Bardzo długo czekaliśmy na nową produkcję DICE. Twórcy zaskoczyli świat stawiając wyłącznie na rozgrywkę sieciową i po kilkunastu dniach z tytułem mogę w końcu wyrazić swoje ostateczne zdanie o strzelance. Miałem okazję grać na PC (przedpremierowe testy), a później wskoczyłem na dwie kolejne platformy (PS5 i XSX), by ostatecznie móc powiedzieć jedno – twórcy nie skorzystali z doświadczenia CD Projekt RED i wydali pozycję o kilka tygodni za wcześnie.

Battlefield 2042 nie zapomina o swoich korzeniach

Battlefield 2042 - recenzja - podbój

Recenzowany Battlefield 2042 trafi na rynek bez kampanii, ale DICE nie mogło zapomnieć o klasycznych trybach – w All-Out Warfare znajdziemy „Podbój” oraz „Przełamanie”. Deweloperzy oferują standardową dla tej serii rozgrywkę, jednak znacząco wpływają na jej skalę, gdyż na PlayStation 5, Xboksach Series X|S i PC na jednej mapie pojawi się aż 128 graczy – z tego powodu zmagania na PlayStation 4 i Xboksach One zostały oddzielone od aktualnej generacji. W tym wypadku na mniejszych lokacjach zawita o połowę mniej zawodników.

W Podboju ponownie walczymy o zdobycie punktów na mapie, ale ze względu na skalę pojedynków w niektórych miejscach mogą pojawić się nawet dwie flagi. Drużyny muszą skupić się na obronie oraz ataku, strzelać celnie i wykorzystywać ciężki sprzęt w postaci pojazdów, bo tylko za ich pomocą można szybko przedostać się z punktu A do punktu B i ochronić lub rozpocząć przejmowanie celu. Natomiast w Przełamaniu jedna formacja broni punktów (flag), natomiast konkurencja musi je przejmować, by otrzymywać dostęp do kolejnych sektorów – należy nie tylko dobrze się pilnować, ale również celnie strzelać i małymi krokami kontrolować następne fragmenty lokacji. W tych dwóch przypadkach nie ma mowy o wymyśleniu koła na nowo, a zaoferowano bardzo znane doświadczenie, które zostało rozbudowane o dwa bardzo ważne czynniki: mapy oraz specjalistów.

Lokacje w Battlefieldzie 2042 to zdecydowanie jeden z największych atutów produkcji, bo choć przygotowano ich zaledwie siedem, to każda znacząco zaskakuje rozmachem. Podczas testów beta mieliśmy okazję sprawdzić Kosmodrom, czyli miejscówkę z Gujany Francuskiej, która mogła zostać nawiedzona przez tornado, a dodatkowo czasami byliśmy świadkami startu rakiety kosmicznej. Wszystko wyglądało widowiskowo, jednak odnoszę wrażenie, że teren z Kourou jest jedną z najmniej interesujących miejscówek. Fantastycznie prezentuje się Klepsydra – mapa umiejscowiona w Katarze, gdzie w trakcie zmagań możemy być świadkami burzy piaskowej, a poruszanie się nie tylko bazuje na bieganiu po wielkich budynkach, ale również wizycie na stadionie piłkarskim do połowy zasypanym piaskiem... Skala tej miejscówki jest naprawdę efektowna. Trudno mi także nie wychwalać Odnowy, ponieważ teren w Egipcie został przedzielony wielkim murem na dwie części – po jednej stronie biegamy po zielonych obszarach rolnych, natomiast z drugiej wpadamy na pustynię. Rozłam ochładza wrażenia – teren z Antarktydy pozwala pobiegać po ogromnych zboczach gór, Kalejdoskop zaprasza do odwiedzenia wielkich wieżowców, a Manifest stawia na zaskakująco wielowymiarowe wrażenia, kiedy podczas rywalizacji przemierzamy okazałe kontenery – to również jedyna mapa z zestawu, która oferuje sporo strać w bliskim kontakcie. Nie mogę również zapomnieć o Wrakowisku: indyjska lokacja zachęca do intensywnej walki – tutaj strzelamy obok gigantycznych statków, na które bez przeszkód możemy się dostać, by rozpocząć ofensywę.

Battlefield 2042 proponuje znane doświadczenie

Battlefield 2042 - recenzja - burza

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że przygotowane przez DICE mapy będą aż tak wielkie i zapewnią tak soczysty gameplay. Twórcy wsłuchali się w opinie społeczności po testach i mam wrażenie, że teraz akcja jest zdecydowanie bardziej zwarta – jest to możliwe dzięki poprawionemu systemowi respawnów. Nawet na nieszczęsnym Kosmodromie nie natrafiłem na sytuację, podczas której poczułem, że teren jest za duży... A uczestnicząc w becie był to jeden z moich największych zarzutów dotyczących lokacji. Oczywiście w grze możemy ponownie odradzać się na plecach współtowarzyszy broni, dlatego warto posiadać w zespole ogarniętych zawodników, z którymi możemy się dogadać, by rozsądnie zaplanować następne akcje. W porównaniu z testami rywalizacja nie została specjalnie odświeżona, więc system strzelania i czucie broni nadal przypomina Battlefielda 4 – akcja nie jest za szybka, a time-to-kill zbyt krótki. Gracz ma czas na reakcję, ale też nie może się ociągać, bo łatwo złapać celny strzał w głowę. W gameplayu deweloperzy postawili na znane doświadczenie, co w moim odczuciu było strzałem w dziesiątkę. Tytuł DICE oferuje naprawdę znakomite doświadczenie, a satysfakcja z każdego celnego strzału jest spora.

Drugą dużą zmianą w recenzowanym Battlefield 2042 są klasy postaci – teraz deweloperzy stawiają na Specjalistów, dlatego od premiery możemy sprawdzać aż dziesięciu żołnierzy, którzy różnią się indywidualnymi „specjalizacjami i cechami”. W uproszczeniu: każdy z nich posiada jeden znacząco wyróżniający się element – dla przykładu Borys rozstawia wieżyczkę strażniczą, która może pokazywać wrogów, Irish ustawia ochronę i otrzymuje dodatkowy pancerz za pokonanych wrogów, Sundance posiada w arsenale rozmaite granaty i może korzystać z wingsuita, natomiast Ji-Soo Paik na wyznaczony czas uruchamia skaner pozwalający zobaczyć wrogów przez ściany. Każdy gadżet lub umiejętności bardzo mocno wpływają na gameplay daną postacią, ale potrzeba sporego doświadczenia, by wykorzystać pełnię możliwości każdego żołnierza. Jest to również o tyle istotne, że wszystkie pozostałe elementy – bronie oraz gadżety – możemy dowolnie dobierać. Autorzy nie zdecydowali się na opracowanie klasycznych klas, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by sanitariuszka Maria biegała ze snajperką lub bazooką.

Nawiązując jeszcze do możliwości żołnierzy, bardzo spodobał mi się system rozbudowy broni – odblokowując celowniki, lufy, amunicje oraz akcesoria (przykładowo dwójnóg ADR, uchwyt Cobra, 40 mm (odłamki), celownik laserowy)) płynnie zmieniamy elementy karabinu w trakcie rozgrywki. Niezbędne jest stworzenie odpowiedniego zestawu przed startem meczu, kiedy możemy dobrać przykładowo 2-3 celowniki, które następnie dynamicznie wybieramy w trakcie akcji. Te decyzje znacząco wpływają na wykorzystanie sprzętu.

Battlefield 2042 potrzebuje rozbudowania 

Battlefield 2042 - recenzja - zielona trawka i strzelanie

Podczas przedpremierowych testów nie mogłem tego potwierdzić, jednak już pełna premiera uświadomiła mi jedno – Battlefield 2042 powinien otrzymać od premiery znacznie więcej broni. System progresji wygląda dość standardowo – po zakończonym meczu otrzymujemy punkty, które pozwalają zdobywać następne poziomy, a mając odpowiedni LVL odblokowujemy przedstawione elementy.

