Elden Ring – recenzja gry. Pretendent do tytułu Game of the Year

Elden Ring – recenzja i opinia o grze [PS5, XSXS, PS4, XOne, PC]. Pretendent do tytułu Game of the Year

Wojciech Gruszczyk | 23.02, 16:00

2022 rok będzie przeładowany mocnymi pozycjami, które trafią na wszystkie platformy, ale jestem przekonany, że dla wielu graczy najważniejszym tytułem okaże się Elden Ring. Bardzo długo czekaliśmy na tę legendarną batalię, tymczasem From Software opracowało produkcję dla największych fanatyków serii Dark Souls. Japończycy wnoszą na wyżyny swój gatunek, stawiając na znany gameplay, który został dosłownie przytłoczony wielkim światem. Jaki jest Elden Ring? Przeczytajcie naszą recenzję.

Zacząłem pisać ten tekst przed samym embargo, bo każdą wolną chwilę od ponad tygodnia spędzam w krainie wykreowanej przez From Software. Gdy układam pierwsze zdania cały czas mam w głowie jeden zwrot: „nie jesteście na to gotowi”. Ostatni raz użyłem tego cytatu w recenzji The Last of Us 2 i choć w tym wypadku buzują we mnie zupełnie inne emocje, to wskazane słowa pasują jak ulał również do Elden Ring. Japończycy opracowali dzieło, które pochłania, męczy, by w ostateczności dać krztę satysfakcji i zaprosić do kolejnych sesji na Ziemiach Pomiędzy.

Elden Ring to produkcja From Software... A gdzie ten George R.R. Martin?

Elden Ring - recenzja - tuż przed walką

From Software przyzwyczaiło graczy do oferowania szczątkowych informacji o wykreowanym świecie, dając pole do popisu w trakcie przeszukiwania kolejnych ruin,  zagłębiania się w mogiłach i odkrywania nowych skrawków fabuły. Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku recenzowanego Elden Ring i szczerze mówiąc było to dla mnie spore zaskoczenie, ponieważ twórcy intensywnie wspominali o wielkiej współpracy z George'em R.R. Martinem, czyli pisarzem odpowiedzialnym za „Pieśń lodu i ognia”. Liczyłem na bardziej otwartą opowieść, która pokaże mi kunszt literacki autora, a zamiast tego otrzymałem kolejną przygodę uszytą na miarę From Software. Czy to coś złego? Zdecydowanie nie, jednak spędzając kolejne godziny w świecie gry odniosłem wrażenie, że postać Martina została wykorzystana przez Bandai Namco przede wszystkim do promocji nowego IP.

Tło wydarzeń jest jednak bardzo interesujące. Ziemie Pomiędzy wieki temu były niemal rajską krainą, na której rządziła Królowa Marika Wieczna. Spokój został jednak przerwany, kiedy w Noc Zimowej Mgły skradziono Run Śmierci, przez który zachwiany został porządek. W dodatku wybito półbogów, potomstwo Mariki, a na świecie zaczęły pojawiać się potwory – zniszczony został Eldeński Krąg, który utrzymywał świat w ryzach i po setkach lat od tego wydarzenia na Ziemie Pomiędzy zaczęli powracać Zmatowieńcy. Grupa herosów, niegdyś wygnanych z terenów, teraz miała przywrócić do równowagi Pęknięty Świat – w jednego z takich bohaterów wcielają się gracze, przemierzając rejony nowej propozycji. Wszystko jest niezwykle intrygujące, choć w grze japońskich mistrzów soulslike'ów szczegóły zostały przedstawione bardzo zdawkowo. Nie będę zaskoczony, jak wielu graczy po prostu będzie ogrywało Elden Ring bez większej znajomości fabuły lub nie przejmie się drobnymi szczegółami. W przypadku tytułu tego studia takie podejście nie powinno dziwić, jednak miałem nadzieję, że George R.R. Martin wpłynie na akcję i tym razem wydarzenia zostaną przedstawione w dosadniejszy sposób.

Nie będzie jednak dla nikogo zaskoczeniem, że niezależnie od fabuły i wydarzeń – w Elden Ring mamy wpaść do świata i wybić wszystkich bossów. Tych jest zaskakująco dużo, ponieważ najnowsza produkcja jest zdecydowanie największą propozycją From Software, a skalę czuć od pierwszej minuty. Hidetaka Miyazaki wspomniał, że ukończenie gry zajmie fanom około 30 godzin, ale nie wierzcie mu i przygotujcie na przygodę przynajmniej 45-55 godzin, ponieważ dopiero po wskazanym czasie będziecie mogli stoczyć ostatni bój... Mam pełną świadomość, że chcąc poznać wszystkie sekrety skrywane przez Japończyków, spędzicie w Elden Ring setki godzin. Wszystko za sprawą rozpiętości świata, ale również prowadzenia akcji – tutaj od początku nie mierzymy się z niemal żadnymi ograniczeniami i możemy dowolnie podróżować po Ziemiach Pomiędzy. Twórcy postawili na pełną otwartość rozgrywki i brak jakichkolwiek ekranów wczytywania... Czasami musimy się zatrzymać, znaleźć odpowiedni klucz, by otworzyć wielką bramę i otrzymać dostęp do kolejnego regionu. Jestem jednak pewien, że pewnego dnia najwięksi entuzjaści pracy Miyazakiego będą miażdżyć bossów i dosłownie na pamięć przechadzać się po rejonach, by w ostateczności sięgnąć po upragnione, ostateczne zwycięstwo, jednakże na dobry początek... Zadbajcie o sporo czasu, bo ogrom świata Elden Ring jednocześnie zachwyca i przytłacza.

Elden Ring to The Legend of Zelda: Breath of the Wild dla dużych chłopców

Elden Ring - w pełnej zbroi

Deweloperzy skromnymi fragmentami dawkują te rejony, a mapa świata uzupełnia się podczas opowieści – w taki sposób cały czas byłem zaskakiwany, jak wiele tajemnic skrywa produkcja i gdzie możemy się jeszcze udać. From Software nie trzyma nas za rączkę, by prowadzić przez jedną-słuszną drogę. Między innymi właśnie dlatego ukończenie gry w mniej niż 30 godzin będzie sporym wyczynem, ponieważ Elden Ring chce się odkrywać – to zdecydowanie jeden z najprzyjemniejszych elementów tej opowieści. W tytule na dosłownie każdym kroku nie tylko zwiedzamy kolejne lokacje przesiąknięte mrocznym fantasy, to mamy również okazję napotkać na kolejnych NPC-ów zdradzających nam swoje historie lub po prostu... Mierzymy się z kolejnymi stworami.

Recenzowany Elden Ring pozwala zwiedzać wielkie, otwarte regiony, ale deweloperzy nie zapomnieli o bardziej zwartych momentach. Wchodząc do przykładowo zamku, zwiedzając kolejne lochy lub przemierzając następne wieże, wpadamy do terenów pod względem budowy podobnych do poprzednich odsłon Dark Souls – to również bardzo rozbudowane miejscówki, w których mamy okazję odblokowywać nowe przejścia, mierzyć się z grupami przeciwników, napotykamy na mniejszych bossów, by w ostateczności spotkać główne maszkary. Deweloperzy na szczęście szybko zdali sobie sprawę, że gracze potrzebują pewnej pomocy, więc od niemal początku możemy przywoływać widmowego wierzchowca – Struga pozwala szybciej przedzierać się przez tereny, możemy za jego pomocą wskoczyć do wcześniej niedostępnych miejsc, a nawet skorzystać ze specjalnych skrótów. Twórcy również w bardzo ciekawy sposób podeszli do tematu szybkiej podróży i teraz niemal dosłownie w każdym momencie (jedynie nie podczas walki), możemy otworzyć mapę i wybrać jeden z celów podróży. Zmatowieńcy powrócili na Ziemie Pomiędzy i odzyskali utracone przewodnictwo „Łaski” – to właśnie pod taką nazwą skrywają się nowe ogniska, które służą nie tylko za poprawianie statystyk postaci, ale pozwalają nam otwierać punkty do szybkiej podróży. Jest to jednak ciekawe, że teraz w zasadzie możemy płynnie przeskakiwać pomiędzy terenami – wystarczy tylko raz odblokować łaskę. Ta specjalna moc oferuje także graczom skromną podpowiedź dotyczącą drogi, gdzie możemy napotkać na głównych rywali, jednak szczerze mówiąc – nie zawsze się to sprawdza. Niejednokrotnie po prostu krążyłem po terenach szukając odpowiedniego miejsca, gdzie będę mógł popchać fabułę do przodu... Choć wielokrotnie zdarzyły się sytuację, że chętnie zbaczałem z kursu, by po prostu odkrywać ten świat.

Tutaj jednak pojawia się moje pewne zastrzeżenie dotyczące całej propozycji From Software – nie możecie oczekiwać od tytułu Japończyków next-genowych wrażeń pod względem oprawy. Demon's Souls powracający na PS5 pod wieloma względami potrafił oczarować, a Elden Ring, co najwyżej zapewnia wiele klimatycznych lokacji – w grze systematycznie trafiamy do przesiąkniętych znakomitą atmosferą miejsc, ale wyraźnie czuć, że Japończycy rozwijali opowieść od wielu lat i skupili się na opracowaniu tytułu na dwie generacje. W podbiciu wrażeń odrobinę pomagają zmienne warunki pogodowe oraz pora dnia, ale w ostateczności znacznie lepiej wypada udźwiękowienie, które jeszcze mocniej zachęca do kolejnych bitew, ponieważ soundtrack jest pełen prawdziwie budujących, dobrze wpływających na nasze wrażenia utworów – muzyka także fantastycznie współgra ze wspomnianym nastrojem. From Software musi jeszcze popracować nad płynnością animacji, ponieważ tak ogromny świat potrafi czasami zakrztusić nawet PS5 – w trybie wydajności zdarzają się okazjonalne spadki animacji. Twórcy jednak nadal pracują nad premierową aktualizacją i zdają sobie sprawę z tych niedogodności, więc możemy liczyć, że jeszcze przed debiutem pojawi się łatka, która wyeliminuje ten problem.

Elden Ring to najlepsze Dark Souls

Elden Ring - recenzja - wielki zamek

Zmatowieńcy wracając na Ziemie Pomiędzy mogą zostać włóczęgami, wojownikami, bohaterami, bandytami, astrologami, prorokami, samurajami, więźniami, konfesorami lub po prostu łajdakami – wybranie odpowiedniej klasy ponownie nie ma gigantycznego znaczenia po kilku godzinach rozgrywki, ale podjęta decyzja wpływa na start przygody, ponieważ postacie różnią się statystykami, broniami, ubraniami oraz akcesoriami. Twórcy ponownie pozwalają nam wybrać przedmiot dodatkowy i już podczas kreowania postaci pojawiają się automatyczne porównania do serii Dark Souls.

From Software jednak bardzo świadomie korzysta ze znanych animacji związanych z atakami, unikami lub otwieraniem zamków lub skrzyń – ceniona i rozbudowana seria była podstawą do opracowania recenzowanego Elden Ring, ale nowa nazwa pojawiła się pewnie z powodu samej skali projektu. Podejrzewam, że nawet George R.R. Martin został zaangażowany w grę, by po prostu podkreślić jego świeżość... Choć w samej rozgrywce trudno mówić o fundamentalnych zmianach – to pod względem rozgrywki jest to dla mnie zdecydowanie najlepsza część Dark Souls.

Elden Ring - recenzja - otwarty świat

Od pierwszego chwycenia kontrolera w dłonie otrzymujemy znane wrażenia – twórcy czerpali garściami ze swojego uznanego IP oferując graczom sporo drobnych zmian, które w mniejszym lub większym stopniu wpływają na rozgrywkę. Teraz zabijając wrogów zbieramy z nich runy, które możemy wykorzystać przy miejscu łaski (ognisku) na ulepszenie postaci i przykładowo poprawić witalność, umysł, wytrzymałość, siłę, zręczność, mądrość, wiarę czy mistycyzm. Każda cecha wpływa na szereg statystyk, które pozwalają nam swobodnie rozwijać postać – tutaj ponownie nawet stawiając na początku na samuraja, możemy w pewnej chwili chwycić za kostur i zacząć czarować lub posiadając święte pieczęcie zacząć wykorzystywać inkantacje. Swoboda tworzenia postaci nie jest niczym nowym w tej serii, ale teraz zbierając spod drzew złote nasiona możemy zdobyć dodatkowe butelki – odpoczywając mamy okazję dostosować liczbę flaszek poprawiających zdrowie oraz manę. Nic nie stoi na przeszkodzie, by biegać z 6 fiolkami uzupełniającymi nasze możliwości magiczne, gdy tak naprawdę zrezygnujemy z odnowy HP.

Po śmierci ponownie mamy tylko jedną szansę na podniesienie wcześniej zdobytych run (dusz), ale ze względu na wielkość gry na ekranie pojawia się podpowiedź, gdzie możemy znaleźć upuszczone skarby. Teraz przedzierając się po świecie często natrafiamy na duże grupy rywali – gdy ich pokonamy to nasze butelki mogą zostać uzupełnione, więc czasami warto ryzykować wskakując w środek większej bandy przeciwników, ponieważ zawsze mamy szansę nie tylko na zdobycie niezbędnej waluty (run), ale możemy odzyskać zawartość flaszek. Ta prosta decyzja sprawiła, że znacznie chętniej brałem udział w otwartych pojedynkach. Ciekawą opcją są także „niesamowite eliksiry”, ponieważ tym razem możemy skorzystać z dodatkowego leczenia – wystarczy tylko zdobyć kryształowe łzy, by za ich pomocą móc stworzyć kolejną miksturę, która może nie tylko leczyć, ale także zadbać o przykładowo mocniejsze ataki lub zwiększenie wytrzymałości.

Elden Ring zachęca do eksploracji i emocjonujących walk

Elden Ring - recenzja - wielka winda

Ziemie Pomiędzy są przeładowane różnymi surowcami, więc przedzierając się przez kolejne tereny systematycznie zbieramy nowe owoce, rośliny lub inne elementy, które pozwalają nam tworzyć przedmioty. W tym wypadku możemy zadbać o przykładowo bomby lub lepsze jedzenie, a w samej grze nie zabrakło nawet kamieni kowalskich, które pozwalają wzmacniać oręż. Broni oraz pancerzy ponownie jest mnóstwo – choć w tym wypadku naprawdę warto zagłębiać się w poboczne ścieżki, gdzie możemy znaleźć mnóstwo zróżnicowanych skarbów.

W recenzowanym Elden Ring natraficie na przynajmniej 30 bossów i choć starcia z najważniejszymi ponownie zostały ukryte za mgłą, to teraz w otwartym świecie napotkacie na gigantów, wielkie smoki, biegające drzewa lub najróżniejsze maszkary, które wymęczą nawet największych fanów produkcji From Software. W pewien sposób trudno mi porównać poziom trudności do poprzednich projektów japońskiego studia, bo choć część walk możemy po prostu ominąć skradając się lub przejeżdżając na koniu, to jednak te najważniejsze są obowiązkowe i tutaj... Zmierzycie się z kilkoma niezwykle potężnymi oponentami. Hidetaka Miyazaki nie wybacza najmniejszych błędów, więc musimy dobrze znać swoją postać, idealnie rollować i opanować nerwy, bo często wystarczy jeden zły ruch, by rozpocząć pojedynek od początku.

Elden Ring - recenzja - zamek

W pewien sposób w akcji mogą pomóc popioły wojny, czyli specjalne umiejętności, które możemy przypisać broni, ale oczywiście nawet te skille musimy w odpowiedni sposób wykorzystać, by zdobyć przewagę nad oponentami. Elden Ring zapewnia także opcję przyzywania duchów – gracze mogą wykorzystać manę, by przywołać do walki przykładowo wygłodniałe wilki lub kilku rycerzy i szczerze mówiąc jest to naprawdę dobre wsparcie, które kilkukrotnie pozwoliło mi wygrać z potężniejszym rywalem. W tym wypadku pojawiają się istotne ograniczenia (nie można ich używać w sieciowych sesjach oraz korzystamy tylko z jednego rodzaju na walkę), ale jest to bez wątpienia bardzo dobra opcja dla graczy, którzy będą w pojedynkę mierzyć się z największymi bestiami. Musicie jednocześnie pamiętać, że podstawy pojedynków zostały wyrwane z poprzednich produkcji From Software, więc nadal niezbędne jest idealne opanowanie ruchów przeciwników, często rollujemy po arenie, a gdy mamy okazję to wbijamy bestiom miecz w plecy. Klasyk... Tylko ubrany w znacznie większe szaty.

