Igor Chrzanowski Igor Chrzanowski 28.06.2020
Mixer - niefortunny eksperyment Microsoftu za miliony dolarów
1390V

Mixer - niefortunny eksperyment Microsoftu za miliony dolarów

Microsoft miał wielkie ambicje związane z rynkiem streamerskim i równie wielkie pieniądze wpompował w autorski serwis Mixer. Co zatem doprowadziło do tak ogromnej porażki i utopienia w projekcie milionów dolarów?

Amerykański gigant rzadko ponosi tak spektakularne porażki jak ta związana z platformą Mixer - częściej takie wpadki zdarzają się chociażby firmie Google, która w nieprzemyślany sposób planuje wejść w tematy, na których się totalnie nie zna. Jednakże Microsoft miał na rozwój swojej platformy streamingowej dokładny plan, wiedział co i jak chce z nim zrobić, a do tego podejmował kosztowne oraz bardzo efektywne ruchy mające podnieść jej popularność. Dziś prześledzimy sobie historię oraz problemy umierającego Mixera.

Skromny start

5 stycznia 2016 roku na światowym rynku wystartowała malutka, niezależna platforma do streamowania ochrzczona jako Beam - przez pierwsze kilka miesięcy prezentowała kilka ciekawych i innowacyjnych propozycji jak na przykład zbieranie punktów doświadczenia za oglądanie oraz tak zwanych iskierek, które można wydawać na graficzne aktywności na czacie. Już w maju tego samego roku Beam dostało aż 50 tysięcy dolarów nagrody w ramach konkursu start-upów firmy TechCrunch, dzięki czemu usłyszało o niej znacznie więcej osób. Ten mały sukces skłonił zaś sam Microsoft, aby złożyć młodym włodarzom obiecującą ofertę i już 11 sierpnia 2016 roku przejęto platformę.

Ekipa Billa Gatesa ogłosiła, że Beam będzie zintegrowany z Windowsem 10, będzie dostępny na konsolach Xbox One oraz urządzeniach mobilnych. Konsola "Zielonych" została zintegrowana z Beamem już w marcu 2017 roku dzięki specjalnej systemowej aktualizacji, a już w maju tegoż roku postanowiono przemianować nazwę aplikacji na znany dziś Mixer. Powodem były problemy natury prawnej, albowiem Beam nie mogło być używane w zakresie globalnym, a to dla takiej marki duży cios. Tak zatem rozpoczęła się ciekawa przygoda Microsoftu w walce o widzów.

Ekstremalnie szybki wzrost?

Według internetowych analizatorów popularności stron internetowych, Mixer przez pierwsze trzy lata swojej działalności rósł w średnim tempie około 12% miesiąc do miesiąca, co w perspektywie całego okresu do listopada 2019 roku daje 17-krotny wzrost zasięgów. Ale czy to naprawdę tak dużo?

No okazuje się, że nie za bardzo, albowiem konkurencja w postaci Facebooka, YouTube Gaming i samego Twitcha rosła znacząco szybciej! Według danych dostępnych na stronie Streamlabs.com w samym 2017 roku platforma Amazona urosła o 197%, YouTube Gaming o 393%. W przypadku Mixera i Facebooka dostępne są tylko liczby za Q4 2017 roku i wtedy obie platformy wzrosły kolejno o 58% i 62%. W ujęciu względnym liczby te wyglądają całkiem ok, ale w ujęciu bezwzględnym, jest naprawdę słabo.

Jak na dłoni widać, że przewaga dwóch największych branżowych gigantów jest wręcz przygniatająca, a potencjalne odrobienie strat może zająć od kilku do nawet kilkunastu lat. Ale gdzie zwykłe firmy wymiękają, tam Microsoft sypie dolarami na lewo i prawo.

Ekskluzywność pomysłem na sukces?

To dość zabawne, że włodarze Xboksa sami zrezygnowali z polityki ekskluzywnych gier, a w 2018 roku rozpoczęli ekskluzywną ofensywę na rynek streamerski. Całość zaczęła się od umowy zawartej pomiędzy Microsoftem a wydawnictwem Hi-Rez, na mocy której profesjonalne rozgrywki w SMITE mają być transmitowane wyłącznie na Mixerze - tyczy się to zarówno pecetowej jak i konsolowej ligi popularnej Moby. Rozwiązanie to można śmiało nazwać półśrodkiem i pójściem trochę na łatwiznę, albowiem Hi-Rez miał już taką samą umowę do gry Paladins z Facebookiem. 

Niestety okazało się, że rok 2018 nie był aż tak szczęśliwy dla Mixera jak chciałby tego Microsoft, albowiem po wszystkich akcjach promocyjnych, platforma zagarnęła zaledwie 1% całego rynku streamerów - dla porównania Twitch w 2018 roku posiadał 75% udziałów, a YouTube 22%. W 2019 roku ekipa Phila Spencera musiała zatem przejść do mocnej ofensywy i w tym celu podjęto dramatycznie kosztowne kroki.

W sierpniu 2019 roku Microsoft wyłożył grube miliony dolarów samemu Ninjy, który jako jeden z największych streamerów świata posiadał ogromną bazę wiernych widzów - ponad 250 tysięcy osób płaciło za subskrypcję jego kanału na Twitchu! Ogłoszenie tegoż transferu zrobiło bardzo dużo szumu wokół platformy "Zielonych" i poskutkowało równie dużymi wzrostami zainteresowania.

Od momentu w którym Ninja przeszedł na Mixer, pobrania aplikacji w wersji mobilnej natychmiastowo podwoiły się, a premierowy stream gwiazdora sceny Fortnite zgromadził aż 2,2 milion unikalnych widzów. Jego najwyższy peak wyniósł wtedy aż 85,876 osób, zaś średnio kanał oglądało wtedy 61,574 widzów. Jak duży był to sukces? Tyler "Ninja" Blevins w pojedynkę wygenerował 50% ruchu na całej platformie!

Tak dobre rezultaty zachęciły wtedy całkiem spore grono malutkich streamerów do przejścia z ich dotychczasowej platformy na Mixera, gdzie upatrzyli sobie własną szansę na wybicie się na stosunkowo świeżym rynku. Jeśli chodzi zaś o Microsoft, ten uderzał do kolejnych gwiazd pokroju Shrouda i tym samym budował całkiem pokaźną bazę popularnych partnerów.

Dzięki temu wyniki w branży za okres 2018-2019 prezentowały się następująco.

Niespodziewany odwrót

Wydawać by się mogło, że z tego miejsca podbój branży streamerów jest już tylko kwestią czasu - zarówno dla Mixera jak i dla Facebooka, który w podobny sposób podszedł do walki o rynek. Niestety pandemia COVID-19 brutalnie pokazała, że graczom szalenie trudno jest pozbyć się starych przyzwyczajeń. Okazało się bowiem, że dzięki kwarantannie cały sektor streamerski urósł w kilka miesięcy średnio aż o 99% - choć jak spojrzymy na poniższe statystyki, coś tu musiało się porządnie wy...walić.

No bo jak inaczej nazwać sytuację, w której cała konkurencja rośnie od killkudziesięciu aż do nawet kilkuset procent, a sam Mixer o żałosne 0,2%? Powodów może być tak naprawdę kilka, ale sam osobiście upatruję w tym wszystkim jednego winowajcy - nieczytelności.

O ile Twitch oraz YouTube mają bardzo przyjazne i przejrzyste interfejsy, tak Facebook i Mixer są dramatycznie nieczytelne, chaotyczne i po prostu zniechęcające. Platforma Zuckerberga urosła jednak tak mocno dzięki temu, że z samego Facebooka korzysta absolutnie każdy (no, "każdy"), a zatem znacznie łatwiej jest wepchnąć nam nawet siłą te streamy na tablicy głównej. A jak sami wiecie, statystyki liczy się bezlitośnie i nie patrzy się na opinie ludzi, tylko na cyferki. 

Z drugiej strony Mixer starał się wpychać nam transmisje od znanych osób, których mogliśmy nie lubić, lub po prostu szukaliśmy czegoś zupełnie innego, przez co zanim dokopaliśmy się przez o kilka kliknięć w zakładki za dużo, do tego co chcemy, zdążyliśmy już dawno zamknąć aplikację. No i istnieje jeszcze jeden, dość ważny powód. O ile malutcy streamerzy na Twitchu jakimś cudem zgarniają czasem losowych widzów, tak na Mixerze w wielu kategoriach nie było dosłownie żadnych oglądających!

Czy zatem Microsoft słusznie wycofał się z walki o klientów? Z biznesowego punktu widzenia, raczej tak - lepiej się poddać i wyłożyć jednorazowo te kilkadziesiąt milionów na "odszkodowania", aniżeli dokładać do umierającego biznesu przez następne 10 lat. A przepaść pomiędzy platformami jasno pokazywało zamknięcie ostatniego sezonu w Fortnite. Wydarzenia z gry oglądało wtedy na żywo prawie 7 milionów osób. Z czego 2,2 mln na Twitchu, a zaledwie 100 tysięcy na Mixerze.

Tagi: facebook gaming mixer twitch youtube gaming