Istotnym detalem jest fakt, że gracz we wszystkich trybach (All-Out Warfare, Battlefield Hazard Zone, Battlefield Portal) zdobywa punkty na jedno konto – niezależnie więc od tego, gdzie przede wszystkim spędzamy czas, możemy zyskać kolejne części wyposażenia. Jak już wiadomo deweloperzy napotkali w tym miejscu na niedogodność, ponieważ gracze szybko potrafili „oszukać” system opracowany przez DICE i nabijali sobie XP na przykładowo różnych „farmach” (specjalne tryby w Battlefield Portal).

Jestem pewien, że Battlefield 2042 potrzebuje znacznie więcej wyposażenia. Aktualnie w grze znajdują się tylko 4 sztuki SMG, 4 karabiny szturmowe, 2 x LGM, 3 x karabiny samopowtarzalne, 3 snajperki, 3 uniwersalne oraz 3 dodatkowe modele... Gra od premiery oferować większą zawartość i choć pewnie kolejne sezony rozbudują arsenał, to jednak na dobry początek... Brakuje tutaj różnorodności. W dodatku twórcy mają spory problem z okiełznaniem zabawek – niektóre bronie są zbyt mocne, inne mają dziwny rozrzut i choć autorzy już działają, to jednak nadal mam wrażenie, że przed zespołem sporo pracy.

Muszę jednak przyznać, że All-Out Warfare okazało się pewną niespodzianką, ponieważ po becie nie liczyłem na wiele w przypadku „klasycznego Battlefielda”. Szwedzkie studio rozbudowało doświadczenie poprzez ogromne mapy, intrygujących Specjalistów oraz niezwykle satysfakcjonujący system strzelania. Znane doświadczenie zyskało na skali.

Battlefield 2042 i Battlefield Hazard Zone? Duże emocje i nieprzemyślana progresja

Battlefield 2042 - recenzja - ładny widok z dachu

All-Out Warfare zapewniło mi sporo pozytywnych wrażeń, ale nie ukrywam, że najbardziej wyczekiwanym przeze mnie trybem z recenzowanego Battlefielda 2042 był Hazard Zone. Zupełnie nowy wariant, który stawia na walkę o znacznie mniejszej skali – zawodnicy trafiają na znane mapy w maksymalnie czteroosobowych oddziałach. Na PS5, XSX|S i PC do akcji wkracza 32 graczy, a na PS4 i XOne tylko 24 śmiałków.

Rywalizacja jest jednak bardzo taktyczna, ponieważ żołnierze trafiając na mapę muszą zebrać dane znajdujące się w specjalnych kapsułach – najlepiej byłoby, gdyby jedna osoba z grupy posiadała skaner dysków, dzięki któremu określimy, gdzie znajdują się pliki. Później należy dotrzeć na wskazane miejsce, pobrać informacje i zmierzać do kolejnych zrzutów. Na następnym etapie rywalizacji formacja może uciec z mapy jednym z dwóch samolotów, by sprzedać wydobyte dyski i rozpocząć dalszą walkę. Brzmi prosto? Jest jednak niezwykle wymagająco, ponieważ w jednym punkcie mogą spotkać się nawet 3-4 zespoły, a obok biegają oddziały składające się z SI – oni również potrafią celnie trafiać. Gdy jeden z graczy padnie, możemy go jeszcze podnieść, ale w tym wypadku nie zaproponowano prostych respawnów. Jeśli żołnierz zostanie zabity, sprowadzimy go jedynie korzystając z laptopa zapewniającego wskrzeszenie oddziału – sprzęt możemy kupić przed meczem lub podnieść z ziemi.

W Battlefield Hazard Zone ponownie korzystamy ze Specjalistów, ale odnoszę wrażenie, że to właśnie tutaj pokazują oni swój charakter, a posiadane zdolności pozwalają znacząco wpłynąć na przebieg starcia – świetnie sprawdza się dron Caspera, który pozwala ujawnić, gdzie znajdują się wrogowie, a linka z hakiem Webster idealnie nadaje się, by wskoczyć na budynek i zadbać o dodatkowy zwiad. Gameplay jest intensywny, niezbędne jest posiadanie obok doświadczonych towarzyszy broni, ponieważ wystarczy jeden głupi ruch, a rozgrywka zaczyna się od zera. Początkowo zabawa dosłownie mnie oczarowała, jednak później okazało się, że deweloperzy wpadli na kilka fatalnych decyzji.

Battlefield 2042 - recenzja - bronie

Battlefield Hazard Zone oferuje system ekonomii, dzięki któremu za pokonanych wrogów (gracze / SI) oraz wydobyte dane możemy kupować nowe bronie, gadżety oraz atuty taktyczne. Te ostatnie pozwalają wskrzesić drużynę, zwiększają pojemność na dyski, zapewniają lepszy skaner, zwiększają amunicję, pozwalają szybciej zmieniać broń czy też oferują szybsze leczenie. Na początku gracz może korzystać tylko z jednego atutu, ale wygrywając mecze, odblokowujemy maksymalnie dwa kolejne. Brzmi dobrze? Tak, ale system w żadne sposób nie nagradza uczestników, którzy wpadną na mapę i zostaną szybko wyeliminowani. Jeśli macie pecha, systematycznie będziecie natrafiać na oddziały korzystające z potężnych giwer i zamiast „ekscytującego i taktycznego trybu”, po chwili doświadczymy „frustrującej próby zdobycia kilku kredytów”. System bardzo mocno promuje najlepszych śmiałków, więc jeśli nie macie doświadczenia lub wystarczająco dużo czasu, w Hazard Zone zostaniecie zmiażdżeni.

W dodatku DICE totalnie nie poradziło sobie z opracowaniem sensownego menu – w HZ możemy kupować bronie, które posiadają już różne celowniki oraz inne dodatki, ale by dostosować sprzęt, musimy wyjść z trybu do menu głównego... To rozwiązanie totalnie nieintuicyjne do tego stopnia, że bez podpowiedzi trudno zgadnąć, gdzie należy dostosować broń. Co jednocześnie ważne, recenzowany Battlefield 2042 stawia na pojedynczą progresję we wszystkich trybach, więc w Hazard Zone tak naprawdę nie znajdziemy dodatkowej zachęty do rozgrywania kolejnych spotkań. Zawsze możemy odblokować kolejną broń, ale przydałyby się w tym miejscu rankingi lub turniejowa rozgrywka. Deweloperzy ponadto nie zajęli się ważnym aspektem: komunikacją głosową. Na konsolach musimy utworzyć party z przypadkowymi osobami, co często jest po prostu niemożliwe. W rezultacie grze brakuje sensownej opcji do szybkiej wymiany zdań, by móc zareagować na sytuację na ekranie.

Battlefield 2042 i Battlefield Portal? To prawdziwy list miłosny do fanów!

Battlefield 2042 - recenzja - Battlefield Portal

Już kilka miesięcy temu mogliście słyszeć o „liście miłosnym do fanów Battlefielda” i te słowa najlepiej opisują Battlefield Portal. Deweloperzy zapewniają zawartość z czterech odsłon serii (Battlefield 2042, Battlefield 1942, Battlefield: Bad Company 2, Battlefield 3), pozwalając stworzyć zróżnicowane i ciekawe tryby.

Na początku autor wybiera podstawę rozgrywki (Szturm, Podbój, Podbój Duży, Team Deathmatch, Każdy na Każdego), a następnie mapy z szerokiego zestawu: wszystkie lokacje z Battlefield 2042 oraz takie klasyki jak Ofensywa w Ardenach, El Alamein z Battlefield 1942, Port Arica i Valparaiso z Battlefield Bad Company 2 czy Kaspijska Granica i Kanały Nouszahr z Battlefield 3. Starsze lokacje zostały odświeżone lub całkowicie zremasterowe, oferują starą destrukcję otoczenia (możemy niszczyć budynki!) i bez przeszkód podczas kreowania wariantu wrzucamy do puli ulubione miejscówki. W kolejnym kroku decydujemy się na liczbę graczy (do 128 na PS5, XSX|S, PC), liczbę żołnierzy w poszczególnym zespole (możemy stworzyć nierówne drużyny), a później bawimy się dziesiątkami innych opcji, które odznaczają się możliwością pełnej personalizacji.

