Nie odkryję Ameryki mówiąc, że trzy ostatnie odsłony serii Assassin's Creed na wielu płaszczyznach przypominają naszą dumę narodową - Wiedźmina 3: Dziki Gon. Assassin's Creed: Origins był pierwszym, który czerpał garściami z elementów RPG, lecz taki miszmasz gatunków nie każdemu wyszedł na dobre. Ubisoft poprawił się za sprawą Assassin's Creed: Odyssey, a jeszcze lepiej poszło im przy Assassin's Creed Valhalla, części, która jest zdecydowanie najlepszą z "nowej trylogii". Czy wysoka jakość została podtrzymana przy pierwszym dodatku do przygody Eivora z klanu Kruka? Niestety, ale nie.

Podróż w nieznane

Assassin's Creed Valhalla: Gniew Druidów - druidzi

Główny bohater tym razem przenosi się na Zieloną Wyspę. Na miejscu spotyka swojego kuzyna - Barida - który próbuje wznieść w Irlandii swoje własne państwo. Niestety, ale mieszkańcy tegoż kraju nie są skorzy mu pomóc, ponieważ jest poganinem. Bardzo litościwym i wysłuchującym każdego poddanego poganinem, lecz te cechy charakteru nie wystarczyły, aby pozwolić wyżej wymienionej postaci odegrać większą rolę w Irlandii.

Assassin's Creed Valhalla: Gniew Druidów skupia się więc na pomocy wikingowi z naszej rodziny. W trakcie przygody poznajemy wiele postaci, ale trudno tutaj ich za cokolwiek pochwalić. Względem podstawki, mieszkańcy Zielonej Wyspy - nie licząc Ciary, która niejednokrotnie potrafiła zaskoczyć - są nijacy i trudno odczuć, aby zwracali jakąś większą uwagę Eivorowi - komuś, kto podbił całą Anglię. Ich przeszłość oraz plany na przyszłość nie zrobiły na mnie większego wrażenia i cudem powstrzymałem się od pomijania dialogów.

Niewykorzystany potencjał czuć również przy Dzieciach Danu, czyli odpowiednikach Zakonu Starożytnych. Oglądając materiały promujące Gniew Druidów czułem, że odegrają oni większą rolę w fabule, a każde zbliżenie się do ich chaszczów, w których odprawiają swoje nikczemne rytuały, będzie wywoływało gęsią skórkę na ciele. W wersji finalnej główni przeciwnicy w Irlandii zostali spłyceni do maksimum i pisząc recenzję dzień po ukończeniu DLC, już nie pamiętam, kto do nich należał. To tylko świadczy o tym, jak bardzo druidzi zostali potraktowani po macoszemu przez twórców.

Brak pomysłu

Assassin's Creed Valhalla: Gniew Druidów - dzieci danu

Będąc już przy minusach Gniewu Druidów, warto wspomnieć także o misjach fabularnych i pobocznych. Te pierwsze są niczym innym, jak kopią tych z podstawki (atakowanie twierdz, szukanie członków Dzieci Danu po wskazówkach znajdowanych w strzeżonych miejscach itd.) i może 2-3 zadania wprowadzały jakiś powiew świeżości. A gdy już to robiły, to o minusach dodatku można było choć przez chwilę zapomnieć, bo ogólne założenia fabularne wcale nie były takie złe. Z kolei zadania poboczne zbierane z gołębników były tym, za co AC: Origins dostał ostre lanie - sztucznym przedłużeniem rozgrywki poprzez udanie się do miejsca X i wyeliminowania celu Y. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że około jedna piąta dodatku właśnie na nich się skupiała.

Wybaczyć co nieco DLC do AC: Valhalli można dzięki świetnej oprawie dźwiękowej - Einar Selvik ponownie podołał zadaniu i zaoferował odbiorcom soundtrack potrafiący w odpowiednich momentach wyluzować pozwalając zwiedzać pobliskie wsie, a w innych - zamrozić krew w żyłach, gdy zbliżaliśmy się do największych wrogów Eivora. Świetną robotę wykonała także Julie Fowlis, aktorka dubbingująca wyżej wspomnianą Ciarę, której przepiękny głos niejednokrotnie usłyszymy w trakcie paro-minutowych filmików przerywnikowych.

Assassin's Creed Valhalla: Gniew Druidów recenzja - oponent

Jak to już bywa w przypadku Ubisoftu, Francuzi nie zawiedli przy projektowaniu lokacji. Północno-zachodnia część Europy słynie z bagnistych, podmoczonych terenów i to właśnie one przeważają w IX-wiecznej Irlandii. Główny bohater niejednokrotnie topi się w błocie, wskakuje do zabrudzonych jezior czy przepływa rzeki, aby dostać się do ciężej dostępnych posiadłości. Szczerze powiedziawszy, zwiedzając Zieloną Wyspę czuć unoszący się w powietrzu zapach wsi - projektanci lokacji po raz kolejny pokazali, że potrafią zaoferować swoim klientom zjawiskowe widoczki.

Dodatek do Assassin's Creed Valhalla zawiera znane z przygody w Anglii aktywności dodatkowe, więc fani całowania ścian będą mieli tutaj sporo zajęcia. Wymaksowanie Gniewu Druidów zajmie nawet 15 godzin, odnajdując wszystkie skarby, niszcząc skażone miejsca, zabijając legendarnych drengrów i zwierzęta, czy także łapiąc kartki niesione wiatrem. Jedyną nowością w tymże aspekcie są placówki handlowe, które musimy odnowić, jeśli chcemy poprawić relację handlową między Dublinem a Anglią. To dodatkowa aktywność wprowadzająca pewien powiew świeżości, który - jeśli interesuje nas fabuła wystarczająca na około 6/7 godzin - możemy ominąć wedle własnego życzenia szerokim łukiem.

(Nie) warto

Cóż... Assassin's Creed Valhalla: Gniew Druidów podąża drogą Assassin's Creed Origins: Ukryci. Oba fabularne dodatki nie wprowadziły tak naprawdę niczego nowego i są jedynie marnymi zapychaczami, które spodobają się - śmiem twierdzić - wyłącznie osobom mającym wyczyszczoną Anglię na 100% i wciąż chcącym wykonywać kolejne aktywności w świecie wikingów. Nowe tereny są piękne, fabularnie - pomijając płytkie postacie - nie jest aż tak bardzo źle, ale ja osobiście liczyłem na coś więcej. Na coś, co choć trochę zbliży serię o zakapturzonych zabójcach do poziomu rozszerzeń do Wiedźmina 3. Trzymam kciuki za to, aby podbój Paryża był bardziej efektowny.


Dodatek recenzowano na PC wyposażonym w GTX 1080, 16GB RAM-u i procesor i5 8600K. W rozdzielczości 1440p (QHD), ustawieniach graficznych: bardzo wysokie, gra nie miała żadnych ścinek, a klatki na sekundę bardzo rzadko spadały poniżej 65. Optymalizacja zdecydowanie gorzej wypadała w przypadku podstawki.