Phoenix Point to dzieło małego, niezależnego zespołu, który mieści się w Bułgarii. Mowa o Snapshot Games, które zostało założone w 2013 roku. Osoba, która za tym stoi, to sam Julian Gollop - twórca serii X-COM. Pierwszą grą studia było Chaos Reborn, które jest remakiem Chaos: The Battle of Wizards z 1985 roku. Drugą ich produkcją jest recenzowane dzisiaj Phoenix Point.

Phoenix Point wydane w swoim czasie na PC zyskało całkiem duże uznanie, choć nie zabrakło również opinii, które mówiły o przytłaczających problemach, które skutecznie utrudniały czerpanie radości z grania. Mimo to, zebrane na Metacritic oceny dały średnią o wysokości 74 punktów. To moja pierwsza styczność z tą produkcją i niestety, o ile dostrzegam jak dobra jest sama w sobie, to błędy, problemy ze stabilnością, a czasem nawet ze sterowaniem, skutecznie zniechęciły mnie do dalszej zabawy - a co więcej, uniemożliwiły ukończenie produkcji, przynajmniej chwilowo. Więcej jednak przeczytacie we właściwej recenzji.

Jeszcze tylko 26 lat

Phoenix Point: Behemoth Edition - recenzja gry. Przerywnik filmowy

Phoenix Point: Behemoth Edition rozgrywa się w 2047 roku. Ziemia zmaga się z inwazją obcych, co doprowadziło wręcz do jej ruiny. Ludzkość ostatkami sił stawia opór, ale wymarcie gatunku ludzkiego wciąż jest realnym zagrożeniem. Wszystko zaczęło się jednak znacznie wcześniej. W 2022 roku naukowcy odkryli wirus, który w bardzo niewielkim stopniu przypominał to co widzieli do tej pory.

Nowe odkrycie nazwano Pandorawirus. Każda żyjąca istota, która weszła z nim w kontakt mutowała w przerażające abominacje rodem z powieści H. P. Lovecrafta. Niedługo po odkryciu wirus dostał się do oceanów przejmując je niemal w całości. Doprowadziło to do masowych mutacji wszystkich istnień, które je zamieszkiwały. Ponadto, cała powierzchnia Ziemi została owiana mgłą, która niemal doszczętnie wyniszczyła planetę i ludzkość. Przetrwali nieliczni, którym udało się schronić na wysokościach.

Resztki ludzkości podzielone zostały na frakcje zamieszkujące bastiony, gdzie bronią się przed siłami najeźdźców. Jako gracze wcielamy się w oddział Phoenix Point - ostatnią nadzieję ludzkości. To jednostka od lat przygotowywana na niesienie ratunku w sytuacjach kryzysowych. Składa się z najlepszej jakości żołnierzy, naukowców, czy inżynierów. Poza uratowaniem ludzkości przed totalną zagładą, ich celem jest odkrycie prawdy o tym, co stało się z resztą jednostki, która doświadczyła licznych wzlotów i upadków od początku swojego istnienia.

Sam skrótowy opis jest ciekawy, widać, że drzemie tu potencjał. Fabuła to jeden z najlepszych elementów recenzowanego Phoenix Point: Behemoth Edition. Tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę, że mamy okazję podjąć wiele wyborów podczas interakcji z frakcjami. Nasze decyzje mogą się przyczynić do ich wrogości czy też przychylności w naszą stronę. Sojusze ułatwią odpieranie inwazji, ale nie wszystko jest takie proste i czasem zmuszeni będziemy podjąć drastyczne w skutkach decyzje.

Czasem pojawiają się przerywniki filmowe, które pochwalić się mogą ciekawą stylistyką i dobrym udźwiękowieniem. W większości są to co prawda statyczne grafiki, ale nie przeszkadza to w odbiorze. Bardzo przyjemnie się je ogląda również dzięki treści. Nie jestem jednak w stanie w całości ocenić fabuły, bo nie dane mi było zobaczyć choćby jednego zakończenia - tych jest kilka. Z pewnością kiedyś wrócę, ale to pod warunkiem, że twórcy zadbają o lepszy stan techniczny swojej gry.

Zabij wszystkich przeciwników

Phoenix Point: Behemoth Edition - recenzja gry. Jedna z misji

Seria X-COM to jedna z moich wstydliwych zaległości. Nie uświadczycie więc w tej recenzji porównania do tejże. Wiem jedynie, że Phoenix Point: Behemoth Edition określane jest jako jej duchowy spadkobierca. To taktyczna strategia, w której prowadzimy 6-osobowy oddział przez kolejne starcia z przeciwnikami. W większości są to Obcy, ale nie zabrakło również wrogo nastawionych ludzi - choćby w formie bandytów.

Zabawę zaczynamy od rozbudowanego samouczka, który skutecznie zapoznaje nas z zasadami zabawy. Nie mam pod tym względem żadnych zarzutów, bo po ukończeniu go czułem się w pełni przygotowany do kolejnych starć. Grałem na poziomie normalnym (w grze określony jako Weteran) i raczej nigdy nie czułem się przytłoczony poziomem trudności, choć przez te ponad 20 godzin bywało ciężko.

Jednostki jakie dostajemy do dyspozycji mogą być różne - począwszy od strzelającej na średni dystans, a kończąc na snajperze, czy kimś walczącym w zwarciu. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by poszczególnych osobników poniekąd dostosować do naszych potrzeb. Są też pojazdy, które mogą okazać się nieocenione dzięki swojej dalekosiężnej artylerii.

Każda z jednostek ma określoną ilość ruchu i akcji jakie może wykonać. Do tego dochodzi wiele zależności, które wpłyną na przebieg walki. Wszyscy walczący mogą wpaść w panikę, zostać zatruci, krytycznie zranieni, albo nawet utracić broń. Jako gracze mamy możliwość swobodnego celowania, dzięki czemu możemy pozbawić przeciwnika kończyn, co znacznie obniży jego skuteczność bojową. Ważne jest też wykorzystywanie otoczenia. Jedną z najbardziej podstawowych technik jest chowanie się za osłonami - te jednak mogą zostać zniszczone.

Bardzo ciekawym jest system mutacji Obcych. Wraz z kolejnymi starciami uczą się naszych zachowań, a kolejne mutacje pozwalają się obronić przed najczęściej stosowanymi przez nas sztuczkami. Często ostrzeliwane maszkary zaczną chować się za pancerzem, który będziemy musieli albo obejść albo zniszczyć, aby móc ich uśmiercić. Jest w tym wszystkim pewna losowość, ale i tak robi wrażenie. Losowo generowane są też lokacje w misjach i rozmieszczenie przeciwników (co widać przy kolejnych podejściach). Bardzo fajne rozwiązanie, które sprawia, że w zasadzie mało jest miejsca na nudę czy powtarzalność. Widać za to, że poziom trudności jest nierówny. Niektóre misje kończyłem bez większego problemu, by za chwilę dostać wciry. Na pewno ma to związek z losowym charakterem rozgrywki.

Wsiadaj, lecimy do Afryki

Phoenix Point: Behemoth Edition - recenzja gry. Mapa świata

Sporo czasu spędzamy w Phoenix Point: Behemoth Edition na mapie świata. Recenzowana produkcja obdarza nas latającym statkiem, który jest podstawowym środkiem transportu. Dzięki nim dostaniemy się do kolejnych misji, bastionów czy baz, które możemy zdobyć.

Tutaj rozbudujemy posiadane placówki, wejdziemy w interakcję z bastionami (aby dokonać handlu, kradzieży itp) oraz zatrudnimy i dostosujemy jednostki. Możemy zająć się też produkcją przeróżnych przedmiotów (począwszy od apteczek czy amunicji, aż do pojazdów i ich uzbrojenia). Przeprowadzimy też badania, które pozwolą nam lepiej bronić się przed najeźdźcami.

Na mapie świata podejmujemy też decyzje, które wpłyną na przebieg fabuły. Co jakiś czas zachodzą wydarzenia, podczas których musimy zdecydować o kolejnych krokach. Może to być choćby pomoc danej frakcji kosztem drugiej - znów nic nie stoi na przeszkodzie, aby później zmienić swoje podejście i odzyskać stracone zaufanie, choć będzie to wymagać pracy. Ważna jest tutaj zakładka Dyplomacja (widoczna na zrzucie wyżej), gdzie otrzymujemy zestaw zadań od różnych frakcji. Tam jest też opisane jakie skutki niesie wykonanie danej misji dyplomatycznej.

Siły obcych zwiększają się, toteż z czasem jest coraz trudniej - choćby za sprawą tytułowego Behemota, który rozsyła statki atakujące kolejne bazy. To kolejne momenty, w których przyjdzie nam walczyć (musimy jednak samodzielnie zadbać o uzbrojenie naszego statku) i te starcia również podzielone są na tury. Nie poruszamy się jednak, możemy natomiast zdecydować którą część pojazdu przeciwnika i jaką bronią zaatakujemy. Jeśli przegramy walkę to tracimy statek z całą załogą, a utracony bastion trzeba będzie odbić z rąk wroga.

Ważne jest również zbieranie surowców. Bez pokarmu nie przeżyjemy, toteż jego brak wpłynie na populację - jeśli ta spadnie poniżej 10% nastąpi koniec gry. Jest więc presja czasu, dlatego warto przemyśleć każdy ruch i mieć jak najwięcej na uwadze podczas przemierzania mapy świata. Bez surowców technologicznych nie naprawimy uszkodzonych konstrukcji czy nawet nie wytworzymy amunicji, co będzie oczywiście tragiczne w skutkach w kolejnych misjach. Dlatego nie możemy spocząć na laurach i pozwolić na bezowocny upływ czasu. Te wszystkie elementy w dużym stopniu wpływają na wysoki poziom Phoenix Point: Behemoth Edition.

Mam w tym miejscu jednak zastrzeżenie do sterowania, podobnie jak podczas starć w trakcie misji (tam jednak jest nieco wygodniej). Obecny jest kursor, ale niestety nie możemy używać go do niczego co wykracza poza samą mapę świata. Przełączanie się pomiędzy kolejnymi zakładkami przebiega poprzez naciśnięcie przycisków R2 i L2. W połączeniu z długimi czasami wczytywania jest to niewygodne i frustrujące. Kolejny raz przekonuje się, że w takie tytuły najlepiej grać z użyciem myszki i klawiatury, choć z drugiej strony można tę kwestię lepiej, co udowodniły niektóre produkcje.

Straszny tu bałagan...

Phoenix Point: Behemoth Edition - recenzja gry. Atakowanie przeciwnika

Na koniec tej recenzji pozostawiłem kwestie techniczne. Już wcześniej mogliście przeczytać, że Phoenix Point: Behemoth Edition ma pod tym względem braki. Teraz jednak szerzej się o nich wypowiem. Największą bolączką są bardzo częste błędy aplikacji. Średnio na 5 godzin gry doświadczałem ich kilka i najczęściej skutkowało to przymusem powtarzania sporego fragmentu gry. Tym bardziej, że potrafiło wyrzucić mnie do pulpitu PS4 podczas zapisywania. Przyczyniło się to do utraty mojego zapisu i to jest główną przyczyną tego, iż nie zdołałem ukończyć produkcji Snapshot Games.

Graficznie jest poprawnie i oko bardziej cieszy stylistyka. Mimo to gra ma problem z częstymi spadkami animacji. Każda wykonana akcja to utrata płynności. Tyle dobrego, że czas gry stoi zwykle w miejscu, więc nie jest to aż tak kłopotliwe, bo przecież nie wymaga się od nas refleksu lub zręczności. Potrafi jednak sfrustrować, bo na wszystko trzeba czekać przesadnie długo. Tym samym kolejne sesje są mniej owocne niż mogłyby być, bo zamiast wykonywać kolejne kroki, czekamy aż gra je zarejestruje.

Do tego dochodzą też błędy. Kilkanaście razy zdarzyło mi się, że po rozpoczęciu misji część przycisków nie działała. Mogłem włączyć menu pauzy, ale niemożliwe było przełączenia się pomiędzy kolejnymi opcjami. Mogłem przesuwać kursorem po mapie, ale wydać rozkazu już nie. Pomagało uruchomienie gry od nowa co przenosiło mnie na mapę świata, gdzie znów z uwagi na losowość gry, działo się coś, co od tamtej misji mnie odciągało. Bardzo męczące.

Koniec końców, na ten moment Phoenix Point: Behemoth Edition polecam jedynie najbardziej tolerancyjnym fanom podobnych gier. Nawet im zalecałbym poczekanie na łatki, które wyeliminują te problemy. Kilka już się pojawiło, ale największe problemy wciąż są obecne. To mimo wszystko dobra gra (lub bardzo dobra), ale niestety w kiepskim stanie technicznym.