Igor Chrzanowski Igor Chrzanowski 05.12.2020
Tak, urodziłem się w 1995, ale czy to wyklucza mnie z grona fanów pierwszego PlayStation?
2111V

Tak, urodziłem się w 1995, ale czy to wyklucza mnie z grona fanów pierwszego PlayStation?

Nie od dziś wiadomo, że każdy wiek rządzi się swoimi prawami, dlatego tak widoczne są różnice pokoleniowe jakie tworzą się pomiędzy ludźmi. Sam wielokrotnie słyszałem i czytałem, że skoro jestem takim młodym szczylem, to nie mam prawa kochać pierwszego PlayStation. A właśnie, że mam!

To prawda, urodziłem się w 1995 roku, czyli kilka miesięcy po światowym debiucie pierwszej konsoli Sony, co prawdopodobnie powinno wykluczyć mnie z grona potencjalnych miłośników tejże konsoli, bo zacząłem być bardziej świadomy i kumaty dopiero w okolicach premiery PlayStation 2.

Powrót do przeszłości

No i będąc całkowicie szczerym, nie jestem w stanie przypomnieć sobie ile miałem lat kiedy po raz pierwszy w swoim życiu miałem styczność z grami wideo, ale było to jakoś w okresie gdy miałem 4 lub maksymalnie 5 lat - wtedy to u babci na wsi kuzyn z Warszawy pozwolił mi zagrać w Crasha Bandicoota 3: Warped. Od razu zakochałem się w tej grze, a gdy potem odpalił kodami demko Spyro, zacząłem jarać się jak wiedźma na stosie. Po powrocie do domu zacząłem rodzince marudzić, że chcę sobie pograć w takie cudo, ale niestety nie mogłem - a to dlatego, że pierwszym sprzętem do grania w moim domu było... PlayStation 2.

Z rodzicami poznawałem przygody Ratcheta i Clanka, Jaka i Daxtera, Sly'a Coopera, Gifta i innych bohaterów lat 2000-2002. Sam swojej konsoli doczekałem się jednak dopiero po przykrym wypadku szkolnym, gdzie za odszkodowanie i jakieś tam dołożone drobne, kupiono mi mojego prywatnego Szaraka! Tak, gdy w salonie stało PS2, ja dostałem PSX'a (o dziwo nie PSOne, a właśnie model oryginalny).

Wtedy to dostałem w swoje ręce trzeciego Crasha i oczywiście bez karty pamięci, bo tę zakupiono dzień później, przeszedłem z rodzinką chyba całą grę. Tak oto rozpoczęła się moja podróż przez otchłań przeszłości i archiwalne numery PSX Extreme oraz Neo Plus - to właśnie dzięki tym dwóm pismom zacząłem interesować się branżą na poważnie i siedziałem z nosem w każdym nowo nabytym numerze.

Tekken, GT, Spyro, Rayman, Croc... i dziesiątki innych "tłoków"

Nie ma się co oszukiwać - w tamtym czasie piraciłem gry tak jak praktycznie każdy, dzięki czemu dość szybko zyskałem dostęp do pokaźnej biblioteki tytułów na PSX'a, którą to jeszcze wzbogacono o kolekcję ojczyma, którą ten zbierał od premiery konsoli. Swoje pierwsze magiczne chwile z zabawką Sony spędziłem głównie na wspólnej rodzinnej zabawie - cioraliśmy w całą trylogię Crasha, stoczyliśmy setki pojedynków w Tekkenie 3, gdzie emocje naprawdę sięgały zenitu, a do tego spełniło się moje wcześniejsze marzenie i otrzymałem pierwsze Spyro. Ło panie, co to był za tytuł... piękno w czystej postaci.

Na początku byłem szczerze przekonany, że przygody fioletowego smoka to przyjemność na dosłownie kilkadziesiąt godzin - mogłem chodzić po wszystkich lokacjach w nieskończoność, zbierać wszystko dosłownie do ostatniego diamencika. Każde podejście do tej opowieści było wyjątkowe i niezapomniane, a tak na oko rzecz biorąc, ukończyłem całość chyba z 5 albo i 6 razy - tym bardziej byłem zdziwiony, jak kiedyś obejrzałem cały let's play Musiola i ten zamknął się w niecałych 5 godzinach. 

Jeśli jednak myślicie, że maniaczyłem tak tylko w jeden tytuł, tutaj pewnie się zaskoczycie. Albo i nie. Drugiego i trzeciego Crasha ukończyłem po jakieś 10-12 razy, próbując coraz to cięższych sztuczek, jak wykorzystywanie bugów do speedrunowania i innych tego typu bajerów. Najwięcej jednak czasu spędziłem z Crash Team Racing - tego naprawdę nie jestem w stanie zliczyć. Tryb fabularny zrobiłem na 100% jakieś 20... może 25 razy, ale to ile godzin spędziłem na kanapowym graniu z ziomkami, kuzynką, siostrą czy nawet rodzicami, wie chyba tylko sam Wszechmogący.

Przygoda trwa...

Może to kogoś zdziwić, ale jestem jednym z tych graczy, którzy nigdy nie sprzedają żadnej swojej konsoli, gdyż nawet lata po zakończeniu jej wsparcia nowymi tytułami, wciąż mają w co grać. Mój Szarak skończył w tym roku 18 lat i pomimo posiadania 14 innych konsol w swoim mieszkaniu, wciąż na nim regularnie gram, a nawet uzupełniam kolekcję o oryginalne wersje gier, które dawno temu odważyłem się piracić bez umiaru.

Czasami wybór padnie na tysięczną partyjkę w CTR-a z ziomkiem, czasami siądę do ukończenia jednego z rozgrzebanych klasyków, w którym lata temu gdzieś tam utknąłem lub po prostu nie chciało mi się męczyć z jakimś bossem. I co jak co, ale powiem Wam, że Harry Potter na PSX'a to jedna z najbardziej paskudnych i okropnych gier z jakimi kiedykolwiek miałem styczność... co nie przeszkodziło mi w zrobieniu w nim 96% ukończenia.

Moja miłość do pierwszego "plejaka" jest na tyle duża, że posiadam w domu aż 3 egzemplarze - swój oryginał kupiony w 2002 roku, otrzymany od koleżanki z pracy PSOne, a także dorwany w pre-orderze PSX Mini. Niech sobie wychodzi PS5, PS6, czy nawet PS 2077, dopóki na świecie będzie jeszcze choć jedno działające PlayStation, będę na nim regularnie grywał.

Tagi: perełki z szaraka playstation ps one psone psx retro