The Umbrella Academy (2019)

The Umbrella academy (2019) - recenzja, opinia o 3 sezonie serialu [Netflix]. I jeszcze jeden I jeszcze raz

Piotrek Kamiński | 15.06, 09:01

Po uratowaniu całego świata przed zniszczeniem po raz kolejny, Akademia Umbrella wraca do swoich czasów aby przekonać się, że ktoś śpi już w ich łóżkach. Akademia Sparrow nie jest zadowolona wizytą krewnych z innej linii czasu. W międzyczasie w ich piwnicy zaczyna rozwijać się coś na wzór ognistej czarnej dziury, która powoli, acz zdecydowanie zaczyna wchłaniać całą otaczającą nas rzeczywistość. I znowu trzeba ratować świat...

Być może już po prostu znudziła mi się ta formuła, lecz mam wrażenie, że trzeci sezon "The Umbrella academy" to po raz kolejny to samo. Za drugim razem jeszcze mogę zrozumieć, że to całkiem ciekawy zabieg stylistyczny robić drugi raz tę samą, ogólną historię, ale w trochę inny sposób, w innym otoczeniu. Ale kiedy nawet sam Numer 5 zauważa, że w ciągu ostatnich tygodni ratuje świat już trzeci raz, to coś tu jest nie tak.

The Umbrella academy (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. No koniec świata!

Akademia Sparrow

Akademia Umbrella staje naprzeciw akademii Sparrow, w skład której wchodzą ich zmarły brat, Ben (Justin Min), śliczna Sloane (Genesis Rodriguez) i... Reszta rodzeństwa, która odgrywa co najwyżej poboczne role, najczęściej po prostu stojąc gdzieś w tle, albo spuszczając komuś łomot. Po co było wprowadzać całą drugą ekipę bohaterów, skoro nie miało się żadnego sensownego pomysłu co z nimi zrobić? Bo scenarzyści mieli kilka fajnych pomysłów na moce? To trochę mało, choć przyznam, że latająca kostka z osobowością nawet mnie rozbawiła.

Scenariusz pełen jest dziwnych sytuacji, nagłych, nieprzemyślanych decyzji i tym podobnych rzeczy. Zakładam, że może to mieć związek ze zbliżającym się końcem wszelkiego istnienia, lecz nie sprawia to, że mniej kręcę nosem na ślub z jednego z ostatnich odcinków, właściwie całą sytuację z Diego (David Castaneda) i Lilą (Ritu Arya), czy szybkość z jaką Vanya (Ellen Page) zmieniła się w Viktora (Eliot Page). A zwłaszcza ten ostatni wątek wiem, że mógł zostać lepiej rozpisany, bo Page sam wypowiadał się, że nie przeszkadzałoby mu grać dalej Vanyi, ale ekipa chciała okazać swoje wsparcie, więc cała sytuacja wychodzi dosyć nagle. A można było zbudować wokół tego odrobinę historii, trochę dramaturgii. Rozumiem, że nie ma właściwie nic bardziej inkluzyjnego niż po prostu zaakceptowanie faktu i przejście do porządku dziennego, ale w kategoriach serialu można było coś z tym fantem zrobić.

Scenariusz wciąż wypełniony jest masą sympatycznego humoru. Klaus (Robert Sheehan) tłumaczący swojemu bratankowi, że miał kiedyś swój własny kult, bo były lata sześćdziesiąte i wtedy wszyscy mieli kulty sprawił, że wybuchnąłem głośno śmiechem. Co ważne, żarty nigdy nie są złośliwe dla samej złośliwości. Najczęściej w uroczy sposób akcentują różne cechy postaci, tak pozytywne, jak i negatywne, ale nigdy nie mieszając przy tym nikogo z błotem. Zaskakująco zabawną osobowością w trzecim sezonie jest głowa rodziny, sir Reginald Hargreeves (Colm Feore). Po raz pierwszy widzimy aby tak długo przebywał ze swoimi dziećmi i jego suchy brak umiejętności społecznych doskonale odbija się od kompletnie innych od niego dzieci. Oczywiście to nie tak, że w tej rzeczywistości stał się nagle sympatycznym gościem. To wciąż konkretny psychol, do kompletu z tajemnicą, którą poznaliśmy pod koniec poprzedniego sezonu. Przyznam, że to właśnie na rozwinięcie tego wątku czekałem najbardziej. No i jeszcze sobie poczekam, bo ponad zaznaczenie, że owszem, jest taki wątek, to nie był sen, ani nic, trzeci sezon nie rozwija go właściwie wcale.

