Opowieść Arno Doriana jest bardzo typowa. Przez swoje czyny doprowadził do śmierci dwóch bardzo bliskich mu osób, następnie był więziony w Bastylii, gdzie spotkał swojego mistrza i po tygodniach nauki pod jego okiem jest gotowy, aby zostać Asasynem. W międzyczasie miłość jego życia dołącza do Templariuszy. Bohater czuje się winny, więc po otrzymaniu ukrytego ostrza rozpoczyna swoją wendettę. Zabija, poszukuje, poznaje istotnych dla wydarzeń Francuzów, jednak od początku do końca nie jesteśmy szczególnie zaangażowani w przedstawioną historię. Nawet najbarwniejsza postać w całej opowieści – markiz de Sade – nie została odpowiednio zarysowana i w ostatecznym odczuciu bardziej interesująca jest cała otoczka produkcji niż jej główny element.  

Pod względem historii w Assassin’s Creed: Unity nie mamy do czynienia z rewolucją. Ta dzieje się na ulicach Paryża i zachęca do uczestniczenia we wszystkich atrakcjach przygotowanych przez magików z Ubisoftu. Na początku trafiamy do miasta, które nie jest skażone rewolucją, lecz wykonując kolejne zadania, pchając do przodu fabułę, jesteśmy świadkami dosłownego wychodzenia ludzi na ulice. Przed większymi budowlami, jak chociażby Katedra Notre-Dame, zaczynają pojawiać się tłumy ludzi, którzy początkowo skandują hasła, później pojawiają się w ich dłoniach pochodnie, a idąc dalej drogą wendetty widzimy nabite na pale głowy arystokratów. Ten piękny, choć bardzo dosłowny obraz rewolucji, pokazuje, że w czasach tego ważnego dla Francuzów okresu ludzie nie przebierali w środkach. Z biegiem czasu jesteśmy świadkami intrygującego chaosu, ponieważ liczba skandujących jest coraz to większa, a w dodatku Francuzi walczą ze sobą, atakują oprychów wynajętych przez Templariuszy, a nawet podnoszą rękę na władzę. Piękny obraz upadku monarchii.

Tutaj naprawdę wiele się dzieje i przechadzając się uliczkami Paryża wielokrotnie dostrzeżecie różnice klasowe, które były jednym z powodów rewolucji. W pewnym rejonie miasta widzimy biedę, leżących na ulicach umierających, a kilka dachów dalej patrzymy na luksusy, seksualne igraszki i mnóstwo dobrego wina. Francja XVIII wieku zachęca do poznawania tej przewidywalnej historii, biegania po mieście, skakania po dachach, czy też wykonywania różnorodnych misji pobocznych. To właśnie miasto jest głównym motorem napędowym produkcji, ponieważ w trakcie rozgrywki często wchodzimy do mieszkań, zwiedzamy wielkie budowle, wspinamy się na świetnie odwzorowanych ikonach Paryża, czy nawet schodzimy do cuchnących katakumb.

Przy tych wszystkich zachwytach nie można zapomnieć, że zapoznajemy się z sandboksem, który cierpi na wiele schorzeń swojego gatunku: przenikające lub zacinające się postacie, znikający ludzie na ulicach, zmieniająca się garderoba przechodniów, brak reakcji ludzi na nasze wparowanie do ich mieszkania czy też wprost przeciwne, nienaturalny skok na stolik... Można tak wymieniać naprawdę długo, bo podobnie jak w przypadku historii – nowa produkcja Ubisoft w tym przypadku nie wychodzi przed szereg i nie rewolucjonizuje serii.

 

Arno – bohater o wielu twarzach

Na szczęście Assassin’s Creed: Unity nie kreuje tylko świetne miasto. Twórcy pozwalają nam stworzyć swojego bohatera i chociaż z pozoru ten pomysł nie wydawał mi się ciekawy, to w trakcie rozgrywki często z chęcią zmieniałem ubrania Doriana lub odkładałem pieniądze na nowy, mocniejszy miecz.