Elden Ring przynajmniej na papierze ma zapewnić większą swobodę w rozgrywce sieciowej, ponieważ teraz mamy łatwiej przywoływać do swojego świata znajomych, ale przed premierą udało mi się tylko dwa razy zagrać z przyjacielem – opcja nie zawsze była dostępna, co zapewne było spowodowane czasem rozgrywki. Mam jednak pełną świadomość, że niezależnie od posiadanych ulepszeń, duchów czy też znajomych u boku – Elden Ring jest niezwykle wymagający i przy tym obłędnie satysfakcjonujący. Gdy po 20-30 próbie w końcu wracamy z tarczą, a nie na tarczy, to czujemy, że warto było zarywać kolejną nockę, by z uporem maniaka uczyć się następnych ruchów przebiegłego bossa.

Czy jesteś gotowy na Elden Ring?

Elden Ring na początku mnie zachwycił, później mocno przytłoczył, a następnie z każdą kolejną godziną odkrywałem nowe sekrety Ziem Pomiędzy, by z coraz większą satysfakcją pokonywać bossów i mierzyć się z przeciwnikami. From Software wzniosło się na wyżyny wrzucając stworzony przez siebie gatunek na nowe rejony – deweloperzy z jednej strony nie wymyślają koła na nowo korzystając ze znanych rozwiązań, ale zarazem rozbudowują wrażenie przez ogromny świat i mnóstwo akcji. To jest zdecydowanie najlepsza produkcja japońskiego studia, które zachwyca graczy od wielu lat.

Gdzieś w tym całym amoku brakuje George'a R.R. Martina, grafika wciąż przypomina, że jest to produkcja cross-generacyjna, a niektóre spadki animacji trzeba załatać, ale w ostateczności chwytając kontroler w dłonie stajemy do walki z kolejnymi bestiami i jako fan serii Dark Souls – trudno mi nie zachwycać się skalą tej produkcji.

Elden Ring nie oferuje rewolucji w koncepcji wykreowanej przez From Software, ale zdecydowanie proponuje jej najlepszą i przynajmniej aktualnie finalną formę. Trudno mi wyobrazić sobie, co jeszcze Japończycy mogą zrobić, by przebić swoje dzieło. Pod względem rozgrywki oraz skali – Elden Ring dosłownie zachwyca.

Ocena - recenzja gry Elden Ring

Atuty

  • Genialna walka przeładowana zróżnicowanymi emocjami
  • Każdy boss to inna historia i mnóstwo porażek, by w ostateczności poczuć błogą satysfakcję
  • Świat Elden Ring jest gigantyczny i został obładowany sekretami oraz potężnymi przeciwnikami
  • Kilka bardzo mądrych posunięć, które rozwijają wcześniej opracowane podstawy
  • Gra na setki godzin... I tutaj nie ma mowy o niepotrzebnych zapychaczach – w tym wypadku stajesz do walki z kolejnymi bossami
  • Koncepcja świata intryguje i podczas rozgrywki chce się odkrywać kolejne skrawki informacji
  • Duża swoboda projektowania postaci oraz personalizacji
  • Znakomite projekty potworów

Wady

  • Pod względem graficznym mamy świadomość, że Elden Ring był rozwijany na dwie generacje
  • Zdarzają się spadki animacji

Wojciech Gruszczyk

Elden Ring to „ostateczna forma Dark Souls”. From Software stworzyło finalnego bossa i rzuca Wam rękawicę. Czy ją podejmiecie? Powinniście i to jak najszybciej, bo entuzjaści produkcji tego studia będą zachwyceni.
Graliśmy na: PS5

Galeria

Komentarze (387)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych