Krzysiek Kalwasiński Krzysiek Kalwasiński 10.05.2020
Feminizm w popkulturze. Czy naprawdę jest problemem? [OPINIA]
1176V

Feminizm w popkulturze. Czy naprawdę jest problemem? [OPINIA]

Szeroko pojęta popkultura staje się coraz bardziej zróżnicowana. Tyczy się to zarówno filmów, seriali jak i gier, w których pojawia się więcej typów postaci i wątków. Nie wszystkim to odpowiada i coraz częściej spotykam się z krytyką tego zjawiska. Tyczy się to również postaci kobiecych, które rzekomo na siłę wciskane są do kolejnych dzieł.

Pomysł na napisanie tego tekstu zawsze był gdzieś z tyłu mojej głowy. Przyglądając się mediom społecznościowym nie mogę wyzbyć się wrażenia, że wielu ludzi ma problem z faktem, że w grach pojawiają się kobiece postacie. Uderzyło mnie to ostatnio przy okazji zapowiedzi Assassin’s Creed Valhalla, o którym powiedziane było, że do dyspozycji graczy oddani będą bohaterowie obu płci. Z krytyką spotkałem się w zagranicznych społecznościach, ale również tutaj, na naszej stronie i tylko od mężczyzn. Wiele głosów mówi o tym, że to bez sensu, bo przecież kobiety nie mogą być wojowniczkami. Nie pozwala im na to struktura ich ciała i przecież od zawsze zarządzały gospodarstwem domowym, opiekowały się potomstwem, a to mężczyźni wyruszali na podboje i szkolili się w walce. Nie brakuje też głosów mówiących o tym, że mężczyźnie po prostu bardziej pasuje brutalność i walka sama w sobie. Nie mogę się z tym w żadnym stopniu zgodzić. Historia opowiada o uzbrojonych oddziałach kobiet, na czele których stały kobiety. W niektórych przypadkach odpierały ataki, z którymi nie poradziły sobie męskie oddziały. W mitologii też nie brakuje przykładów przedstawiających walczące kobiety – choćby amazonki. Trzeba też zaznaczyć, że Assassin's Creed to gra, która jedynie czerpie z historii, a nie ją opowiada. To wciąż jedynie forma konkretnej rozrywki.

 

 

Brutalność tylko dla mężczyzn?

 

Jeśli chodzi o walkę i brutalność samą w sobie, to w popkulturze od zawsze były kobiece postacie, które podobne cechy przejawiały i w żadnym stopniu nie było to karykaturalne. Przykłady można mnożyć, począwszy od filmu Obcy: Ósmy Pasażer Nostromo, poprzez obie części Kill Bill, a na Atomic Blonde czy Ptakach Nocy kończąc. Przy wszystkich tych filmach bawiłem się świetnie i widząc walczące kobiety, ani razu nie poczułem jakiegoś dyskomfortu, czy politowania dla słabego występu. Nie wspominając o Larze Croft, która od 1996 roku cieszyła się ogromną popularnością i nikt nie miał problemu się w nią wcielać. Angelina Jolie i jej występ w dwóch filmach opartych na grach to przykład na to, jak powinno odgrywać się podobne postacie. Do dzisiaj uważam, że lepsze ekranizacje gier nie powstały, choć bardzo doceniam też Silent Hill – znów kobieca kreacja zostawiająca pozytywne wrażenie. Jeśli chodzi o wojowniczki wikingów, to nawet jeśli ograniczyć się tylko do gier Ubisoft, nie będzie to żadna nowość, bo te pojawiły się w For Honor. Tryb opowieści w dużej mierze skupia się na bojowniczce Apollyon, przed którą wielu mężczyzn drży ze strachu. Nie zapominajmy o serialu Wikingowie, w którym ważną rolę odgrywa Lagertha – postać zainspirowana wikińską wojowniczką sprzed lat. Historia udokumentowała istnienie takich oddziałów i wcześniej wspomniana wojowniczka była również jarlem, co znacząco przekracza opiekowanie się jedynie gospodarstwem domowym. Jeśli więc ktoś mówi o tym, że wśród wikingów nie było walczących kobiet, to albo nie zna historii, albo w nią nie wierzy – a to mówi samo za siebie. Na tym skończę podawanie przykładów, bo samo ich wymienianie zajęłoby naprawdę sporo miejsca w tym tekście, a chciałem poruszyć jeszcze inne kwestie.

 

 

Ideologie od zawsze obecne były w popkulturze

 

Jedną z tych innych kwestii, jest feminizm czy jakakolwiek inna ideologia "na siłę" przepychana do danego dzieła. Zjawisko takie jak najbardziej ma miejsce, bo nie jest żadną tajemnicą, że twórcy popkultury nie chcą zrazić do siebie żadnych ugrupowań, grają więc bezpiecznie i umieszczają w swoim dziele postacie, z którymi utożsamić się będzie mógł każdy. Nie brakuje w serialach postaci, które poza swoją orientacją seksualną, kolorem skóry czy płci, nie reprezentują nic. Nie wydaje mi się jednak, żebyśmy mogli powiedzieć, że to standard, bo szczerze mówiąc mam większy problem ze znalezieniem takowych, aniżeli z tymi co faktycznie są dobrze wykreowane. Może to być jednak zasługą tego, że zabieram się za dobre seriale i filmy. Sam jestem zdania, że wciskanie czegokolwiek na siłę jest złe, bo jeśli postać jest dobrze napisana, to jej cechy jedynie uwydatniają charakter i czynią ją ciekawszą. Kolejna rzecz, o której warto powiedzieć – jeśli twórca danego obrazu chce przekazać jakąś ideologię, to nie widzę w tym nic złego, jeśli zrobi to dobrze i poruszy tym samym ważny temat. Po tym co widzę w Sieci, jest to ważna walka, więc nie dziwię się, że ludzie którzy mogą to robić, mówią głośno o swoich przekonaniach. Tak było od zawsze. Popadanie w skrajności nigdy nie jest czymś dobrym i tak samo jest ze skrajnym feminizmem. Nie prowadzi to do niczego dobrego, czego przykładem jest choćby to jak zmieniła się Lara Croft i jak przedstawiona została w najnowszych odsłonach. Z jej seksapilu sprzed lat nie zostało już nic, bo ludzie mogliby mieć problem z uprzedmiotowieniem jej. Dochodzimy do tego, ze obawa o tak naturalną rzecz jak atrakcyjność i seksapil, zdaje się rzeczą na tyle wręcz kontrowersyjną, że twórcy wolą postaci tego pozbawić.

 

 

Kiedy odbiorca dyktuje jak ma wyglądać dane dzieło

 

Ważne jest, aby twórcy nie ograniczali swoich wizji i przedstawiali faktycznie to co czują, oczywiście z zachowaniem granic. Jedyne co my jako widzowie i gracze możemy zrobić, to ocenienie ich dzieła i porozmawianie o tym, co w dobie internetu jest jeszcze łatwiejsze. Nie wrzucajmy jednak wszystkich do tego samego wora, bo to krzywdzące tak naprawdę dla nas samych. Umieszczanie jakiegokolwiek bohatera w grze czy filmie najczęściej nie jest przepychaniem żadnych ideologii. Wybór jest lepszy niż jego brak, zwłaszcza w grach, po które sięga coraz więcej ludzi ogólnie, różnej płci, wieku czy koloru skóry. Osobiście nie szukam swoich podobizn w dziełach popkultury i nie rozumiem ogólnego lamentu o braki w tej kwestii. Czy fakt, że ktoś czarny zobaczy w grze czarnoskórą postać jakoś wpływa na jego życie? Nie wydaje mi się i nie powinno to wpływać na odbiór. Podobnie jest z protagonistkami. Przeszedłem Horizon Zero Dawn i nie sprawiło to, że czuję się bardziej kobieco. Tak samo jak po przejściu Max Payne 3 nie zacząłem nadużywać alkoholu i strzelać do ludzi. To kim gram i kogo oglądam w żaden sposób na mnie nie wpływa. Dlatego nie pojmę płaczu o to, jakiej płci postać umieszczono w grze, tym bardziej jeśli daje nam to wybór. Uważam, że jest to szkodliwe dla każdej branży, nie ważne po której stronie barykady stoimy. Jeśli zachowujemy się w ten sposób, krzyczymy tak samo jak ta druga strona, którą krytykujemy. Nie lepiej po prostu czerpać radość z tego co dostajemy? Zwłaszcza jeśli jest to dobre, a to już każdy musi ocenić sam. Jeśli ktoś nie potrafi patrzeć na rozrywkę bez doszukiwania się ukrytych (bądź nie) ideologii, może niech lepiej zmieni hobby, bo może być jeszcze gorzej. Internetowych krzykaczy nie mających nic lepszego do roboty poza przesiadywaniem na stronach i lamentowaniem, raczej ubywać nie będzie.

Tagi: feministki feminizm film gry popkultura