Po całkiem udanym, chociaż nie aż tak rewolucyjnym jak mogłoby się zdawać Eldest Souls, United Label prezentuje kolejną mroczną opowieść dla miłośników gatunku souls-like oraz klimatów rodem z Darkest Dungeon. Już dziś na serwerach Steam, PlayStation, Nintendo oraz Xboksa znalazła się najnowsza opowieść niezależnego studia Odd Bag Studio, pod szlachetnym tytułem Tails of Iron.

Szczury też mają swój honor

Głównymi bohaterami tejże przygody są inteligentne szczury, które to dosłownie przez całe pokolenia toczyły nieustającą wojnę z wielkimi i groźnymi żabami, pragnącymi wyciąć w pień wszystkie szczurze rody. W pewnym momencie wszystkie myszowate klany zebrały się pod jednym sztandarem panującego aktualnie króla i wygnały obślizgłe płazy ze swoich terytoriów. Niestety leciwy już król widocznie się zestarzał, co jakimś cudem zdołało dojść do ich wspomnianych największych przeciwników, a co za tym idzie szczurze królestwo przestało już być bezpieczne. To idealny moment na zmiany pokoleniowe, dlatego jako Redgi przechodzimy pierwsze próby przed koronacją i nagle jesteśmy świadkami śmierci swojego staruszka. To żaby, znów podłe dziady chcą wszystko nam zabrać, dlatego musimy je powstrzymać!

Tak oto mniej więcej rozpoczyna się cała historia, by dalej zanurzyć się w nieco większy mrok i istną mściwą pogoń za całą hordą złych płazów, które to nie mają tak naprawdę dokąd uciec, więc są skazane na ostateczny cios z naszego ostrza. Czytelnikom nietypowych powieści fantasy tematyka ta może dość mocno kojarzyć się z literacką serią Redwall, co jest jak najbardziej słusznym porównaniem - oczywiście recenzowane dziś Tails of Iron jest dużo mroczniejsze. Niestety fabularnie tytuł Odd Bag Studio nie jest jakiś szalenie porywający - co prawda ma bardzo fajną i ciekawie zaprezentowaną narrację łączącą głos lektora z obrazkami w komiksowych dymkach przy szczurach, ale opowieść sama w sobie jest raczej dość prosta i stanowi tło dla walki.

Tails of Iron - Fabuła

Ogonem i mieczem

A to właśnie ona jest najważniejszym aktorem całego przedstawienia - nie szczury walczące o wolność czy parchate dzikie płazy. System walki i wynikające z niego konsekwencje to jest właśnie to, co przyspawa was do fotela przynajmniej na kilkanaście godzin, choć jeśli będziecie chcieli wycisnąć z gry więcej, spędzicie tu znacznie więcej czasu. Jedni mówią, że Tails of Iron bazuje w dużej mierze na Dark Souls, lecz tak jak już pisałem w swoim playteście, nie dajcie się złapać na takie tanie hasełka. To po prostu dobry rasowy RPG akcji, w którym musimy czasem zwyczajnie pomyśleć podczas walki, a nie lecieć z mieczem na oślep i ciachać wszystko jak popadnie. 

Deweloperzy zdecydowali się tu na umieszczenie wysokiego poziomu trudności, ale ten wynika przede wszystkim z tego jak my sami potrafimy obsługiwać się padem lub klawiaturą i jak dobrze poznaliśmy zasady rządzące tym światem. Do dyspozycji mamy kilka podstawowych ruchów pokroju skoku, uniku, blokowania oraz parowania, ale z czasem do zabawy dołączają także ciekawe bronie poboczne jak na przykład łuk i inne bronie dystansowe, czy też oręż dwuręczny pokroju toporów. Podczas każdego starcia z pomniejszymi wrogami uważać musimy głównie na to, aby nie dać się złapać w ich sidła i podstępne taktyki, choć o jakimś zaawansowanym planowaniu bym to nie mówił - raczej każdy przeciwnik walczy po swojemu, nie zwracając za bardzo uwagi na swoich pobratymców.

Nie zdarza się bowiem tak, że tarczownicy bronią łuczników, ani łucznicy nie starają się chować gdzieś po bokach za ich plecami. Być może wynika to z małego chaosu jaki dzieje się na arenach bojowych, albo po prostu ja zbyt chaotycznie walczyłem zmuszając wszystkich do latania w te i na zad. Oczywiście wraz z postępami w fabule otrzymamy też nowe uzbrojenie w postaci pancerzy, czapek, czy też tarcz, co ma znaczenie nie tylko wizualne, ale też ma znaczący wpływ na nasze poruszanie się - im lżejszy jest nasz heros tym bardziej efektywnie walczy przeciwko zwinnym rywalom, a im cięższy tym bardziej porusza się jak ociężały kloc.

Najważniejsze jest dla mnie tu chyba jednak to, że to jeden z nielicznych "souls-like'ów", który w ogóle nie ma paska staminy, a więc możemy rolować się po planszy i wymachiwać ostrzem jak tylko zapragniemy - w rozmowie podczas playtestu sam twórca przyznał mi wtedy rację, że gdy taka mechanika występuje w tego typu produkcjach, gracze skupiają się na zarządzaniu właśnie tą wytrzymałością, a nie zajmują się taktyczną walką i myśleniem.

Tails of Iron walka

Ręcznie rysowany świat

Jeśli zaś chodzi o sam świat jaki możemy zwiedzać w Tails of Iron, ten jest naprawdę bardzo ciekawie i klimatycznie zaprojektowany - przede wszystkim twórcy przyłożyli się tu aż wręcz wzorowo do detali. Dzięki temu każda miejscówka, nawet taka mało istotna, pełna jest dekoracji i charakterystycznych elementów architektonicznych, dzięki czemu całość może zapaść wam w pamięć na dłużej, czy też zaintrygować na tyle, że zaczniecie się temu wszystkiemu po prostu przyglądać, zamiast przelecieć przez komnaty z punktu A do B jak automat.

Niestety małą wadą jest ich dość monotonna kolorystyka, tematyka oraz dość "płaski" projekt pod kątem rozłożenia - ot czasem znajdzie się gdzieś jakaś mała odnoga lub ze dwa warianty na podejście w dane miejsce, ale wielkich sekretów i zawiłych korytarzy raczej się tu nie spodziewajcie. Na pewno dużą zaletą jest jednak ręcznie rysowana grafika 2D, a więc coś co zawsze sprawia, że tytuł zapada w pamięć i będzie wyglądać dobrze zarówno dziś jak i w 2050 roku - taki styl się po prostu nie starzeje. No i będzie to dobrym atutem dla osób, które mają dość wciskania retro pixel-artu w każdą możliwą grę niezależną.

Reasumując recenzowane przeze mnie Tails of Iron jest naprawdę bardzo przyjemną, wymagającą i po prostu solidną grą, aczkolwiek brakuje jej nieco odważniejszej oraz nieszablonowej opowieści, która pozwoliłaby już od pierwszych chwil wyczekiwać ważnych zwrotów akcji.