Recenzja gry: F1 2013

Recenzja gry: F1 2013

Łukasz Kucharski | 10.10.2013, 17:58

Witam wszystkich bardzo serdecznie w nowym sezonie Formuły 1. Zobaczmy dla kogo „13” okaże się pechowa, a kto przekroczy metę ostatniego wyścigu w blasku chwały. Wszyscy gotowi? 3...2...1...Start!

 

Okrążenie 1 – Na początku był asfalt

 


Drodzy wielbiciele Formuły 1, zebraliśmy się tu dzisiaj, by połączyć...przepraszam, to tekst z drugiej pracy...Zebraliśmy się tu dzisiaj, by zobaczyć jak prezentuje się najnowsza odsłona dzieła Codemasters. W wyścigach samochodowych F1 stanowi odpowiednik rodziny królewskiej. Potężne maszyny, których moc przekracza 700 koni mechanicznych, napęd na tylną oś, kosmiczna konstrukcja i wariaci, którzy pędzą po torze z ogromnymi prędkościami to kwintesencja tego sportu. Najpierw trochę historii.

 


 


Od małego szkraba, który bawił się zdobytymi pokątnie Matchbox'ami, uwielbiałem samochody. Wyścigi emitowane w telewizji nigdy mnie nie przyciągały, bo brakowało w nich interakcji. Jak łatwo się domyślić gry wideo zaspokoiły mój głód kontroli, bo talentu zabrakło. Żyjemy w pięknych czasach, gdy jedna naklejka na wirtualnym pojeździe ma więcej pikseli niż całe auta w dawnych hitach. Osobiście uważam, że „ścigałki” mają największy potencjał powtarzalności i dlatego najwięcej pozycji z tego gatunku stoi na mojej półce. Mimo fascynacji do pędzących maszyn, nigdy nie byłem entuzjastą Formuły 1. Zawsze wydawało mi się, że za mało tam akcji. Nie umniejszam umiejętnościom kierowców, bo stanowią elitę, ale po prostu nie czułem dreszczyku na myśl o tej gałęzi sportu. Tym samym, nie miałem dużego kontaktu z grami odwzorowującymi kolejne sezony. Teraz nadrobiłem straty i nie mam powodu do narzekania.

Mistrzowie kodu przygotowali dla Was solidną porcję pędzenia na złamanie karku. Proces produkcyjny nie pozwala stworzyć dokładnego odwzorowania danego sezonu, bo w chwili wydania gry cała machina dawno ruszyła już z piskiem opon. Niezgodności są jednak takim elementem, który łatwo przesłania jakość produkcji, więc tylko najzagorzalsi fani F1 znajdą powód do narzekań. Tylko po co? Lepiej cieszyć się z innych elementów. W edycji 2013 czeka na Was mnóstwo atrakcji, ale czy są one tak duże, by nazywać ją nową grą? A może to tylko pakiet dodatków mający omamić wiernych graczy? Przekonajmy się. Na początku powita Was znajomy głos, a raczej język, ponieważ F1 2013 została w pełni zlokalizowana i to bez ogromnych wpadek. Chyba, że za takową uznacie kompletnie bezpłciowe głosy. Tak, w liczbie mnogiej, ponieważ w części głównej będziecie wysłuchiwać innego komentatora/inżyniera/asystenta niż w trybie Classic (w oryginalnej wersji tej sekcji patronuje legendarny dziennikarz Murray Walker).

 


Okrążenie 2 – Początek sezonu

 


Skoro o klasyce mowa – nowość stanowi tryb Classic będący wehikułem czasu. W podstawowej wersji gry jaką otrzymałem (krążek do PS3) uzyskujecie od początku dostęp do lat 80. A w nich do dyspozycji czeka pięć bolidów, dziesięciu kierowców (np. Nigel Mansell, Damon Hill) oraz tylko dwa tory – Jerez i Brands Hatch. Kolejna dekada będzie Wasza, gdy zaopatrzycie się w DLC lub od razu zainwestujecie w tzw. Classic Edition. W szalonych latach 90 przywita Was na przykład Michael Schumacher, David Coulthard, sześć maszyn oraz tory Imola i Estoril. Ten powiew przeszłości uzupełnia stosowny filtr imitujący sepię – wygląda świetnie. W kwestii prowadzenia, będziecie mieć do czynienia z bardziej brutalnymi krewnymi aktualnych maszyn. Turbodoładowane silniki drzemiące pod...karoserią pragną pochłaniać asfalt, co przekłada się na jeszcze większą potrzebę skupienia się podczas okrążenia. Poza standardowymi możliwościami ścigania się po torze (czasówka, Grand Prix, samotnie, na podzielonym ekranie i przez sieć) wprowadzono również tryb scenariuszy, który zakłada określone zadania do wykonania - często związane z historią tego sportu.

Nasz kraj zazwyczaj jest zapóźniony w kwestii premier filmowych i tak jest tym razem. Za granicą, mądrzy ludzie dopasowali premierę nowego filmu Rona Howarda pt. Rush (wrzesień) z premierą F1 2013. Dzieło Howarda opowiada o rywalizacji między Niki Laudą (Daniel Brühl), a Jamesem Huntem (Chris Hemsworth). U nas produkcja trafi do kin dopiero w listopadzie, ale ja już nie mogę się doczekać przez ten piekielny tryb Classic.

 


 


Danie główne, czyli kariera, zaczyna się niewinnie. Jako młody kierowca lądujecie w szkółce przypominającej zdawanie licencji w Gran Turismo – z medalami włącznie. Wasze postępy warunkują dostęp do zespołów, więc warto się postarać. Osoby mające za sobą kontakt z poprzednią odsłoną, w zamian za zachowany zapis gry, otrzymają skrót do dnia drugiego testowych zmagań. A potem zaczyna się zabawa. Od początku możecie uwarunkować jak symulacyjnego doświadczenia pragniecie. Na początek - definiujecie poziom trudności - opisany pełnymi zdaniami. Następnie długość kwalifikacji, wyścigów oraz asysty jazdy. Te ostatnie stanowią jedną z głównych zalet tytułu Codemasters Birmingham. Otóż, każdy będzie w stanie dopasować poziom wyzwania do swoich umiejętności. Od lubiących przyjemną grę, na którą składają się wyścigi po „raptem” piętnaście okrążeń, bolid hamujący sam niczym K.I.T.T. oraz podświetlony optymalny tor jazdy, aż po mistrzów kierownicy, stawiających na maksymalne doznania. Trudno jest być najlepszym i szczerze podziwiam osoby, które wybiorą najwyższy poziom symulacji, bowiem trzeba się tam nieźle napocić. Nowe ułatwienie stanowi możliwość zapisu stanu gry w trakcie trwania sesji, więc nie musicie kończyć jej przy jednym podejściu – bardzo wygodne rozwiązanie. Od razu widać też, że ta gra wręcz prosi się o kierownicę, bo pad nie jest do końca odpowiedni do postawionego zadania. Zbyt mała precyzja kontrolera powoduje, że nowicjusze spędzą kilka godzin na opanowywaniu sztuki prowadzenia bolidu bez poślizgu tylnej osi i wypadania z zakrętów przez blokowanie hamulców. Pamiętam swój pierwszy 90-stopniowy łuk, który pokonałem...z prędkością ponad 200 km/h...tylko, że na wprost. Model jazdy nie jest doskonały, ale niewiele mu brakuje. Od razu wiadomo kiedy z bolidem dzieję się coś niepożądanego. Dodatkowo do Waszej dyspozycji oddano dwa systemy KERS (podczas hamowania odzyskujecie energię pozwalającą korzystać z niej jak z dopalacza) oraz DRS (ruchome tylne skrzydło ułatwiające wyprzedzanie, ale tylko w ściśle określonych partiach toru) Powitacie również tryb Grand Prix, który powraca, by umożliwić Wam rozegranie pojedynczych wyścigów lub kompletnego sezonu. Wcielicie się wtedy w ulubionego kierowcę i zasiądziecie w jego wiernym, czterokołowym rumaku.

Kwintesencją wyścigów powinna być rozgrywka wieloosobowa. Zapewne tak będzie o ile znajdziecie odpowiednią ilość żywych graczy. W teorii, tytuł pozwala zmierzyć się 16 graczom z krwi i kości, uzupełnianym przez osiem botów. W praktyce, największa ilość konkurentów z jaką przyszło mi się zmierzyć wynosiła trzy osoby...Poza tym, wszyscy starali się zmasakrować jakby to była produkcja Criterion. Na szczęście do dyspozycji oddano również opcję podzielonego ekranu i LANu. Dla odmiany, zrezygnowano z VIP Pass i teraz multi jest dostępne i dla nie-vipów. Doznania płynące z gry uzupełnia RaceNet, moduł społecznościowy pozwalający śledzić statystyki i podejmować tygodniowe wyzwania specjalne.

 


Okrążenie 3 - Atak na zmysły

 


Graficznie nastąpiła nieznaczna poprawa względem poprzedniej odsłony. Codemasters skorzystało z silnika EGO v3.0, który z powodzeniem zastosowali w GRID 2. Miałem jednak wrażenie, że tam niemal wszystko wyglądało lepiej. Jest więc dobrze, bo bardzo dobrze wygląda dopiero jazda podczas deszczu. Zazwyczaj nie lubię opadów w innych produkcjach, bo samochody zaczynają się dziwnie zachowywać, a i wizualnie wygląda to tylko przyzwoicie. Tutaj jednak mokre okrążenia to wizualna poezja. W szczególności, gdy wybierzecie najbardziej realistyczne ustawienie kamery z kokpitu. Oczywiście, że jazda wymaga wtedy jeszcze większych – nie myślałem, że to możliwe – pokładów umiejętności i cierpliwości, ale oprawa wynagradza to w zupełności. Krople deszczu na ekranie wyglądają przepięknie. Zabrakło mi tylko przecierania ręką owiewki. Jedyny element na który nie mogłem patrzeć to ten koszmarny widok w lusterkach, przypominający poprzednią generację gier, ale to tylko szczegół.

 


 


Od czasu do czasu zdarza się również, że animacja lekko sobie zwolni i to o dziwo, gdy w pobliżu nie ma innych bolidów i jest sucho jak pieprz. Nie obraziłbym się również, gdyby po wybraniu maksymalnie trudnej gry w karierze była dostępna opcja...śmierci. Wiem brzmi to dziwnie, ale czy ryzyko zaliczenia zgonu po przeliczeniu się w zakręcie nie podnosiłoby jeszcze poziomu realizmu? Wyobraźcie sobie – pędzicie jak szaleni, by dorwać lidera i popełniacie drobny błąd, który powoduje, że opuszczacie tor w kuli ognia i nie ma wtedy możliwości ponownego rozpoczęcia rozgrywki czy cofnięcia czasu – tak, opcja powraca. Może mam zbyt duże (chore?) marzenia, ale samo oderwanie kół mnie nie satysfakcjonuje. A skoro jesteśmy przy wypadkach. Nie liczcie na oszałamiające kraksy. Bolidy są tak skonstruowane, że odpadają z nich drobne elementy. Przy większej kraksie sypie się również coś w rodzaju konfetti z włókna węglowego, ale w końcu to nie Burnout.

Największą zaletą tegorocznej edycji F1 jest oprawa dźwiękowa. Nawet z głośników standardowego telewizora pędzący bolid brzmi nadzwyczajnie, a początek wyścigu przypomina stado wkurzonych szerszeni. Dla niektórych to hałas, dla mnie muzyka. Właśnie, nie liczcie na jakiekolwiek rytmy podczas wyścigów. Z jednej strony jest to zrozumiałe, ale z drugiej skoro mamy tyle opcji ułatwień zmniejszających poziom symulacji, twórcy mogli dodać przynajmniej możliwość importowania utworów z własnej kolekcji. Pisk opon, zderzenia (detekcja kolizji działa prawidłowo), otarcia, poślizgi – istna poezja dla uszu.

 


Ostatnia prosta

 


W całym tym symulacyjnym raju zabrakło jeszcze kilku realnych elementów. Mam jednak wrażenie, że jest to celowy zabieg, mający zostawić miejsce na kolejne edycje, które nieuchronnie nadciągają. Nadal brakuje okrążenia formującego oraz samochodu bezpieczeństwa, który dostrzegłem tylko podczas opuszczania pit stopu i w premierowej zapowiedzi. Podobnie w kwestii inteligencji naszych przeciwników. Stan uległ poprawie od 2012 roku, ale można ją jeszcze trochę zwiększyć. Byłoby również miło, gdyby byli karani z równą skutecznością jak nasz kierowca.

 

 


 

 

Seria F1 jest jak Porsche 911. Z roku na rok pojawiają się kolejne wersje, które tak naprawdę zmieniają się tylko w małym stopniu. Nic w tym złego, w końcu gdy coś się sprawdza nie ma potrzeby przerabiania tego od podstaw. Może w wersji na nową generację doświadczymy konkretnych ulepszeń, a nie tylko graficznych. Fani będą zadowoleni, chociaż poczują się jakby dostali wersję 2012 Special Limited De Lux. Tryb Classic, Grand Prix oraz rozszerzona szkółka tego nie zmienią. Nie oznacza to, że gra nie zasługuje na zakup przez wiernych fanów. Żyjemy jeszcze w świecie gdzie używane egzemplarze mogą dostać drugą szansę, więc upłynnijcie wysłużony poprzedni sezon i zainwestujcie w najnowszy, gdy cena spadnie. Nowicjusze również powinni się zainteresować dziełem Codemasters, ale niech pamiętają, że nie będzie to łatwa gra. A korzystanie z asyst mija się przecież z celem. To właśnie oni wyniosą najwięcej pozytywnych wspomnie i mogą dodać połówkę do oceny końcowej.

 

 

Ocena - recenzja gry F1 2013

Atuty

  • tryb Classic
  • ilość grania
  • możliwość dopasowania ustawień do Waszego stylu jazdy

Wady

  • dla wielu osób zbyt trudna
  • bezpłciowe polskie głosy
  • niewiele konkretnych zmian
Loganek

Łukasz Kucharski

13 w tytule nie okazała się pechowa – najlepsza Formuła ...do czasu przyszłej edycji.

Komentarze (34)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper