Kimetsu no Yaiba to seria, która z buta wbiła się do branży popkultury i dziś generuje wyniki, o jakich wielu konkurentów mogłoby tylko śnić. Dość powiedzieć, że marka ta w samym 2020 roku zarobiła ponad biliard jenów, co w przeliczeniu daje około 8,75 miliarda dolarów (dla porównania - Dragon Ball od początku istnienia wygenerował 27 miliardów). Mówimy o prawdziwym fenomenie. 

Nie jest więc żadnym zaskoczeniem, że po świetnie sprzedającej się mandze oraz anime, które zawładnęło sercami widzów na całym świecie, dostaliśmy film pełnometrażowy. A ten… Co zrobił? Oczywiście wyśrubował parę nowych rekordów. A jak krowa daje pyszne mleko, to doi się ją do cna. W taki oto sposób w ubiegłym tygodniu zadebiutowała gra Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles.

I z największą przyjemnością podejmę się jej recenzji. Przez ostatnie dni miałem okazję poszaleć we wszystkich trybach i sprawdzić dla Was, czy właściwie warto się nią zainteresować. Dotychczas wszystko, co znakowane było tą marką, zamieniało się w złoto (albo bardziej - w jeny). Jak jest w tym przypadku i czy pierwsza pełnoprawna gra z uniwersum Miecza Zabójcy Demonów to kolejny sukces? Pozwólcie, że opowiem o Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles - ale zacznijmy od początku! 

Kimetsu no Yaiba - o co chodzi?

Kimetsu no Yaiba (w angielskim - Demon Slayer, a w polskim - Miecz Zabójcy Demonów [nazw będę używał naprzemiennie]) to manga autorstwa Koyoharu Gotouge, która zadebiutowała 15 lutego 2016 roku na łamach magazynu Weekly Shonen Jump i wydawana była do 18 maja 2020. Historia zamknęła się finalnie na 201 rozdziałach, które upchnięto w 23 tomach mangi. 

Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles - Tanjiro

Gdy tylko popularność wystrzeliła, zakupiono prawa do ekranizacji i wyprodukowano pierwszy sezon serialu animowanego, który - jak można się domyślić po wstępie - okazał się niebywałym sukcesem. Anime błyskawicznie zostało zasypane stertą nagród i zaczęło przebijać się do tego największego mainstreamu. Dziś każdy, kto choć liznął japońską popkulturę, kojarzy ów tytuł przynajmniej w małym stopniu. 

Sama historia przedstawiona w Kimetsu no Yaiba kręci się wokół Tanjiro Kamado - zwykłym chłopcu, który żyje w Japonii, w okresie Taisho, z dala od cywilizacji. Tam wiedzie spokojny żywot wraz z całkiem sporą rodziną. Cóż, do czasu. Wszystko zmienia się, gdy prawie każdy z jego bliskich zostaje zamordowany przez demona. Jedyną personą, która się ostała, jest jego młodsza siostra, Nezuko - niestety przemieniona w krwiożerczą bestię. 

Chłopiec za cel życia ustanawia sobie przywrócenie dziewczynce człowieczeństwa i poskromienie wszystkich demonów, które chodzą po tym świecie. Aby to uczynić, musi rozpocząć długi i żmudny trening, który ma go przygotować do zostania Zabójcą Demonów. A dalej… Cóż, dalej jest już historia, którą zdecydowanie warto poznać. 

The Hinokami Chronicles - Tanijro wchodzi do świata gier

Za stworzenie recenzowanego Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles odpowiada studio Cyberconnect2 (i to widać, do czego jeszcze wrócę). Mówimy więc o twórcach najgłośniejszych gier bazujących na anime w ostatnich latach - Dragon Ball Z: Kakarot, JoJo’s Bizzare Adventure czy serii Naruto: Ultimate Ninja Storm. Napisać, że mają doświadczenie w tego typu projektach, to nie napisać nic. 

Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles - Początek

Gra, którą mam przyjemność recenzować, oferuje nam kilka trybów gry - dwa podstawowe to oczywiście „Verus” (w którym możemy mierzyć się z przeciwnikami na kanapie, online lub z komputerem) oraz „Tryb Fabularny”, gdzie dane jest nam przeżywać wydarzenia znane z dotychczasowych odcinków zekranizowanych w postaci anime - schemat jak we wspomnianej serii gier o Naruto. 

Tryb Fabularny dla wytrwałych 

Zacznijmy więc od tego, co w bijatykach jest zaledwie przystawką, a więc od trybu przygody. Tu mamy okazję przejść przez prawie wszystkie wątki, które pojawiły się w anime. I jest to forma typowa dla CyberConnect2. Co mam przez to na myśli? Cóż - chodzimy po pustych, zamkniętych planszach, szukając rozrzuconych elementów i co jakiś czas mierzymy się z wyskakującymi wrogami. Na sam koniec czeka oczywiście walka z bossem, która wieńczona jest klasycznym QTE (Quick Time Event). 

Prawdę mówiąc, największym plusem tego trybu jest chyba fakt, że wraz z biegiem historii odblokowujemy kolejnych bohaterów znanych z mangi i anime. Jasne, można przejść całość Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles, ale odradzałbym taką zabawę na jedno posiedzenie - szybko da się znudzić i zrazić, albowiem ile razy można wykonywać podobne czynności na podobnych mapach i walcząc z podobnymi wrogami? To się znudzi. 

Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles - walka

Co do samej fabuły - tu trudno mi zdefiniować, do kogo może być kierowana. Osoby, które nie znają oryginału, mogą się zgubić. Wszystko podane jest bowiem nieco „po łebkach” i wymaga od gracza minimalnej wiedzy na temat wydarzeń oraz uniwersum Kimetsu No Yaiba. Z drugiej strony - mi, jako osobie, która obcowała z tą historią w mandze oraz anime - zbierało się na znużenie. Nie ma nic, co mnie zaskoczy, a kolejność zdarzeń znam na pamięć. 

Wydaje mi się, że jeśli twórcy porwali się już na Tryb Fabularny w recenzowanym Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles, to powinni go jakoś urozmaicić. Wzorowym przykładem jest dla mnie cały czas Naruto: Ultimate Ninja Storm, gdzie zwiedzanie Wioski Liścia było czymś przyjemnym. Tutaj - niezależnie od tego, czy biegamy po mieście, lesie czy w górach, jest po prostu bliźniaczo podobnie. 

Gdzieś już widziałem te walki…

Przejdźmy jednak do tego, co w bijatykach jest najważniejsze, a więc do samych walk. I już po pierwszym pojedynku wiedziałem, że doskonale znam tę formułę. Skoki, uniki, „dashowanie”, zwykłe, specjalne i silne ataki, podstawowe combo, wzmocnienia, transformacje. Każdy, kto miał okazję grać w inne bijatyki od CyberConnect2, doskonale będzie kojarzył te schematy. Właściwie nie potrzebowałem samouczka - czułem się jak w domu. 

Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles - Muzan

I dla mnie jest to dużą zaletą, albowiem po prostu odpowiada mi ten styl walki - często nastawiony na jak najlepsze doznania wizualne, kosztem wysublimowanych połączeń ciosów i śmiercionośnych taktyk. Tu po prostu trzeba się bawić, niczym przy oglądaniu anime na ekranie. W takim wypadku sprawdza się to naprawdę fantastycznie i daje sporo frajdy. Nie ma stresu, nie ma nerwów - po prostu czujemy się, jak bohaterowie, których zdążyliśmy pokochać. 

W takim układzie największym minusem jest oczywiście liczba postaci. Podczas gdy najpopularniejsze bijatyki bazujące na anime, jak Dragon Ball: Xenoverse 2 czy Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 4, przyzwyczaiły nas do dziesiątek bohaterów, spośród których możemy wybierać, w Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles mamy ich na start zaledwie osiemnaście (kolejne sześć pojawi się w postaci darmowych DLC) - w tym trzech Tanjiro. 

Niemniej, przez te godziny, które spędziłem, bawiąc się w odtwarzanie pojedynków z anime i rozwiązywanie konfliktu, który z Zabójców Demonów jest silniejszy, nie zdążyłem się znudzić. W dużej mierze dlatego, że całość wygląda fantastycznie. Pamiętam, że anime zebrało masę pochwał za podejście do strony graficznej - cóż, twórcy recenzowanej gry zdecydowanie wzięli to pod uwagę, bo Demon Slayer w tym wydaniu wygląda w ruchu naprawdę kapitalnie. Dynamikę można wręcz poczuć. 

Reasumując

Nie potrafiłbym z czystym sumieniem polecić recenzowanej gry osobie, która nie miała żadnej styczność z anime lub mangą, na których bazuje. Tryb Fabularny mógłby być nieco trudny do strawienia, a jako bijatyka na tle wielu tuzów gatunków nie ma niczego, czym mogłaby się wyróżnić - liczba postaci jest obecnie niewielka, areny nie powalają, a sam system walk jest maksymalnie uproszczony, by dać radość każdemu. 

Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles - Walka z demonem

Jeśli jednak czytasz to jako fan Kimetsu no Yaiba, to jestem przekonany, że odnajdziesz się w grze i będziesz bawił naprawdę dobrze. W końcu pierwszy raz możemy sami wejść w buty doskonale znanych postaci (nawet, jeśli jest ich stosunkowo niewiele). Pod kątem odwzorowania fenomenalnie zrealizowanych walk w anime, Cyberconnect2 zrobiło kawał dobrej roboty, o czym pisałem kilka akapitów wyżej. I za to należy się duży plus. 

Choć więc nie jest to gra dla każdego, pozwolę sobie ocenić ją z perspektywy fana. Jestem naprawdę zadowolony tym, czym w gruncie rzeczy jest recenzowany tytuł. Jasne - można odnieść wrażenie, że to dopiero początek. Jeśli jednak twórcy podążą drogą Naruto (a mają ku temu sposobności), czeka nas naprawdę fenomenalna seria, która przez kilka lat będzie śmigała na dyskach naszych konsol i PC. A Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba - The Hinokami Chronicles to naprawdę dobry start dla czegoś większego