Gotowanie jest ostatnimi czasy jedną z najważniejszych aktywności w wielu grach wideo, co przekłada się na to, że wielu deweloperów postanowiło zrobić z tego główny motyw swoich produkcji. Dzięki temu na rynku zadebiutowały takie produkcje jak Overcooked, Cooking Simulator, Cooking Mama, czy też ostatni Epic Chef, który to podchodzi do tematu zgoła odmiennie od wszystkich innych branżowych konkurentów.

Epic Chef - fabuła

Hiszpanie z Infinigon Games postanowili wykorzystać tu swój jeden z najważniejszych atutów - doskonałe poczucie humoru, jakim pragną obdarować wszystkich swoich fanów. W Epic Chef wcielamy się zatem w tajemniczego jegomościa imieniem Zest, który to wszedł w posiadanie aktu notarialnego uprawniającego go do zamieszkania w opuszczonej willi w rejonie Ambrozji - spokojnej krainy pełnej ludzi, orków, elfów, magii no i oczywiście pasji do gotowania. Nasz niezbyt rozgarnięty bohater nie do końca świadom jest tego w co się wpakował, ale podchodzi do życia z uśmiechem na ustach, więc nie obawia się miejskich legend jakimi straszą go mieszkańcy Ambrozji. Że niby dom jest nawiedzony? Phi, jasne. No niestety już drugiego dnia Zest przekonuje się, że nie będzie miał tak prostego życia. W jego domu mieszka duch, straszy go gigantyczny kurczak, a na domiar złego w okolicy roi się od dzikich magicznych pnączy.

Na początku ruszamy zatem zakupić sobie jakieś wygodne łóżko, bo w opuszczonej chałupie mamy tylko stary drewniany badziew. Tutaj z kolei okazuje się, że jednym ze sklepikarzy jest sam... Jezus, ale drań nie dam nam wygodnego łóżka dopóki nie wygramy jakiejś kulinarnej bitwy. Tak rozpoczyna się nasza przygoda z bardziej profesjonalnym gotowaniem, która kończy się ostatecznie tak, że wygryzamy jednego dziada z interesu i przejmujemy jego sporych rozmiarów restaurację. Aby jednak nie nudziło nam się podczas tej przygody, deweloperzy umieścili w grze drugi, bardziej powiązany z magią wątek fabularny, którego odkrywanie jest dość mocno powiązane z odkrywaniem swojego kulinarnego powołania.

Epic Chef - fabuła

Epic Chef - rozgrywka

Rozgrywkę recenzowanego dziś Epic Chef można pokrótce opisać kolejną wariację na temat Stardew Valley i innych Harvest Moonów. Tak samo jak w pozostałych reprezentantach gatunku najpierw naszym zadaniem jest ogarnięcie ogrodu, zasadzenie pierwszych roślinek, zebranie plonów i dalsze wykorzystanie ich w systemach craftingowych oraz w gotowaniu - po prostu czysta klasyka. Hiszpanie postanowili jednak dodać tu trochę autorskiej nutki i całość napędzana jest magią oraz bardzo udanymi żartami. W tejże produkcji nie musicie czekać kilku dni aż wyrośnie wam ziemniaczek czy marchewka - dzięki magicznej aurze Ambrozji wszystkie procesy dojrzewania przyśpieszone są tutaj o 50 tysięcy procent, więc plony można zbierać nawet i dwa razy dziennie!

Podobnie rzecz ma się ze zwierzątkami - na przykład taką krowę, wyglądającą jak koza, przywołujemy wylewając na piekielny portal jakąś dziwną esencję, dzięki czemu pojawia się ona na naszym podwórku dosłownie w kilka sekund. Już na pierwszy rzut oka widać, że deweloperzy niczego nie traktują tutaj poważnie, więc będzie was tu czekać istne szaleństwo. Wspominałem już o Jezusie sprzedającym meble, ale kolejnych niespodzianek nie chcę wam zdradzać, żeby nie psuć za bardzo zabawy.

Gdy już zbierzecie odpowiednie materiały pokroju owoców, mięsa, mleka, drewna czy sosów, przyjdzie pora na wizytę w kuchni i pierwsze próby upichcenia czegoś ciekawego. System przygotowany przez Infinigon Games sprawia, że Epic Chef zaczyna tu być bardziej grą logiczną, aniżeli typowo kulinarną. Każdy składnik ma swoje konkretne właściwości i w połączeniu z konkretnymi elementami w konkretnej kolejności, daje nam różne bonusy do statystyk wytwarzanej potrawy. Te zaś mają trzy główne walory smakowe - Vigor, Spirit oraz Sophistication, co po polsku można by określić jako wigor, duchowość oraz wyrafinowanie. Im więcej punktów zyskamy podczas gotowania, tym oczywiście lepiej. Potrawy możemy zjeść przy domowym stole jako Zest lub dać je naszemu wierzchowcowi.

Epic Chef rozgrywka

Epic Chef to powolna przygoda

Jest to o tyle ważne, że bez jedzenia nasz pupil umrze, a my bez regularnego szamania nie rozwiniemy naszej postaci. System "expienia" został bowiem oparty o dość nietypowy mechanizm. Najpierw jako Zest musimy porobić jakieś aktywności, które dają nam mnożniki do licznika wartości odżywczych spożywanych obiadków - zabawę rozpoczynamy z mnożnikami x0, więc cokolwiek zjemy, nie da nam absolutnie nic. Musimy więc gotować, ścinać drzewka, sadzić roślinki, pływać, opalać się, grać w golfa i robić masę innych aktywności, aby zdobywać kolejne mnożniki. Gdy osiągniemy ich zadowalającą liczbę, możemy zjeść wybrany przez nas posiłek i zyskać punkty do zdobycia kolejnego poziomu postaci. Wtedy mnożniki się resetują i zaczynamy od nowa.

Im większy mamy poziom, tym lepiej gotujemy i odblokowujemy nowe synergie pomiędzy składnikami - te zaś pozwalając na przygotowywanie lepszych potraw i w rezultacie dalsze postępy w zabawie. Kolejnym ważnym elementem rozgrywki są pojedynki kulinarne - tutaj stajemy naprzeciwko wybranego kucharza i walczymy z nim o to, aby zachwycić oceniającego nas jurora. Sędzia ma swoje własne upodobania, więc ważne jest aby wziąć to pod uwagę podczas szykowanych dań. Co ciekawe dzięki sosom jakie dajemy do naszych potraw, możemy nadać sędziemu nowe tymczasowe upodobania, dzięki czemu ten będzie bardziej premiował Vigor, a da ujemne punkty za Spirit.

Po wygraniu kilku takich starć w końcu będziecie mogli otworzyć własną restaurację, ale istnieje spore ryzyko, że zanim dojdziecie do tego etapu, odstawicie grę do kąta. Serio, progresja jest tu tak powolna, że pewnego razu prawie zasnąłem na fotelu podczas rozgrywki. Na szczęście potem jest już znacznie lepiej. Prowadzenie restauracji wiąże się bowiem z ciężką pracą, borykaniem się z marudnymi klientami oraz angażującym dekorowaniem obiektu, aby zyskiwał prestiż większy niż pozostałe konkurencyjne lokale.

I to by było w sumie na tyle. Epic Chef to prawdziwa opowieść od zera do milionera - zaczynamy jako gamoń niepotrafiący sobie poradzić z wieloma rzeczami, zaś kończymy jako najlepszy miejski restaurator.