The Umbrella academy (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Zatrudniliby w końcu porządnych artystów wizualnych

Numer 5, Allison i Victor

Raz jeszcze twórcy serialu, z całym zastępem reżyserów, operatorów, scenarzystów, montażystów i całej reszty, pokazują, że nie dość, iż potrafią nakręcić solidną scenę akcji, z kamerą szeroko, długimi ujęciami, płynącymi od aktora do aktora, od akcji do akcji, to jeszcze nie brakuje im innych, dziwacznych pomysłów. W pierwszym odcinku, tuż po tym jak poznajemy Akademię Sparrow, obie ekipy urządzają sobie pojedynek na tańce aby ustalić kto zostaje, a kto musi się wynieść z domu. Oczywiście to nie do końca prawda, ale wielki układ taneczny dostajemy tak, czy siak. Odnoszę jednak wrażenie - choć może to przez to, że drugi sezon ukazał się już chwilę temu - że choreografia scen walki jest tym razem jakby słabsza, mniej wykręcona. Nadal jest brutalnie i z jajem, ale brakuje trochę świeżych pomysłów. To jak Numer 5 załatwił w tamtym sezonie rybę w garniturze nie powalało może złożonością ruchów, ale kamera śledząca skaczącego z miejsca w miejsce dzieciaka urządzającego rzeź zanim ujęcie zdąży do niego dojechać działało na wyobraźnię. W trzecim sezonie żadna scena walki nie zapadła mi tak w pamięć.

Za to po nocach będą mi się śniły te efekty specjalne. Jak jeden z najbardziej popularnych produktów Netflixa może mieć tak kijowo wyglądającą krew? Wygląda to trochę jakby po prostu kupili paczkę gotowych animacji podpisanych zwyczajnie jako "krew" i wrzucili je do serialu bez żadnego choćby dłubania przy nich żeby lepiej wyglądały. Jucha nie jest jednak jedynym problemem. Zaraz na samym początku pierwszego odcinka sezonu widzimy kamerę docierającą na dach budynku, kręcącą się wokół jednego faceta i lecącą dalej. Fakt, że wszystko poza rzeczonym facetem zostało wygenerowane w komputerze jest boleśnie wręcz oczywisty, bo ruch tła i postaci nie został odpowiednio dobrze zgrany. W efekcie widać jak chłopak dosłownie dryfuje po tle, mimo że - teoretycznie - stoi w miejscu. Powiedzieć, że słabe to było, to jak nie powiedzieć nic. Dobrze chociaż, że czarna dziura roznosząca wszystko i wszystkich w proszek zanim ich wessie robi odpowiednio przyjemne wrażenie.

Trzeci sezon "The Umbrella academy" to wciąż masa świetnie dobranej muzyki i niewymuszony humor, biorący się z tego, że członkowie obsady rzeczywiście są dla siebie jak rodzina i dobrze czują się w swoim towarzystwie. Ale to też wybitnie miałka historia, po raz kolejny skupiona na ratowaniu całego świata zanim za moment skończy się czas. Pomniejsze wątki poszczególnych postaci były i ruszyły kilka z nich zauważalnie do przodu, ale to zdecydowanie za mało aby usprawiedliwić jakieś osiem godzin oglądania. Ten sezon obejrzałem jeszcze siłą rozpędu, ale jeśli czwarty nie pokaże czegoś bardziej angażującego, to po kolejny mogę się już nie zgłosić.

Atuty

  • Wciąż zabawny;
  • Sceny akcji nadal przyjemnie kinetyczne, choć chyba słabsze niż dawniej;
  • Świetny soundtrack;
  • Reginald Hargreeves jest komiczny.

Wady

  • Niby rozwija postacie w nowych kierunkach, ale ostatecznie albo się z tego wycofuje, albo nic z tym nie robi;
  • Efekty wizualne jak z filmików na YouTube (część);
  • Mało angażująca, niezbyt dobrze przemyślana fabuła.
Piotrek Darek Kamiński

Piotrek Kamiński

Trzeci sezon "The Umbrella academy" ponownie bazuje na tej samej głównej koncepcji, zmieniając jedynie otoczkę. Wciąż jest zabawnie i z sercem, ale szersza fabuła nie powala, jakby była jedynie zapychaczem. Czwarty sezon znów zapowiada się ciekawie, więc zobaczymy co dalej, ale zaczynam powoli odczuwać zmęczenie materiału.

6,5

Komentarze (16)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper