Pierwsza odsłona Insurgency zadebiutowała jeszcze w 2014 roku i z miejsca podbiła świat swoim wyjątkowym podejściem do realizmu prowadzonych starć. W odróżnieniu od popularnych ówcześnie strzelanek nie skupiała się na jak największej dynamice i bajeranckich broniach, tylko na realistycznym zachowaniu zarówno broni jak i kierowanego przez nas żołnierza. Dziś możemy przyjrzeć się jej następcy w wydaniu na PS4 i Xboksa One. Czy świetne Insurgency: Sandstorm godnie przeniesiono na konsole?

Nie jesteś na to gotów, żołnierzu

Ekipa New World Interactive postawiła sobie za punkt honoru odnalezienie idealnego balansu pomiędzy takimi tytułami jak ekstremalnie realistyczna Arma a nastawionymi na dziką, szybką akcję produkcjami pokroju Call of Duty. Ich pierwsze dzieło podłożyło pod tę ideę bardzo solidne fundamenty, a recenzowany dziś tytuł tylko utwierdził wszystkich pecetowych graczy w tym, że taka rozgrywka naprawdę może działać i może się spodobać. Dużo wolniejsza i bardziej taktyczna rozgrywka wydaje się być również idealnym materiałem pod rynek konsolowy, gdzie nie ma co ukrywać, celowanie padem jest dużo wolniejsze niż celowanie myszką, a poruszanie się analogami jest dużo bardziej precyzyjne aniżeli klasyczny WSAD.

Po kilku intensywnych godzinach spędzonych z Insurgency: Sandstorm śmiało mogę stwierdzić, że dawno nie miałem styczność z tak przyjemnym i tak angażującym systemem rozgrywki w strzelankach. Jeśli jesteś przyzwyczajony do biegania po murach rodem z CoDa czy Titanfall, bądź też preferujesz pełen dynamicznych zagrywek świat Battlefielda, tutaj dostaniesz solidną życiową lekcję, która od razu zweryfikuje czy jesteś kimś, w kogo celują twórcy Sandstorma. Trudno jest opisać płynące z zabawy doświadczenia w paru prostych hasełkach, bo samo stwierdzenie, że gra jest "realistyczna" jest zbyt ogólne. Sam przyznam się bez bicia, że do tej pory grywałem głównie w takie właśnie CoD-y i inne Halo, więc do Insurgency podchodziłem całkowicie na świeże i naprawdę było to dla mnie szalenie odświeżające przeżycie.

Po pierwsze tutaj nie masz klasycznego celownika do jakiego przyzwyczaiły cię inne gry - oj nie, albo sobie przycelujesz z ramienia, albo walisz czysto intuicyjnie - no chyba, że zamontujesz do posiadanej broni laserowy celownik. Już samo to sprawia, że zaczynamy myśleć o rozgrywce nieco inaczej, a dalej jest jeszcze ciekawiej. Kierowany przez nas żołnierz naprawdę odczuwa ciężar niesionego ekwipunku, a co za tym idzie im więcej ze sobą zabierzemy i im cięższy mamy pancerz, tym gorszą będziemy mieli mobilność oraz tym prędzej będziemy się męczyć. A tak jak w prawdziwym życiu, gdy się zmachamy to celujemy gorzej, a widok z kamery buja się tak jak świat buja się przed oczami naprawdę strasznie zmęczonej osoby.

Chciałbyś biegać i strzelać jednocześnie? No spróbować możesz, ale sukcesów ci w takim boju nie gwarantuję. Do każdego starcia w Insurgency: Sandstorm trzeba podejść nieco spokojniej niż w klasycznych shooterach, ale też nie trzeba się tak ślimaczyć jak w Armie czy innych symulatorach. Twórcy naprawdę odkryli jak zbalansować te dwa światy i wychodzi im to genialnie. Gdy się śpieszysz musisz pamiętać o tym, że zaskoczony twoją obecnością przeciwnik nie skasuje cię w pół sekundy, tylko tak jak ty musi odpowiednio wycelować broń, być pewnym tego, że ma coś tam jeszcze w magazynku i poczekać aż giwera naprawdę będzie gotowa do akcji. Tutaj zawsze musisz być pewien tego co robisz, bez walenia na ślepo.

Dlaczego? Bo jeśli po długiej serii strzałów zapomnisz zmienić magazynek, gra nie zrobi tego za ciebie i skończysz jako durszlak - najpierw po wciśnięciu strzału usłyszysz i poczujesz, że broń jest pusta, a potem nieco sprytniejszy gracz zrobi z tobą porządek. To fajne odświeżenie względem tytułów gdzie nie trzeba dbać absolutnie o nic, bo wszystko odbywa się automatycznie. Złożoność mechanik Insurgency jest tak fantastyczna, że można by się nią zachwycać godzinami - nawet to w jaki sposób zmienisz magazynek zadecyduje o tym, czy zyskasz dodatkowy nabój do wystrzału czy nie.

Wojna, wojna nigdy się nie zmienia

Grając w recenzowane Insurgency: Sandstorm na bank na początku będziesz miał gorsze wyniki niż pozostali i nie ma w tym nic złego - tej gry trzeba się po prostu nauczyć. Czołgając się po ziemi nie strzelisz będąc w ruchu, najpierw musisz się zatrzymać, aby ułożyć broń tak, by móc z niej po prostu skorzystać. Ładując do pukawki granatnik nie odpalisz go szybkim wciśnięciem przycisku - musisz najpierw wybrać odpowiedni tryb działania twojej broni, a dopiero potem wystrzelić pocisk. Wreszcie idąc w toksyczne opary powinieneś założyć maskę, bo się otrujesz i zaczniesz kaszleć, a wtedy wszyscy okoliczni wrogowie usłyszą cię i dopadną.

Dźwięk odgrywa szalenie ważną rolę w rozgrywce oferowanej przez dzieło New World Interactive - twoi rywale jak i sprzymierzeńcy mogą nasłuchiwać nie tylko twoich kroków, ale mnóstwo informacji wyciągną również z każdego strzału jaki oddasz w ich pobliżu. Inaczej broń hałasować będzie w wąskim korytarzu, inaczej pomiędzy budynkami, a jeszcze inaczej w blaszanej hali. Doświadczony gracz na podstawie takich informacji będzie mógł określić twoją przybliżoną lokalizację, rodzaj broni jaką dzierżysz, a być może nawet i policzy ile nabojów ci zostało, jeśli nie usłyszał, że zmieniasz magazynek.

Niestety w konsolowej wersji Insurgency jest tak mnóstwo błędów związanych z warstwą dźwiękową, że tego nie da się aż zliczyć. Często bywało tak, że w trakcie akcji w ogóle nie słyszałem strzałów oddawanych przez innych graczy, innym razem całkowicie wyłączyło moje dźwięki strzelania. Takich problemów jest co nie miara, a to jednak bardzo poważnie wpływa na wrażenia z rozgrywki. Niestety nie jest to koniec kłopotów technicznych z jakimi boryka się konsolowa wersja hitu New World Interactive. Wiadomo, że nie zawsze gry tworzone na Unreal Engine 4 dobrze radzą sobie z ładowaniem obiektów, ale tutaj to sięga jakiegoś apogeum. Przez długi czas po załadowaniu się do meczu lub po respawnie w ogóle nie widać trzymanej broni, przybliżanie powoduje graficzny glitch rozszczepiającego się modelu głowy, a tekstury na obiektach doładowują się dosłownie na naszych oczach.

Nie są to może rzeczy sprawiające, że nie da się w to grać, ale strasznie niszczą immersję, płynność zabawy no i przede wszystkim po prostu zniechęcają. Niezależnie jednak od tego czy zdecydujemy się na grę w kooperacji przeciwko botom czy z żywymi graczami w bitwach 10 na 10, czeka na nas mnóstwo świetnej zawartości. Przede wszystkim konsolowa edycja ma na start aż sporych rozmiarów 14 map, dodatkowo kilkadziesiąt broni, gdzie wiele z nich dostępne jest dla nas od początku, aczkolwiek wiele trzeba odblokować wraz z klasami postaci. Tutaj warto dodać, że progresja jest dość szybka i po 3-4 godzinach odblokujecie każdą z grywalnych klas.

Z jednej strony rozczarowujące jest to, że starcia ograniczono z 28 graczy na 20, ale ze względu na ogromne problemy z wydajnością, wydaje się to być dość rozsądnym ruchem. Rozczarowującym, ale no inaczej się nie dało. Gdyby nie tak potężne problemy techniczne jakie napotkałem na swojej drodze, Insurgency: Sandstorm zasługiwałoby na ocenę na poziomie 8 na 10, ale niestety jest jak jest i muszę sprawiedliwie znacząco obniżyć tę notę. Jeśli ciekawi was ten tytuł, poczekajcie zatem z kupnem na kilka patchy poprawiających wydajność i błędy.