Bohater może korzystać z broni jednoręcznych, drzewcowych, ciężkich , pistoletów oraz muszkietów i wszystkie oręże charakteryzują się statystykami obrażeń, parowania, szybkości oraz zasięgu. Dostosowywanie uzbrojenia ma jakikolwiek sens dzięki prawdziwej rewolucji, na którą czekali miłośnicy serii od lat... Ubisoft małymi kroczkami zmierzał do tego miejsca i mogę to z uśmiechem na twarzy napisać, że w końcu gra z tej serii nie jest łatwa i wymaga od nas czegoś więcej niż klikania dwóch guzików. Rywale atakują grupami, strzelają i na późniejszych etapach rozgrywki nie dają nawet chwili wytchnienia. Charakteryzują się różnym uzbrojeniem, atakują niekonwencjonalnie, odbijają nasze ataki, unikają granatów i wykorzystują posiadane zabawki. Teraz każde spotkanie z większą grupką przeciwników kończy się ucieczką lub przebiciem członka Bractwa długą szpadą. Chociaż wspominam o odwrocie, to musicie wiedzieć, że nawet w tym miejscu dostrzeżecie znaczącą zmianę – rywale nie są doświadczonymi Asasynami i nie biegają za nami po każdym dachu, a zamiast tego wolą strzelać. Robią to piekielnie skutecznie, dlatego zanim zaczniecie się wdrapywać na najbliższy budynek przemyślcie sprawę. Łatwiej tym razem zatopić się w ulicznym tłumie.

Twórcy w końcu dostrzegli konkurencję i zaproponowali system znany z kilku ostatnich Batmanów, który w świecie Asasynów sprawdza się dobrze. A nawet może trochę lepiej, bo właśnie opisywana personalizacja postaci pozwala Arno wybierać z różnych nakryć głowy, korpusów, przedramion, pasów, spodni i jednocześnie butów. Te elementy usprawniają walkę wręcz, zwiększają zdrowie, ulepszają niewidzialność lub podkręcają statystykę dystansową, a przy tym wszystkim poszczególne przedmioty zwiększają między innymi zasięg wzroku, pancerz, zdrowie, liczbę dostępnej amunicji, czy też zmniejszają poziom wytworzonego hałasu. 

Po przygotowaniu ekwipunku możemy zerknąć na umiejętności –  te dzielą się na walkę wręcz, dystansowe, niewidzialność oraz zdrowie. Poszczególnych zdolności w kategoriach nie jest za wiele, ale w sensowny sposób rozbudowują postać i miłym detalem jest uczenie się nawet podstawowych ruchów, jak korzystania z nowych broni, ukrywania się w tłumie, używania nietradycyjnych ataków, czy też użytkowania dodatkowych gadżetów.

Arno na naszych oczach staje się potężniejszy i w łatwiej radzi sobie z nawet trudniejszymi przeciwnikami. Wszystko oczywiście w pewnym z góry przyjętym rozsądkiem, bo atakowanie grupy rywali na czwartym poziomie trudności (na pięć możliwych) nigdy nie kończy się szczęśliwie.

Asasyn nie tylko nauczył się korzystać z nowych zabawek, ale jednocześnie otrzymał wiele nowych efektownych ruchów. Bieg po mieście jest jeszcze bardziej płynny, czasami niechlujny, ciało w świetny sposób reaguje na przeszkody – w tym miejscu autorzy na pewno spędzili wiele czasu, bo bohater otrzymał mnóstwo nowych animacji, które świetnie pasują do postaci, świata i wybranej profesji – skrytobójcy. Warto na pewno wspomnieć, że w końcu bohater Assassin’s Creed może się dowolnie skradać! Nie robi tego samoistnie, a klikając R2 znika za przeszkodą, dokładając do tego kolejny klawisz, przykleja się do ściany. Ta mała zmiana znacząco przeobraża rozgrywkę, ponieważ teraz częściej staramy się z ukrycia atakować rywali i mamy większą swobodę w wykonywaniu zadań.

Detektyw, zabójca, złodziej, obrońca – po prostu Asasyn

To bieganie w odmętach pięknej rewolucji i personalizacja bohatera ma sens dzięki licznym i różnorodnym misjom pobocznym. Paryskie opowieści pozwalają Arno wcielić się w detektywa, który wyręcza leniwego policjanta i rozwiązuje zagadki morderstw. W tych zadaniach na początku zapoznajemy się z dowodami, informacjami od osób zamieszanych, szukamy poszlak, a później możemy oskarżyć podejrzanych. Każda błędna decyzja powoduje, że w nagrodę otrzymujemy gorszy sprzęt. Jest to niezwykle ciekawa innowacja, która chociaż z pozoru nie pasuje do założonego konceptu, to w ostatecznym rozrachunku dała mi tonę radości. Szkoda tylko, że kara za zbyt pochopne decyzje nie jest większa i samych zadań jest mało.

Równie pozytywne wrażenie wywarła na mnie zagadki Nostradamusa, w których otrzymujemy małą wskazówkę, wierszyk i musimy rozpocząć poszukiwania. Bez dodatkowej pomocy, bez ułatwienia. Tylko my, notatka, kilka słów i wielkie miasto. Jest to świetna zabawa, która potrafi zmęczyć – znany francuski lekarz, astrolog, matematyk postarał się o naprawdę wymagające łamigłówki, które nawet na najłatwiejszym poziomie wymagają od nas dłuższej chwili zastanowienia.

Po tych zachwytach nad nowościami przyszedł czas na anomalie czasowe, przez które bohater trafia do różnych czasów. Reklamowana na zwiastunie II wojna światowa i strzelanie z dużego działa na szczycie Wieży Eiffla to dopiero początek, ale w moim odczuciu cały ten wątek jest wsadzony do produkcji odrobinę na siłę. Te zadania mnie specjalnie nie zaangażowały i tylko odwracały uwagę od tych ciekawszych elementów. Podobne wrażenia mam w przypadku wydarzeń z Abstergo Industries – rozumiem założenia i chęć wytłumaczenia podstawowych elementów nowym graczom, ale totalnie nie przekonuje mnie badanie DNA, czy też poszukiwanie wyjątkowych osób z ich trzema nićmi.

Poza tymi zadaniami możemy oczywiście zapoznać się z bardziej klasycznymi przyjemnościami. Warto tutaj wspomnieć o między innymi typowym „idź zabij”, „idź ukradnij”, „idź ochroń”, czy też o powrocie „bazy”. W tym przypadku otrzymujemy dostęp do Cafe Theatre, którą Arno rozbudowuje, później nawet przejmuje nowe budynki, a w konsekwencji wszystkie nieruchomości przynoszą oczekiwane zyski. Dodatkowych zadań jest naprawdę sporo i w zasadzie dzięki tej bardzo szerokiej różnorodności trudno się tutaj nudzić. Ponownie nie otrzymaliśmy bardziej rozbudowanych misji, ale na pewno wynagradza to wspomniana niejednolitość oraz różny poziom wyzwań.

W grze bez wątpienia odnajdą się wszyscy poszukiwanie skarbów – tych w Assassin’s Creed: Unity nie brakuje, bo dobieramy się do kosztowności, trafiamy na artefakty, zbieramy kokardy, czy też znajdujemy znane nam punkty synchronizacji. Wiele przyjemnych elementów, które w dobry sposób wydłużają rozgrywkę. To charakterystyczny dla tej serii element.