W trakcie starcia mogą mierzyć się ze sobą współcześni żołnierze z ekipą pochodzącą z 1942 roku, jeden zespół otrzyma w ręce tylko snajperki, drugi będzie biegać z nożami, wyłączymy pomoc w celowaniu, zwiększymy szybkość postaci lub całkowicie zmienimy HUD lub pozbędziemy się minimapy. Dużo? To dopiero początek, bo tak naprawdę są to podstawowe funkcje. DICE uwzględnia także zmiany w logice trybów – tutaj otrzymujemy w ręce potężne narzędzia, dzięki którym wywrócimy do góry nogami całą rozgrywkę, przykładowo... Zapewniając starcie „tylko na bazooki”, gdzie gracze otrzymują jedną sztukę amunicji, a by zdobyć kolejna muszą wykonać pięć skoków – brzmi abstrakcyjnie? 

Battlefield 2042 - recenzja - rywalizacja w Portalu

Battlefield Portal to idealne miejsce na wiele klasycznych trybów – na pokazie zagraliśmy między innymi w dobrze znany Podbój w Battlefield 1942 i Battlefield 3 oraz Szturm z Battlefield Bad Company 2. Twórcy już teraz wrzucili do gry ponad 40 broni, ponad 40 pojazdów i ponad 30 gadżetów z trzech „Teatrów Wojny”, więc podczas rozgrywki możemy nie tylko biegać po znanych lokacjach, ale korzystamy z wcześniej udostępnionego arsenału. 

DICE opracowało gigantyczny edytor, który w łapach społeczności zapewnia recenzowanemu Battlefieldowi 2042 wielkie zainteresowanie. I choć początkowo nie byłem specjalnie zainteresowany tym wariantem zabawy, to aktualnie... Spędziłem w Battlefield Portal najwięcej czasu. To właśnie społeczność projektuje znakomite tryby i bez wątpienia to właśnie prace społeczności są aktualnie najciekawszą zawartością... Jednocześnie mam wrażenie, że w tym miejscu można natrafić na najmniej błędów.

A niestety bugów jest tutaj naprawdę sporo – przenikające postacie przez ściany, nieśmiertelni przeciwnicy, niezniszczalne budynki, spartaczony rejestr strzałów (czasami zabijasz idealnie, innym razem wpakowujesz facetowi magazynek w plecy, a on zdąży się odwrócić, by wyeliminować Twoją postać jednym strzałem), zawieszający się ekwipunek, drzwi działające i wiszące w powietrzu, wpadanie pod mapę, znikająca postać... I wiele, wiele więcej. Trudno mi jednak określić, gdzie leży problem, ponieważ nie brakuje starć, w których mogę normalnie cieszyć się rozgrywką, by innym razem w trakcie jednej sesji natrafić na wiele kuriozalnych sytuacji.

Czy warto sięgać po Battlefield 2042?

Battlefield 2042 to trzy zróżnicowane i oferujące zupełnie inne doświadczenie tryby, ale jestem przekonany, że deweloperzy powinni wziąć głęboki oddech i opóźnić premierę o 2-3 miesiące. Historia pokazuje, że taki czas pozwala wyeliminować największe błędy, bo choć pozycja DICE już teraz potrafi zapewnić sporo przyjemnej rozgrywki, to jednak bugi mogą irytować. Fani zamiast cieszyć się oczekiwaną strzelanką, mierzą się z problemami – a nie tak to powinno wyglądać. Twórcy zadbali o przyjemne podstawy, jednak mam wrażenie, że przed nimi jeszcze sporo pracy.

W ostateczności Battlefield 2042 to dla mnie prawdziwy rollercoaster emocji – z jednej strony czasami naprawdę dobrze się bawię i czuję w tym wszystkim „starego Battlefielda”, by później natrafić na błędy lub niewytłumaczalne sytuację i mam ochotę rzucić padem. Będę jednak przyglądał się grze, na którą tak bardzo w 2021 roku liczyłem.