Chyba każdy kto posiadał oryginalnego Xboksa doskonale zapamiętał sobie pierwsze Ninja Gaiden oraz jego dopieszczoną edycję Black, które to następnie otrzymało fantastyczny sequel na kolejnej generacji konsol oraz znacznie słabszą "trójkę" będącą gwoździem do trumny serii. Po wielu latach Team Ninja w końcu postanowiło dać szansę Ryu Hayabusie na zrehabilitowanie się i pokazanie na co go tak naprawdę stać w Ninja Gaiden: Master Collection.

Ninja Gaiden Sigma - najlepszy w czerni

Wspomniana kolekcja obejmuje oczywiście wszystkie trzy główne odsłony sagi zremasterowane do współczesnych standardów do jakich przyzwyczaiły nas zarówno konsole odchodzącej już generacji, a więc mamy tu do czynienia z Ninja Gaiden Sigma, Ninja Gaiden Sigma 2 oraz Ninja Gaiden 3: Razor's Edge. Zacznijmy sobie zatem od pierwszej przygody legendarnego Ryu Hayabusy. Podobnie jak w czasach NES-owych oryginałów fabuła jest tutaj tylko pretekstem do rozpoczęcia działań bojowych. Naszego bohatera poznajemy zatem podczas treningowej sesji w świątyni znajdującej się u granicy wioski klanu Hayabusa, by już po chwili dowiedzieć się, iż została ona zaatakowana przez tajemniczego czarnego samuraja i tylko my możemy powstrzymać go od próby zdobycia przepotężnej mocy Smoczego miecza (Dragon Sword).

Rzucamy się zatem do walki i w niezwykle wciągającej kilkunastogodzinnej wyprawie przemierzamy świat w wzdłuż i wszerz poszukując zamaskowanego drania, który spalił nam rodzinną osadę. Zapewne tak samo jak ja Ninja Gaiden Black z pierwszego Xboksa zapamiętaliście jako bardzo dynamiczną grę o niezwykle efektownych i widowiskowych combosach, muszę jednak przyznać, że jest to tylko połowicznie prawdą. Z perspektywy czasu i w zetknięciu z "dwójką" oraz " trójką" Ryu Hayabusa w swojej pierwotnej przygodzie jest strasznie powolny, a sama rozgrywka jest tu znacznie bardziej taktyczna i wyważona. Co to dokładnie oznacza? System walki przygotowany przez Team Ninja jest rzeczywiście szalenie efektowny, a kombinacje ciosów jakie możemy wykonywać nawet dziś potrafią wywołać niemały opad szczęki, ale jeśli chodzi o samo tempo walki, to jest po prostu bardziej taktyczne aniżeli dynamiczne.

Zazwyczaj naprzeciwko nam staje tylko paru przeciwników, co i tak jest liczbą wystarczającą do tego, aby nas skutecznie spacyfikować i przypomnieć, że to nie żadne tam Dark Soulsy na kiju są najtrudniejszą serią gier na świecie - to właśnie recenzowane dziś Ninja Gaiden wyszkoliło pokolenie prawdziwych twardzieli. Oczywiście nie można nie wspomnieć tu o nieco zapomnianej już dziś sztuce tradycyjnego japońskiego projektowania gier akcji. Odpalając ten tytuł musicie zatem pamiętać o sztywno rozstawionych punktach zapisu, predefiniowanych kątach kamery, czy też o prostych zagadkach środowiskowych zmuszających nas czasem do backtrackingu.

Sam projekt lokacji jest jednak niezwykle klimatyczny i bardzo przemyślany, a szereg poustawianych tu i ówdzie pułapek sprawi, że rozważnie będziecie stawiać praktycznie każdy krok - pominięcie małego detalu bądź wpadnięcie w dołek będzie was kosztować sporo czasu lub utratę cennych zasobów.

Ninja Gaiden Sigma Ryu Hayabusa

Ninja Gaiden Sigma 2 - więcej, lepiej, szybciej!

Druga odsłona przygód Ryu Hayabusy również powstawała pod okiem genialnego Tomonobu Itagaki, a więc wszystko było tu większe, lepsze i przede wszystkim szybsze względem poprzednika z 2004 roku. Nowa generacja sprzętu w postaci docelowego Xboksa 360 pozwoliła japońskim deweloperom na puszczenie wodzów fantazji i zaserwowanie nam tego jak prawdopodobnie powinien od samego początku wyglądać pierwszy Ninja Gaiden.

Tym razem nasz tajemniczy bohater znalazł się w centrum uwagi agentów CIA, którzy to pragną powstrzymać pewnego szaleńca od szerzenia terroru. Szybko okazuje się jednak, że sprawa jest znacznie gorsza niż ktokolwiek myślał, albowiem niejaki klan Czarnego pająka pragnie otworzyć bramy samego piekła i posiąść moc zdolną przejąć władzę nad calusieńkim światem. Standardowo scenariusz nie należy tu do najlepszych i ponownie jest raczej pretekstem do dalszych działań, aniżeli ich głównym motorem napędowym - ale to oczywiście nic złego. Jeśli zaś chodzi o rozgrywkę, już od pierwszych sekund gołym okiem zauważyć można, że tempo zabawy zostało podkręcone o jakieś 300%, a wzorem branżowej konkurencji sam Ryu znacznie bardziej brutalny.

Oczywiście poczujecie tu dobrą starą szkołę japońskich mistrzów designu, albowiem Ninja Gaiden Sigma 2 jest perfekcyjnym rozwinięciem pomysłów znanych z Ninja Gaiden Sigma. Oznacza to, że ponownie znajdziecie tu masę ukrytych sekretów, będziecie polegać na eliksirach leczniczych, czy też rozwiążecie proste zagadki, aby odkryć tajemne komnaty. Jedną z ważniejszych nowości jest tutaj sam level design oraz sposób prowadzenia kamery, która tym razem została umiejscowiona bardziej za bohaterem i podąża za jego ruchami. Zwiedzane lokacje są dużo większe, szersze dłuższe oraz pozwalają graczowi na znacznie więcej swobody.

Zostały bowiem dostosowane do nowego systemu walki, dzięki któremu nasz waleczny bohater jest znacznie lżejszy, szybszy, częściej korzysta z teleportacji oraz bardziej może polegać na mocach Nippo. Same starcia są też bardziej widowiskowe, albowiem atakuje nas zdecydowanie więcej wrogów jednocześnie niż w pierwszej odsłonie, a my możemy ich rozczłonkować z dużo większą satysfakcją. Drugie Ninja Gaiden jest zatem lepsze od "jedynki" pod dosłownie każdym względem, aczkolwiek jest nieco krótsze - opowieść można zamknąć bowiem w 11 godzinach.

Ninja Gaiden Sigma 2 - lokacje

Ninja Gaiden 3 - upadek serii

Po kilku latach od premiery "dwójki" Koei Tecmo zapowiedziało Ninja Gaiden 3, co napawało fanów marki sporym optymizmem ale i niepokojem, bowiem miała to być pierwsza odsłona serii, której nie reżyserował wspomniany wcześniej Tomonobu Itagaki, którego w tej roli zastąpił Fumihiko Yasuda - dziś znany jako autor genialnego Nioh i Nioh 2. Niestety już w 2012 roku widać było, że był to kulminacyjny moment dla marki i przyczyna jej upadku. Mimo wszystko Koei Tecmo postanowiło jednak uwzględnić i tę odsłonę w kolekcji remasterów, co w sumie należy docenić, bo po pierwsze mamy kolejną grę w cenie pakietu, a na dodatek możemy poznać pełną historię Ryu Hayabusy i jego smoczych korzeni.

Fabularnie spotykamy naszego herosa w momencie, w którym do naszego dzielnego bohatera zgłasza się Japońska armia sił samoobrony, co spowodowane jest tym, że światowemu porządkowi zaczęła zagrażać grupa zwana Lords of Alchemy. Ryu jest z nimi w tajemniczy sposób powiązany i decyduje się pomóc zarówno całemu światu jak i sobie samemu, albowiem dręczyć go zaczyna demoniczne brzemię. Jak zatem widzicie jest to dość ważny rozdział w historii klanu Hayabusa i o ile jest ona poprowadzona w całkiem fajny sposób, tak sama rozgrywka woła tu o pomstę do nieba.

Deweloperzy Ninja Gaiden 3: Razor's Edge zrezygnowali z ukrywania znajdziek, korzystania z eliksirów leczniczych, jakichkolwiek przedmiotów bojowych, smoczych punktów zapisu, a nawet możliwości pokręcenia się po lokacji w poszukiwaniu sekretów. Kampanię skrócono do zaledwie siedmiu godzin zabawy, lokacje stały się bardzo ciasne, ekstremalnie liniowe i w dosłownie żaden sposób nie pozwalają nam na odpoczynek od kolejnych walk. O ile w poprzednich dwóch odsłonach mogliśmy odpocząć pomiędzy potyczkami, chociażby spędzając chwilę w sklepie z przedmiotami, tak tutaj każdy pokój, korytarz czy wnęka naszpikowana jest hordami przeciwników.

Ninja Gaiden 3: Razor's Edge - bronie

Z jednej strony naparzają do ciebie goście z RPG, z kolejnej zwykli żołnierze i czarodzieje, a na dodatek życie uprzykrzają ci twardziele z tarczami i szponami. Co jest tu chyba najbardziej przykre, każda lokacja wypełniona jest dosłownie tymi samymi przeciwnikami - no nie do końca, bo mają inne mundury i skórki, ale to wciąż ci sami rywale jakim skopaliśmy tyłki kilkadziesiąt minut temu. Z takiego rozwoju przypadków mogą ucieszyć się zaś ci, których męczą wszystkie systemy zdrowia oparte o apteczki - tych tutaj nie ma, a nasze zdrowie automatycznie odnawia się do maksimum po zakończeniu pojedynku.

Sama zabawa stała się też przy tym niedorzecznie wręcz chaotyczna - czasami w ferworze walki ciężko jest połapać się w tym gdzie jest Ryu, w jakim kierunku zaatakuje, jak znalazł się w danym punkcie jak pół sekundy temu był otoczony przez trzech innych wrogów. Twórcy chcieli, aby było jeszcze bardziej dynamicznie i efektownie niż w "dwójce", ale srogo z tym przesadzili.

Reasumując recenzowane przeze dziś Ninja Gaiden: Master Collection to całkiem solidnie przygotowana paczka remasterów trzech odsłon kultowych przygód Ryu Hayabusy, który czekał na powrót zdecydowanie dłużej niż powinien - to grzech trzymać taki talent w ukryciu przez blisko dekadę. Jeśli chodzi o czysto techniczny stan remasterów wypadają one bardzo dobrze. Rozgrywka jest szalenie płynna, nie występują żadne błędy graficzne, a jedyne ścinki na jakie natraficie wynikają wyłącznie z pierwotnych konstrukcji każdej z gier - na przykład z doczytywania się lokacji. Blado wypada jedynie interfejs, który na dużym ekranie będzie straszył pikselozą godną czasów PlayStation 3. Jeśli będziecie w stanie przeboleć taki mały szczegół i zaakceptujecie dużo niższą jakość Ninja Gaiden 3 względem poprzedników, będziecie się tu doskonale bawić.