Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game, jak sama nazwa wskazuje, miało pojawić się na światowych rynkach już w zeszłym roku, ale ostatecznie ze względu na przesunięcie Igrzysk z powodu pandemii, zagrać w tytuł Segi mogli tylko Japończycy. Teraz tytuł zadebiutował również w USA i Europie, informując w menu głównym ile dni pozostało do rozpoczęcia letnich igrzysk oraz zachęcając naprawdę fajnie zmontowanym intrem. Pytanie czy produkcja Segi będzie dobrą przystawką pod nadchodzące zawody? 

Licencja na pół gwizdka 

Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game – recenzja i opinia o grze. Piłka nożna

Choć recenzowane Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game obrandowane jest gdzie się tylko da oficjalnymi logotypami oraz mamy wiele wstawek i animacji potęgujących zmagania olimpijczyków, to licencja została potraktowana dość dziwnie. Startując w poszczególnych konkurencjach próżno szukać prawdziwych gwiazd sportu. Te pojawiają się tylko i wyłącznie w trybie treningowym, gdzie wraz z postępami w grze można odblokować prawdziwych sportowców reprezentujących dane dyscypliny i stawić im czoła. Tak jakby na więcej nie starczyło budżetu. Podejrzewam, że zakup nazwisk gwiazd lekkoatletyki nie byłby problemem, ale już skompletowanie wszystkich reprezentacji narodowych w piłce nożnej czy koszykówce mogłoby producenta trochę zaboleć przy planowaniu budżetu. 

A skoro nie wcielamy się w żadnego z istniejących sportowców już na starcie trzeba takiego stworzyć. Fakt, edytor postaci w Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game jest całkiem rozbudowany i poza wyglądem wybieramy też oczywiście narodowość oraz cechy fizyczne opisujące choćby siłę, szybkość i technikę. Całość jest zrealizowana w karykaturalnym stylu, co ma swój urok. Piłka w poszczególnych dyscyplinach jest nienaturalnie wielka, można odpalać superataki i superstraty po naładowaniu odpowiedniego wskaźnika, a postacie wyglądają jak wyciągnięte z kreskówki CGI. Jednocześnie bardzo fajnie udało się odwzorować poszczególne stadiony, hale i obiekty goszczące w Tokio sportowców, które dodatkowo za każdym razem są odpowiednio opisane, więc można się czegoś pożytecznego dowiedzieć. Tytuł jest więc przyjemny dla oka, z trybun można usłyszeć pokrzykiwania i śpiewy kibiców, publiczność macha flagami, gestykuluje, ale produkcja raczej nie wyciśnie z Waszych konsol ósmych soków. Zwłaszcza na starszych systemach, gdzie drażnią zbyt długie loadingi. PS5 i XSX nie mają z tym problemu, ale tutaj z pomocą przychodzą dyski SSD.  

Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game i sprawa singla

Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game – recenzja i opinia o grze. Boks

Największym problemem Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game jest jednak to, że gra nie oferuje praktycznie żadnego trybu fabularnego, kampanii czy namiastki klasyfikacji medalowej. Olimpiada to zawsze emocje związane z tym, które miejsce dany kraj zajmie na koniec igrzysk i chciałbym to opisać w recenzji. Tutaj tego jednak nie znajdziecie. Możemy wystartować w zawodach, w których znajdzie się szereg dyscyplin z danej kategorii, możemy manualnie wybrać sobie te, które nas interesują, ale główny tryb zabawy to zaliczanie pojedynczych zawodów z listy i próba zdobycia w nich złotego medalu i pobicia rekordów. Za postępy nagradzani jesteśmy tytułami, którymi możemy opisać postać, by pokazać się online z dobrej strony. Zółtodziób, Wschodząca Gwiazda, Młody talent, ale i np. Niezniszczalna (gdy wygramy w judo mając 30% wydolności) czy Mistrzyni skoku (gdy oddamy 3 skoki z rzędu bez spalonego).  

Odblokujemy też wspomniane wyzwania z prawdziwymi zawodnikami w trybie treningowym oraz monety wydawane w sklepiku na zmianę statystyk postaci (przydaje się, gdy chcemy pobić rekord np. w dyscyplinie, w której liczy się bardziej szybkość od siły itd.), a także zakup nowych strojów. A że jest to gra podchodząca do wszystkiego z humorem, niech Was nie zdziwi bikini, strój kosmonauty, pirata czy pokojówki. W Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game można nawet namalować sobie na twarzy polską flagę, maskę kota czy innego sierściucha. Jest tego po prostu masa i stworzonymi awatarami możemy się pochwalić rywalizując z innymi graczami po sieci. Mnie szczerze powiedziawszy brakowało tu jednak jakiegoś motywatora, bo nagrody za postępy nie są zbyt fascynujące. 

Fajnie, że gdy pobijemy rekord w danej dyscyplinie gra informuje nas o tym, ale jak już wspomniałem - dużo lepiej pachniałby taki sukces, gdyby przeciwnikiem nie był awatar stworzony przez konsolę, a prawdziwy sportowiec znany z rzeczywistości. Inna sprawa, że w grze nie ma podziału na dyscypliny męskie i żeńskie - drużyny są mieszane, więc kobitki grają w jednej ekipie z facetami. Widzimy to również w judo czy boksie, gdzie dziewczyna może oklepać osiłka i na odwrót. Równouprawnienie!  

Od pływania po koszykówkę 

Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game – recenzja i opinia o grze. Skok w dal

Trzeba jednak przyznać, że Sega postarała się pod kątem dyscyplin. W pakiecie dostajemy piłkę nożną, koszykówkę, tenis stołowy i ziemny (singiel i debel), plażową siatkówkę, rugby, baseball a nawet wyścigi BMX-ów. Jest judo, boks, wspinaczka, skok w dal, rzut młotem, biegi na 100 metrów, przez płotki, w sztafecie czy w końcu dyscypliny pływackie. Jasne, nie ma kilku kategorii, które wydawałyby się logiczne, jak rzut oszczepem, skok w wzwyż, podnoszenie ciężarów, kajakarstwo, łucznictwo czy strzelectwo, ale zabawa w poszczególnych dyscyplinach jest dość zróżnicowana. W większości są to dość proste mini-gierki, które najlepiej smakują w co-opie z drugą osobą obok. Możemy nawet we dwójkę łączyć się przez sieć z innymi graczami, siekając mecze rankingowe w poszczególnych dyscyplinach. Avatary można udostępniać publicznie dla innych graczy, oraz w drugą stronę, ściągać od innych i edytować. 

Wspólne granie w siatkówkę, pingla, piłkę nożną czy tenis potrafi przynieść sporą frajdę i to jest największa wada i zaleta zarazem. W samotności pobijanie rekordów i wbijanie złotek dość szybko się nudzi. Twórcy recenzowanego Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game wpadli też na głupi pomysł odblokowywania zaawansowanych porad zdradzających tajniki sterowania w poszczególnych dyscyplinach. Nie od razu więc wiemy jak blokować piłkę przy siatce, jak kontrować w judo czy latać wyżej w skoku w dal. Tak jakby twórcy bali się, że gracze zbyt łatwo ukończą każdą kategorię znając tajniki sterowania, którym towarzyszą filmy instruktażowe.

A żeby zdobyć zloty medal w danej dyscyplinie musimy przejść kolejno 3 etapy rywalizacji (kwalifikacje, półfinały, finał). Im dalej to oczywiście trudniej. Same dyscypliny są nierówne. Piłka nożna jako czyste arcade sprawdza się całkiem nieźle. Można nawet podawać na dobieg, zastawiać pułapki ofsajdowe i robić proste zwody, choć inteligencja bramkarzy to koszmar. Koszykówka jest banalnie prosta, gdy odkryje się, że najlepiej jest podchodzić pod sam kosz i ładować automatycznie odpalane wsady. Rzuty z pola zazwyczaj są zbyt ryzykowne. Spodobał mi się tenis ziemny premiujący timing i siłę uderzeń (choć trzeba się postarać, by piłka poleciała w aut) oraz tenis stołowy, gdzie zarówno paletką jak i samą postacią kierujemy za pomocą analogów. Niezłe jest judo wymagające od nas wyczucia w wykonywaniu rzutów i kontr. Ale już boks to czysta masherka po analogach z opcją blokowania i ataków specjalnych. Tragicznie grało mi się w wyścigi BMX-ów, gdzie frajda z jazdy jest praktycznie zerowa. Dyscypliny lekkoatletyczne skupiają się z kolei głównie na mashowaniu przycisków, choć są i fajne smaczki jak np. możliwości zachęcania publiczności oklaskami do dopingu, co pozwala osiągnąć lepsze rezultaty. 

Dla niektórych atutem może być pełna polska wersja językowa, ale osobom nastawionym na singla ciężko polecić tę grę z czystym sumieniem. Na pewno potrafi przynieść frajdę w multi i w sieciowych pojedynkach, ale brak jakiejkolwiek formy rywalizacji medalowej trochę przeczy idei igrzysk olimpijskich, na której przecież bazuje Olympic Games Tokyo 2020: The Official Video Game.