem Engage nie mogło zabraknąć spokojniejszego fragmentu rozgrywki – tym razem udajemy się do unoszącej się w powietrzu wyspie Somniel. Jest to w zasadzie baza wypadowa, gdzie możemy kupować lub sprzedawać sprzęt, ulepszać oręż, a nawet sięgnąć po nowe stroje dla głównego bohatera. W kawiarni wybierzemy posiłki, na które zaprosimy współtowarzyszy broni – w grze nie zabrakło systemu relacji, dzięki któremu możemy umacniać współpracę wojowników w trakcie walk, ale sam system jest mniej rozbudowany względem Fire Emblem Three Houses. Tym razem w głównej mierze bierzemy znajomych na jedzenie lub dajemy im prezenty. Deweloperzy zapewnili jeszcze Training Yard, gdzie szkolimy postacie, by wzmocnić herosów przed nadciągającą walką. W Somniel znajdziemy jeszcze mini grę w postaci łowienia ryb, a nawet powróciła mechanika polerowania pierścieni – wyczyszczenie błyskotek zapewnia dodatkowe bonusy do walki.

Fire Emblem Engage w wielu miejscach korzysta z elementów znanych z poprzednich części, ale najbardziej spodobał mi się motyw połączenia Emblem Rings ze znanymi bohaterami – w pierścieniach znajdują się postacie z wcześniej wydanych gier. Marth występujący w między innymi Fire Emblem: Shadow Dragon and the Blade of Light, Fire Emblem: Mystery of the Emblem, Fire Emblem Heroes czy też Fire Emblem Warriors, Celica znana z Fire Emblem Gaiden, Fire Emblem Echoes: Shadows of Valentia, Fire Emblem Heroes czy też Sigurd z Fire Emblem: Genealogy of the Holy War i Fire Emblem Awakening – każdy z 12 pierścieni reprezentuje znanych herosów, a gracze mogą je łączyć z nowymi bohaterami, by tworzyć między nimi relacje.

Czy warto zagrać w Fire Emblem Engage?

Nintendo rozpoczyna rok od solidnej produkcji, która choć może i nie jest tak rozbudowana jak wspomniany wcześniej Fire Emblem Three Houses oraz nie oferuje tak dramatycznej opowieści jak kilka poprzednich odsłon serii, to jednak recenzowany Fire Emblem Engage to bardzo dobra produkcja. Świetnie bawiłem się poznając historię, która została opowiedziana przez bajeczne animacje, a niektóre starcia mnie mocno wymęczyły – choć dzisiaj zacząłbym grę na wyższym poziomie trudności.

Intelligent Systems wpadło na naprawdę dobry pomysł z Emblem Rings, ponieważ pierścienie nie tylko dobrze rozbudowały walkę, ale zostały również znakomitym fundamentem dla całej opowieści oraz koncepcja oferuje przyjemną nutkę nostalgii dla wiernych fanów IP. Fire Emblem Engage nie zaskakuje, ale zapewnia rozgrywkę na dziesiątki godzin.

Ocena - recenzja gry Fire Emblem Engage

Atuty

  • Znakomita taktyczna walka rozbudowana o kilka mądrych i ciekawych mechanik,
  • Na pierścieniach zbudowano historię, rozbudowano rozgrywkę i przygotowano sentymentalną wycieczkę dla fanów IP,
  • Opowieść rozkręca się długo, ale pod koniec potrafi zaskoczyć,
  • Pięknie wyglądające animacje oraz przerywniki filmowe,
  • Studio przygotowało kilka mniejszych mechanik, które dobrze wpisują się w założenia gry.

Wady

  • Historia ma kilka słabszych momentów,
  • Somniel nie jest specjalnie rozbudowany,
  • Główny wątek mógłby być trudniejszy.
Wojtek Gruszczyk

Wojciech Gruszczyk

Przyjemna opowieść z pięknymi animacjami i świetna walka rozbudowana o koncepcję pierścieni. W pewnym momencie grze brakuje większego odświeżenia, jednak to solidny taktyczny RPG-, który zapewnia rozgrywkę na przynajmniej 30 godzin.
Graliśmy na: NS

Galeria

Komentarze (47)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper