Daymare: 1998 - recenzja gry. Remake Resident Evil w budżetowej wersji

Daymare: 1998 - recenzja gry. Remake Resident Evil w budżetowej wersji

Roger Żochowski | 05.05.2020, 22:30

Daymare: 1998 pierwotnie powstawało jako remake Resident Evil 2, wzbudzając swego czasu tak duże poruszenie, że Capcom ostatecznie sam zabrał się za odświeżenie swojej kultowej produkcji. Fanowska gra nie przepadła jednak w zgliszczach historii - została wydana pod nowym tytułem stając się reliktem survival horrorów z lat 90. 

Destructive Creations to polskie studio, które wzięło na siebie ryzyko wydania niedoszłego remake'u Resident Evil 2 stworzonego przez Włochów z Invader Studios. Od pierwszych minut czuć jednak, że jest to niestety ubogi krewny Residenta. Niemalże w każdym aspekcie gra jest po prostu gorsza od ostatnich odsłon hitu Capcomu czasami stając się niemalże jego karykaturą. Mimo wielu niedociągnięć gry nie można jednak wrzucić do worka z crapami. 

Chińska, przepraszam, włoska podróbka

Daymare: 1998 - recenzja gry. Remake Resident Evil w budżetowej wersji

Daymare: 1998 - recenzja gry. Remake Resident Evil w budżetowej wersji

Daymare: 1998 - recenzja gry. Remake Resident Evil w budżetowej wersji

Tak jak w Residentach fabułę snują scenki przerywnikowe na silniku gry (brzydkie jak noc), dialogi (sztywne i z efektem niedopasowania ruchu ust do głosów), oraz zebrane po drodze notatki (tak, wyglądają jak żywcem wyjęte z Resident Evil). Nie powiem, klimacik rodem z survival horrorów z lat 90. jest mocno obecny i jeśli zapomnimy, że od 1998 minęło ponad 20 lat i narracja poszła w grach do przodu, to będziemy bawili się dobrze poznając wydarzenia z kolejnych rozdziałów. U mnie nostalgia i świadomość przyjętej konwencji momentami działała. Momentami.  

W grze można oczywiście łączyć ze sobą przedmioty w celu otrzymania lepszych wersji, a ograniczony ekwipunek wymusza na nas zostawianie niepotrzebnych przedmiotów w skrytkach. Nie wiem jednak kto wpadł na pomysł strasznie zamotanego zarządzania ekwipunkiem, gdzie musimy ręcznie przypisywać magazynki do szybkiego menu. Z drugiej strony fajną opcją jest szybkie przeładowanie broni - polega to na tym, że jeśli nie mamy czasu możemy błyskawicznie przeładować pukawkę upuszczając na ziemię magazynek z resztą pestek i podnieść go dopiero po udanym starciu i zabiciu maszkar. Jeśli zaś mamy czas normalne przeładowanie odbywa się po przytrzymaniu przycisku. Każda z postaci nosi też na ręku D.I.D., coś w rodzaju falloutowego Pip-Boya. Możemy tu sprawdzić mapę (i wyszukać zamknięte lokacji ze znajdźkami i sklepikiem), stan zdrowia postaci, zarządzać przedmiotami i przypisać je do szybkiego dostępu. Podczas korzystania z urządzenia czas nie staje w miejscu, co często podnosi adrenalinę, gdy widzimy w tle zbliżającego się wroga. Mimo wszystko dalej uważam, że korzystanie z inwentarza jest mocno przekombinowane.

Budżetowe Racoon City

Daymare: 1998 - recenzja gry. Remake Resident Evil w budżetowej wersji

Daymare: 1998 - recenzja gry. Remake Resident Evil w budżetowej wersji

Przeciwnicy rzygają zieloną mazią i mamy oczywiście cały zestaw maszkar z pracownikami laboratorium, żołnierzami i różnymi mutantami, choć nie da się nie zauważyć, że modele za często się powtarzają. Twarze bohaterów i voice-acting (bez napisów ciężko czasami zrozumieć co bohaterowie bełkoczą) przemilczę, za to muszę przyznać, że część miejscówek jest naprawdę klimatyczna. Największe wrażenie robią wnętrza zniszczonych kompleksów laboratoryjnych pełnych truposzy i rozmazanej na ścianach krwi. Gdy jeszcze dorzucimy do tego latarkę robi się już „miła” atmosfera. Efekty świetlne są niczego sobie i momentami sam byłem zaskoczony widząc jak szczegółowo dopracowano niektóre miejscówki. Zwiedzimy więc podróbkę Racoon City, tajne laboratoria, szpital czy opuszczone amerykańskie rezydencje. Miejscówki strasznie oklepane, ale mimo wszystko odkrywa się je przyjemnie przeszukując zakamarki, zbierając lepszą amunicję i przewijając tony tekstu w znalezionych dokumentach. No może poza lasem, który pokazuje, że twórcy nie do końca radzą sobie z bardziej otwartymi terenami. Autorzy ukryli też sporo smaczków dla fanów popkultury, a odnajdując pewną maszynę do pisania uśmiechnąłem się tylko pod nosem. A jest tego więcej i warto zwracać uwagę choćby na plakaty filmowe. Z grą spokojnie więc spędzimy 8-9 godzin wliczając w to bardzo irytujące pod względem powtarzalności gameplayu zakończenie. 

Napisałem w recenzji, że seria Capom jest w niemalże każdym elemencie lepsza. Niemalże, bo jest jeden aspekt gameplayu, który pozytywnie zaskakuje. To zagadki. Często trzeba użyć szarych komórek, wziąć udział w mini-gierkach, hakować zamki, połączyć jakieś elementy, włączyć urządzenia popisując się spostrzegawczością. Widać, że był na to wszystko pomysł. Samymi zagadkami nie uratuje się jednak survival horroru.  Zabrzmię brutalnie, ale fani gatunku wracający bez skrzywienia nosa do lat 90. mogą sprawdzić ten tytuł gdy trafi do jakiejś przeceny. Cała reszta inwestując w Daymare robi to na własne ryzyko. 

Ocena - recenzja gry Daymare: 1998

Atuty

  • Trzy grywalne postacie
  • Naprawdę przyzwoite łamigłówki
  • Klimat horrorów z lat 90.
  • Miejscówki miło się zwiedza
  • Smaczki dla fanów

Wady

  • Historia sztampowa do bólu
  • Błędy i ogólne niedopracowanie gry
  • Animacja postaci i modele wrogów
  • Mało emocjonująca, nudna walka
  • Sterowanie
  • Sceny przerywnikowe i dialogi
Roger Żochowski

Roger Żochowski

Problemem Daymare jest to, że przed chwilą dostaliśmy dwie świetnie odrestaurowane odsłony Resident Evil. Choć gra ma swój urok, to jednak na tle konkurencji wypada bardzo blado.
Graliśmy na: PS4

Komentarze (28)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper