„Jeszcze tylko jeden wyścig”

 

Na początku miałem spory problem z przypomnieniem sobie pierwszego samochodu jaki kupiłem, bo jako typowy zbieracz-materialista-kolekcjoner lubię mieć w swoim garażu przynajmniej kilka ładnych wozów. Jednak na długo zapamiętam pierwszy wyścig w Motorsport 5 – detale samochodu urwały mi głowę i sponiewierały włosy na klacie... Chociaż nie chciałem zaczynać tego tekstu od grafiki, to muszę tylko wspomnieć już teraz – ta gra wygląda cudownie.

 

 

Dobra, ale zacznijmy od samej esencji... Pierwszy wyścig to standardowo kariera – tutaj rozpoczynamy swoją przygodę, zdobywamy doświadczenie i kolekcjonujemy coraz to więcej piękniejszych i mocniejszych wozów. Wyścigi są podzielone na osiem lig, które natomiast otrzymały specjalne podgrupy. Trudno tak na szybko zliczyć całość, ale jeśli dobrze patrzę, to do naszej dyspozycji oddano ponad 600(!), słownie sześćset wyścigów, które różnią się długością oraz trudnością. Zdobycie we wszystkich wydarzeniach złota to zabawa na długie, długie i jeszcze dłuższe godziny. Uwierzcie mi – poziom trudności, tak samo jak apetyt, rośnie w miarę jedzenia. Na szczęście identycznie jak nasze umiejętności.

 

„Od Corsy B do Ferrari”

 

Jest co robić, ale także jest w czym to robić, bo w dniu premiery dostaliśmy do dyspozycji ponad 200 samochodów, a kilka miesięcy po premierze możemy za prawdziwą gotówkę nabyć wiele nowych fur. Nie będę wchodzić w polemikę, czy to przystoi, czy to miło – masz pieniądze, kupujesz. Ja jestem chyba starej daty i wolne złotówki wolę wydawać na inne przyjemności. Istotnym jednak tematem w dziedzinie samochodów jest liczba – 200+ wystarczy? Panie, Niemiec płakał jak sprzedawał  – ponad 60 marek, a w nich takie smakołyki jak Ferrari, Audi, Jaguary, Cadilaci, Citroeny, Fordy, czy też Aston Martiny. A każdy piękniejszy i dokładniejszy od poprzedniego. Szczegół goni szczegół, a dzięki Autovista możemy wejść do samochodu, rozsiąść się i niemal poczuć skórzane obicie. Ta gra pod względem wykonania metalowych demonów to mistrzostwo świata... Wracając jednak do pytania, czy to wystarczy? Dla mnie zdecydowanie... I tak kupienie wszystkich, odpicowanie, poprawienie to zabawa na setki godzin. A życie jest tylko jedno.   

 

 

Właśnie jak już tutaj wspomniałem – kupienie samochodu to dopiero początek. Forza pozwala nam dowolnie ingerować w środek naszej bestii – zmienianie najmniejszych detali, które poprawią osiągi i pozwolą zdecydowanie inaczej wchodzić w zakręt to zabawa dla prawdziwych miłośników. Autorzy nie oszczędzali i serwują nam dużą listę poszczególnych elementów – od turbosprężarek, tarcz hamulcowych, filtrów, do innych najdziwniejszych części.

 

Sympatycy tuningu nie patrzą tylko pod maskę, a również na – tutaj nie będziecie narzekać, bo już pierwszy przejechany wyścig pozwoli Wam dostrzec najróżniejsze, ba najpiękniejsze malowidła. To tylko i wyłącznie od naszej kreatywności (i wolnego czasu...) zależy jak nasza zabawka będzie wyglądać. Chcecie przyciemniane szyby, zadziorne alufelgi i różowego Hulka na drzwiach? Nie ma najmniejszego problemu. Nawet kupując poszczególne samochody otrzymujemy możliwość wyboru jednego z kilku motywów kolorystycznych. Co ciekawe, prace zostały wcześniej przygotowane przez graczy-artystów i nie trudno znaleźć tutaj prawdziwe metalowe dzieła sztuki.

 

„Tomek nie może mnie prześcignąć”

 

Od początku cel jest jeden – jeździć jak najlepiej, zdobywać kredyty, kupować nowe samochody i bawić się przy tym fantastycznie. Jednak magię Motorsport 5 odnajdziecie w jednym małym słowie – Drivatar. Co to takiego? Tutaj raczej należy zapytać kto to taki? To każdy z nas, każdy z graczy, ponieważ od pierwszego do ostatniego wyścigu ów awatar uczy się naszej jazdy, przygląda się wchodzeniu w zakręty, sprawdza agresywność, zerka na sposób wyprzedania, aby później... Wypuścić naszego ducha w świat.

 

 

W taki sposób wszyscy znajomi w trakcie jazdy rywalizują z moim alter ego – to on wpada jak dziki w tłum samochodów i stara się wykorzystać każdy zakręt do „pocałowania” karoserii oponenta. No cóż, tak jeżdżę i przepraszam wszystkich znajomych za stłuczki. Jestem wariatem-agresorem.

 

Aby najlepiej zobrazować tę innowację wspomogę się jedną z sytuacji: rozpoczynam wyścig, a na starcie widzę kilku znajomych, którzy w Forzę szarpią niemiłosiernie od premiery. Jak to jest, że gram z nimi w karierze? To właśnie Drivatary – sztuczna inteligencja, która nauczyła się wszystkich ich sztuczek... Sztuczek i błędów, bo gracze jak to gracze, popełniają ich sporo i już na samym początku wyścigu sąsiad wpada w trzy inne samochody, powoduje stłuczkę, którą ja wykorzystuję i obejmuję prowadzenie! Miło jest tylko przez chwilę, bo nagle, przy zakręcie, wpada we mnie rozpędzone BMW i w głowię słyszę „sory, bro” – tak to mój brat, który notorycznie obija się od aut wykorzystując tym samym przewagę puszki.

 

Każdy rywal na trasie jest indywidualistą – Motorsport 5 serwuje nam „inteligentnych” (lub wybitnie cwanych...) rywali, ponieważ cała piętnastka (ze mną szesnastka) kierowców ma swoje słabe i mocne strony. Niby nie gramy w Sieci, a przeciwnikami są tylko „awatary”, ale mamy świadomość, że „tam jedzie Bartek”, więc my zawsze chcemy osiągnąć lepszy wynik. Psychika samca alfa potęguje chęć zwycięstwa i niejednokrotnie w trakcie jazdy pod nosem powiedziałem „no przecież muszę go prześcignąć”, „Tomek nie da rady!”, a dopiero po chwili przypomniałem sobie, że to po prostu tylko i wyłącznie nauczone gry boty.

 

 

Drivatar nie tylko pozwala nam rywalizować z innymi zawodnikami, ale sprawia, że my chcemy jeździć lepiej. Zapytacie dlaczego? Powraca magiczna psychologia – przecież mój kumpel nie może widzieć mojej okropnej jazdy, ciągłego odbijania się od band, dobijania do każdego... W tej sytuacji jeździmy dokładniej, na początku wolniej, ale na pewno lepiej. Uczymy się gry, tak samo jak nasz duch. 

 

„W Sieci rozpoczyna się zabawa!”

 

Pokonywanie kolejnych lig, zdobywanie złotych medali, kupowanie zacnych bryczek – wszystko piękne i ładne, ale w pewnej chwili dociera do nas sroga monotonia. W trakcie przechodzenia kariery możemy rozegrać kilka jazd dodatkowych – tak zwanych eventów – ale w zasadzie rozgrywka nie dostaje wtedy oczekiwanego kopa.

 

Dopiero po załączeniu trybu sieciowego poczujecie się jak po spotkaniu z Chuckiem Norrisem i jego legendarnym atakiem z pół obrotu. Multiplayer to prawdziwa esencja współczesnych produkcji i pod tym względem pozycja Turn 10 Studios nie zawodzi – szybkie wyszukiwanie rywali, wybór samochodu, możliwość dynamicznego odpicowania i jedziemy!

 

 

W tym miejscu znajdziecie prawdziwych szaleńców, zdecydowanie więcej niespodziewanych zagrań i mnóstwo pięknych samochodów – gracze prześcigają się w taktykach, próbują wymijać w najróżniejszy sposób i niszczą swoje cacka. Doświadczając rozgrywki w Sieci nie dziwię się, że Drivatary potrafią dobijać do najróżniejszych miejsc, wpadać we wszystkie bandy i kręcić się jakby „rzucał nimi demon” – tak grają gracze, więc tak jeżdżą awatary.

 

„Gra dla każdego”

 

Piękno Forzy polega na jej dostępności – to produkcja dla każdego i nie boję się tego wypowiedzieć, bo kilka godzin przed przystąpieniem do tego tekstu oglądałem zmagania mojej piękniejszej połówki, która z reguły stroni od elektronicznej rozrywki, a przez 3 godziny walczyła z kilkoma trasami i bawiła się przy tym wyśmienicie. Pomagają asystenci, którzy hamują, namalowane linie, czy też obniżony poziom trudności – ale nikt nie urodził się Kubicą i każdy z nas kiedyś zaczynał.

 

Doświadczeni gracze usuwają pomoce i czują się jak w raju, bo kontroler reaguje na każdy najmniejszy ruch, a od czasu do czasu maszyną potrafi zarzucić.

 

 

„To piękny początek współczesności”

 

Na samym początku tekstu wspomniałem, że Forza wygląda pięknie, jednak żadne słowa nie oddają natury tej produkcji. 1080p i płynne 60 klatek na sekundę to dzieło sztuki, które zwiastuje piękne czasy. To pierwsze ekskluzywne wyścigi na ósmą generację, których dbałość o szczegóły zachwyca. Każdy samochód został po prostu odpicowany do granic możliwości! Miłośnicy będą piać z zachwytu po wejściu do Ferrari z 1976 roku... Nie zdziwię się, jeśli poczujecie zapach skóry.

 

Podobny opad szczęki powodują trasy – wybitne dopracowane tereny, genialne krajobrazy i te... Wypalające oczy i uniemożliwiające rozgrywkę słońce – ta pozycja musi się podobać i każdy z graczy doceni pracę twórców. Są w tym wszystkim małe zgrzyty – tutaj warto wymienić kartonowych kibiców, elementy drugiego planu, brak zmiennych warunków pogodowych, czy też cyklu dnia i nocy – ale w trakcie jazdy nie ma czasu na bzdurki, bo przy 220km/h skupiamy się wyłącznie na trasie.

 

Na co jednak warto zwrócić uwagę – mamy do czynienia z już dojrzałą pozycją, ale gra nadal wygląda fenomenalnie i po prostu zwiastuje wyśmienite czasy. Kolejna Forza będzie jeszcze ładniejsza, a detali będzie jeszcze więcej. Magia. 

 

 

„Chcę więcej!”

 

Pierwsza myśl po spisaniu powyższych słów? Mogę iść grać! Dopiero po chwili dochodzi do mnie, że w zasadzie jest już ranek i wypada się przynajmniej trochę zdrzemnąć...

 

Forza to idealny tytuł startowy dla wszystkich fanów szybkiej jazdy, bo pozwoli Wam wypróbować świetne samochody, pojeździcie na genialnych trasach, a co najważniejsze – emocji tutaj nie zabraknie. To także pod względem graficznym dzieło nadające się na „pokazanie znajomym”, bo oglądanie niektórych miejscówek (nie wspominając o obłędnych samochodach!) to prawdziwa przyjemność dla oczu.

 

Trzeba przy tym pamiętać, że główną osią rozgrywki jest kariera, kupowanie samochodów i tryb sieciowy – mało? W zasadzie standard, ale nie oczekujcie od „piątki” rewolucji w gatunku. To przykładne wyścigi oferujące setki godzin rozgrywki, ale najbardziej doceniają ją sympatycy gatunku. Reszta zagra, będzie bawić się świetnie, ale bez ślinotoku.