W grupie raźniej, ale w grupie znajomych

Wspomniane w tekście liczne innowacje mają głębszy sens dzięki kooperacyjnym sielankom. Czterech graczy wspólnymi siłami może eliminować wrogów, chronić bezbronnych lub poszukiwać skarbów. Z pozoru nie ma tutaj nic wyjątkowego, bo przecież gra ze znajomymi w dzisiejszych czasach to coś zwyczajnego, ale ta zabawa świetnie pasuje do klimatu Asasynów. Przyjemność jest spotęgowana dzięki personalizacji (każdy ma swojego Asasyna!), ulepszeniom rozgrywki (chowamy się i atakujemy z zaskoczenia, planujemy akcje!) oraz umiejętnościom grupowym (leczenie, orli wzrok, dodatkowa amunicja, przebieranie).

W zadaniach możemy brać udział z przyjaciółmi – w tej sytuacji tworzymy specjalną grupę – lub z przypadkowymi osobami. Miło, że nie musimy biegać po mapie i szukać wyzwań, a po prostu wszystko aktywujemy z poziomu mapy. Szybko tworzymy zespół, wyszukujemy misję i po chwili jesteśmy przeniesieni do zmagań. 

Z własnego doświadczenia mogę polecić tę zabawę grupie kumpli – planowanie zadania (Ty tego z lewej, ja z prawej, a Maciek eliminuje tego przy alarmie) i jego realizacja potrafi dać mnóstwo uciechy. W moim odczuciu takie zadania zdecydowanie bardziej pasują do produkcji niż potyczki PVP znane z poprzednich odsłon.

Pamiętajcie tylko, że rozgrywka w przypadku trudniejszych zadań jest naprawdę wymagająca i niezbędne jest odpowiednie zgranie lub przynajmniej słuchanie poleceń. Z tego powodu zdecydowanie lepiej podejść do rozgrywki z osobami, które znacie i którym możecie zaufać.

Paryż jest piękny, ale nierówny i przycina

Deweloperzy przygotowali zapierające dech w piersiach widoki, które wyglądają wprost fenomenalnie. W zasadzie gra w wielu miejscach może poszczycić się naprawdę świetnym wyglądem lokacji, czy też pracą światła, ale ponownie…  Assassin’s Creed: Unity to sandbox, który cierpi. Niedopracowane postacie niezależne, przydługie loadingi , a nawet znacząco spadające klatki na sekundę. Twórcy kolejny raz nie poradzili sobie z uporządkowaniem swojego świata i można odnieść wrażenie, że po prostu zabrakło czasu na ostatnie szlify. Chciałbym napisać, że przed szereg wychodzi dźwięk, ale nawet on potrafi się zgubić w tym wielkim świecie.

Paryż czaruje, Arno zabija, a Asasyn dobrze rozpoczyna aktualną generację

Assassin’s Creed: Unity musi zmierzyć się z ogromnymi oczekiwaniami graczy na całym świecie. Asasyn, który debiutuje wyłącznie na PlayStation 4, Xboksie One oraz komputerach osobistych to nie kolejna produkcja, a nowy początek.

W moim odczuciu twórcy w świetny sposób wchodzą w generację i chociaż muszą wyleczyć swoje kolejne dziecię z choroby sandboksów, to po dopracowaniu wspomnianych w tekście detali możemy otrzymać niezwykły projekt. Jeszcze poproszę odrobinę mniej przewidywalną historię i kiedyś tam może trafić na rynek solidny kandydat do gry roku.

Teraz jest bardzo przyzwoicie, bardzo nowocześnie, bardzo... Zaskakująco. Tak zaskakująco, że chociaż nie szykowałem się na nic więcej niż tylko „kolejnego Asasyna”, to zostałem pozytywnie zaskoczony. Twórcy uczą się na błędach i wprowadzają do gry wiele świetnych nowości.

To bez wątpienia gra dla fanów, którzy zatopią się w zakamarkach francuskiego klimatu na wiele godzin... A reszta? Niech spróbuje, zobaczycie tak jak ja, że ta seria może pozytywnie zaskoczyć.